Światkiem piłkarskim w Polsce we wtorkowe popołudnie "wstrząsnęła" wiadomość o zatrzymaniu przez krakowską Policję kompletnie pijanego zawodnika Legii, reprezentanta Nigru, Moussę Yahayę. Momentalnie jak można było się spodziwać zareagowały wszystkie dzienniki sportowe i nie tylko.Oczywiście o poinformowaniu o całym zajściu nie omieszkała poinformować telewizja publiczna jak i komercyjna. Na czarnoskórym napastniku stołecznego klubu nie pozostawiono przysłowiowej suchej nitki. Samego zawodnika potraktowano niczym bardzo groźnego przestępcę. W końcu były podejżenia o to, że Yahaya posiada przy sobie narkotyki,albo co gorsza "sławnego" wąglika, no a przynajmniej tajemniczą substancję, którą natychmiast należało przebadać w Policyjnym laboratorium. Powszechnie wiadomo, iż popularny "Yamaha" jest wyznania muzułmańskiego, a w obecnej sytuacji jaka panuje na wschodzie, nie ma z tym żartów. Należało w spektakularny sposób obwieścić Polsce wszem i wobec, że Yahaya nie jest taki "święty" jakby się komuś mogło wydawać. Przecież nie tak dawno w prasie pojawił się artykuł o jednym z afroarabskich piłkarzy, grającym kiedyś w Fortunie Duesseldorf, który jakoby miał mieć coś wspólnego z działalnością samego Osamy bin Ladena. Tak więc nie można było być pewnym co do pozaboiskowej działalności legionisty. Kto wie co mogłoby spotkać Kraków? Na pewno jakieś tam zagrożenie ze strony nigrejczyka mogło istnieć. Policja musiała działać w tym momencie bardzo stanowczo. Yahaya niczym terrorysta został przed kamerami stacji telewizyjnych potraktowany przez krakowskich pracowników prewencji. Każdy oglądający, a nie znający piłkarza warszawskiej Legii mógłby przypuszczać,że złapano właśnie bardzo niebezpiecznego osobnika.Zapakowany do niebieskiej "suki" nie był wstanie odpowiedzieć na choćby jedno zadane przez dziennikarzy pytanie. A przecież miał do tego ,jak każdy mieszkaniec naszego kraju całkowite
prawo. Jak się okazało po kilku godzinach, po przebadaniu tajemiczej substancji,afrykański zawodnik posiadał przy sobie głównie...piasek. Na ole przecież nie był to taki najzwyklejszy piasek...bo aż z "czarnego lądu". W tym wypadku krakowskim Policjantom nie pozostało nic innego jak tylko zwolnić niewinnego bądź co bądź piłkarza. Za posiadanie...piasku jeszcze nikt w naszym kraju nie poszedł do...więzienia, i tym razem nie mogło być inaczej. Sam zawodnik po całym zajściu jakie miało miejsce musiał przepraszać klubowych działaczy, trenerów i zawodników. Musiał przepraszać za to iż naraził na szwank dobre imię klubu z ulicy Łazienkowskiej 3. Oczywiście działacze wraz z trenerem nie poprzestaną na przyjęciu przeprosin, ale przykładnie ukarają piłkarza.Pewnie na odsunięciu od jednego czy dwóch spotkań i pokaźnej karze finansowej się skończy i sprawa zostanie zapomniana. Yahaya zachował się jak przystało na zawodowego piłkarza. Przeprosił kogo trzeba,ale ja jestem ciekawy czy ludzie którzy rozdmuchali całą tą naciąganą aferę przeprosili samego zawodnika. I mam tu na myśli zarówno Policję z Krakowa jak i mass media.Przypuszczam,że na taki gest nie zdobył się nikt.Nikt też nie pomyślał nad tym iż,jak każdy niemal człowiek również Yahaya może mieć chwile słabości. Wiadomo, że w stolicy Yahaya mieszka raptem od kilku miesięcy, a więc nie jest w pełni zaaklimatyzowany. Brak bliskich przyjaciół, kolegów czy też rodziny może spotęgować tylko takie zachowanie. Należy również pamiętać, że warszawska publiczność też nie jest łaskawa dla napastnika rodem z Afryki.Zapewne wszystkie te czynniki wpłynęły na to, iż Mousa chcąc odreagować, zapragnął spotkać się ze znajomymi i przy piwku zapomnieć o wszystkich kłopotach. I tak jak niejeden z nas po prostu wypił o jedno czy dwa "jasne pełne" za dużo.Ale przecież nie jest to powód dla którego trzeba potraktować człowieka w taki sposób jak potraktowano zawodnika Legii. A wiadomo, że piłkarza narażono wręcz na upokorzenie. Na pewno nie będzie teraz łatwo odzyskać zaufanie (jeśli w ogóle takie było) w oczach kibiców "wojskowych". Wręcz przeciwnie może być jeszcze gorzej. Mam tylko nadzieję, że Yahaya, który bez wątpienia ma ogromny potencjał, odbuduje swoją formę psychiczną i z podwójną siłą zacznie pracować na treningach. Jeśli przepracuje solidnie zimowe przygotowania, to na wiosnę naprawdę może być postrachem naszych boisk. Teraz jednak należałoby raczej wspomóc piłkarza na duchu niż go tłamsić obelżywymi okrzykami. Takie zachowanie kibiców raczej nie pomaga, a wręcz przeciwnie, deprymuje i zniechęca do dalszej pracy. W Polsce z pojedynczego wybryku piłkarza zrobiono aferę,która znalazła się na pierwszych stronach gazet.Dla przykładu na Wyspach Brytyjskich takim zachowaniem pilkarzy nie dziwi się już nikt.Wypady znanych futbolistów z Paulem Gascoignem czy Tony Adamsem do pubu i szalenie do białego rana przy mocnym Guinessie jest już znane od dawna i nigdzie już nie jest komentowane.Zadaniem tych panów jest jedynie zapierdziel na treningach i dobra gra w meczach.
A z tego zadania wywiązują się oni bezbłędnie. Co robią po meczach i w chwili wolnej nikogo już zbytno nie interesuje. No ale my nie żyjemy jeszcze w Anglii i do poziomu angielskiej piłki brakuje nam bardzo bardzo dużo więc się nie porównujmy z "dumnymi synami albionu". Na razie mieszkamy jeszcze w Polsce i musimy się przystosować do panujących tu obyczajów. Niestety obyczajów których musimy się wstydzić.
Felieton
Przestępca Yahaya
piątek, 9 listopada 2001 13:16
Sebastian Mazur