Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po pucharowym meczu z Motorem

czwartek, 3 września 2026 09:00
Plusy i minusy po pucharowym meczu z Motorem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com
0

Legia Warszawa rozpoczęła i od razu zakończyła rywalizację w rozgrywkach Pucharu Polski. Warszawski zespół skompromitował się w Lublinie, przegrywając z Motorem aż 0-3. Legioniści od początku meczu wyglądali źle, nie widać było w ich grze żadnego pomysłu, a dodatkowo popełniali banalne błędy, które gospodarze skrzętnie wykorzystywali. 

Stołeczny zespół przeszedł tą porażką do historii i odpadł w krajowym pucharze na pierwszym rywalu w drugim sezonie z rzędu, a także nie zagra przynajmniej w 1/16 finału tych rozgrywek po raz pierwszy w historii klubu. Zapraszamy na nasze oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna.

Wojciech Urbański - Pomocnik wrócił w tym meczu do wyjściowego składu po trzech spotkaniach, które przesiedział na ławce rezerwowych. Jest właściwie jedynym zawodnikiem z pierwszej jedenastki, do którego występu nie można mieć większych zastrzeżeń, choć początek spotkania w jego wykonaniu tego nie zwiastował. Szczególnie w pierwszych 15-20 minutach Urbański nie potrafił poradzić sobie z piłką, notował mnóstwo strat, często w najprostszy możliwy sposób i przegrywał większość pojedynków z przeciwnikami. Z czasem jednak opanował i poukładał swoje poczynania. Stał się jedynym graczem Legii, który potrafił zrobić różnicę i przewagę w środkowej części boiska. Wielokrotnie pokonywał rywali swoim świetnym balansem ciała, dynamiką oraz dobrymi decyzjami, które podejmował. Pokazał się z dobrej strony pod kątem motoryki, po udanych zwodach starał się przyspieszać ataki momentalnymi podaniami do przodu, z których jego partnerzy zupełnie nie potrafili skorzystać, poza 49. minutą, bo to właśnie Urbański napędził akcję, po której w sytuacji sam na sam znalazł się Łukasz Zjawiński. Pomocnik może być po tym meczu względnie zadowolony ze swojego występu. Został zmieniony w 83. minucie. 

 

Rafał Augustyniak  - To był po prostu katastrofalny występ w wykonaniu obrońcy. Był zamieszany w stratę każdego z trzech goli, a poza tym popełnił kuriozalną liczbę błędów, które doprowadziły do zagrożenia własnej bramki. Pomimo dużego doświadczenia, w tym spotkaniu wyglądał jak junior dopiero co debiutujący w pierwszej drużynie i na pewno nie ekstraklasowej drużyny. Za stratę pierwszego gola można go winić na równi z Robertem Dezielem Jr. Amerykanin nie zdołał opanować piłki i stracił ją, jednak Augustyniak zdecydowaniem, doskokiem mógł zapobiec kulminacji tego ataku bądź złapać Karola Czubaka na pozycji spalonej. Tymczasem Augustyniak cofał się, zupełnie nie kontrolując tego ataku i w konsekwencji nie był w stanie nic zrobić. Podobny chaos panował w jego zachowaniu również później, gdy przegrał pojedynek z napastnikiem Motoru i pozwolił mu na oddanie strzału, na szczęście niecelnego. Niezdecydowanie cechowało obrońcę również przy drugim trafieniu gospodarzy. Nie wiedział, jak postąpić w pojedynku 1 na 1 z Fabio Ronaldo, jego ustawienie i reakcja "na raz" były fatalne, przez co skrzydłowy Motoru prostym zwodem zdołał go ograć. W 54. minucie zareagował nerwowo, tym razem przy górnej piłce, nie radząc sobie z Czubakiem, popychając go na Otto Hindricha i tylko błąd sędziego, który równie dobrze mógł w tej sytuacji podyktować rzut karny, spowodował, że gol nie został zaliczony. Oprócz tego w samej końcówce na własnej połowie zagrywał wprost pod nogi Kamila Lukoszka, który nie potrafił tego wykorzystać, a przy trzecim golu wyszedł wysoko poza pole karne, w łatwy sposób przegrał pojedynek w środku pola z Mateuszem Łęgowskim i pozostawił mnóstwo wolnej przestrzeni za swoimi plecami, co wykorzystał Mbaye Ndiaye. 

Robert Deziel Jr.  - Do tej pory młody Amerykanin prezentował się naprawdę nieźle, ale ranga wtorkowego meczu chyba go przerosła. Zaliczył fatalne wejście w to spotkanie. Już w 3. minucie popełnił błąd w opanowaniu górnej piłki, zagrał ją wprost pod nogi Fabio Ronaldo i choć szybką reakcją, poprzez wystawienie nogi starał się powstrzymać skrzydłowego Motoru, nie dał rady i doprowadził do błyskawicznej straty bramki. Ten błąd nie pozwolił mu z pewnością podejść do reszty części spotkania, a jeszcze bardziej sparaliżował jego poczynania. Był bardzo nerwowy, elektryczny i chaotyczny. To doprowadzało do licznych błędów w rozegraniu, ustawieniu pod własną bramką i pojedynkach z przeciwnikami. Przegrana w jednym starciu w głównej mierze przyczyniła się do straty drugiego gola. Jeszcze na połowie rywala Deziel zareagował raptownie i nieskutecznie, ponownie dał się ograć Ronaldo w prosty sposób, który wywalczył mnóstwo wolnej przestrzeni i skrzętnie ją wykorzystał. Jego fatalny występ w pierwszej części znacznie przyłożył się do rozmiarów porażki. Opuścił murawę w 83. minucie.

Kamil Piątkowski  - Trzeci z defensorów dostosował się poziomem do pozostałych partnerów z linii obronnej. Zdecydowanie brakowało mu koncentracji, skupienia na czekającym zadaniu. Był skuteczniejszy w pojedynkach z przeciwnikami, potrafił sobie z nimi radzić, jednak, szczególnie w kontratakach, popełniał proste błędy w trzymaniu struktury, ustawianiu się. Przy pierwszym trafieniu gospodarzy, nie spodziewając się błędu Roberta Deziela Jr., zaczął wybiegać wyżej, myśląc już o akcji ofensywnej i pozostawiając mnóstwo wolnej przestrzeni za swoimi plecami, którą wykorzystał Karol Czubak, a Piątkowski nie był w stanie już go dogonić i interweniować. W tym meczu wielokrotnie zdarzało mu się gubić krycie, zajmować się powietrzem, a nie zawodnikami Motoru. Nie współpracował szczególnie dobrze z resztą defensorów, źle przesuwał się w defensywie, mimo trudności nie pomagał swoim partnerom. Brakowało jego agresywności, doskoku, asekuracji innych zawodników Legii. Choć zazwyczaj wspomagał zespół w ofensywie, również w tym elemencie był bezzębny. Pokazywał się do podań, podciągał z piłką do góry, lecz nie potrafił zrobić z nią nic specjalnego. W jego wykonaniu również był to na razie najgorszy występ w tym sezonie.

Bartosz Kapustka  - Po raz kolejny nie potrafił wywiązać się z roli lidera. W pierwszej połowie był praktycznie niewidoczny. Rzadko można było zobaczyć go z piłką, skrywał się za przeciwnikami i unikał odpowiedzialności. Uaktywnił się pod koniec części, niestety w negatywnym znaczeniu tego słowa. W 40. minucie zagrał ryzykowanie na lewą stronę do Rubena Vinagre, co doprowadziło do prostej straty i przyczyniło się do drugiej akcji bramkowej gospodarzy. W jego grze brakowało najprostszych elementów - zaangażowania, wsparcia reszty drużyny i przede wszystkim skuteczności w podłączeniach do akcji. W drugiej połowie było już nieco lepiej. Kapustka w końcu angażował się w grę, pokazywał się wyżej pola karnego gospodarzy, co pozwoliło mu m.in. na prostopadłe podanie z 49. minuty, którym doprowadził do sytuacji sam na sam Łukasza Zjawińskiego. Takich zagrań czy zwykłych prób po prostu było zbyt mało w jego wykonaniu. Mimo lekkiej poprawy, nie potrafił przejąć kontroli nad środkiem pola, przegrywał rywalizację z pomocnikami Motoru pod każdym względem. Najlepszym podsumowaniem jego nieskuteczności w tym meczu niech będzie jego uderzenie z 67. minuty. Kapustka po przypadkowym centrostrzale Kacpra Chodyny dopadł do odbitej od słupka piłki, zupełnie niepilnowany mógł ją wpakować praktycznie do pustej bramki i zapewnić Legii kontakt, jednak zamiast światło bramki posłał futbolówkę wysoko na trybuny. 

Damian Szymański  - Defensywny pomocnik także powrócił do wyjściowego składu po przerwie. Początek spotkania był jeszcze dość obiecujący w jego wykonaniu. Kilka razy pociągnął z piłką w środku pola i starał się przyspieszyć ataki prostopadłymi podaniami czy to do środka, czy boku. Z minuty na minutę właściwie coraz ciężej było powiedzieć, za co odpowiadał w tym meczu, jakie były jego zadania. Nie pracował zbyt dużo ani w kontekście rozegrania akcji, ani asekuracji na własnej połowie. Brakowało jego jakiejkolwiek aktywności w środku pola. Był zupełnie niewidoczny, nie angażował się w grę zespołu, a jak już, to zazwyczaj kończyło się to błędem lub najprostszym rozwiązaniem. Przede wszystkim, jako zawodnika na pozycji nr. 6, brakowało go przy licznych kontratakach gospodarzy. Nie pojawiał się zbyt często pod własnym polem karnym, nie schodził nisko do obrony, by wspomóc resztę defensorów w asekuracji bramki. Był po prostu non stop spóźniony, nieobecny. Nie można napisać, że nie dawał zespołowi zbyt wiele, bo nie zapewnił mu w tym meczu zupełnie nic. Został zmieniony w 67. minucie. 

Kacper Chodyna  - Wahadłowy zastąpił w pierwszej jedenastce Pawła Wszołka, który nie mógł w tym meczu wystąpić z powodu urazu. Dla Chodyny był to premierowy występ w wyjściowym składzie w obecnym sezonie. Widać było w jego poczynaniach brak ogrania i rytmu meczowego. Nie rozumiał się z resztą partnerów. Podłączał się wysoko do ofensywy, jednak praktycznie za każdym razem podejmował złe decyzje, źle podążał za atakami, przez co nie był realną opcją na zagrożenie. Gdy już dochodził do podań, był ospały i nieskuteczny. Długo przetrzymywał piłkę, nie podejmował ryzyka, a jego dośrodkowania w większości padały łupem przeciwników. Jego najlepszym zagraniem z tego meczu było bardzo nieudane, zdecydowanie przeciągnięte dośrodkowanie, które z dużą dozą szczęścia zamieniło się w centrostrzał i trafiło w słupek. Poza tym nie potrafił zapewnić żadnych innych korzyści w ataku. Dużo zastrzeżeń budziło jego zaangażowanie w grę defensywną. Wahadłowy często odpuszczał powroty do obrony lub wracał truchtem, co pozostawiało mnóstwo wolnych stref na jego flance. Opuścił murawę w 67. minucie.

Ruben Vinagre  - W przypadku Portugalczyka do jednego elementu nie można mieć większych zastrzeżeń. Mowa o jego aktywności. Vinagre był w tym meczu bardzo zaangażowanym zawodnikiem, non stop pokazywał się do podań i szukał wolnych przestrzeni po swojej stronie. Nie brakowało mu również odwagi - wchodził w liczne pojedynki z przeciwnikami, szukał tych starć i próbował zrobić z nich coś pożytecznego, ale wychodziło mu mało co. Notował bardzo niską skuteczność. Rywale dość łatwo odczytywali jego zamiary, potrafili go zneutralizować i jedyne, co udawało się Portugalczykowi wywalczać, to stałe fragmenty gry. Nie potrafił skutecznie wykończyć swoich rajdów. Jego dośrodkowania były niecelne, nie przyniosły zupełnie żadnych korzyści, również te ze stałych fragmentów gry. Jeszcze większe problemy miał po przejściu na prawą flankę. Choć kilkukrotnie udało mu się zwieść przeciwników, w poszukiwaniu wiodącej, lewej nogi, zbyt długo zwlekał, przytrzymywał piłkę, co pozwalało przeciwnikom na szybką odbudowę i zatrzymanie jego prób. Jedna z jego strat jeszcze w pierwszej połowie przyniosła opłakane skutki. Vinagre zwlekał przy podaniu Kapustki, czekał na piłkę zamiast skierować się w jej stronę, przez co został wyprzedzony przez przeciwnika, co było zalążkiem drugiej akcji bramkowej Motoru. 

Rafał Adamski  - Po tym jak został swego rodzaju bohaterem w meczu ze Śląskiem, we wtorek zagrał od pierwszych minut. To jednak po raz kolejny się nie sprawdziło. Adamski był w tym meczu praktycznie niewidoczny. Nie potrafił odnaleźć swojego miejsca na boisku - ani w centralnej części, ani na boku. Z czasem zaczął schodzić coraz niżej i angażować się w budowanie akcji, jednak był w tym elemencie nieskuteczny. Wyglądał po prostu źle, miał problemy ze skutecznymi odegraniami czy zwykłym przyjęciem piłki, co kończyło się licznymi stratami. Atakującemu brakowało agresji w pojedynkach, odpowiedniego podejmowania decyzji, przez co był przegrany w praktycznie każdym starciu czy to naziemnych, czy w walce o górne piłki. Bartosz Bereszyński całkowicie zdominował go i schował do kieszeni. Napastnik miał w tym meczu dwie sytuacje strzeleckie. W 28. minucie po wysokim dośrodkowaniu z prawej strony wywalczył pozycję na dalszym słupku, jednak uderzył głową pod piłkę i lobem skierował ją wprost do rąk bramkarza. Jeszcze gorzej uderzył niecałe 10 minut później. Po wybiciu jednego z obrońców Motoru, Adamski miał szansę na uderzenie z powietrza ze skraju pola karnego, lecz skiksował i nie trafił choćby w światło bramki. Został zmieniony w 56. minucie.

Łukasz Zjawiński  - Obrońcy Motoru zupełnie wyłączyli go z gry. Zjawiński nie radził sobie z ich ścisłym kryciem, agresywnymi doskokami oraz atakami. Także miał ogromne problemy z grą plecami do bramki, nie potrafił opanować futbolówki, zastawić się z nią, obrócić i zrobić korzyści, co przynosiło równie dużo strat. Był po prostu bardzo słaby zarówno w zachowaniach bez piłki, jak i z nią przy nodze. Potrafił nieco lepiej odnaleźć się w polu karnym przeciwników przy dalekich wyrzutach z autu. W 15. minucie uderzył kontrująco głową po takim zagraniu na bliższy słupek, a świetną interwencją popisał się bramkarz Motoru, choć chyba bardziej asekuracyjną, bo piłka raczej nie leciała w światło bramki. W podobnej sytuacji znalazł się również na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry, lecz tym razem uderzył zbyt lekko, by zaskoczyć golkipera. Zdecydowanie w najlepszej okazji bramkowej znalazł się jednak na starcie drugiej części. Legionistom udało się przyspieszyć grę środkiem pola, koronkowo rozegrać akcję, w czym połapał się również Zjawiński. Napastnik dobrze wykorzystał wolną przestrzeń za plecami obrońców, doszedł do prostopadłego podania od Bartosza Kapustki, jednak w sytuacji sam na sam z Gašperem Tratnikiem skapitulował, dokonał złego wyboru i strzałem zewnętrzną częścią stopy trafił prosto w golkipera. To była wyśmienita okazja dla napastnika, która mogła całkowicie odmienić losy tego meczu. Niestety, tym razem Zjawiński nie potrafił tego zrobić.

Otto Hindrich  - Niestety, golkiper, który od początku sezonu był pewnym punktem zespołu, tym razem również mu nie pomógł. Nie prezentował spokoju i nie udawało mu się ratować drużyny, choć przy większości straconych bramek był w sytuacjach beznadziejnych. Przy pierwszym golu zdobytym przez Karola Czubaka nie miał szans - uderzenie było mocne, pewne, tuż przy słupku i choć wyciągnął się jak struna, nie był w stanie odbić piłki. Podobnie było zresztą przy dobijającym trafieniu Mbaye Ndiaye. W sytuacji praktycznie sam na sam golkiper dobrze skrócił pole do strzału, wybrał do obrony dolną część bramki, jednak skrzydłowy zapakował futbolówkę do siatki mocnym strzałem do góry i nie dał mu najmniejszych szans. Wydaje się jednak, że Hindrich mógł zachować się lepiej przy golu zdobytym przez Fabio Ronaldo. Uderzenie skrzydłowego zewnętrzną częścią stopy skrzydłowego Motoru było słabe, jednak Rumun już wcześniej wybrał stronę, w którą będzie się rzucał, nie poczekał do końca, zaryzykował i nie wyszło mu to na dobre. Niezbyt pewnie zachował się także na przedpolu w 54. minucie. Bramkarz wyszedł do wysoko zgranej głową piłki, jednak przy lekkim kontakcie z Czubakiem minął się z futbolówką, nie zdołał jej złapać, co skończyło się trafieniem po jego częściowym błędzie, choć ostatecznie nieuznanym przez arbitra. Bramkarz miał w tym meczu również problemy z wysokim pressingiem gospodarzy. Przy nacisku często decydował się na dalekie wybicia, które w dużym stopniu lądowały na autach, bądź wprost pod nogami rywali. 

Zmiennicy

Mileta Rajović, Mateusz Szczepaniak - Pojawili się na boisku w 83. minucie. Grali zbyt krótko, by w pełni ocenić ich występ. Trzeba jednak przyznać, że młody pomocnik po raz kolejny dał dość pozytywny impuls.

Jan Kuchta  - Wszedł na boisko w 57. minucie. Nie był w stanie wnieść zupełnie żadnej zmiany w ofensywie. Co więcej, zapewniał jeszcze więcej chaosu i nieskuteczności. Ponownie było widać, że nie rozumie się jeszcze z partnerami z zespołu. Biegał po boisku, szukając swojego miejsca, którego nie odnalazł do ostatniej minuty. Jedyne co zapewniał po wejściu na boisko, to mnóstwo strat i niedokładności. Poza tym, z biegiem czasu i coraz większej nerwowości, objawiało się to, co było sygnalizowane po jego zatrudnieniu - nerwowość. Napastnikowi parokrotnie puszczały nerwy, reagował agresywnie, przez co dopuszczał się niepotrzebnych, agresywnych faulów, a także wchodził w liczne gierki słowne i przepychanki z przeciwnikami. 

Arkadiusz Reca  - Pojawił się na murawie w 67. minucie. Jego wejście to jeden wielki bałagan. Był całkowicie nieprzydatny i nieskuteczny zarówno w działaniach ofensywnych, jak i defensywnych. W podłączeniach do ataku był nieskuteczny, nie potrafił wygrać pojedynków z przeciwnikami, wykorzystać szybkości, świeżości i uwolnić się od krycia. Jego rajdy kończyły się stratami, a jedyne co udawało mu się wywalczyć, to wyrzuty z autu, po tym jak rywale go zatrzymywali. Asekuracja i pojedynki w defensywie w jego wykonaniu również stały na bardzo niskim poziomie. Niech najlepszym podsumowaniem jego występu będą dwa zagrania - nieudolne przyjęcie przy linii bocznej, przy którym wywrócił się o piłkę i wpadł na bandy ustawione przy ławkach rezerwowych i przede wszystkim jego zachowanie przy trzeciej straconej bramce. Reca gonił za pędzącym Mbaye Ndiaye i dogonił skrzydłowego, jednak prostym zwodem dał mu się wkręcić w ziemię, znów stracił przyczepność z murawa i po upadku pozwolił mu na swobodne dobicie Legii. 

Michal Ševčík  - Czech został wprowadzony na boisko w 67. minucie. Podobnie, jak reszta zawodników środka pola, emanował bardzo dużą nieskutecznością i liczbą strat. Nie potrafił wnieść do poczynań zespołu żadnej świeżości, jakiegoś elementu zaskoczenia, kreatywności. Decydował się na najprostsze rozwiązania, przy których był dodatkowo bardzo niedokładny. Nawet gdy udawało mu się poradzić w środkowej strefie, było to tylko chwilowe, bo zaraz potem następowała strata bądź niedokładne podanie z jego strony. Pomocnik po wejściu dostosował się do słabości zespołu, nie zmieniając obrazu gry.

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
SQN
Komentarze (0)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość