Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Górnikiem

poniedziałek, 2 listopada 2026 09:00
Plusy i minusy po meczu z Górnikiem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com
0
Czytaj nas w Google

W ramach 13. kolejki Ekstraklasy Legia Warszawa podzieliła się punktami z Górnikiem Zabrze. Legioniści nie tylko zanotowali pierwszy bezbramkowy remis w tym sezonie i po raz pierwszy w meczu ligowym nie potrafili trafić do siatki rywali, ale również nie oddali choćby jednego celnego strzału. Warszawiacy ewidentnie byli w tym spotkaniu nastawieni na obronę własnego pola karnego i trzeba przyznać, że z tych założeń wywiązali się niezwykle skutecznie. Zapraszamy na nasze tradycyjne "Plusy i minusy", które wystawiliśmy drużynie Marka Papszuna za występ w Zabrzu.

Kamil Piątkowski  - Był jednym z szefów skutecznej legijnej defensywy w tym meczu. Praktycznie całkowicie zamurował prawą stronę, na której zawodnicy Górnika zupełnie nie mogli rozwinąć skrzydeł. Piątkowski świetnie czytał grę i ich poczynania - jak było trzeba, reagował agresywniej i wychodził wyżej, a gdy potrzebna była spokojniejsza reakcja, uważnie przesuwał się po polu karnym i czekał na odpowiedni moment, by interweniować. Radził sobie świetnie z dynamicznymi atakami gospodarzy. Łącznie wykazał się 6 skutecznymi odbiorami i przechwytami, wykonał 2 udane wślizgi i wygrał 4 z 6 pojedynków naziemnych. Przede wszystkim jednak królował w powietrzu. W tym meczu to najczęściej jemu udawało się przerywać wielokrotne próby dośrodkowań z bocznych stref w wykonaniu Zabrzan, dzięki czemu zanotował 10 wybić piłki z pola karnego i wygrał aż 7 z 11 starć powietrznych z przeciwnikami. W grze o górną piłkę wykazał się jedną kluczową interwencją, gdy pod koniec pierwszej połowy w ostatnim momencie zdołał trącić piłkę, która po centrze Kacpra Urbańskiego dotarłaby do niepilnowanego Petera Federico. W defensywie Piątkowski zagrał bez zarzutów. Można mieć natomiast zarzuty do jego gry z piłką przy nodze - średnio radził sobie w elemencie rozegrania, zanotował tylko prawie 70-procentową skuteczność podań i mnóstwo strat. Coś, co było jego sporym atutem w wielu spotkaniach, w Zabrzu nie funkcjonowało najlepiej.

 

Rafał Augustyniak  - "August" kontynuuje serię profesorskich występów. W Zabrzu był ewidentnie skupiony tylko na grze obronnej, rzadko albo praktycznie w ogóle nie decydował się na ofensywne wypady czy rajdy z piłką, jak w spotkaniu z Lechem Poznań. Ze swoich zadań wywiązywał się jednak nienagannie. Jako centralny z defensorów dyrygował całą linią, która nie pozwoliła rywalom oddać choćby celnego strzału. W poczynaniach obronnych był praktycznie bezbłędny, trzymał w ryzach pole karne i szczególnie dobrze wyglądał w pojedynkach z Sondre Lisethem, który właściwie nie miał szans dojść do piłki w "szesnastce" Legii. Defensor przy tym zanotował 3 skuteczne odbiory, zablokował 2 strzały i aż 6-krotnie wybijał piłkę. Miał w tym meczu tylko jeden moment dekoncentracji - w 41. minucie nie zauważył wbiegającego na pole karne Jarosława Kubickiego, nie wyskoczył, by przeciąć dośrodkowanie Petera Federico z prawej strony i dopuścił pomocnika Górnika do strzału głową, na szczęście niecelnego. Poza tym nieźle operował piłką - potrafił uspokoić grę, wykonał tylko 8 niecelnych podań, a jego długie zagranie wszerz boiska z 17. minuty pozwoliło drużynie rozpocząć akcję, po której groźną szansę na strzał miał Mateusz Szczepaniak. Augustyniak już dawno wyrósł na lidera Legii i podtrzymuje świetną formę.

Robert Deziel Jr.  - Amerykanin dopełnił trio defensywne i po raz kolejny pokazał, że nie odstępuje pewnością siebie i doświadczeniem pozostałej dwójce obrońców Legii. Pewnie zabezpieczał lewą stronę pola karnego warszawskiego zespołu, a zadanie nie było łatwe, bo gospodarze często przeprowadzali ataki tą strefą boiska. Młody defensor radził sobie jednak z tymi atakami z dużą swobodą i pewnością. Przeważał momentami reakcji, bezkompromisowością i warunkami fizycznymi. Był w tym meczu niezwykle efektywny - m.in. zanotował stuprocentową skuteczność w pojedynkach naziemnych i wślizgach, którymi dwukrotnie przerywał ataki gospodarzy. Poza tym dołożył od siebie jeszcze 7 udanych odbiorów i 5-krotnie wybijał piłkę poza pole karne. Widać było, że pod względem defensywy jest świetnie przygotowany do tego meczu, wie co ma robić i wywiązuje się z tych założeń. Podobnie, jak w przypadku Kamila Piątkowskiego, nieco gorzej było w elemencie rozegrania. Momentami Deziel Jr. ulegał pressingowi gospodarzy i popełniał proste błędy w budowaniu akcji, podając piłkę wprost pod nogi rywali. 

Otto Hindrich - Rumuński golkiper zanotował w tym meczu swoje czwarte czyste konto w tym sezonie, choć nie było to szczególnie trudne, bo miał przed sobą świetną defensywę, która uniemożliwiła rywalom oddanie choćby jednego celnego strzału. Najbliżej takiej sztuki w 72. minucie po uderzeniu ze skraju pola karnego był Ondrej Zmrzly, który trafił w poprzeczkę. Wydaje się jednak, że reakcja Hindricha przy tym strzale była dobra i gdyby piłka leciała niżej, mógłby sparować ją ponad bramkę. Generalnie Rumun w tym meczu bardzo dobrze pracował na przedpolu. Parokrotnie wychodził wysoko na pole karne i przecinał wysokie zagrania gospodarzy, najczęściej nie decydując się na piąstkowanie, a łapiąc piłkę. Hindrich miał jednak w Zabrzu jeden wyraźny problem. Mowa o wyprowadzeniu piłki i elemencie podań czy dalekich wybić. Bramkarz często gubił się pod wysokim pressingiem gospodarzy, uciekał się do ratowniczych wybić, które wielokrotnie lądowały pod nogami przeciwników, czasem nawet nie wychodząc poza własną połowę. Łącznie Rumun zanotował celność podań na poziomie tylko nieco ponad 50%, a celność dalekich wybić tylko na poziomie 28% i mając przy tym wszystkim aż 19 strat. 

Bartosz Kapustka - Kapitan Legii wykonał w tym meczu dużo ciężkiej i brudnej roboty. Jego wkład w grę obronną był ogromny. Mapa jego aktywności po tym spotkaniu pokazuje, że najwięcej czasu na boisku spędził właśnie pod własnym polem karnym. Jego asekuracja przed polem karnym, ale również liczne powroty na "szesnastkę" były kluczowe w zachowaniu tak stabilnej defensywy i zupełnym odłączeniu gry ofensywnej Górnika. Kapustce udało się zanotować 3 ważne odbiory i przechwyty, 2 skuteczne wślizgi, również 2 zablokowane strzały i 4 wybicia piłki. Wygrał 4 z 7 pojedynków fizycznych z przeciwnikami. Gorzej wyglądało to w elemencie budowania akcji i przejęcia kontroli w środku pola z piłką przy nodze. Kapustka grał z nią bardzo zachowawczo - nie było stać go na jakieś niekonwencjonalne podania czy indywidualne ataki, które pozwoliłyby drużynie na zdobycie przestrzeni i przyspieszenie akcji. Kapustka był więc liderem środka pola pod kątem obronnym i jako defensywny pomocnik spisał się naprawdę dobrze, lecz pod kątem kreacji zwyczajnie nie istniał. Dodatkowo po raz kolejny było widać, że ma bramki fizyczne. Przy dużej intensywności, pod koniec meczu było widać w jego poczynaniach ogromne zmęczenie, które przekładało się na coraz więcej błędów, niedokładności i niecelnych zgrań. Kapustka jest jednym z trzech zawodników, którzy wystąpili w wyjściowym składzie we wszystkich dotychczas rozegranych przez Legię meczach w tym sezonie. W spotkaniu z Górnikiem został jednak napomniany czwartą żółtą kartką, więc nie będzie mógł zagrać z Rakowem Częstochowa, co pozwoli mu na chwilę odpoczynku. W Zabrzu został zmieniony w 88. minucie. 

Wojciech Urbański - Miał w tym meczu znacznie więcej zadań związanych z grą w defensywie, bez piłki i na własnej połowie. Podobnie, jak Bartosz Kapustka, wykazywał się w nich dużą skutecznością, a notoryczną asekuracją własnego pola karnego utrudniał graczom gospodarzy rozwinięcie skrzydeł w ofensywie. Pracował ciężko, przesuwając się za rozbieganymi Zabrzanami, przez co był zawodnikiem Legii, który przebiegł w tym meczu zdecydowanie najwięcej. Nie ograniczał się jednak do samych sprintów i notorycznego nacisku. Udało mu się zanotować aż 7 udanych odbiorów i przechwytów, wygrał 3 z 5 pojedynków fizycznych z przeciwnikami, dokładając do tego jeszcze 2 ważne wybicia. Mimo to również zabrakło z jego strony jakiegoś elementu kreatywnego, wzięcia na siebie odpowiedzialności w grze z piłką i przejęcia inicjatywy w budowaniu akcji własnego zespołu. Wydawało się wręcz, że był w tym wszystkim jeszcze mniej aktywny od partnera z duetu w środku pola, choć to właśnie od młodszego z pomocników oczekiwaliśmy większej inicjatywy. 

Michal Ševčík  - W pierwszych minutach wydawało się, że aktywność ofensywna Legii będzie oparta właśnie na tym zawodniku. Czech był aktywny, chętnie pokazywał się do podań i początkowo potrafił zrobić jakąś różnicę z piłką. Jego skuteczność nie trwała jednak szczególnie długo. Choć Ševčík cały czas wykazywał się zaangażowaniem i próbował grać odważnie, był zupełnie bezproduktywny. Grał zbyt prosto, nonszalancko i przewidywalnie. To wszystko wręcz brutalnie ukazują uzbierane przez czeskiego zawodnika statystyki. Ševčík podjął w tym meczu aż 16 prób naziemnych pojedynków z przeciwnikami, nie wygrywając choćby połowy. Do tego wykazał się zaledwie 40-procentową skutecznością dryblingów. Na domiar złego, przy 31 kontaktach z piłką zanotował aż 13 strat, dokładając do tego jeszcze zaledwie 9 udanych podań i łączną skuteczność zagrań na poziomie 60%. Choć Ševčík nie unikał gry w tym meczu, starał się być aktywy, nie można powiedzieć, by udało mu się wnieść do gry zespołu coś pozytywnego. Został zmieniony w 73. minucie.

Paweł Wszołek  - Wahadłowy w tym meczu praktycznie nie istniał. Z zawodników, którzy przebywali na boisku przez niemal cały mecz, mniej kontaktów z piłką od niego zanotował jedynie Łukasz Zjawiński. W pierwszej połowie jeszcze parę razy podłączył się do ofensywy, to w niej zresztą zanotował swoją jedyną, nieudaną próbę dośrodkowania. Po przerwie jednak jego aktywność z piłką była mikroskopijna, a nieliczne próby rajdów i pojedynków z przeciwnikami były przewidywalne i z łatwością kasowane przez gospodarzy. Wygrał tylko 3 pojedynki, dokładając do tego jeszcze zaledwie jedną, nieudaną próbę dryblingu. Jego praca w defensywie też była raczej ograniczona do przesuwania się za atakami przeciwników, niż realnym wsparciem obrońców. Opuścił murawę w 81. minucie.

Kacper Chodyna  - Wydawało się, że do wyjściowej jedenastki na mecz w Zabrzu powróci Ruben Vinagre, który zaliczył już występ w spotkaniu z Lechem. Niespodziewanie jednak to 27-latek utrzymał miejsce w pierwszym składzie. Przez tydzień przygotowań do meczu z Górnikiem jego forma jednak nie mogła ulec znaczącej zmianie, a piątkowy występ był klasyczny w wykonaniu Chodyny. Pod kątem ofensywy zaczął jeszcze nieźle - w 17. minucie dobrze podprowadził piłkę na lewym skrzydle i płaskim podaniem znalazł na polu karnym niepilnowanego Mateusza Szczepaniaka, który miał świetną okazję do oddania strzału, To jednak jedyna rzecz, za którą można pochwalić wahadłowego w tym meczu. Reszta jego nielicznych wypadów do ataku była zupełnie nieefektywna, Chodyna nie miał w swoich próbach żadnego pomysłu, a najlepszym podsumowaniem niech będzie jedna z akcji z pierwszej połowy, w której Chodyna tak czarował, że zaczarował sam siebie i nie zauważył, że skończyło mu się już boisko. Zero udanych prób dośrodkowań, zero podjętych prób dryblingów, zaledwie jeden wygrany pojedynek w całym meczu - zatrważające statystyki. Poza tym kłuła w oczy jego opieszałość w defensywie, którą gracze Górnika chętnie wykorzystywali. Chodyna zostawiał im mnóstwo przestrzeni. Opuścił boisko w 73. minucie.

Łukasz Zjawiński  - Dla napastnika był to bardzo niewdzięczny mecz, pełen walki i fizyczności. Zjawiński jednak nie poradził sobie z tym szczególnie dobrze. Atakujący został w tym meczu praktycznie całkowicie odłączony od gry przez szczelnie kryjących go w tym meczu defensorów Górnika. By otrzymać piłkę, musiał schodzić nisko, praktycznie na własną połowę, a i tak obrońcy gospodarzy podążali za nim i wchodzili z nim w liczne pojedynki. Takich starć naziemnych Zjawiński wygrał tylko 3 z 8. Walczył o dalekie wybicia i górne piłki, jednak również przegrywał w ponad połowie z 15 takich starć. Atakującemu raz udało uwolnić się od krycia i miał w tym meczu chyba najlepszą okazję, by dać Legii prowadzenie. W 50. minucie dobrze odnalazł się na dalszym słupku, gdzie otrzymał świetne dośrodkowanie z lewej strony od Bohdana Wjunnyka, jednak trafił głową pod piłkę i fatalnie spudłował ponad bramką w dogodnej sytuacji strzeleckiej. 

Mateusz Szczepaniak  - 19-latek już po raz szósty w tym sezonie otrzymał szansę na występ od pierwszych minut. Po raz kolejny jednak zawiódł i nie dał żadnych argumentów, by dalej na niego stawiać. O ile w poprzednich meczach nadrabiał swoje braki techniczne zawziętością, walecznością i zaangażowaniem, w Zabrzu również brakowało w jego grze jakiejkolwiek aktywności, a oprócz tego również skuteczności. Przez 45-minutowy występ zanotował jedynie 17 kontaktów z piłką, a aż 9 z nich kończyło się stratami. Przegrał wszystkie z 4 podjętych pojedynków, dokładając do tego jeden, ale nieudany drybling. Do tego dochodzi skuteczność jego podań - Szczepaniak zaliczył tylko 4 celne podania, a ogólna celność jego zagrań stała na poziomie tylko nieco ponad 50-procentowym. Poza tym atakujący po raz kolejny zmarnował wybitną sytuację strzelecką. W 17. minucie dobrze zachował się w polu karnym - opanował piłkę, obracając się przyjęciem i jeszcze poprawił sobie piłkę do strzału prawą nogą tak, by rywal go nie zablokował - jednak jakość wykonania tego strzału była po prostu fatalna, gdyż piłka minęła cel o parę dobrych metrów.  

Zmiennicy

Bohdan Wjunnyk  - Pojawił się na murawie po przerwie. Po raz kolejny swoim wejściem na boisku wniósł do gry drużyny dużo energii i ożywienia. Był w zasadzie jedynym elementem, na którym w jakikolwiek sposób można było oprzeć ofensywną grę Legii. Ukrainiec cały czas pokazywał się do podań, szukał piłki, a przy tym nie bał się indywidualnych i bardziej nieprzewidywalnych rozwiązań. Potrafił utrzymać się przy piłce, wchodzić w pojedynki z rywalami i łącznie wygrał aż 6 ze wszystkich 8 prób. Defensorzy Górnika byli przez niego myleni i wyprzedzani, a przez to, że nie potrafili sobie z nim poradzić, uciekali się do fauli, powstrzymując Wjunnyka w nieprzepisowy sposób łącznie aż 5 razy. Ukrainiec w 50. minucie dobrze odnalazł się na lewej stronie, wygrał starcie 1 na 1 z Ondrejem Zmrzlym i posłał idealne dośrodkowanie na dalszy słupek do niepilnowanego Łukasza Zjawińskiego, który jednak słabym strzałem głową pozbawił go asysty. Dobrą indywidualną akcją wykazał się również w 81. minucie, gdy po odbiorze pociągnął z piłką w pole karne, jednak w tej akcji zawiódł jego element wykończenia, gdyż zdecydował się na mocny strzał jedynie w boczną siatkę, a powinien rozejrzeć się i zauważyłby wtedy znacznie lepiej ustawionych w "szesnastce" partnerów. Wjunnyk jednak w drugim meczu z rzędu notuje naprawdę dobre wejście i pokazuje, że może dać drużynie wiele korzyści. 

Shinnosuke Fukuda - Wszedł na boisko w 81. minucie. Parokrotnie pokazał się do podań na prawej stronie, szukał gry i próbował rozkręcić ataki legionistów. W niespełna 20 minutowym występie udało mu się zanotować 5 sprintów i ponad 80-procentową skuteczność podań. Generalnie wniósł trochę ożywienia na prawej stronie, choć grał zbyt krótko, by powiedzieć o nim coś więcej.

Damian Szymański - Pojawił się na boisku w 88. minucie. Grał zbyt krótko, by w pełni ocenić jego występ.

Wahan Biczachczjan  - Ormianin powrócił w Zabrzu do gry po prawie trzech miesiącach nieobecności spowodowanej problemami zdrowotnymi. Wszedł na boisko w 73. minucie i w łącznie w prawie półgodzinnym występie miał rozkręcić działania ofensywne Legii. Biczachczjan był jednak niewidoczny. Ani nie pokazywał się zbyt często do podań, ani nie naciskał na rywali, by przerwać ich ataki i odzyskać piłkę. Po prostu nie istniał, był zupełnie poza grą. Pokazuje to zresztą jedynie 9 kontaktów z piłką, a nieskuteczność dopełnia statystyka wszystkich przegranych pojedynków i zaledwie nieco ponad 50-procentowa skuteczność podań. 

Arkadiusz Reca  - Pojawił się na murawie w 73. minucie. Reca nie wniósł nic do gry ofensywnej - nie potrafił pociągnąć z piłką do przodu, a jakość jego podań pozostawiała wiele do życzenia. Miał również masę problemów w obronie. Nie potrafił poradzić sobie z bardziej dynamicznymi zawodnikami Górnika, gubił się i dawał się pokonywać w dziecinny sposób, łącznie wygrywając tylko nieco ponad 40% pojedynków. 

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
Komentarze (0)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość