Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Polska gola(s)

środa, 5 czerwca 2002 17:03
Genezyp Kapen

Proszę mi wierzyć, że poczułem dużą ulgę kiedy balon oczekiwań, emocji i zadęcia narodowego pękł i to nawet bez większego huku. Polacy przegrali z kretesem finały mistrzostw Świata w Korei, bo nawet nie w Japonii. Bez znaczenia jest zatem kto wygra grupę G, a kto będzie w niej drugi, bo na pewno z nami już nikt z tej grupy nie zagra. Gadające głowy z TVP2 może przestaną dręczyć nas zagadnieniami pt. „Co sądzi o tym wszystkim trener Górski, a co zrobiłby na jego miejscu trener Piechniczek”. Wreszcie jak za najlepszych czasów będę mógł spokojnie skoncentrować uwagę na reprezentacji Brazylii, której kibicuję od 20 lat zamiast szarpać nerwy siermiężnikami w przydługich gaciach. Przyznam, że wieczorem po meczu po raz pierwszy od wielu dni moi ukochani blokowi sąsiedzi nie znaleźli powodu do libacji alkoholowej na schodach, w związku z czym mogłem się delektować jazdą windą bez towarzyszenia swojskiego zapachu szczyny – niekoniecznie psiej. I za to też jestem wdzięczny ekipie Engela.
Choć wszystko przemawiało przecież za nami. Prawo serii meczów inauguracyjnych, historia oręża piekarskiego na imprezie mistrzowskiej, zasada nieudanych sparingów i udanych meczów o coś, fragmenty spotkań kadry Górskiego z uwzględnieniem tego przeciw Argentynie, 16 lat czekania, słuszność dziejowa i moralna. Wszak trzeba pamiętać, że Koreańczycy zjadają psy, które u nas mają pozycję bardzo uprzywilejowaną i wolno im srać gdzie popadnie. Po naszej stronie były wszystkie atuty, ale jak zwykle nie przewidzieliśmy, że dopadnie nas trucizna duchowa...


Gdzie diabeł nie może...


A wszystkie te dobrodziejstwa zawdzięczam jednej filigranowej kobiecie. Tak proszę państwa, przegraliśmy przez Edytę Górniak, która zaśpiewała hymn narodowy niezbyt narodowo, czyli nie dość patriotycznie. Jak taki Hajto słyszy hymn śpiewany niepatriotycznie to szlag go trafia i ma ochotę zasnąć, czyli jak najszybciej zejść z boiska. Zaangażowani narodowo kibice porykiwali już „szablą odbierzemy”, kiedy pani Edyta była przy „nie zginęęęęełłaaaa”. Taki reprezentant, nawet najlepiej przygotowany motorycznie popada w dygotanie, gdy słyszy dwa hymny, a żaden nie jest hymnem Polski, a poza tym nie nawykł grać w prawdziwą piłkę na prawdziwym stadionie (nasi mieli prawo sądzić, ze zaprowadzono ich na statek kosmiczny lub, że zostali porwani przez UFO, zatem kombinowali przez cały mecz, czy uda się stamtąd w ogóle wydostać, a nie czy uda się pokonać Koreę) w dodatku z prawdziwym przeciwnikiem i to w prawdziwym meczu. Kierownictwo stanęło jednak w porę na wysokości zadania i już odcięło się od wrogiego oraz antypolskiego wykonywania pieśni narodowych przez piosenkarki pop, czym zasłużyło na naszą dozgonną wdzięczność:

Kierownictwo polskiej ekipy na MŚ 2002 wyraża swoje zaskoczenie w związku ze sposobem wykonania hymnu narodowego Polski przez p. Edytę Górniak przed meczem Korea - Polska. PZPN przekazał organizatorom inne wersje hymnu, w wykonaniu Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego oraz tenora p. Marka Torzewskiego. Decyzja organizatorów o zaproszeniu p. Edyty Górniak nie była konsultowana z polską ekipą. Pani Edyta śpiewała w Metrze oraz z Carrerasem, natomiast nie sądzę, by koncertować dane jej było z Orkiestrą reprezentacyjną Wojska Polskiego. Wszak polskich sił zbrojnych nie można było zabrać do Korei, bo pachniałoby to inwazją – choćby sił orkiestrzanych. I tak rzuciliśmy do Azji wszystko co najlepsze. Pojechali: najlepszy prezydent, najlepsza pieśniarka, najlepsi piłkarze, najlepszy trener, prezesi, sztab szkoleniowy, najlepszy kibic... Nie pojechała tylko sierotka, którą oszwabił Listkiewicz i zemściło się. Cały ten potencjał poszedł „w pizdu” jak mawiał niejaki Siara w „Killerach Dwóch”.



Wrogie siły drążą nasz kraj


Nieprawdą jest więc, że przerżnęliśmy te mistrzostwa przez nieumiejętność rozgrywania piłki, przez brak jakiegokolwiek średniego choćby pomocnika, przez nieruchawość obrońców, przez tępotę i brak wyobraźni naszych czołowych piłkarzy oraz przez skandaliczne wyszkolenie techniczne. Nie było powodem nawet to, że nasze orły latały na tyle nisko, żeby nie wygrać ani jednego pojedynku główkowego z niedużymi Azjatami. Wszystko stało się zaś przez jedną piosenkarkę, która sprzedaje mnóstwo płyt – szczególnie w Japonii, ale która przygasiła patriotyczny zapał, zamiast go wzniecić. Kilku zawadiackich kibiców ze szwagrem po pijanemu zrobiłoby lepszy patriotyczny nastrój, bo nasi chłopcy umieją walczyć, a nie grać, co już napisałem wiele tygodni temu i co trzeba było z nich wydusić śpiewem perlistym, wzniosłym i dudniącym - dodającym ducha, a nie subtelnym powolnym i delektującym się każdą nutą lub samogłoską. Tryb oznajmujący nie jest właściwy do zakomunikowania, że jeszcze Polska nie zginęła. Trzeba użyć rozkazującego by wzniecać zapał i porywy ducha. U nas piłka bez zadęcia patriotycznego i umierania za ojczyznę jest obca. Szczególnie z dala od ojczyzny, bez hymnu, na prawdziwym stadionie, bez swojskich przyśpiewek kibiców i gdzie słowo „kurwa” ginie w tumulcie rozdokazywanych tłumów. Dopiero po porażce z Koreą powinna śpiewać pani Edyta, komunikując śpiewem rzewnym, że Polska wprawdzie nie zginęła, ale tylko do końcowego gwizdka meczu z Portugalią...


Geniusz przy pracy


A teraz o tych, którzy nie zawinili w najmniejszym stopniu. Arcymistrz taktyki Jerzy Engel zakwaterował naszą ekipę nieopodal jak się zdawało od miejsca grania meczu i tam sumiennie wdrożył cykle treningowo przygotowawcze. Przewidział wszystkie mikroskopijne elementy cyklu. Okazało się na koniec, że wprawdzie odległość od stadionu w Pusan jest niewielka, ale po drodze przekracza się granice dwóch różnych klimatów. Skutkiem tego nasze kierownictwo zaaklimatyzowało orłów w innym klimacie niż przyszło im grać mecz. Biedactwa zatkały się ciepłym i wilgotnym powietrzem po 15 minutach. Ma w tym swój udział Puma, bo przysłała komplet strojów z przydługimi spodenkami i nasi wirtuozi zapocili się w rejonach napędowych i nie szło im iść w zawody ze śmigającymi Koreańcami.
Z podziwem śledziłem poczynania naszej znamienitej kadry w ośrodku Daejeon. Najpierw doniesienia mówiły o intensywnej pracy nad kondycja i motoryką. Potem o treningu strzeleckim, który strzeleckim był tylko z nazwy, bo prawie żadna piłka strzelona przez naszych reprezentantów nie trafiała do siatki. Potem nastąpiły relacje o zacieśnianiu braterskich stosunkach kadrowiczów między sobą, kiedy to nasze asy dopieszczały się sformułowaniami w stylu „chamy z Belgii” oraz z mediami, które zostały dopieszczone sformułowaniami: „pedały, kapusie”. Na dwa dni przed meczem, nasi dzielni piłkarze poprawiali szybkość. Po treningu motorycznym spada bowiem szybkość zawodników. Trener Engel w swej wspaniałomyślności postanowił zadbać o ten element sprawności graczy i do ostatniej chwili przed meczem poprawiał im szybkość. Mógłby ktoś przypuszczać, że bez szybkości, przygotowania fizycznego, ogólnego zdrowia a i chęci do biegania nie ma co w ogóle zabierać kogokolwiek na mistrzostwa świata, bo gracz taki przypomina ochwaconą kobyłę, a nie profesjonalnego futbolistę, ale pamiętajmy, że trener Engel jest dobroduszny i jak obieca to dotrzymuje słowa. Wprawdzie na ostatniej konferencji prasowej w Polsce obiecał, że meczu z Koreą nie przegramy, ale mogło mu się wypsnąć. Przyznam, że zadziwiał mnie spokojem i pewnością siebie, kiedy porównywał grę Polaków i Francuzów, wskazując, iż średnia przecież w meczu z Koreą i Senegalem reprezentacja Trójkolorowych – też przecież z Europy pokonała Koreę bez kłopotu, grając na pół gwizdka. Inni o tej porze trenują warianty taktyczne, sposób rozgrywania, zagrywek, stałe fragmenty gry... a my poprawialiśmy szybkość naszym sowicie opłacanym profesjonalnym gwiazdom. W końcu tuż przed meczem media pełne były rozważań, czy Kałużny zagra w koszulce z napisem „Kałużny” czy też „Kaluzny”. Tę jakże intrygującą kwestie udało się rozstrzygnąć dopiero kilkanaście godzin przed meczem. Potem... nawet komentator niemieckiej DSF krzyczał coś o katastrofie, pokazując wyczyny Krzynówka, „Świerczyńskiego” czy Wałdocha z Hajtą, których Niemcy znają z Bundesligi i obawiam się zaczynają zachodzić w głowę, dlaczego płacą tymże takie fortuny za grę.


Ku pokrzepieniu serc


Dla pocieszenia pozostaje świadomość, że nie takie potęgi jak nasza kadra narodowa runęły przez kobietę. Weźmy taką Troję, której losy zostały przesądzone wskutek romansu niejakiej Heleny. Trojanie wyszli na tym gorzej, gdyż grali o tę Helenę u siebie, a zwycięzcy zniszczyli im arenę zmagań. I to po wyniszczających 10-letnich zmaganiach. My padliśmy po 90 minutach, ale za to mamy dokąd wrócić, a przedtem będziemy mieli okazję pokazać jak się gra po właściwie wykonanym hymnie, bo jak znam polskie piekło, nikt nie da już Górniakowej zaśpiewać choćby kołysanki dla Leszka Millera.

Moje nieśmiałe rozważania spotykają się z częstym i może słusznym zarzutem, że pozwalam sobie dworować, zamiast dać garść światłych rad naszemu światkowi piłkarskiemu, czyli w skrócie powiedzieć, co robić, żeby było lepiej. Otóż chciałbym zaproponować wszystkim rodakom zjedzenie populacji polskich psów, co będzie krokiem ku dościganiu naszych pogromców – Koreańczyków. Wszak nie sposób oddawać się twórczym i skutecznym rozważaniom, kiedy człek musi baczyć przy każdym kroku czy nie wlazł właśnie w psi odchód na ul Marszałkowskiej lub innej. Zapewniam, że spożywanie jamników czy kundlisów będzie równie światłe i pożyteczne jak obarczenie winą Górniak za porażkę Engela przez tzw. media polskie.






allah9:

Bardzo cenne uwagi jednak nie dodano jeszcze podtsawowego bledu popelnione
przez naszego dumnie spokojnoge trenera-selekcjonera. Po co bylo zabierac na
mundial krola karnych polskiej ligi Zurawskiego. i wystawiac go w pierwszym
skladzie. Krol strzelcow 2.Bundesligi zostal w swojej Arminii a pierwszy
jełop Rzeczypospolitej statystuje w inauguracyjnym meczu Polakow. A poza tym
szukajac winnego to faktycznie najlepiej zrzucic to na pania rozebrana Edyte
ktora spieprzyla nasz hymn narodowy.



Ryśki:

Człowieku .... brawo, brawo i brawo...sama prawada


Kristof:

Felieton jak zostaliśmy już przyzwyczajeni bardzo dobry. Czytając go można się zapomnieć, jednak obiektywizm uciekł autorowi gdzieś przez uchylone
okno. Rezprezentacja grała słabo, a media po porażce szukają wyimaginowanego
winowajcy, z czym się zgodzę. Jednak nie można wieszać psów na piłkarzach po
jednym meczu, którego wygranie i dalsze, ewentualne wyjście z grupy byłoby
wspaniałym sukcesem, co sugeruje, że gorzka porażka nie powinna być
traktowana jak tragedia. Szkoda tylko, że Polska nic nie pokazała, a
oglądając niektóre zagrania miało się ochotę krzyczeć i bić głową w ścianę,
ale Polacy nie są w tym elemencie przecież odosobnieni. Portugalia w obronie
grała jak siedmioletnie dzieci, a była przed mundialem typowana przez
fachowców na conajmniej półfinalistów. A poza tym wszystkim Korea
najprawdopodobniej będzie czarnym koniem tej imprezy i zajdzie daleko, lejąc
bezlitośnie po drodze większe potęgi niż "orły Engela", bo przecież
gospodarze zawsze grają jak natchnieni na takich imprezach, a gra się
niestety tak, jak pozwala przeciwnik.Równając naszą reprezentację z ziemią,
należy więc się chwilę zastanowić i poczekać na dalsze spotkania, oraz
prześledzić kolejne mecze Koreańczyków, zamiast rozszarpywać biednym
czytelnikom resztkę i tak napiętych do granic możliwości ze wściekłości
nerwów.

P.S. Jeśli chodzi o sprawę cudownej Edyty, to odpowiedzialni powinni być
surowo ukarani, bo hymn w wersji pop, to sobie mogą puszczać na Mtv.


terrence:

Nie mam siły komentować artykułów tego Pana. Jego komentarze są mało trafne i pała od nich pesymizmem. Nic tylko wziąść sznur i powiesić. Trochę więcej optymizmu! Dochodzę do wniosku że doszukuje się pan błędów których niejednokrotnie nie ma i krytykuje rzeczy na które trener i piłkarze czasami poprostu nie mają wpływu. Sztuczne zapełnianie miejsca. Każdy Pana artykuł tak wygląda. Dziękuje. Wszystko



Janek:

Zbladła cała Polska osłupiał i Tym, Zyd i Cyganka pieją polski hymn.


Maciej Jankiewicz:

Ja sie zgadzam w 100%. gdybysmy wygrali, nikt by slowem nie pisnal na temat
Gorniakowej, a moze nawet wrecz przeciwnie, ze chlopcow zagrzala do walki
swoim pieknym cialem (cos hajto mowil o tym przed meczem). Niestety stalo
sie inaczej, Orly przegraly, trzeba bylo znalezc winnego (kozla). Co prawda
czesc mediow typowala na kozla Kwasniewskiego, ktory po meczu cieszyl sie ze
zwyceistwa Korei lepiej niz niejeden Koreanczyk. Ale wiadomo, kto trzyma
glowne media, wiec szybko sprawe ucieto. A Gorniakowa? Kto ja w Polsce lubi?
kto w Polsce lubi kogos kto zrobil jako taka kariere, o ktorej nie ma co
snic nikt inny? No i juz.

Mam tylko nadzieje, ze gdyby udalo nam sie (psim swedem) wygrac z
Portugalia to nikt nie powie ze to zasluga pilkarzy, tylko tego, ze hymnu
nie spiewala Gorniakowa, sedziowal inny sedzia, bylo inne boisko, nie bylo
kibicow Koreanskich, inna pogoda, lepsze majtki, a na obiafd kucharz Sowa
podal im ulubiony barszcz.



Future:

zeczywiście, felieton jest trafny - jako całość - jednak zbyt wiele w nim
pesymizmu. Niestety i wcześniejsze, w których bohaterką bywała NASZA, w
końcu, Legia zbyt wiele pływało żółci i goryczy. Jednakże, jak to czasem
powiadają, optymista to niedoinformowany pesymista, więc może jest coś na
rzeczy w kwestii kiepskiego występu "Orzełków". Ze swej strony wiziałbym
oczywiście w składzie Czarka K., Jacka Z. oraz Murasia; i wdaje mi się, że
lepiej by się spisali na swoich pozycjach od zawodników, którzy wybiegli w
1. składzie. Poza tym wydaje mi się, że limit fartu niestety już nam się
wyczerpał - przy okazji obnażając niedoskonałości wielu naszych gwiazdeczek
w rodzju Tomaszów H. W. i K., a i Krzynówek czy Świerczewski także nie
błyszczeli - osobiście uważam, że nasze szanse na pokonanie Portugalii i USA
nie są zbyt wielkie. Niezbyt pozytywne myśli naszły mnie już podczas wojenek
z prasą, gwiazdorskich wyczynów w rodzaju płatnych wywiadów, sprawy Iwana,
czyli niejako kombatanctwa, występów Trenera na różnych "płatnych"
supermarketowych imprezach, podczas gdy powinien podglądać potencjalnych
przynajmniej reprezentantów. Końcowa refleksja jest taka: może w 1974 roku
grało się dla kraju, który wyrastał na światową potęgę przemysłową (Gierek),
może w 1982 roku walczyli z komuną i pokazywali, że ...jeszcze nie zginęła i
dlatego wówczas były wyniki. A jednak teraz przecież również nie gra się
tylko dla szmalu; jest jeszcze honor, męstwo i zwyczajna męska ambicja. Nasi
oczywiście walczyli - tego przynajmniej chwilami nie można im odmówić - ale
ambicja wspomniana powinna zadziałać już znacznie wcześniej: żeby popracować
nad techniką, szybkością, a jeżeli były tutaj braki - a że były,
zobaczyliśmy to przecież wszyscy - męska ambicja nakazałaby zrezygnować z
udziału w imprezie, gdzie NAPRAWDĘ trzeba być w najlepszej formie. A jeżeli
nasze (przynajmniej niektóre) gwiadki uznały, że w takiej są, to wypada
tylko pogratulować im samopoczucia i może niech jeszcz wystartują w Wielkiej
Grze.


stefangod:

hehehe Mozna sobie rozdrapywac rany narodowe, ale to tylko pilka. Ja sie
zastanawiam gdzie sa ci wszyscy ludzie emocjonujacy sie udzialem naszej
kadry w mundialu w momentach kiedy jej nie idzie. Nie ma ich. Ze skrajnosci
w skrajnosc. Albo nasi pilkarze sa do niczego (przez 16 lat to byl standart)
albo sa w stanie dokopac kazdemu (to ostatnio). A prawda jest jedna. Gorsi w
kazdym elemencie gry, moze tylko troche lepsi technicznie od koreanczykow
(ale co z tego wszyscy widzieli jak sie dzisiaj Luis Figo platal po boisku w
meczu z USA) i zasluzona przegrana. Nie ma co sobie wlosuw z glowy rwac,
tylko wziac sie do roboty to moze (moze!) za 20 lat bedzie w Polsce druzyna
na miare tej Gorskiego. Nic teraz nie pomoze meczenie tematu pt. Slon a
reprezentacja polska.

A i jeszcze Hymn. Co to w ogole mialo byc? Czy ktos rozmawial z ta Pania nt.
jej wykonania Hymnu narodowego. Nie wiem kto ja tam przyslal ale Hymn moim
zdaniem zawsze wypada lepiej kiedy jest grany przez orkiestre a nie spiewany
przez pop-tenora albo ta pania.



Kwidyn:

Felieton jak felieton.Muszę się pochwalić,że wynik meczu wytypowałem bezbłędnie-nie dlatego,że poprostu trafiłem lecz dlatego,że widzialem co nasi tzw. pilkarze wyprawiali w meczach kontrolnych.

Engel zabrał tę ekipę poprostu tylko za to ,że wywalczyla ona awans.Z
pewnego punktu widzenia możemy to zrozumieć.Natomiast aktualna dyspozycja
tych piłkarzy(większości)niestety nie upoważnia ich do reprezentowania barw
reprezentacji ! Ociężałość, przypadkowość ,brak szybkości i co najważniejsze
inteligentnych piłkarzy zdolnych do rozegrania piłki -widoczne są nawet
przez niewidomego ! Panowie,przecież oni nie oddali wogóle strzału na bramkę
przeciwnika !

Pan Engel w swojej naiwności uważa,że jeżeli ktoś gra w lidze zachodniej to
jest lepszy od naszych krajowych ligowców. Nie wiem co będzie dalej ale myślę,że ta ekipa juz nic dobrego nie pokaże -chyba ,że na Portugalię wyjdzie zupełnie inna jedenastka.


Artur Pszonka:

Naprawdę niezłe! Jedno ciśnie mi się na usta : mecz z Koreą to IV-ta część Dziadów wg Engela!


Micgaw:

Styl felietonu jest swietny, natomiat na pesymizmie Pana Genezypa poznali
sie juz chyba wszyscy czytenicy. Inna rzecz, ze latwiej dowcipnie krytykowac, niz dowcipnie chwalic i moze m.in. dzieki temu te felietony
zyskaly tak wiele uznania.




Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl

Podaj ten news dalej: