Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Walka o bilet

poniedziałek, 22 marca 2004 11:05
Maciek

Postanowiłem - jak znaczna część warszawiaków - wybrać się na inaugurację piłkarskiej wiosny w Warszawie. Atrakcyjny mecz, wszak Legia i Odra zawsze walczyły do upadłego i zawsze było obydwu drużynom ciężko. Niestety nie przewidziałem że może zabraknąć bilecików nawet na żyletę, a na łuk wpuszczają tylko i wyłącznie grupy zorganizowane. Tak przynajmniej było do pewnego momentu, o którym za chwilę. Gdy zorientowałem się, że już raczej nigdzie nie dostanę biletu, nagle zauważyłem ogromny tłok przed jedną z kas przy wejściu na żyletę i przypominające najgorsze czasy komunizmu bałagan i szaleństwo przy okienku kasowym. Dodrukowano bilety - ktoś powiedział. Spróbowałem jakoś zdobyć jeden bilecik. Na mecz poszedłem sam, bez znajomych, więc musiałem sobie jakoś radzić. Podszedłem do kasy, a tam niemalże dzicz. Ktoś wspina się na daszek kasy, ktoś inny wchodzi na barierkę, by za chwilę zeskoczyć po drugiej stronie i być bliżej upragnionego okienka, ktoś jeszcze inny niechcący, ale w walce przy kasie, rozpycha się łokciami godząc niewinną niewiastę. Do kasy w normalny sposób podejść nie można. Podszedłem więc w sposób nienormalny przechodząc pod barierką i "całując" niemalże czyjeś buty. Tak nisko upadłem? Nie, ja chciałem tylko kupić bilet. Gdy zorientowałem się, że raczej nie mam szans dojść do okienka, dałem zupełnie nieznajomemu 30 zł i poprosiłem by kupił mi bilet. On już miał około 10 zamówień podobnych i nikt z nas nie wiedział czy uda się kupić bilet. Poza tym w tłoku nasz zaopatrzeniowiec mógł gdzieś przypadkiem zaginąć, mogliśmy go nie zauważyć i nie byłoby biletów i pieniędzy. Na szczęście udało się. Z biletem podszedem do bramki na żyletę i chciałem wejść. Niestety tu kolejna przeszkoda. Ochroniarz nie ma kluczy od tej bramki, a wejściem głównym na żyletę wpuszczają powoli i niektórych wyrzucają bo np. są bez biletu lub podchmieleni. Mecz już trwał i nawet Saganowski strzelił gola. A ja dalej wejść nie mogę. Zacząłem na poważnie się denerwować, nawet prosiłem by dano mi radio, którym porozumiewali się ochroniarze, gdyż chciałem rozmawiać z ich szefem, tym bardziej, że nie ja sam stałem z biletem przed wejściem na stadion. Wreszcie po około 12-14 minutach od rozpoczęcia meczu jakiś "łaskawca" zadecydował, że ci z biletami mogą wchodzić na łuk od strony Łazienkowskiej. Pobiegłem szybko i wszedłem na trybunę około 20 minut po rozpoczęciu meczu. Czyli mój wysiłek nie poszedł na marne. Tylko, że za bałagan organizacyjny nie ja odpowiadam. Uważam, że za bałagan przed kasami odpowiadają służby ochroniarskie stadionu, gdyż kupowanie biletów na mecz i stanie przed kasami jest związane z meczem a nie np. z kupowaniem mięsa na kartki. Czyli że nad porządkiem pod kasami powinni panować ochroniarze. Piszę o tym, gdyż niebawem kolejny hit w postaci derbów stolicy. Znowu będzie tłok i znowu zabraknie biletów. Tylko, że ja już na pewno kupię sobie bilecik 2 dni wcześniej. Więc już nie muszę się martwić. Ale inni będą się tłoczyć i ktoś może sobie krzywdę zrobić. Czy klub za taki stan rzeczy nie odpowiada?
Podsumowując mecz był ciekawy jak na początek sezonu, cieszy zwycięstwo i wspaniała atmosfera na trybunach. To wszystko wynagrodziło mi trudy walki o bilet w nienormalnych warunkach. Dla mnie nienormalnych. Być może dla innych jest to norma. Tylko dlaczego bałagan przed kasami ma być w dobie 21 wieku normą?

Podaj ten news dalej: