Badminton

Walka do ostatniej lotki - reportaż z legijnego badmintona

Mateusz Golas, zawodnik ekstraligowej drużyny Legii Warszawa w badmintona - fot. Bodziach

Legijna sekcja badmintona przed obecnym sezonem została reaktywowana po kilkuletniej przerwie. Tym razem powstała na bazie warszawskiego ABRM, którego władze to stuprocentowi legioniści, którzy chcieli, by ukochana Legia wiodła prym także w tej dyscyplinie. Niesamowicie widowiskowej, dodajmy, o czym mieliśmy okazję przekonać się na własne oczy.

REKLAMA

Legia Warszawa 7-0 Śląsk Wrocław - Bodziach / 60 zdjęć 


Pierwsze podejście legijnego badmintona miało miejsce w sezonie 2018/19. W lipcu 2018 roku Legia podpisała umowę z warszawską Akademią Badmintona, zarządzaną przez Jana i Wiktorię Rudzińskich. Legioniści wystartowali w rozgrywkach ekstraklasy, zajmując w nich dziewiąte miejsce. Pierwsza przygoda legijnego badmintona trwała niestety zaledwie jeden sezon. Przed kolejnymi rozgrywkami zabrakło środków finansowych na zgłoszenie zespołu do ekstraligi. Zabrakło około 40 tysięcy złotych. I o legijnym badmintonie mogliśmy zapomnieć. Do czasu.


 


Przed sezonem 2025/26, prężnie zarządzający sekcją ABRM Warszawa, zgłosili się do Legii na rozmowy w sprawie startu w ekstralidze jako Legia Warszawa. Jako aktualni mistrzowie Polski. Początek obecnego sezonu, już z legijnym herbem na koszulkach, jest bardzo obiecujący. I potwierdza ambitne plany - ekipa zgłoszona do rozgrywek zamierza powalczyć o pierwszy w historii Legii medal mistrzostw Polski w tej dyscyplinie. Najlepiej złoty.


 

Formalnie zawodnicy grający w Legii są wypożyczeni z ABRM-u. Co oznacza, że na indywidualnych mistrzostwach Polski reprezentować będą ABRM Warszawa. Legia na razie koncentruje się na rozgrywkach drużynowych, w których cel jest jasny. Tylko najwyższe laury interesują wszystkich występujących sportowców z eLką na piersi, bez względu na dyscyplinę. Co najważniejsze - legijnej sekcji badmintona nie grozi sytuacja sprzed sześciu lat. Sytuacja finansowa klubu jest stabilna.

badminton,Szymon Ślepecki
fot. Bodziach

Na razie legioniści rozegrali trzy mecze ligowe, wygrywając bardzo pewnie każde z nich. W ostatni poniedziałek pokonali ekipę Śląska Wrocław 7:0. Spotkanie trwało nieco ponad dwie godziny i było wielką przyjemnością oglądanie go na żywo. Legijni włodarze liczą, że widowiskowymi meczami przyciągną na trybuny liczniejszą grupę kibiców. Może pojawi się nawet doping? Na razie badmintonistów oklaskują głównie klubowi koledzy, trenerzy i znajomi. A jak jest w innych miejscach kraju - próbowałem podpytać? - Dokładnie tak samo. Ale kto ma to zmienić, jak nie Legia Warszawa - mówił Cezary Gutowski, prezes sekcji, a także doskonale znany polski badmintonista, były reprezentant kadry narodowej.

Aby przyciągnąć większą grupę kibiców na trybuny, konieczne będzie przesunięcie spotkań na nieco późniejszą godzinę. Mecz ze Śląskiem rozgrywany był w poniedziałek o godzinie 14:00. Nie każdy może sobie pozwolić, by o tej porze pojawić się w Józefosławiu. Tam bowiem legioniści mają swoją bazę - w klubie LAVO, przy ul. Geodetów. To niezwykle nowoczesny obiekt z wieloma kortami, siłownią itd. Od lat korzysta z niego ABRM. Godzinę meczu ze Śląskiem ustaliła ekstraliga. Legioniści planowali grać o 18:00. Jak przekonują, kolejny mecz - z Unią Bieruń chcą zagrać o bardziej "ludzkiej" porze. Aby można było po pracy przyjechać do LAVO i pasjonować się rywalizacją dwóch klubów dotychczas niepokonanych. Unia bowiem wygrała oba mecze, które miała w terminarzu.


badminton,Adrian Krawczyk
fot. Bodziach

A skąd w ogóle poniedziałki i wtorki jako terminy spotkań ekstraligowych? Okazuje się, że wielu zawodników rywalizujących w polskiej ekstralidze, gra równolegle także w innych krajowych rozgrywkach (ligach, bądź turniejach) - w Niemczech, czy Hiszpanii. Bywa i tak, że po meczach w Polsce, zawodnicy wylatują wieczorem lub kolejnego dnia do innego kraju na kolejne turnieje. By zarobić parę groszy, bo gra w jednej lidze nie zapewni utrzymania. 

Spotkanie rozpoczyna się od odegrania "Snu o Warszawie", podczas którego zawodnicy obu drużyn wychodzą na boisko i ustawiają się po dwóch stronach parkietu. Następnie ma miejsce prezentacja obu drużyn. Następnie zaś rozpoczyna się siedem meczów - każdy do dwóch wygranych setów. Sety z kolei rozgrywane są do 15 punktów. Bez tzw. "gry na przewagi", tj. jak najbardziej możliwe są wyniki 15:14. Równolegle rozgrywane są dwa mecze - na sąsiadujących ze sobą boiskach. Każde z nich oczywiście prowadzi osobny sędzia - ci przebywają na swoich stanowiskach podczas wszystkich meczów. W narożnikach zasiadają dodatkowo sędziowie liniowi, którzy informują arbitra głównego o tym, czy lotka wylądowała w polu, czy na aucie.

Cezary Gutkowski
fot. Bodziach

To co rzuca się w oczy od samego początku to niesamowita dynamika. Siła i precyzja, jaką zawodnicy używają do przebicia lotki na drugą stronę jest niesamowita. Wiele wymian jest naprawdę widowiskowych. Tak jak w tenisie, czy tenisie stołowym, czasem gra toczy się blisko siatki, innym razem na dystansie. Siła jakiej używają gracze do jej przebijania jest na tyle duża, że lotki regularnie się łamią. Choć do rozgrywania meczów liga korzysta z najlepszego sprzętu. Nie ma seta, aby zawodnicy nie wymieniali lotki. Te "zużyte" odkładane są na bok, by przy kolejnej wymianie nie wrócić do nich.

badminton
fot. Bodziach

Mecz rozpoczął się od deblowych spotkań - Adrian Krawczyk oraz Szymon Ślepecki mierzyli się z Bartoszem Gałązką oraz Francuzem - Leo Van Gyselem. Legioniści pewnie wygrali 15:9 i 15:7, a całe spotkanie trwało 25 minut. Zdecydowanie dłużej trwał mecz rozgrywany równolegle na drugim boisku, gdzie Zuzanna Jankowska wraz z Aleksandrą Węsławowicz rywalizowały z Wiktorią Adamek i Leną Makowską. Pierwszy, niesamowicie zacięty set zakończył się wygraną legionistek 15:14. W drugim lepsze okazały się zawodniczki wrocławskiego klubu (15:12). W trzecim, decydującym secie, tak jak w pierwszym, decydowała ostatnia lotka. "Lotka meczowa" - mówi wtedy głośno sędzina. Ostatnia wymiana kończy się po myśli zawodniczek Legii, które wygrały seta 15:14, a cały mecz - po 43 minutach rywalizacji 2:1. Po meczu legionistki mówią o tym, że musiały się docierać na korcie, bowiem po raz pierwszy w oficjalnym meczu grały ze sobą w deblu. O ile Adrian z Szymonem grali ze sobą w obu wcześniejszych spotkaniach, to w kobiecym deblu grały dotychczas Paulina Cybulska z Kaloyaną Nalbantovą (żadna z nich nie zagrała przeciwko Śląskowi) oraz Kornelia Marczak z Nalbantovą.


badminton,Zuzanna Jankowska,Aleksandra Węsławicz
fot. Bodziach


Legia prowadzi zatem 2:0 i czekało nas jeszcze 5 meczów. Jeden nawet już od kilkunastu minut trwał. Dominik Kwinta, na pierwszym boisku rywalizował z Maksymilianem Danielakiem. Początek pierwszego seta był bardzo wyrównany. Do stanu 10:10, trudno było któremukolwiek z graczy odskoczyć na więcej niż 1-2 punkty. W końcu Dominik przełamał rywala i wygrał do 12. W drugim secie jego przewaga była jeszcze bardziej wyraźna i zakończył go do siedmiu. 

Kiedy jeden z graczy zdobywa ósmy punkt, następuje krótka przerwa. Wtedy zawodnicy uzupełniają płyny i konsultują się z trenerami, którzy siedzą tuż za boiskiem. Reagują bardzo spokojnie. W trakcie meczu również podpowiadają swoim podopiecznym, ale w bardzo wyważony sposób. Nie ma charakterystycznych dla piłki nożnej, czy koszykówki "suszarek". Techniczne, bądź taktyczne niuanse - i tyle.

badminton,Dominik Kwinta
fot. Bodziach

Czwarty mecz trwał najkrócej ze wszystkich. Jessica Orzechowicz pokonała Hannę Wylęgę w zaledwie 11 minut. Przeciwniczka zdobyła łącznie zaledwie 5 punktów. 15:12 i 15:3 - takim wynikiem zakończyło się spotkanie. Orzechowicz przed meczem długo rozciągała się, przygotowywała rakietkę. Widać było pełną koncentrację przed rozpoczęciem rywalizacji. Niewiele dłużej trwał mecz numer 5, w którym Zuzanna Jankowska ponownie wyszła na kort, tym razem do singla. Legionistka pokonała Lenę Makowską 15:3 w pierwszym secie. Drugi rozpoczął się od 5-punktowej przewagi rywalki. "Ten set jest twój" - motywował Lenę jej trener, siedzący tuż za kortem. Nic z tego. Jankowska opanowała nerwy, ograniczyła błędy i szybko odrabiała straty, by ostatecznie wygrać tę partę 15:9, a cały mecz rozstrzygnęła w ciągu zaledwie 17 minut. 

Jessica Orzechowicz,badminton
fot. Bodziach

Wygrana Legii w całym meczu była już przesądzona. Wystarczy bowiem wygrać cztery z siedmiu spotkań, by zapewnić sobie końcową wygraną. Legia jednak nie zamierza iść po najmniejszej linii oporu. Każde kolejne spotkanie rozgrywane było tak, jakby od niego zależał końcowy triumf.

Aż 60 minut trwała rywalizacja Mateusza Golasa z Leo Van Gyselem. Pewnie skończyłaby się kilka minut szybciej, gdyby w trakcie meczu zawodnik WKS-u nie rozlał podczas przerwy napoju. Trzeba było dokładnie przetrzeć nawierzchnię. W pierwszym secie Mateusz zwyciężył 15:11. W drugim to Francuz był lepszy (15:14) i przedłużył mecz do trzeciego seta. W nim ponownie decydowała ostatnia lotka. Ta padła łupem Golasa, który dołożył szósty punkt dla Legii. Spotkanie zakończyła gra podwójna - mieszana. Adrian Kowalczyk w parze z Jessicą Orzechowicz stanęli naprzeciwko Maksymiliana Danielaka i Wiktorii Adamek. Tutaj przewaga legionistów była wyraźna, a spotkanie zakończyło się naszą wygraną 15:10 i 15:8. A cały mecz pewnym 7:0.


Mateusz Golas,badminton
fot. Bodziach


Wcześniej Legia pokonała w domowym spotkaniu 6:1 AZS UM Łódź, a także 6:1 UKS Hubal w Białymstoku. W pierwszym przypadku Mateusz Golas przegrał (przy stanie 4:0 dla Legii) w dwóch setach z Andim Fadel Muhammadem. W drugim meczu jedyny punkt legioniści stracili już przy stanie 6:0, w grze mieszanej (Szymon Ślepecki i Kornelia Marczak kontra Lucas Corvee i Mariia Stoliarenko). 

Przed legionistami mecze z Unią Bieruń (2 lutego, dom), Marcovią Marki (9 marca, wyjazd), KS Kobierzyce (13 kwietnia, dom), OSSM-SMS Białystok (4 maja, wyjazd) oraz SKB Suwałki (18 maja, dom). Szczególnie ostatni przeciwnik może być głównym rywalem do mistrzowskiego tytułu. Ale do tego jeszcze daleka droga. Losy rywalizacji oczywiście rozstrzygną się dopiero w play-off - za mniej więcej pół roku. Na razie legioniści rozgrywają rundę zasadniczą. Po której cztery najlepsze zespoły wezmą udział w play-off. Mistrza Polski poznamy we wtorek, 9 czerwca. 


Legia Warszawa 7-0 Śląsk Wrocław - Bodziach / 60 zdjęć 


19.01.2026, Lavo Józefosław: Legia Warszawa 7-0 WKS Śląsk Wrocław bonabanco
1-0 Adrian Krawczyk/Szymon Ślepecki - Bartosz Gałązka/Leo Van Gysel 15-9, 15-7
2-0 Zuzanna Jankowska/Aleksandra Węsławicz - Wiktoria Adamek/Lena Makowska 15-14, 12-15, 15-14
3-0 Dominik Kwinta - Maksimilian Danielak 15-12, 15-7
4-0 Jessica Orzechowicz - Hanna Wylęga 15-2, 15-3
5-0 Zuzanna Jankowska - Lena Makowska 15-3, 15-9
6-0 Mateusz Golas - Leo Van Gysel 15-11, 14-15, 15-14
7-0 Adrian Krawczyk/Jessica Orzechowicz - Maksymilian Danielak/Wiktoria Adamek 15-10, 15-8


Aktualna tabela:
1. SKB Litpol-Malow Suwałki 11 pkt. 4-0
2. Badminton Marcovia Marki 9 pkt. 3-0
3. Legia Warszawa 9 pkt. 3-0
4. UKS Unia Bieruń 6 pkt. 2-0
5. KU AZS UM Łódź 4 pkt. 1-3
6. UKS Hubal Białystok 3 pkt. 1-2
7. OSSM-SMS Białystok 3 pkt. 1-3
8. WKS Śląsk Wrocław 3 pkt. 1-3
9. KS Badminton Kobierzyce 0 pkt. 0-4



REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

+dodaj komentarz
🙂 😊 😃 😁 😂 🤣 😇 😉 😜 😎 😍 🤩 😤 🤨 😐 🤔 🧐 🥳 😟 ☹️ 😢 😭 😡 🤬 🤯 👍 👎 💪 👏 🤝 🖐 🙏 🎉 👀 🤡 💩 ☠️ ❤️ 🤍 💚 🖤 🔥 💥 🚀 🔴 ⚪️ 🟢 ⚫️ ⭐️ ⚽️ 🏀 🏉 🏐 🥇 🥈 🥉 🏅 🏆 🍺 🍻 🕯

Peter - 22.01.2026 / 05:51, *.vectranet.pl

Fajna sprawa. Byłem 25 lat temu na ekstraklasie badmintona :-b

odpowiedz
REKLAMA
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2026 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.