Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Strata czasu

sobota, 10 listopada 2001 12:23
Mariusz Piekarskiźródło: Gazeta Wyborcza

Maciej Weber: - Był Pan na testach w Energie, a teraz jedzie z Legią na mecz 1/8 finału Pucharu Polski z Radomskiem. Co to oznacza?

Mariusz Piekarski: - W Niemczech przez dwa dni trenowałem z zespołem Energie. Wróciłem, bo taka była umowa, i czekam, czy dogadają się kluby. Ja nie stawiam żadnych warunków, ale wiem, że na wyższym szczeblu są rozbieżności dotyczące kwoty mojego półrocznego wypożyczenia.

- Marcin Mięciel do Borussii Moenchengladbach został wypożyczony na rok za 600 tysięcy marek. Ile wobec tego powinien kosztować Piekarski?

- Myślę, że znacznie mniej. W końcu, ile można żądać za rezerwowego? A takim byłem w ostatnim okresie. Wiem, że prezes Legii nawet w piątek rozmawiał z Niemcami. Nie wiem jeszcze, czym to się skończy. Opuszczając Cottbus, za wiele się nie dowiedziałem, bo musiałem spieszyć się na pociąg, by wrócić zgodnie z umową.

- Jak wyglądał pobyt?

- Wziąłem udział w dwóch grach treningowych, popracowałem trochę w siłowni. Trener mówił, że jest ze mnie zadowolony. Chciałbym, by się udało, ponieważ dalszy pobyt w Legii nie ma sensu. O ile oczywiście moja sytuacja się nie zmieni. W Niemczech przez pół roku mógłbym odbudować formę i po powrocie jeszcze być przydatny dla Legii. Jednak z tego co wiem, to nikomu nie zależy, bym jakoś łatwo wyjechał z Warszawy.

- Czy Niemcy dla takiego zawodnika jak Pan to najwłaściwszy kierunek? Mówi się, że gra w Bundeslidze opiera się na sile i wybieganiu. A wiadomo, że Piekarski to przede wszystkim technika.

- W Polsce rozpowszechniony jest błędny stereotyp. W Niemczech gra mnóstwo obcokrajowców. Wszyscy, także Niemcy, dysponują świetną tzw. techniką użytkową. Bardzo dużo biegają, ale piłka im nie przeszkadza. Tam nie ma czasu, by stanąć, odpocząć i podłubać w nosie. A u nas jest. Podczas tych dwóch treningów nikt nie miał do mnie pretensji, że mało biegałem, zresztą w Legii chyba też nikt nie powinien mi stawiać takich zarzutów.

- Dlaczego w Cottbus tak lubią Polaków?

- Nie wiem, czy lubią nas w sposób szczególny. Cottbus leży blisko granicy i jest tam już trzech rodaków, ale przecież zawodników z innych krajów występuje tam jeszcze więcej. Trener Geyer ma do dyspozycji trzech Rumunów, aż pięciu Jugosłowian i jeszcze przedstawicieli kilku innych narodowości. Jednak Kałużny i Kobylański mają tam mocne pozycje.

- A co w przypadku, gdyby wyjazd do Cottbus jednak nie doszedł do skutku? Dlaczego poza tym w grę nie wchodzi transfer definitywny?

- Radek Kałużny też jest tylko wypożyczony. Energie walczy o utrzymanie w ekstraklasie i jeżeliby spadło, to wtedy zrezygnowałoby z większości zakupów. Gdyby nie udało mi się tam wyjechać, musiałbym szukać dalej. I to raczej za granicą, bo z krajowych klubów liczy się tylko Legia. Muszę jednak brać pod uwagę rozmaite warianty. Siedzenie do kwietnia na ławce byłoby dla mnie stratą czasu.

Rozmawiał Maciej Weber

Podaj ten news dalej: