Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Gramy o wszystko

poniedziałek, 4 sierpnia 2003 21:35
Tomasz Sokołowski II

turi_CF: Jak zaczął przygodę z piłką mały Tomek Sokołowski?

Tomasz Sokołowski II: Zacząłem grać w drugiej klasie podstawówki mając 8 lat, jestem wychowankiem Igloopolu Dębica. Grałem generalnie w pomocy, nie zawsze jednak na prawym skrzydle. Wiadomo, że to trenerzy szukają dla młodych chłopców najlepszej pozycji na boisku. Mnie początkowo ustawiano na środku pomocy, dopiero później trenerzy ocenili, że najbardziej przydatny drużynie będę na boku. Niemniej trochę spotkań na środku pomocy udało mi się rozegrać i na pewno były to udane występy. Takie mecze w środku pola zdarzało mi się grać jeszcze w reprezentacji olimpijskiej, było też kilka ligowych spotkań, zdecydowanie lepiej czuję się jednak na skrzydle.


Na początku kariery wzorowałeś się na jakimś konkretnym piłkarzu? Miałeś idola?

Takiego jedynego piłkarza, w którego byłbym wpatrzony nie miałem, ale każde Mistrzostwa Świata kreowały jakąś niesamowitą postać ze światka piłkarskiego, której każdy młody chłopiec na pewno chciałby dorównać i ja nie byłem wyjątkiem. Obecnie nie mam idola chociaż oczywiście lubię podglądać tych najlepszych. Staram się grać najlepiej jak potrafię, jednak wzoru piłkarskiego nie mam.


W jaki sposób trafiłeś do Wronek?

Do Wronek trafiłem na pewno jako talent. Mimo, iż odległość pomiędzy Dębicą a Wronkami jest duża wpadłem w oko wronieckim trenerom. Do Amiki trafiłem jako 18 letni chłopak razem z Mirkiem Kalitą. Można powiedzieć, że głównym aktorem transferu był Mirek, ja byłem natomiast talentem, inwestycją na przyszłość. Z perspektywy czasu jestem bardzo zadowolony z tego kroku - wypromowałem się na tyle by dziś reprezentować barwy warszawskiej Legii. Miałem sporo szczęścia, przecież wielu moim kolegom, którzy naprawdę umieli grać w piłkę nie powiodło się w zawodowym futbolu. Tak już jest w życiu, że oprócz umiejętności i talentu trzeba mieć jeszcze dużo szczęścia...


Nie czułeś się we Wronkach samotny?

Na pewno było ciężko. Mając 18 lat wyjeżdżałem 530 km od domu nie wiedząc właściwie czego się mogę spodziewać. Mocne wejście w dorosłe życie. We Wronkach kończyłem ostatni rok technikum, przez mecze i treningi nie miałem jednak czasu uczęszczać na normalne zajęcia szkolne, miałem więc indywidualny tok nauczania. Najtrudniej było poradzić sobie z nawałem nowych obowiązków - szkoła, kadra olimpijska, obozy, treningi - nie ukrywam, że było bardzo ciężko. Tym bardziej, że początkowo mieszkałem sam w klubowym hotelu. Gdy zamieszkałem z dziewczyną było już dużo łatwiej.


Ta dziewczyna to obecnie twoja żona. Gdzie się poznaliście - w Dębicy czy już we Wronkach?

Żonę poznałem w wieku 17 lat, jeszcze w Dębicy. Po pewnym czasie przyjechała do Wronek i rozpoczęła naukę w Poznaniu. Zamieszkaliśmy razem, spędziliśmy razem kilka ładnych lat i postanowiliśmy się pobrać. Jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi.


Jak wspominasz początki gry w pierwszej lidze? Przeskok z Igloopolu do Amiki był bardzo wyraźny?

Nie ma nawet co porównywać Dębicy z Amiką. Może nie przychodziło na nasze mecze zbyt wielu widzów, ale to była pierwsza liga, walka o zupełnie inne cele niż w Igloopolu i zupełnie inne emocje. We Wronkach zaczęła się moja przygoda z prawdziwą piłką. Pierwsze pół roku grałem w III ligowych rezerwach Amiki, potem trener Wąsikiewicz dał mi szansę w ekstraklasie. Miałem możliwość obcować z takimi ligowymi wyjadaczami jak Adam Fedoruk czy Jacek Ziober i rozgrywać mecze z zespołami, które wcześniej miałem okazję podziwiać co najwyżej w telewizji.


Kto rządził waszą ekipą? Czyżby „Szamo”?

We Wronkach tworzyliśmy zgrany zespół, kolektyw. Przyjaźniłem się głównie z Tomkiem Dawidowskim, ale z resztą chłopaków też miałem dobry kontakt. Kto rządził w Amice ? Na pewno Grzesiek (Szamotulski - przyp.red.) ma bardzo silny charakter, charyzmę, był kapitanem, który w ciężkich chwilach potrafił poderwać zespół do walki. Tacy ludzie jak „ Szamo” są potrzebni w polskiej piłce. Można powiedzieć, że trzymał ten zespół, nie tylko na boisku, ale i poza nim.


Jest jakiś mecz, który szczególnie zapadł ci w pamięć?

Do takich spotkań należą wszystkie mecze o najwyższą stawkę. W Amice co prawda nie graliśmy o Mistrzostwo Polski, ale doskonale pamiętam finały Pucharu Polski, w których miałem okazję uczestniczyć- pojedynki z Wisłą, Aluminium i GKS Bełchatów. Na pewno na długo zapamiętam mecze w Pucharze UEFA ( z Atletico Madryt i Herthą Berlin ) i reprezentacji młodzieżowej. Słyszeć „Mazurka Dąbrowskiego” podczas meczu kadry to niezapomniane przeżycie. Mam nadzieję, że dane mi go będzie usłyszeć także w Reprezentacji Polski A. Zdaję sobie sprawę, że jeszcze za wcześnie na grę w kadrze, ale mam nadzieję, że niedługo dojdę do odpowiedniej formy i udanymi występami w Legii otworzę sobie drzwi do reprezentacji.


Z jakim klubem sympatyzowałeś w młodości?

Nie byłem wielkim fanatykiem, kibicowałem raczej tym najlepszym. W tamtych czasach furorę na arenie międzynarodowej robiła Legia, więc w młodości byłem sympatykiem „wojskowych”.


Sympatyzowałeś z Legią, teraz jesteś jej zawodnikiem. Nie miałeś okazji poczuć jeszcze meczowej atmosfery Łazienkowskiej, ale pierwszymi wrażeniami z Warszawy możesz się z nami podzielić...

Sam obiekt Legii był mi dobrze znany, w końcu gram w polskiej lidze już 7 lat i kilka meczów na Łazienkowskiej rozegrałem. Chłopaków z drużyny też w większości znałem, czy to z boiska czy ze zgrupowań młodzieżówki. Przed zmianą barw klubowych zawsze jest moment niepewności- czy na pewno dam radę, czy zostanę zaakceptowany przez kibiców ? Gdy ktoś decyduje się jednak na zmianę klubu musi być pewien w stu procentach, że na pewno tego chce. Ja jestem w stu procentach pewien, że moja decyzja o przejściu do Legii była właściwa! Teraz pozostaje tylko łapać wysoką formę i pomagać drużynie.


Jak ocenisz zajęcia, które prowadzi z wami trener Kubicki ? Podoba ci się forma treningów?

Pracuję z trenerem Kubickim dopiero od miesiąca, ale muszę powiedzieć, że jestem zadowolony. Podoba mi się to co robimy - jest bardzo dużo gier, podczas zajęć ciągle pracujemy z piłkami, nie ma za dużo biegania. Taki styl mi odpowiada!


Zdajesz sobie sprawę, że trafiłeś do klubu, który ma duże kłopoty finansowe? Co będzie gdy okaże się, że za swoją pracę nie otrzymasz wynagrodzenia?

Słyszałem o problemach finansowych, ale mnie jeszcze one nie dotknęły. W tej chwili dostałem pierwszą wypłatę, na wypłacenie pieniędzy z kontraktu Legia ma jeszcze czas. Myślę, że wszystko jakoś się ułoży, wierzę, że pan Engel jakoś to wszystko poukłada. Ja chcę zająć się przede wszystkim grą w piłkę, bo to jest teraz najważniejsze. Żyć z czego mam, parę złotych podczas gry w Amice udało mi się odłożyć, więc skupię się teraz na grze tak, aby wszyscy w Legii byli ze mnie zadowoleni. Nie będę ukrywać, że kwestie finansowe są dla mnie ważne- w końcu mam rodzinę, którą muszę utrzymać, ale na razie finanse idą na bok. Przede wszystkim chcę pokazać, że jestem dobrym piłkarzem.


Z tym może być jednak ciężko. W sparingach trenerzy widzą cię jako zmiennika starszego „Sokoła”, to on rozpoczyna grę w pierwszym składzie. Nie martwi cię to?

Rozmawiałem z trenerami Kubickim i Gawarą o mojej obecnej sytuacji. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że na razie muszę nadrobić pewne zaległości, które powstały jeszcze podczas gry we Wronkach. W Amice trenowałem zupełnie inaczej, fizycznie nie jestem w optymalnej formie co wykazały także badania. Do tego dochodzą niedoleczone kontuzje. Na razie będę więc zawodnikiem rezerwowym, dopóki spokojnie nie odbuduję formy i nie dojdę do najwyższej dyspozycji. Trenerzy sprowadzili mnie nie po to żebym grzał ławę, ale po to bym grał i postaram się ich nie zawieść.


Nie boisz się, że Legia może nie poradzić sobie z oczekiwaniami kibiców? Tu zawsze walczy się o najwyższe cele, a ostatnio drużynę raczej się osłabia aniżeli wzmacnia. Poradzicie sobie z presją?

Myślę, że Legia jest w tej chwili na tyle silną drużyną, że poradzimy sobie w każdej sytuacji. Takie trudne chwile hartują zespół i pokazują jego charakter. Uważam, że sobie poradzimy. Mamy naprawdę silny zespół.


Jak na razie nie macie ataku. Wielką niewiadomą jest dyspozycja Svitlicy, w dalszym ciągu nie jest pewne czy w Legii zagra Garcia ( rozmowa odbyła się jeszcze przed potwierdzeniem transferu tego zawodnika- przyp.red). Sam Marek Saganowski to chyba za mało na polską ligę?

W dalszym ciągu nie jest przesądzone odejście Stanko Svitlicy, który mimo iż nie trenował z nami w okresie przygotowawczym na pewno nadal będzie groźny – w końcu sumiennie pracował u pana Okuki. Myślę, że trener Kubicki szybko wprowadzi go na właściwe tory. Stanko jest przecież królem strzelców i swoje umiejętności na pewno potwierdzi na boisku. Jest też kilku młodych, zdolnych zawodników z rezerw, którzy mogą wejść do kadry pierwszego zespołu.


Piłkarze Legii mają problemy z prasą. Ostatnio głośno było o konflikcie piłkarzy z „Przeglądem Sportowym”, nie dziwi cię taka sytuacja? Koledzy z drużyny mogą ci zabronić rozmawiać z dziennikarzami tego dziennika…

Powiem szczerze, że o tych problemach dowiedziałem się już na miejscu, w Legii. Jakieś podłoże tego musi być, niemniej chyba nikt nie może zabronić drugiej osobie rozmawiać z dziennikarzami. Ja jednak uważam, że jeżeli drużyna postanowiła nie rozmawiać z tą gazetą to powinienem się temu podporządkować dla dobra drużyny.


O co gramy w sezonie, który rozpocznie się w najbliższy weekend?

Legia zawsze gra o mistrza, więc wypada mi tylko powtórzyć: gramy o wszystko ! Nawet jeśli nie uda nam się zająć na finiszu pierwszego miejsca będziemy o to walczyć z całego serca. Można bowiem przegrać, ale tylko po walce na najwyższych obrotach. Mam nadzieję, że właśnie tak zaprezentujemy się naszym kibicom. To jednak tylko sport i trzeba liczyć się z porażką, przecież nie zawsze się wygrywa...


W imieniu kibiców Legii życzymy aby tych porażek było jak najmniej :-)
Dziękujemy za rozmowę.



Ja również dziękuję.


Rozmawiała turi_CF

Podaj ten news dalej: