Jerzy Engel nie chciał komentować powodów rozstania z ITI. Stwierdził jedynie, że strony nie zdołały się porozumieć. Jak jest w pana przypadku?
Grzegorz Kita: - Powiedzmy, że zauważyłem wyraźny brak woli kontynuacji współpracy. Z drugiej strony wiem, że szefowie koncernu są wdzięczni za pomoc jakiej udzieliłem im przy przejęciu stołecznego klubu. Powstała trochę niezręczna sytuacja, dlatego postanowiłem poszukać sobie innych wyzwań.
To oznacza, że przy Łazienkowskiej jest już wszystko posprzątane?
- Nie całkiem, ale pomiędzy mną a panem Walterem pojawiły się pewne różnice. ITI ma koncepcję długofalowej budowy zespołu. Jako fachowiec zorientowany w zarządzaniu klubem sportowym uważam, że na ten moment nie jest to właściwe rozwiązanie. Legia ma bardzo silny zespół. Dwa lub trzy wzmocnienia personalne pozwoliłyby jej już teraz stać się najlepszą drużyną w kraju. Oczywiście wymaga to jednak określonych nakładów.
- Brzmi to tak, jakby ITI nie chciało inwestować w zespół?
- Byłem zwolennikiem działań, które już w styczniu miały doprowadzić do zakupu dwóch dobrych piłkarzy. Przestrzegałem również, że rezygnując, ograniczymy do minimum szansę na zdobycie tytułu mistrza Polski. Po prostu w którymś momencie zabraknie wartościowych zmienników. Potwierdzeniem tej tezy był przegrany mecz w Krakowie. Brak dwóch kluczowych zawodników w składzie spowodował, że Legia prawdopodobnie przegrała już wyścig o tytuł. Tym samym co najmniej na półtora roku odłożono w czasie występ w Lidze Mistrzów.
- Czym tłumaczy pan zwłokę w podjęciu walki o Ligę Mistrzów?
- Po rekomendowaniu ITI zakupu akcji Legii miałem pewność, że sporządzone i przedstawiane przeze mnie dane są rzeczywiste. Widocznie chciano je jeszcze sprawdzić. Długofalowy proces budowy jest jak najbardziej słuszny, jednak tak naprawdę niczego nie gwarantuje. Tymczasem Legia już niebawem może zostać poważnie osłabiona. Odejdzie Aleksandar Vuković. Po Marka Saganowskiego, który ma w kontrakcie klauzule odstępnego, zgłoszą się zagraniczni kontrahenci. Za chwilę okaże się, że ten zespół trzeba budować od nowa.
- W przeciągu ostatniego roku sporo się jednak w Legii zmieniło...
- Ja określiłbym to nawet mianem rewolucji. Tuż przed sezonem Legia straciła poważnego mecenasa i wszyscy przekonani byli, że nie uda się już ściągnąć do klubu żadnych inwestorów. Okazuje się jednak, że wystarczy stworzyć właściwy wizerunek klubu, przedstawić inwestorom ciekawą ofertę i umiejętnie z nimi negocjować, by przyniosło to realne korzyści.
- W Polmocie twierdzą jednak, że nie wszystkie sukcesy były wyłącznie pana autorstwa...
- Sukces ma wielu ojców. Wystarczy jednak przypomnieć sytuację Legii we wrześniu 2003 roku. Wtedy w klubie nie było prawie żadnych sponsorów gotówkowych. Do sezonu wystartowaliśmy nawet bez sponsora na froncie koszulki. Od tamtej pory pojawiła się cała plejada ciekawych firm. Nagłe zainteresowanie Legią wystawia nie najlepsze świadectwo moim poprzednikom. Trudno się zatem dziwić, że próbują teraz pomniejszać mój wkład.
- I może dlatego w oczach szefów ITI nie znalazł pan uznania przy wyborze na stanowisko prezesa klubu...
- Gdyby tak było nie otrzymałbym tylu pochlebnych opinii i tak wysokiego uposażenia, za stworzenie planu rozwoju Legii. ITI jest organizacją, która lubi postępować według własnych reguł. Posiłkuje się przy tym ludźmi, których już zatrudnia. Mają wielu utalentowanych pracowników. Być może właśnie tym należy tłumaczyć zwłokę. Właściciel ma jednak święte prawo wyboru.
- Nowy prezes będzie miał dość ograniczoną swobodę. Ogólnie wiadomo, że w Legii o wszystkim decyduje Mariusz Walter...
- Tak było do tej pory, ale to się może zmienić. Zarówno prezes Walter jak i Wejchert zajmują się wieloma innymi przedsięwzięciami. Nie da się z drugiego szeregu zarządzać operatywnie takim klubem jak Legia. Prezes musi być i jestem przekonany, że będzie miał wielkie pole do popisu.
- Idealny kandydat na prezesa?
- Ten człowiek musi swobodnie poruszać się w aspekcie sportowym i biznesowym klubu. Musi też wiedzieć jakimi drogami osiąga się sukces sportowy. Musi mieć świadomość stałego nadzoru zespołu piłkarskiego i stopień jego determinacji. Nieodzowna jest znajomość środowiska i obowiązujących w nim zasad biznesu. W klubie występują cztery źródła przychodu, dlatego idealny kandydat musi posiadać szeroką wiedzę w dziedzinie sportu, ekonomii, prawa i psychologii. Kreatywność wymagana jest w dziedzinie marketingu.
- Ale obecna Legia niejako skazana jest na sukces...
- Obserwujmy zatem w spokoju jej rozwój. Możemy się jedynie obawiać, że pewne modele teoretyczne, doktrynalne mogą nie przynieść skutków. Sport rządzi się własnymi prawami. Tu liczy się tylko wynik. Nie byłoby dobrze, gdyby po dwóch latach okazało się, że budowany z takim wysiłkiem klub walczy o trzecie lub czwarte miejsce. Kupując młodych, zdolnych piłkarzy nie ma pewności jak potoczy się ich kariera. Jeżeli odkładamy coś w czasie, to ponosimy pewne ryzyko. Jeżeli jesteśmy silni, to trzeba to natychmiast wykorzystać. Nie wolno zapominać, że Legia, to dla wielu ludzi w tym kraju, dobro narodowe.
Rozmawiał Piotr Wojciechowski
Wywiad
Pojawiły się różnice zdań
piątek, 30 kwietnia 2004 11:23
Grzegorz Kitaźródło: Przegląd Sportowy