Za nami pierwszy wyjazdowy mecz w Słowenii - Legia wcześniej nigdy w swojej historii nie miała okazji rozgrywać oficjalnego spotkania w tym kraju. Na początku listopada mieliśmy okazję podróżować do ok. 30-tysięcznego Celje, by przekonać się na własne oczy, ze nawet w takim miejscu, grając przeciwko klubowi z kilkukrotnie mniejszym budżetem, nasi piłkarze są w stanie dokonać rzeczy niemożliwych.

W dniu meczu zbiórkę mieliśmy zaplanowaną na ponad dwie godziny przed meczem na parkingu znajdującym się niespełna kilometr od stadionu Z'dežele. Policja eskortowała sporą grupę pojazdów zmierzających do Celje od strony Lublany. Na miejscu starali się zachowywać spokojnie - było ich sporo, ale trzymali dystans i nie prowokowali. Przejście na stadion, bo o przemarszu nie mogło być mowy w tym miasteczku, zajęło nam kilka minut. Później zaczęliśmy wchodzić na trybuny dwoma przygotowanymi dla nas wejściami, na dwóch różnych krańcach rozległego sektora gości. Przyjezdni mają bowiem do dyspozycji trybunę za jedną z bramek (tą bez zadaszenia), która znajduje się na górce. Wszyscy bez problemu zdążyliśmy zająć miejsca na trybunach przed rozpoczęciem meczu.
Zainteresowanie przyjazdem Legii po stronie gospodarzy było olbrzymie. Najlepiej świadczy o tym łączna frekwencja, w porównaniu z tą z poprzednich meczów. Wszak często nie przekracza ona nawet 3 tysięcy osób. Tego dnia było ich 8 tysięcy (licząc w to naszą, liczącą 1260 os. grupę). W dużej mierze wypełnili dwie zadaszone trybuny. Trzecia, duża trybuna prosta została wyłączona z użytku, bowiem wszyscy chętni pomieścili się na dwóch pozostałych trybunach. Fanatycy z Celje - ekipa "Celjski Grofje 1992" (czyli Hrabiowie Celje) była zdecydowanie liczniejsza niż na najważniejszych derbowych meczach ligowych. Jak sami przyznali, w ich szeregach pojawiło się sporo nowych twarzy. Młyn dochodzący do 350 głów to jak na realia Celje pod względem choćby wielkości miasta, świetny wynik. Z przodu młyna, na trybunie, wywiesili swoje główne płótno "Grofje" oraz dwie mniejsce (w tym "Originals"). Zbici na sektorze prowadzili doping przez całe spotkanie, który na pewno ułatwiał im znajdujący się nad ich głowami dach.

W pierwszej połowie miejscowi zaprezentowali także oprawę. Odpalili strobo oraz świece dymne w barwach (żółte i niebieskie) w asyście pasów materiału i chorągiewek oraz wycinanej, średnio udanej sektorówki przedstawiającej prawdopodobnie zamaskowanego kibica. Odpalili też strzelające fajerwerki - zarówno na trybunie, jak i jakieś skromne ilości za zamkniętą trybuną prostą. Można podejrzewać, że odpalili je zdalnie... bowiem przed naszym sektorem znaleziono przed meczem gotowy do odpalenia zdalnego zestaw pirotechniczny przygotowany przez fanów z Celje. Ten psikus im się jednak nie udał.
W sektorze gości wywiesiliśmy 6 flag: Legia Warszawa, Ultras Legia, Legia Fans, Warsaw Fans Hooligans, Radomscy Chuligani, FC Den Haag on tour. Było nas 1260, w tym przedstawiciele wszystkich zgód, a także Olimpiji Lublana (56 os.), którzy nie raz gościli już na naszych turniejach, a z którymi od wielu lat trzymają fani Olimpii Warszawa. Dodajmy przy okazji, że Olimpija to największy wróg dla kibiców z Celje. Naszym dopingiem kierował Kamil. Na rozległym sektorze trudno było nakręcić doping jak należy, ale próbowaliśmy pokazać się z jak najlepszej strony. Miłą niespodzianką był gol strzelony w 17. minucie na bramkę przed naszym sektorem przez Kacpra Urbańskiego.

W trakcie meczu także z naszej strony miał miejsce pokaz pirotechniczny. Racowisko w asyście stroboskopów zapłonęło w asyście głośnego "Legia, Legia Warszawa". Wokalnie mieliśmy kilka dobrych momentów, ale z perspektywy całego meczu trzeba przyznać, że nie wykorzystaliśmy naszego potencjału. Na pewno pomogła sytuacja na murawie, która zmieniła się diametralnie w ostatnich 20. minutach. Wtedy w przeciągu pięciu minut Słoweńcy strzelili dwie bramki, obejmując prowadzenie. Widać było, że dla kibiców gospodarzy było to niesamowite przeżycie, wielką radość dało się zauważyć także poprzez sporadyczne włączanie się pikników do dopingu.
Po straconych dwóch bramkach ryknęliśmy "Legia walcząca, Legia walcząca do końca" oraz "Hej Legio jazda z k...i!". Na 10 min. przed końcem meczu zaśpiewaliśmy hymn. Później, przez kilka minut, śpiewaliśmy "Nie poddawaj się...". Wynik nie uległ zmianie, ale jak mogło być inaczej, skoro nasze gwiazdy w doliczonym czasie ledwo przebierały nogami, jakby grały na czas. Po końcowym gwizdku nie było innej opcji niż wyładować swe wkur...nie. Przepłacane gwiazdeczki, które mają najlepsze możliwe warunki do treningów przepier...ją wszystko co się da. Ligę, krajowy puchar, europuchary... "Legia grać, k... mać" oraz "Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie?!" - niosło się pod ich adresem. Grajki zostały zaproszone pod sektor na rozmowę. Nie pierwszy raz zresztą, więc niestety istnieje obawa, że ta nic nie przyniesie. Kiedy część piłkarzy udała się do szatni, trzech zawodników wciąż wymieniało z kibicami przez ogrodzenie argumenty odnośnie postawy, którą raczą nas od trzech miesięcy...

Po zaledwie kilkunastu minutach po zakończeniu spotkania mogliśmy opuścić stadion i ruszyć do naszych samochodów. Niektórzy udali się jeszcze na nocleg, by do Warszawy wracać w piątek i sobotę. Kilkaset osób od razu ruszyło w drogę powrotną do Polski, w sporej obstawie psiarni. Ta nie obyła się bez przygód i niestety kilkanaście osób na powrót do kraju jeszcze chwilę będzie musiała poczekać... Oby z fartem. A austriacka policja jeszcze kolejnego dnia niepokoiła wielu kibiców wracających do Warszawy.
W samym Celje po meczu wszystkie knajpy zostały zamknięte o godzinie 22:00. Nawet te, które normalnie czynne są dłużej. Miejscowi przyznali, że policja nakazała taką praktykę, obawiając się, że fani Legii będą biesiadować na mieście.
Frekwencja: 8000
Kibiców gości: 1260
Flagi gości: 6
Autor: Bodziach
NK Celje 2-1 Legia Warszawa - Woytek / 119 zdjęć
