Legia Warszawa zaliczyła udany powrót po długiej przerwie reprezentacyjnej. Legioniści pewnie poradzili sobie na własnym stadionie z Wisłą Kraków, wygrywając 2-0. Warszawski zespół przez znaczną część miał ten mecz pod kontrolą - w pierwszej połowie pokazał swoją ofensywną twarz, a w drugiej części niezwykle skutecznie bronił wyniku i czyhał na kontrataki, po których mógł dobić rywala. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna za ten udany występ.
Plusy i minusy po meczu z Wisłą Kraków
Rafał Adamski - Atakujący wrócił do wyjściowego składu i zagrał w nim w meczu ligowym po raz pierwszy od końcówki sierpnia. Kilka spotkań przesiedzianych na ławce rezerwowych i długa przerwa reprezentacyjna ewidentnie zmusiły go do wytężonej pracy i dobrze wpłynęły na jego formę. O tym występie Adamskiego można mówić w samych superlatywach. Przede wszystkim był niezwykle zaangażowany w wielu aspektach gry warszawskiego zespołu - szukał trafienia, pomagał drużynie w budowaniu akcji, ale również wracał na własną połowę i nie próżnował w asekuracji pola karnego. Szczególnie w rozegraniu ataków był niezwykle skuteczny. Adamski potrafił utrzymać się przy piłce, zastawić z nią, co wielokrotnie przynosiło Legii korzyści. Wykazywał się także uważnością, nie zagrywał bezmyślnie, lecz podnosił głowę i szukał partnerów, dzięki czemu m.in. w pierwszej połowie wykreował sytuację strzelecką dla Damiana Szymańskiego. Nieco gorzej było ze skutecznością pod bramką rywala, jednak z okazji na okazję poprawiał się pod tym względem. Był bardzo aktywny pod bramką rywali, oddał w tym meczu łącznie 4 strzały i wszystkie z nich okazały się celne, choć niektóre zbyt przewidywalne dla golkipera. W 70. minucie jednak w końcu nie dał najmniejszych szans bramkarzowi Wisły. Adamski dobrze podłączył się za kontratakiem, znalazł trochę wolnego miejsca na skraju pola karnego i po zgraniu Jakuba Żewłakowa, fenomenalnym, technicznym strzałem prosto w okienko zdobył swoją czwartą bramkę w tym sezonie, pieczętując zwycięstwo dla Legii. To był chyba najlepszy występ Adamskiego w barwach "Wojskowych", a na pewno w tym sezonie.
Łukasz Zjawiński - Podobnie jak Rafał Adamski, również wybiegł na boisko w wyjściowej jedenastce po raz pierwszy od prawie półtora miesiąca. Zjawiński był w tym meczu mniej aktywny niż jego partner z duetu ofensywnego, jednak również zapewniał zespołowi wiele korzyści. W pierwszej kolejności, po raz kolejny wykazał się niezwykłym instynktem napastnika, pokazał, że jest lisem pola karnego. W 18. minucie wykorzystał zamieszanie w "szesnastce" po dalekim wyrzucie z autu, bez zastanowienia, teoretycznie słabszą nogą uderzył z woleja, nie dając najmniejszych szans bramkarzowi na jakąkolwiek interwencję. Wyczucie atakującego, złożenie się do tego strzału i sam efekt końcowy naprawdę robiły wrażenie i pokazały klasę Zjawińskiego. Poza tym pracował dla zespołu w nacisku na przeciwników, czy to wysokim na połowie Wisły, czy średnim wracając za linię środkową. Wyglądał nieźle w grze tyłem do bramki, potrafił pokonać przeciwników w pojedynkach i skutecznie odegrać piłkę do partnerów, co pozwalało Legii na przyspieszenie ataków. 25-latek zrobił w tym meczu co do niego należało.
Robert Deziel Jr. - Młody obrońca był w tym meczu praktycznie bezbłędny. Był niezwykle skuteczny i to mimo jeszcze cięższego zadania, w postaci notorycznej potrzeby asekuracji Kacpra Chodyny. 21-latek pokazał jednak niezwykłą dojrzałość, z łatwością odczytywał zamiary graczy Wisły i przerywał praktycznie każde zagrożenie. Fenomenalnie radził sobie we własnym polu karnym, a wiślacy nie mieli na niego żadnej rady i nie potrafili go pokonać. Świetny występ potwierdzają zebrane przez Deziela statystyki, który zanotował aż 8 skutecznych odbiorów i przechwytów, 7-krotnie przerywał akcje gości wybiciami, a do tego 2 razy udanie reagował wślizgami. Przede wszystkim jednak imponował w bezpośrednich pojedynkach z przeciwnikami - na ziemi i w powietrzu podjął ich 11, wygrywając przy tym aż 10. W 37. minucie wygrał walkę o dośrodkowanie, zgrał piłkę tuż przed linię bramkową do Rafała Adamskiego, który jednak intuicyjnym strzałem trafił prosto w bramkarza. Był niezwykle zaangażowany i spokojny w rozegraniu piłki spod własnej bramki. Podejmował mądre wybory, nie ulegał pressingowi graczy Wisły i emanował pewnością siebie. Dla Deziela również był to jeden z najlepszych i najpewniejszych występów w barwach warszawskiego zespołu.
Rafał Augustyniak - Augustyniak po raz kolejny w tym sezonie zagrał w profesorskim stylu. Był skoncentrowany przez pełne 90 minut, nie wykazywał się elektrycznością, a dobrym ustawieniem, odpowiednim odczytywaniem zamiarów rywali i po prostu pewnością w swoich poczynaniach defensywnych. Górował nad graczami Wisły agresywnymi i skutecznymi odbiorami. Łącznie zanotował 7 odbiorów oraz przechwytów, a także skuteczność pojedynków na ponad 70-procentowym poziomie. Wielokrotnie po przejęciach piłki decydował się na odważne rajdy środkiem boiska, które pozwalały zdobywać mu przestrzeń z piłką przy nodze i napędzać ataki warszawskiego zespołu. Nie popełniał prostych błędów i nie oddawał piłki pod nogi przeciwników, notując ostatecznie 85-procentową skuteczność zagrań. Po raz kolejny potrafił przekuć swój atut w postaci dalekich wyrzutów z autów na korzyść dla drużyny, która w tym sezonie zdobyła już piątą bramkę w konsekwencji takiego dorzutu w wykonaniu Augustyniaka. Po tym występie zasłużył na same pochwały.
Kamil Piątkowski - Pół-prawy obrońca grał w tym meczu dość ryzykownie, ale poziomem skuteczności dostosował się do reszty partnerów z defensywy. Piątkowski nie trzymał się kurczowo własnego pola karnego, próbował odcinać akcje krakowian bardzo wysoko poprzez agresywne doskoki. Robił to jednak przytomnie i pewnie, wiedział dokładnie, w którym momencie musi zaatakować przeciwnika, by wyjść z takiego pojedynku górą i nie pozostawić wolnej przestrzeni za swoimi plecami. To wszystko pozwoliło mu na dokonanie łącznie 8 skutecznych odbiorów i przechwytów, które burzyły ataki gości lewą flanką. W zasadzie jedyną pomyłkę w tym meczu zanotował we własnej "szesnastce" - w 60. minucie zbyt nonszalancko podszedł do rywalizacji z Angelem Rodado, przegrał pojedynek o górną piłkę z hiszpańskim napastnikiem i pozwolił mu na swobodne oddanie strzału głową z bliskiej odległości, na szczęście niecelne. Poza tą jedną obcinką był to bezbłędny, niezwykle pewny występ w wykonaniu Piątkowskiego.
Otto Hindrich - Golkiper Legii miał w tym meczu ręce pełne roboty. Być może uderzenia wiślaków nie były szczególnie trudne do obrony i większość z nich była z dość dużego dystansu, jednak łącznie aż 7 z nich szło w światło bramki strzeżonej przez Hindricha, a on poradził sobie z każdym z nich. Największą czujnością bramkarz Legii musiał wykazać się przy pierwszej próbie gości. W 15. minucie bardzo mocny strzał z lewej strony pola karnego w kierunku bliższego słupka oddał Marko Božić, jednak Hindrich skutecznie przypilnował tę przestrzeń i odbił uderzenie skrzydłowego Wisły. Przy reszcie uderzeń bramkarz warszawskiego zespołu uważnie przesuwał się po linii za akcjami gości i popisywał się pewnymi obronami. Reprezentant Rumunii również kilkukrotnie dobrze reagował na przedpolu, często wychodził do dośrodkowań gości i interweniował czy to łapiąc piłkę, czy piąstkując ją poza pole karne. Nie stronił również od pomocy w budowaniu akcji, pokazywał się do podań i nie ulegał pod naciskiem przeciwników. Hindrich utrzymuje wysoką dyspozycję i nadal jest niezawodny.
Bartosz Kapustka - Kapitan Legii był bardzo ważnym elementem budowania akcji Legii w tym meczu. To głównie do niego piłka przechodziła od obrońców na połowę przeciwników. Kapustka szukał rozwiązań przyspieszających ataki, nie bał się przytrzymać piłki, ruszyć z nią do przodu i zrobić różnicy. Co więcej, był w tym naprawdę skuteczny. Wchodził w liczne pojedynki w środku pola, wygrywając łącznie aż 7 ze wszystkich 8 starć naziemnych. Miał w tym meczu niezwykłą łatwość w pokonywaniu przeciwników i zdobywaniu przestrzeni. Miał swoje momenty przebojowości, co udowadnia również stuprocentowa skuteczność wszystkich trzech prób dryblingów. Kapustka w tym meczu po prostu potrafił zrobić różnicę z piłką przy nodze, nie popełniając przy tym większej liczby błędów i przede wszystkim w większości akcji szukając rozwiązań do przodu. Był także ważnym elementem w asekuracji własnego pola karnego. Wielokrotnie cofał się nisko pod własną "szesnastkę", wspomagał defensorów w obronie i łącznie 6 odbiorami oraz przechwytami udało mu się zaniechać zagrożenia ze strony gości. W ostatnich tygodniach, po przestawieniu na pozycję bardziej defensywnego pomocnika, forma Kapustki ewidentnie wzrasta i miejmy nadzieję, że uraz odniesiony w starciu z Angelem Rodado, przez który musiał opuścić boisko w 74. minucie, nie okaże się niczym poważniejszym i nie wyeliminuje go z gry na dłużej, gdyż staje się coraz ważniejszym elementem w układance trenera Papszuna.
Paweł Wszołek - To był nierówny występ w wykonaniu doświadczonego wahadłowego, szczególnie pod kątem działań ofensywnych. Z jednej strony był aktywny, wybiegł na prawej stronie i podłączał się do ataków. Potrafił zrobić użytek z piłką, wchodził w liczne pojedynki z przeciwnikami, wygrywając ponad 80% z nich i notując również 3 udane dryblingi. Największym problemem w jego wykonaniu była jednak finalizacja. Większość jego dośrodkowań czy podań wszerz boiska było niecelnych, padało łupem przeciwników. Najlepszym podsumowaniem jego występu w ofensywie była druga akcja bramkowa Legii, gdy Wszołek odpowiednio wybiegł na prawej stronie i dał możliwość do wyprowadzenia kontrataku, jednak chwilę później zaprzepaścił go niecelnym, zbyt lekkim podaniem w kierunku Jakuba Żewłakowa. Warto docenić jednak jego aktywną pracę w defensywie. Zarówno na prawej stronie, czy na początku drugiej połowy na drugiej flance, asekurował akcje przeciwników, wracał na pole karne, ustawiał się blisko rywali i nie pozwalał im rozwinąć skrzydeł. Wszołek na pewno nie może być w pełni zadowolony ze swojej gry w tym meczu, ale wykonał pracę, która wspomogła zespół w drodze do ważnego zwycięstwa. Zszedł z boiska w 90. minucie.
Kacper Chodyna - Wahadłowy zaskakująco znalazł się na ten mecz w wyjściowym składzie na lewej flance, zastępując kontuzjowanego Rubena Vinagre. Ten eksperyment nie okazał się jednak szczególnie udany, głównie ze względu na formę prezentowaną przez Chodynę. Choć przygotowania do meczu z Wisłą trwały trzy tygodnie, pod kątem dyspozycji wahadłowego niewiele się zmieniło. Dalej nie potrafił zapewnić zespołowi większych korzyści w żadnym elemencie gry. W ofensywie nie można odmówić mu aktywności, dostawał podania i miał szanse na indywidualne rajdy, jednak gdy otrzymywał piłkę, nie potrafił nic z nią zrobić. Jego działania były proste, przewidywalne dla zawodników Wisły, przez co Chodynie udało się wygrać zaledwie 2 pojedynki ze wszystkich 13, a prawie co trzeci jego kontakt z piłką kończył się stratą. Gdy jakimś cudem udawało mu się przebić pod pole karne bądź otrzymać piłkę w jego okolicach, wahadłowy zupełnie gubił się i wybierał najgorsze możliwe rozwiązania. Najlepiej pokazała to sytuacja z końcówki drugiej połowy, gdy po błędzie bramkarza Wisły Chodyna dopadł do piłki na lewej stronie pola karnego, jednak zbyt długo zastanawiał się i ani nie oddał strzału na w zasadzie pustą bramkę, ani nie oddał jej do lepiej ustawionego partnera, podając wprost pod nogi obrońcy. Jedyną korzyścią, jaką udało mu się osiągnąć pod bramką rywala, było nieudane dośrodkowanie z 8. minuty, które zamieniło się w centrostrzał i zmusiło Marcela Łubika do interwencji. W obronie także miał liczne problemy. Wychodził wysoko pod linię środkową, jednak nie podejmował skutecznych interwencji, przez co pozostawiał zbyt wiele wolnych przestrzeni za swoimi plecami, które musiał asekurować Robert Deziel Jr.
Mateusz Szczepaniak - Młody pomocnik utrzymał miejsce w wyjściowej składzie mimo przeciętnej formy prezentowanej przed przerwą reprezentacyjną. Po raz kolejny pokazał, że brakuje mu jeszcze ogrania na poziomie Ekstraklasy. Na jego konto można przypisać mało pozytywów, poza aktywną pracą w pressingu i nacisku na rozgrywających piłkę od własnej bramki rywali. Z piłką przy nodze zdecydowanie brakowało mu jakości i pomysłu. Odpowiednie było tylko jego przyjęcie kierunkowe, choć parokrotnie piłka odskoczyła mu od nóg. W akcjach indywidualnych nie pokazał ani efektowności, ani przede wszystkim efektywności. Gubił się z piłką przy nodze, nie potrafił poradzić sobie z naciskającymi na niego przeciwnikami, notując aż 9 strat przy zaledwie 20 kontaktach i przegrywając aż 9 z 10 pojedynków z przeciwnikami. Szczepaniak po prostu zupełnie sobie nie radził i nie potrafił pokonać graczy Wisły, notorycznie zaprzepaszczając starania własnego zespołu. Zwycięsko udało mu się wyjść tylko w 9. minucie, gdy pociągnął z piłką na połowie gości, zdecydował się na uderzenie z okolic 25. metra, ale zbyt lekkie, by zaskoczyć bramkarza. Zakończył kolejny słaby występ już po pierwszej połowie.
Damian Szymański - Pomocnik wrócił do wyjściowego składu w meczu ligowym od sierpniowego spotkania z Radomiakiem Radom. W zasadzie ciężko określić jednak, jakie były jego zadania i rola w tym meczu. Szymański zupełnie nie potrafił odnaleźć się na boisku, nie był pomocny zarówno w obronie własnej połowy, jak i budowaniu akcji ofensywnych. Często po prostu biernie biegał po boisku i przesuwał się za akcjami bez większego zaangażowania. O ile w pierwszej połowie trzymał jeszcze ryzy w defensywie, w drugiej części miał coraz więcej problemów z rywalami. Gracze Wisły z łatwością potrafili przebić się przez pomocnika, ograć go i wykorzystać wolną przestrzeń pozostawioną przez niego w środkowej tercji boiska. Jedna z takich akcji, w wykonaniu Jamesa Igbekeme, który w prosty sposób ograł Szymańskiego w środku pola i z łatwością przedostał się pod pole karne, była przyczyną do zmiany już w 68. minucie. Generalnie 31-latkowi w tym meczu udało się wygrać zaledwie 1 pojedynek ze wszystkich 6, a ponadto, wielokrotnie spóźniony, popełnił najwięcej fauli z całego zespołu. Szymański miał w tym meczu również świetną szansę na zdobycie bramki - w 36. minucie podłączył się do kontrataku, zupełnie niepilnowany otrzymał podanie na skraj pola karnego od Rafała Adamskiego, jednak uderzeniem z pierwszej piłki nie sprawił żadnych kłopotów swobodnie interweniującemu golkiperowi. Szymański również jest pod formą i zdecydowanie udowodnił to w tym meczu.
Zmiennicy
Jakub Żewłakow - Pojawił się na boisku po przerwie. Od początku było widać zdecydowaną różnicę jakości między nim a Mateuszem Szczepaniakiem. Pomocnik był niezwykle aktywny, non stop pokazywał się do podań i starał się być pod grą. Szczególną aktywnością wykazywał się przy kontratakach, właściwie uczestniczył w praktycznie każdym z nich, rozprowadzając szybkie akcje. Potrafił zrobić różnicę swoim balansem ciała, udawało mu się zwodzić i pokonywać przeciwników. Choć zdarzało mu się popełniać błędy, notować proste straty, odpowiednio na nie reagował, naciskając na rywala i próbując jak najszybciej odzyskać piłkę. To właśnie jego zaangażowanie w walce o piłkę przyczyniło się do zdobycia drugiego gola, a cała akcja bramkowa była jego imienia. Żewłakow najpierw dalekim podaniem rozprowadził kontratak na prawą stronę, poszedł za akcją i dokonał odbioru na połowie Wisły, następnie podprowadzając piłkę pod pole karne i przytomnie rozprowadzając ją wszerz do Rafała Adamskiego, który świetnym strzałem dopełnił formalności. Dla młodego pomocnika była to pierwsza asysta w tym sezonie. Swoją zmianą wzniósł odpowiednią świeżość, zaangażowanie i przede wszystkim jakość. Niestety, po raz kolejny odezwały się jego liczne problemy zdrowotne, które spowodowały, że nie był w stanie dograć tego meczu do końca i musiał zejść z boiska w 90. minucie. Oby ten uraz nie okazał się niczym poważnym, bo Żewłakow coraz wyraźniej pokazuje, że zasługuje na regularną grę i to w wyjściowym składzie.Wojciech Urbański - Wszedł na boisko w 68. minucie. Nie miał w tym meczu zbyt wiele do powiedzenia, był raczej biernym uczestnikiem gry. Dobrze przesuwał się za akcjami Wisły i wspomagał zespół w asekuracji własnego pola karnego przy pozytywnym wyniku. Nie wyróżnił się niczym specjalnym, jednak pracował dla dobra zespołu i utrzymania ważnego zwycięstwa.
Henrique Arreiol - Został wprowadzony na murawę w 74. minucie. Był naprawdę zaangażowanym zawodnikiem. Przede wszystkim bronił własnego pola karnego i nie pozwalał przeciwnikom rozwinąć skrzydeł w ostatnich minutach meczu. Wykazał się stuprocentową skutecznością w 5 podjętych pojedynkach z przeciwnikami, a także 2 skutecznymi wślizgami i 2 odbiorami oraz przechwytami. Nie tylko bronił, ale również potrafił utrzymać się przy piłce i przytrzymać ją w newralgicznych częściach boiska, co pozwalało Legii na chwilę oddechu. Dał całkiem pozytywny impuls i pokazał, że w przypadku poważniejszej kontuzji Bartosza Kapustki, to może właśnie na niego należy postawić w następnym meczu.
Arkadiusz Reca, Michal Ševčík - Pojawili się na boisku w 90. minucie. Grali zbyt krótko, by w pełni ocenić ich występ. Czeski pomocnik w doliczonym czasie gry miał jednak praktycznie stuprocentową sytuację, którą zmarnował zbyt lekkim strzałem z pola karnego.
