Legia Warszawa zremisowała na własnym stadionie z Widzewem Łódź 1-1. Spotkanie od początku było otwarte, obie drużyny chciały wymieniać się ciosami, dążyły do zwycięstwa i miały w nim swoje lepsze oraz gorsze momenty. Legioniści zaprezentowali w tym meczu dość solidną defensywę, potrafili również zaskoczyć rywali w rozegraniu, jednak ich skuteczność pozostawiała wiele do życzenia.
Plusy i minusy po meczu z Widzewem
Zapraszamy na nasze tradycyjne "Plusy i minusy", jakie wystawiliśmy graczom Legii za mecz z łódzkim zespołem.
Rafał Augustyniak - W spotkaniu z Widzewem widać było w jego grze dużą poprawę. Szczególnie mowa o jego postawie w defensywie. Przez praktycznie cały mecz był bardzo pewnym punktem obrony Legii, bez momentów dekoncentracji, ciężko było go pokonać. Augustyniak skutecznie asekurował pole karne i przede wszystkim dominował nad rywalami w walkach o górne piłki, wygrywając ich 5 z 6 i aż notując 8 wybić. W 53. minucie obrońca uratował zespół przed stratą gola - dobrze ustawił się na linii mocnego strzału Frana Alvareza i ofiarną interwencją wybił piłkę lecącą w światło bramki ponad poprzeczkę. Po raz kolejny nie ustrzegł się jednak błędu, niestety kosztownego. W 21. minucie zareagował we własnej "szesnastce" chaotycznie, w dziwny sposób próbował wybić piłkę, przez co był jednym z współwinnych bramki samobójczej. Bardzo szkoda tego błędu, bo dwie minuty wcześniej Augustyniak wpisał się na listę strzelców, mocnym strzałem z dystansu pakując piłkę do siatki Widzewa, choć pomogła mu w tym niepewna interwencja bramkarza. Defensor mógł zdobyć jeszcze jedną bramkę, gdy w 33. minucie najwyżej wyskoczył na bliższym słupku przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego i skierował piłkę głową w kierunku bramki, lecz trafił tylko w dolną część poprzeczki. Wypadł w tym meczu naprawdę nieźle - pomagał zespołowi w defensywie i ofensywie.
Kamil Piątkowski - Nie miał łatwego zadania, gdyż musiał uważniej asekurować prawą stronę przy słabo dysponowanym tego dnia Pawle Wszołku. W działaniach obronnych prezentował naprawdę dużą pewność, dobrze odczytywał zamiary przeciwników i nie pozwalał im na rozwinięcie skrzydeł na jego flance. Dzięki uważnej i agresywnej grze udało mu się zanotować 5 udanych odbiorów, a także skuteczność pojedynków na poziomie ponad 70%. W 70. minucie defensor zanotował fenomenalny powrót na własne pole karne, po którym wślizgiem w ostatnim momencie zdołał przeciąć indywidualną akcję Stipe Biuka i zapobiegł oddaniu groźnego strzału. W defensywie wykonał naprawdę dobrą pracę, lecz także był zamieszany w stratę bramki, zareagował w tej sytuacji niepewnie i to od niego ostatniego odbiła się piłka. Piątkowski próbował wspomóc zespół w ataku, po kilku spotkaniach bez większej aktywności w tym elemencie. Tym razem podłączał się do przodu, zabierał się z piłką i posłał dwa celne dośrodkowania na pole karne, a jedno z nich powinno zakończyć się asystą. W 53. minucie Piątkowski idealnie dograł futbolówkę na głowę Jana Kuchty, jednak Czech w komfortowej sytuacji fatalnie spudłował. Jak okazało się po meczu, Piątkowski wybiegł na boisko z urazem i nie dokończył tego spotkania. Sytuacja niestety wygląda poważnie.
Otto Hindrich - Golkiper Legii, zresztą jak zwykle, prezentował w tym meczu dużą pewność, choć nie miał zbyt dużo do roboty, bo goście kreowali wiele akcji, ale mieli problem z ich wykończeniem. Widzewiacy oddali tylko dwa celne strzały i wszystkie z nich zostały obronione przez Hindricha. Najbardziej golkiper napocił się w 76. minucie, kiedy to Paweł Wszołek niepewnie interweniował głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i skierował piłkę w światło własnej bramki. Hindrich wielokrotnie dobrze reagował na przedpolu, przecinając i wyłapując kilka dośrodkowań oraz płasko dogranych piłek na pole karne, czym zapobiegał zagrożeniu bramki Legii. Przy straconej bramce samobójczej nie miał szans na lepszą reakcję, był dobrze ustawiony przy bliższym słupku i został całkowicie zmylony. Ogólnie zanotował kolejny dobry, pewny mecz między słupkami.
Ruben Vinagre - Po raz kolejny można Portugalczyka pochwalić za aktywność i umiejętności z piłką przy nodze. Vinagre był w tym meczu zawodnikiem bardzo zaangażowanym, pokazywał się do podań i chciał uczestniczyć w praktycznie każdej akcji warszawskiego zespołu. Widać było w jego poczynaniach pomysł na grę. Wahadłowy nie bał się indywidualnych ataków, szukał pojedynków z przeciwnikami, dryblingów i był w tym dość skuteczny - wygrał aż 6 z 8 starć z rywalami i zanotował 2 celne dryblingi na 3 próby. Vinagre potrafił zrobić różnicę na swojej flance. Problemem w jego grze było jednak wykończenie. Choć skutecznie rozwijał indywidualne akcje, zupełnie nie potrafił poradzić sobie w ostatniej tercji i najważniejszym elemencie zakończenia ataków. Jego finalizacja pozostawiała wiele do życzenia, przede wszystkim zanotował tylko jedno celne dośrodkowanie przez cały mecz, choć mógł zdobyć po nim asystę, centrując z rzutu rożnego idealnie na głowę Rafała Augustyniaka, który trafił w poprzeczkę. Vinagre też mógł wpisać się na listę strzelców, na samym początku drugiej połowy dobijał po wcześniejszej obronie Bartłomieja Drągowskiego uderzenia Michala Ševčíka. Strzał Portugalczyka był dobry, lecz tuż przed linią bramkową wybijał go Przemysław Wiśniewski. Vinagre robił w tym meczu dużo dla zespołu, sprawiał kłopoty defensorom Widzewa, lecz miał wyraźne problemy ze zwieńczeniem swoich ataków.
Michal Ševčík - Należy docenić pracę Czecha zarówno z piłką, jak i bez piłki. W środku pola chciał pokazać się z jak najlepszej strony, próbował brać na siebie odpowiedzialność za rozegranie i przyspieszenie akcji warszawskiego zespołu. Wychodziło mu to połowicznie dobrze, bo choć zanotował w tym meczu 3 kluczowe podania, kilka z jego zagrań lądowało również pod nogami przeciwników. Miał jednak liczne przebłyski, które pozwalały warszawskiej drużynie na zaskoczenie defensywy Widzewa. To pokazała m.in. koronkowa akcja z Bartoszem Kapustką, gdy wbiegając w pole karne z prawej strony, znalazł się praktycznie sam na sam z golkiperem Widzewa, jednak technicznym strzałem nie był w stanie go pokonać. Chwilę później miał kolejną świetną szansę na bramkę w tym meczu - po zgraniu głową jednego z defensorów, zupełnie niepilnowany uderzał z woleju z okolic 10. metra, jednak fatalnie skiksował i przestrzelił ponad celem. Któraś z tych sytuacji powinna, a wręcz musiała skończyć się drugim trafieniem dla ofensywnego pomocnika w tym sezonie. Poza wykończeniem akcji, nie można mieć jednak większych pretensji do jego gry. Był naprawdę pomocny, potrafił rozruszać środek pola, a swoją agresją i wysokim naciskiem na rywali w pressingu potrafił zrobić różnicę. Został zmieniony w 73. minucie.
Bartosz Kapustka - Kapitan warszawskiego zespołu po raz kolejny był ustawiony nieco niżej i przyniosło to dość dobre efekty. Widać było, że czuje się na tej pozycji zdecydowanie bardziej swobodnie i przy mniejszym nacisku przeciwników potrafi wykorzystać więcej wolnych przestrzeni i podejmować nieco odważniejsze decyzje. To od niego rozpoczynało się rozegranie akcji Legii, a pomocnik starał się nie przetrzymywać piłki i przyspieszać ataki własnego zespołu. Zanotował przy tym bardzo mało strat. Częściej można było go zobaczyć na własnej połowie i bliżej środka murawy niż na części przeciwników, choć parokrotnie pokazał się pod bramką Widzewa. Przede wszystkim zaprocentowało to na początku drugiej połowy, gdy rozegrał akcję z Michalem Ševčíkiem i fenomenalnym prostopadłym podaniem między obrońcami uruchomił ofensywnego pomocnika, wyprowadzając go na sytuację sam na sam. Bywały jednak również liczne momenty, w których Kapustka znikał z radarów, był niewidoczny i niezaangażowany. Z zadań defensywnych też wywiązywał się różnie. Choć nieliczne, zdarzały mu się momenty dekoncentracji, gdy zostawiał przeciwnikom zbyt wiele wolnej przestrzeni. Być może było to związane ze zmęczeniem, które spowodowało również jego wcześniejsze zejście z murawy. Zanotował jednak 4 udane odbiory i skuteczność pojedynków na dość wysokim poziomie. Opuścił murawę w 74. minucie.
Jan Kuchta - Mimo dużej nieskuteczności w spotkaniu z Motorem Lublin, czeski napastnik otrzymał kolejną szansę na występ w wyjściowym składzie. Pod tym względem jednak zupełnie nie udało mu się poprawić w starciu przeciwko łódzkiemu zespołowi. Już w pierwszych minutach pokazał, że jego celownik nie jest dobrze ustawiony, posyłając piłkę strzałem z dystansu wysoko w trybuny. Jeszcze w pierwszej połowie po prostopadłym podaniu znalazł się niepilnowany w polu karnym i mógł spokojnie, indywidualnie wykończyć tę akcję, jednak zdecydował się na zupełnie niepotrzebne odegranie. Jeszcze większym pokazem nieskuteczności wykazał się w drugiej części. Najpierw Czech otrzymał górne podanie na pole karne za linię obrony, napastnik dopadł do tej piłki, jednak nie potrafił jej opanować, oddać szybkiego strzału i ostatecznie jego uderzenie zostało zablokowane. Chwilę później otrzymał idealne dośrodkowanie na dalszy słupek od Kamila Piątkowskiego, po raz kolejny potrafił uwolnić się od krycia i dopaść do piłki, jednak w komfortowej sytuacji, przestrzelił głową w fatalny sposób. Kuchta pokazał, że ma umiejętności, których oczekuje się od napastnika - potrafi dojść do sytuacji, zwieść obrońców, znaleźć odpowiednie miejsce w polu karnym i pokazuje się do podań - jednak jego skuteczność i umiejętność wykończenia jest fatalna. Należy go jednak pochwalić za pracę bez piłki. Kuchta wykonał najwięcej sprintów z całego zespołu, agresywnie naciskał na przeciwników i zapewniał zespołowi dużo korzyści w wysokim pressingu, m.in. poprzez 3 skuteczne odbiory. Samo zaangażowanie nie będzie jednak zauważalne w momencie, gdy napastnik będzie marnował takie stuprocentowe okazje. Zszedł z boiska w 74. minucie.
Paweł Wszołek - Prawy wahadłowy wrócił do wyjściowej jedenastki po drobnym urazie, który wyeliminował go z gry w obu zeszłotygodniowych starciach w Lublinie. Nie był to jednak udany powrót. Był zagubiony zarówno w ofensywie, jak i defensywie. W atakach zachowywał się jak jeździec bez głowy, nie potrafił zrobić z piłką nic użytecznego. Jego brak pomysłu na rozegranie i wykończenie akcji kończył się licznymi stratami oraz masą nieudanych dośrodkowań. Patrząc w statystyki, Wszołek zanotował zaledwie 2 celne centry z 7 prób, a także co trzeci z jego 46 kontaktów z piłką kończył się utratą posiadania. Jego rajdy i próby na połowie graczy Widzewa były po prostu bezsensowne, a obrońcy gości radzili sobie z nim bez większych problemów i pozbawili go wszelkich atutów. Poza tym, zagrał naprawdę słabo w elemencie obrony. Wielokrotnie odpuszczał powroty na własną połowę, pozostawiał rywalom zbyt dużo wolnej przestrzeni, co widzewiacy starali się wykorzystać. Zdecydowana większość zagrożenia ze strony Łodzian była wyprowadzana właśnie przez strefę Wszołka. 34-latek miał przede wszystkim mnóstwo problemów w pojedynkach z Mariuszem Fornalczykiem, który pokonywał go zarówno pod kątem szybkościowym, jak i fizycznym. To był naprawdę rozczarowujący występ w wykonaniu Wszołka.
Robert Deziel Jr. - Brakowało mu w tym meczu pewności. Defensor notorycznie gubił krycie. Deziel kompletnie nie czytał gry, gubił się przy szybkim rozegraniu widzewiaków i kontratakach, dawał się wyprzedzać przeciwnikom i zupełnie nie kontrolował ich pozycji. W pojedynkach z przeciwnikami obrońca również w większości przypadków był na przegranej pozycji. Brakowało w jego poczynaniach agresji, stanowczości czy zdecydowania. Było natomiast dużo bojaźni i niepewnych interwencji. Wyglądał także fatalnie w elemencie rozegrania. Deziel popełniał w tym meczu wiele błędów w elemencie budowania akcji, parokrotnie zdarzało mu się zagrać piłkę wprost pod nogi rywala i to na własnej połowie, co skutkowało groźnymi kontrami w wykonaniu gości. Po raz kolejny pokazał, że brakuje mu jeszcze pełnej koncentracji, co przekłada się na niepotrzebne i proste błędy.
Wojciech Urbański - Nie można odmówić pomocnikowi zaangażowania, jednak mało co z tego wynikało. Urbański był chętny do gry, pokazywał się w środku pola i starał się wspomóc zespół w rozegraniu. Pokazał jednak po raz kolejny, że nie ma większego pomysłu na rozwiązania z piłką przy nodze, brakuje mu kreatywności. Często zbyt długo przetrzymywał futbolówkę, zwlekał z oddaniem jej, a naciskany, nie potrafił sobie poradzić. Dodatkowym elementem grającym na jego niekorzyść były liczne podania prosto pod nogi przeciwników. Urbański starał się wchodzić w liczne pojedynki z przeciwnikami, jednak w większości z nich jego próby były zbyt proste. Kilka razy udało mu się zwieść przeciwników, jednak było tego zbyt mało - nie wygrał choćby połowy starć z rywalami. Nawet gdy już uwolnił się od przeciwnika, nie potrafił z tego skorzystać i wykreować czegoś konkretnego.
Mateusz Szczepaniak - Młody legionista otrzymał kolejną szansę na grę w wyjściowym składzie. Po raz kolejny jednak w zasadzie przeszedł obok meczu. Zaledwie 23 kontakty z piłką w godzinnym występie na nikim wrażenia nie robią, tym bardziej, że brakowało mu skuteczności. Choć wyglądał dobrze w pojedynkach z przeciwnikami, potrafił ich zwieść, wywalczył również rzut wolny, po którym padła bramka dla Legii, to generalnie nie miał pomysłu, co zrobić z piłką. Zanotował niewiele ponad 50-procentową skuteczność podań, dogrywając dokładnie tylko 8 razy. Podjął również dwie próby indywidualnego wykończenia strzałami, ale raz został zablokowany, a przy drugiej próbie posłał futbolówkę wysoko w trybuny. Wspomagał zespół jedynie w pressingu, licznych sprintach i doskoku do rywali, czym utrudniał im rozegranie piłki.
Zmiennicy
Damian Szymański - Wszedł na murawę w 74. minucie. Miał zadanie zabezpieczyć oraz wspomóc defensywę i w zasadzie mu się to udało. Był skupiony na asekuracji, nie wspomagał zbytnio zespołu w budowaniu akcji. Nie popełnił jednak żadnego błędu. Dość dobrze przesuwał się za akcjami przeciwników i nie pozwalał na większe zagrożenie ze strony gości, płynące środkiem boiska w ostatnim fragmencie meczu.Bohdan Wjunnyk - Ukrainiec w 74. minucie oficjalnie zadebiutował w barwach stołecznego zespołu. Ustawiony był jako wysunięty napastnik. Nie miał jednak większego wpływu na grę, był jeszcze trochę zagubiony i niespójny z resztą drużyny. Zanotował sporo strat, choć wyglądał nieźle w pojedynkach z przeciwnikami, wygrywając 5 starć na 8 prób. Wspomagał drużynę w pressingu w ostatnim kwadransie, ale do samej ofensywy nie wniósł zbyt wiele.
Jakub Żewłakow - Choć wydawało się, że może otrzymać w tym meczu swoją szansę w wyjściowym składzie, pojawił się na murawie dopiero w 73. minucie. Tym razem nie udało mu się zanotować tak spektakularnego wejścia, jak przed tygodniem w Lublinie. Pokazał sporą aktywność, chciał pomóc zespołowi w budowaniu akcji, przez co schodził nisko w poszukiwaniu piłki. Nie wykazał się jednak niczym szczególnym, nie był w stanie wpłynąć na końcowy wynik, choć wejście ze sporym zaangażowaniem należy docenić.
Arkadiusz Reca - Pojawił się na boisku dopiero w 87. minucie za kontuzjowanego Kamila Piątkowskiego. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.
Rafał Adamski - Wszedł na murawę w 62. minucie. Po raz kolejny był zupełnie niewidoczny i w zasadzie osłabił zespół, bo po jego wejściu legioniści w ofensywie już praktycznie nie istnieli. Adamski przez nieco ponad pół godziny gry nie pokazał zaangażowania, dotknął piłki zaledwie 9-krotnie, notując przy tym aż 5 strat. Tylko raz udało mu się celnie kopnąć piłkę na 4 próby podań, a szczególnie dwa niecelne zagrania mogły skończyć się w tragiczny sposób. Adamski zanotował straty, po których niecelnie z dystansu uderzał Stipe Biuk, a także doprowadził do kontrataku, który w ostatnim momencie wślizgiem we własnym polu karnym przeciął Kamil Piątkowski.
