REKLAMA

Dwa spotkania z Dariuszem Wdowczykiem

Tomek Janus, źródło: własne - Wiadomość archiwalna

- Ten pan nie ma akredytacji na Legię. Albo on stąd wyjdzie, albo kończymy rozmowę – powiedział Dariusz Wdowczyk kwadrans po rozpoczęciu spotkania z kibicami. Wywiązała się ostra rozmowa, w której kibice wzięli w obronę dziennikarza Faktu i Naszej Legii, który jako kibic warszwskiej drużyny również przybył na spotkanie z trenerem Legii. Po chwili w namiocie przy trybunie krytej nie pozostał już nikt. Spotkanie udało się wznowić dopiero po półgodzinnej przerwie.

Początek spotkania nie zapowiadał burzliwego przebiegu. Zgodnie z tradycją znaną z wiosennych wizyt piłkarzy i trenerów Legii w pubie, kibice rozpoczęli zadawanie pytań. Trener Wdowczyk dementował dzisiejsze rewelacje prasy o spotkaniu drużyny z prezesem Mariuszem Walterem. – Rzeczywiście doszło do takiego spotkania, ale nie postawiono na nim żadnego ultimatum – zapewniał Wdowczyk. Faktem jest jednak, że pewne informacje wyciekają z szatni. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w profesjonalnej drużynie. Zawsze znajdzie się jednak jakiś anonimowy pracownik klubu lub anonimowy piłkarz, który powie kilka słów za dużo – mówił trener Wojskowych.

Żalił się też kibicom, że w drużynie nie ma prawdziwego przywódcy. Lidera, który potrafiłby krzyknąć i zmobilizować zespół w trudnych chwilach. – O sile zespołu decyduje jego kręgosłup, czyli bramkarz, środkowy obrońca i środkowy pomocnik – mówił „Wdowiec”. Bardzo liczę na Łukasza Surmę, ale po słabszych zagraniach ten zawodnik zamyka się w sobie i nie potrafi zmotywować reszty drużyny, zwrócić uwagi innym. Ideałem byłoby gdybyśmy mieli 11 liderów, ale to tylko pobożne życzenia.

Zapytany o słabszą dyspozycję napastników trener legionistów jej przyczyny upatrywał w kiepskiej postawie całej drużyny. Nie omieszkał jednak wrzucić kamyczka do ogródka kibiców i dziennikarzy. – Mamy skłonność do popadania ze skrajności w skrajność – wyjaśniał Wdowczyk. Janczyka porównywano już do Bońka a teraz prasa pisze, że jest beztalenciem. Podobnie jest z Eltonem. Po meczu z Cracovią okrzyknięto go królem polskiej ligi, a teraz wszyscy go besztają.

W tym momencie Wdowczyk, wśród zgromadzonych kibiców wypatrzył jednego z dziennikarzy. Wywiązał się wspomniany na początku dialog i spotkanie zostało przerwane. Mimo to kibice wciąż oczekiwali pod trybuną krytą. Po ok. 30 minutach trener Wdowczyk powrócił i postanowił wyjaśnić sprawę. – Jestem otwarty na współpracę z mediami, ale nie tymi, które kreują fakty. Jątrzą by zepsuć dobrą atmosferę w Legii – mówił wyraźnie wzburzony. Nie jestem wrogiem krytyki, ale musi ona być konstruktywna. Jeszcze dwa miesiące temu media pokazywały, że wszystko jest dobrze, a teraz krytykują bez opamiętania. Przecież przez ten czas nie zapomniałem jak prowadzi się drużynę – zapewniał. Tak rozpoczęła się druga część spotkania, w której wziął udział także dziennikarz, którego obecności nie życzył sobie trener Wdowczyk.

Paradoksalnie okazało się, że przymusowa przerwa bardzo dobrze wpłynęła na samą rozmowę. Dariusz Wdowczyk zaczął wyczerpująco i bardzo szczerze odpowiadać na pytania fanów. Najpierw musiał zmierzyć się z zarzutem o złym przygotowaniu drużyny. – W planach szkoleniowych nic bym nie zmieniał. Ale okres letni to tylko pięć tygodni przygotowań – mówił. Zawodnicy dostają na czas urlopu wskazówki jak mają ćwiczyć sami, ale nie oszukujmy się nie wszyscy się do nich stosują. Konsekwencje tego są takie, że zaczynamy z niskiego poziomu. Trener ujawnił, że badania przeprowadzone przed startem sezonu były najsłabsze od 2003 r. – A teraz gramy co trzy dni i organizmu nie da się oszukać. Jeżeli po meczu w sobotę pójdę pić i bawić się z panienkami do 4 nad ranem to może i uda mi się zregenerować zmęczenie – mówił Wdowczyk. Ale jeżeli nocne imprezy powtórzę kilka razy to nie dam rady grać na pełnych obrotach.

Dariusz Wdowczyk nawiązał też do alkoholowych problemów Eltona. – Złapano Brazylijczyka i można przypuszczać, że jakieś imprezy były. Polaka nikt nie złapał, ale sami wiecie, że Polacy są dużo sprytniejsi – mówił zaskoczonym fanom „Wdowiec”. Ja nie wiem, gdzie są te wszystkie modne kluby w Warszawie, ale wy przecież tam bywacie. Jak spotkacie w nich piłkarzy to weźcie ich za pysk, dajcie „plaskacza” i więcej się tam nie pojawią – apelował trener, co spotkało się z uznaniem ze strony zgromadzonych kibiców.

Podczas spotkania nie mogło zabraknąć tematu słabej postawy piłkarzy. Kibice chcieli dowiedzieć się jakie są tego przyczyny. – Najlepszą motywacją wcale nie są pieniądze. Trzeba mieć wyznaczony cel, do którego się dąży – mówił Wdowczyk. Narzekał też, że graczom Legii często brakuje tych celów. – Włodarczyk, Janczyk i Burkhardt powinni starać się o grę w reprezentacji. Jest nowy trener i nowa szansa. A jak grają – sami widzicie. Nie wiem dlaczego tak jest. Może dlatego, że dobrze zarabiają? Może za dobrze? Ja zawsze miałem cele. A cel na ten sezon to mistrzostwo Polski i awans do Ligi Mistrzów za rok – optymistycznie zakończył Wdowczyk.

Wyjaśniona została także sprawa zachowania piłkarzy w Łodzi i Gdyni. Przypomnijmy, że piłkarze nie chcieli dziękować fanom za doping. – Jeżeli przejeżdżam za klubem pół Polski to domagam się odrobiny szacunku – argumentował jeden z kibiców. Trener Wdowczyk odparł, że piłkarze... boją się podchodzić do krat. – W Łodzi dwóch zawodników zostało przez was oplutych. W Gdyni ktoś dźgnął Balde i Juniora drzewcami od flag a Bronowicki został gwałtownie pociągnięty w kierunku krat – wyjaśniał opiekun Wojskowych. Całą sprawę załagodził Andrzej „Bosman” Piórkowski. – Jako SKLW nie popieramy takich zachowań i przy pomocy tłumaczów przeprosiliśmy już poszkodowanych zawodników za zaistniałą sytuację – mówił.

Na koniec spotkania Dariusz Wdowczyk odniósł się do wywiadu, udzielonego przez Piotra Zygo przed meczem rewanżowym z Szachtarem Donieck. (Zygo powiedział wówczas, że w klubie nie liczą na awans.) – Osobiście wierzyłem w awans, ale może mistrzostwo Polski zdobyliśmy na wyrost. Jesienią mieliśmy dużą stratę i mało kto wierzył w końcowy sukces. A Liga Mistrzów to na razie za wysokie progi jak dla nas. Uważam, że maksimum na co stać polskie kluby to występy w Pucharze UEFA – zakończył Wdowczyk.

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.