Tylko remis. Legia wyszła ze strefy spadkowej
Legia Warszawa po raz kolejny niepokonana w lidze, lecz ponownie również bez trzech punktów. Niedzielne spotkanie z Rakowem Częstochowa zakończyło się podziałem punktów, który nie jest na rękę "Wojskowym", chociaż udało im się wyjść ze strefy spadkowej.
Mecz idealnie rozpoczął się dla Rakowa, który szybko wyszedł na prowadzenie. Po rzucie różnym źle we własnym polu karnym zachował się Jean-Pierre Nsame, interweniując na tyle niefortunnie, że podał wprost do Lamine Diaby-Fadigi, a ten z bliska wpakował piłkę do siatki. Potem mecz był spokojny, a Legii udawało się oddalić grę od pola karnego. Wkrótce celny strzał z dystansu zanotował Wahan Biczachczjan. Futbolówka leciała jednak w sam środek i spokojnie interweniował Oliwier Zych.
Raków teoretycznie oddał nieco pola gry swoim przeciwnikom, ale gospodarze nie bardzo potrafili z tego skorzystać. W 24. minucie klub z Częstochowy przeprowadził z kolei bardzo ciekawą kontrę. Wszystko płaskim strzałem z dystansu zakończył Jonatan Braut Brunes, lecz Otto Hindrich nie dał się zaskoczyć. Był to jednak kolejny tego wieczoru sygnał ostrzegawczy.
Ten sam zawodnik niebawem kolejny raz był bliski gola. Brunes ładnie przymierzył z dystansu i na szczęście zabrakło mu nieco precyzji, aby podwyższyć prowadzenie. W samej końcówce pierwszej połowy wreszcie przebudziła się Legia. Dwukrotnie do okazji doszedł Nsame, ale jego główki nie trafiły w światło bramki. Wobec takiego obrotu spraw do przerwy na Łazienkowskiej utrzymał się wynik 1-0 dla gości, chociaż zdecydowanie bardziej sprawiedliwym byłby remis.

Niedługo po starcie drugiej połowy szansa dla Rakowa z rzutu wolnego. Marko Bulat kopnął piłkę mocno, lecz pewnie interweniował Hindrich. Przez pierwszy kwadrans nie działo się jednak zbyt wiele, co mogło martwić kibiców zgromadzonych na Łazienkowskiej. W 66. minucie dobra akcja Rakowa. Brunes przedarł się skrzydłem, poradził sobie z Rafałem Augustyniakiem i całe szczęście przytomnym wyjściem na przedpole niebezpieczeństwo zażegnał bramkarz Legii.
Gospodarze nie tracili jednak wiary i nadal szukali gola. W 70. minucie los się do nich uśmiechnął, kiedy sędzia podyktował rzut karny za zagranie piłki ręką we własnej szesnastce przez Ariela Mosóra. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Jean-Pierre Nsame i pewnym uderzeniem doprowadził do remisu. Tym samym napastnik odkupił swoje winy z pierwszej połowy, kiedy walnie przyczynił się do strzelenia gola przez gości.
15 minut przed końcem regulaminowego czasu gry dobra próba z dystansu wprowadzonego Iviego Lópeza. Hiszpański pomocnik huknął ile sił w nodze i udanie do boku piłkę zbił Hindrich. Za chwilę przyjezdni byli o krok, a właściwie o kilka centymetrów, od wyjścia na prowadzenie. Po sporym zamieszaniu w polu karnym do futbolówki dopadł Brunes i jego atomowe uderzenie odbiło się szczęśliwie tylko od wewnętrznej strony słupka. Ewidentnie widać było, że stracony gol podziałał bardzo motywująco na Raków, który w drugiej połowie grał do tej pory zdecydowanie bardziej defensywnie.
Ostatnie minuty to śmiałe ataki Legii, lecz niestety nie wyniknęło z nich finalne rozstrzygnięcie. Ostatecznie na Łazienkowskiej Legia z Rakowem podzieliła się punktami, co zdecydowanie bardziej satysfakcjonuje przyjezdnych...













