Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Zagłębiem

wtorek, 4 sierpnia 2026 08:31
Plusy i minusy po meczu z Zagłębiem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com
2

Legia Warszawa w udany sposób zainaugurowała nowy sezon na własnym stadionie. "Wojskowi" pewnie pokonali przy Łazienkowskiej Zagłębie Lubin 3-1. Choć legioniści źle weszli w ten mecz, szybko tracąc bramkę, udało im się przejąć kontrolę, kreować sytuacje i determinacją doprowadzić do zwycięstwa, które pozwoliło dopisać na ich konto kolejne trzy punkty. Zapraszamy na nasze oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna za starcie z "Miedziowymi".

Ruben Vinagre  - Już w pierwszej kolejce w Szczecinie Vinagre dawał oznaki, że wraca do formy, a występem przeciwko Zagłębiu tylko to udowodnił. Był niezwykle aktywnym zawodnikiem, pokazującym się do gry, na którym Legia po prostu mogła polegać i dzięki któremu działo się wiele groźnego pod bramką gości. Przede wszystkim nie bał się wchodzić w dryblingi, które w większości wygrywał, notując przy tym kilka udanych dryblingów. Rywale często nie potrafili odczytać jego zamiarów, Portugalczyk swoim sprytem i przebojowością potrafił zmylić ich w łatwy sposób i wykorzystać wolne przestrzenie do przyspieszenia i dośrodkowań. To po jego centrach z rzutów rożnych szansę strzelecką miał Damian Szymański, a ostatecznie nieuznanego gola zdobył Mileta Rajović. Vinagre pracą w ofensywie zasłużył na "liczbę", a w 72. minucie potwierdził swoją odwagę w tym meczu. Portugalczyk zebrał wybitą piłkę tuż przed polem karnym, przyjął ją na lewą nogę, poparzył w kierunku bramki i bez zastanowienia uderzył, trafiając do siatki i dając Legii prowadzenie. Choć miał trochę szczęścia, bo piłka odbiła się od jednego z obrońców, to trzeba pochwalić wahadłowego za szybkie podjęcie decyzji. Portugalczyk tym golem przypieczętował tylko swój naprawdę dobry i pewny występ. Bardzo cieszy to, że Vinagre wraca do dyspozycji. 

 

Łukasz Zjawiński  - Mimo przeciętnego występu przeciwko Pogoni, napastnik otrzymał kolejną szansę na grę w wyjściowym składzie. Dla atakującego, który jako wychowanek po latach powrócił do klubu, był to debiutancki występ na stadionie przy ul. Łazienkowskiej. Widać było, że Zjawiński chce pokazać się przed własną publicznością, spełnić dziecięce marzenie i wykorzystać szansę. Pracował bardzo ciężko bez piłki, szukając swojego miejsca pod bramką rywali i sytuacji bramkowych, jak i w pomocy w rozegraniu i intensywnych nacisku na przeciwnika. Był przydatny w ofensywie, wspomagał partnerów w kreowaniu ataków. Dzięki temu udało mu się zanotować aż 4 kluczowe podania. Starał się być agresywny i nieustępliwy w pojedynkach z przeciwnikami, a jego skuteczność w starciach z nimi stała na naprawdę solidnym poziomie. Przede wszystkim zrobił jednak to, czego od napastnika oczekuje się najbardziej. W 25. minucie powalczył o pozycję z obrońcą, uciekł mu bliżej środka pola karnego i świetnym, mierzonym strzałem głową z 11. metrów pokonał Jasmina Buricia, zdobywając swoje premierowe trafienie w barwach stołecznej drużyny i doprowadzając do wyrównania. Podobnie jak Ruben Vinagre, okrasił swój pozytywny występ golem. Został zmieniony w 81. minucie.

Kamil Piątkowski  - Poza sytuacją z początku meczu ponownie był pewniakiem w defensywie Legii i zapewniał istotne korzyści w aspektach ofensywnych. Zaczynając od gry obronnej - w 4. minucie był zamieszany w stratę gola. Podobnie jak reszta jego partnerów, był zagubiony na dalszym słupku przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego - ani nie krył żadnego z zawodników Zagłębia, ani nie atakował piłki - był po prostu bierny. Piątkowski szybko jednak otrząsnął się po tej sytuacji i w zasadzie do końca meczu rządził i dzielił na prawej stronie defensywy. Był skuteczny w pojedynkach indywidualnych z rywalami, siłowo przerywał ich ataki i nie pozwalał dynamicznym skrzydłowym Zagłębia rozwinąć się na jego flance. Dzięki bezpośrednim atakom i pewności zanotował 6 skutecznych odbiorów. Nie bał się brać gry na siebie, odważnie wyprowadzał piłkę, starając się dograć ją na pole karne bądź rozszerzyć grę w boczne strefy boiska. Piątkowski zdążył już przyzwyczaić, że w obecnej układance jest bardzo ważną postacią Legii i z meczu na mecz tylko to potwierdza.

Otto Hindrich  - Bramkarz stołecznego zespołu nie miał w tym meczu zbyt wiele roboty, jednak było kilka momentów, w których musiał wykazać się koncentracją i po raz kolejny nie zawiódł. Szczególnie mowa tu o licznych dośrodkowaniach na jego pole karne. Wychodził do wysoko zagranych piłek i wielokrotnie zapobiegał zagrożeniu. Choć gracze gości wielokrotnie stosowali wobec niego wysoki pressing, golkiper nie panikował, podejmował dobre decyzje, momentami uspokajając, a czasami przyspieszając grę w takich sytuacjach. Choć Lubinianie oddali na jego bramkę tylko dwa celne strzały, szczególnie przy drugiej próbie Hindrich po raz kolejny wykazał się skutecznością na linii. W 67. minucie dobrze zareagował przy niekonwencjonalnym, nieco przypadkowy strzale piętką Michała Nalepy i koniuszkami palców zdołał zbić piłkę na słupek, ratując drużynę przed stratą drugiego gola. Przy trafieniu gości Hindrich nie miał zbyt wiele do powiedzenia - nie mógł zareagować na przedpolu, a przy strzale z bliskiej odległości był już bezradny. Generalnie, znów wprowadził dużo spokoju i pewności do gry obronnej warszawskiego zespołu. 

Paweł Wszołek - Wahadłowy nieźle wszedł w ten mecz. Szukał wolnych przestrzeni, pokazywał szeroko do podań i próbował celnie dograć piłkę na pole karne. Pierwszy raz udało mu się wykreować okazję bramkową w 21. minucie. Wszołek posłał wysokie dośrodkowanie wzdłuż pola karnego, odnalazł nim Bartosza Kapustkę, który skutecznym przyjęciem i obrotem z piłką doszedł do sytuacji strzeleckiej, lecz minimalnie przestrzelił. Cztery minuty później Wszołek zanotował już drugą asystę w tym sezonie, tym razem przy świetnym strzale głową Łukasza Zjawińskiego. Jego aktywność, celność i pomysłowość zmniejszały się jednak z minuty na minutę. Wahadłowy nie był już tak przebojowy, dłużej przetrzymywał piłkę przy nodze i zwalniał ataki zespołu. Zdecydowanie częściej krył się na plecami obrońców, w większości oddawał piłkę do tyłu. Rzadko schodził nisko, pod własne pole karne, zazwyczaj można było ujrzeć go przy linii środkowej boiska - przez to zachowanie rywale mieli dużo przestrzeni do wykorzystywania na prawej flance, którą musiał asekurować Kamil Piątkowski. Za pierwsze pół godziny i asystę przy bramce wyrównującej należy go pochwalić, lecz później było już znacznie gorzej.  

Bartosz Kapustka - Pierwsza połowa była wręcz zaskakująca w jego wykonaniu, mając w pamięci to, jak bezowocny był jego występ w Szczecinie. Od pierwszych minut brał ciężar gry na siebie i starał się pomóc zespołowi, by jak najszybciej odzyskał kontrolę. Non stop można było zobaczyć go z piłką przy nodze, jednak przede wszystkim podobały nam się jego wybory. Praktycznie każde jego dotknięcie było udane, przyspieszał ataki, z łatwością pokonywał przeciwników i wykorzystywał wolne przestrzenie. Dzięki temu zyskał naprawdę dobrą skuteczność w pojedynkach i udało mu się wykonać aż 4 udane dryblingi. Grał bardzo odważnie, bez kompleksów, przy czym z niezwykłą skutecznością. Pierwszy strzał oddał w 21. minucie - dobrze pokazał się w polu karnym, opanował dośrodkowanie Pawła Wszołka, obracając się, podbił piłkę na uderzenie z woleja, którym minimalnie chybił obok słupka. Jeszcze w pierwszej połowie zdecydował się na mocny strzał z okolic 25-30. metra, uderzył płasko, nisko nad ziemią, jednak posłał futbolówkę tylko w słupek. Jego występ w pierwszych 45 minutach mógł się zdecydowanie podobać. Niestety, pomocnik znów nie potrafił utrzymać równej dyspozycji. W drugiej połowie wyglądał już znacznie gorzej - bardziej ospale, podejmował coraz gorsze decyzje, robił swoje klasyczne kółka i odgrywał piłkę do tyłu, co zwalniało grę warszawskiego zespołu. Szkoda, że tak to wyglądało, bo w pierwszej części naprawdę ciężko harował dla całego zespołu i pracował na pozytywny występ.

Rafał Augustyniak - Był to dość udany występ dla centralnego z defensorów. Zawodnikom Zagłębia ciężko było przedrzeć się przez jego strefę. Pod własną bramką był nieustępliwy, podejmował dobre decyzje i dzięki agresji oraz sile wygrał aż 11 ze wszystkich 17 starć z rywalami i zanotował 4 skuteczne odbiory. Miał także niezłe momenty w wyprowadzeniu piłki - był w tym aktywny, zanotował najwięcej kontaktów z piłką z całego zespołu i potrafił połykać przestrzenie z piłką przy nodze, przyspieszając tym samym ataki własnego zespołu. Popełnił jednak dwa krytyczne błędy, które zagroziły drużynie i miały swoje konsekwencje. To on wprowadził najwięcej chaosu przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego i sytuacji bramkowej Zagłębia - biegał po "szesnastce" jak poparzony, nie krył nikogo, a był ustawiony najbliżej strzelca gola. Źle zachował się również w 56. minucie, gdy w środku pola mógł zneutralizować kontrę gości po stracie Wojciecha Urbańskiego, lecz poszedł na raz w starciu z Filipem Szymczakiem, dał się w prosty sposób ograć napastnikowi drużyny z Lubina i jeszcze bardziej nakręcił akcję, po której w sytuacji sam na sam znalazł się Marcel Reguła. To kolejny taki mecz "Augusta" w Legii, w którym przez większość czasu wygląda naprawdę solidnie i pomaga zespołowi, lecz momenty dekoncentracji powodują, że nie można jego występu ocenić w pełni pozytywnie. 

Robert Deziel Jr - Po naprawdę dobrym debiucie w Szczecinie, Amerykanin otrzymał kolejną szansę na występ w wyjściowym składzie. Mecz przeciwko Zagłębiu nie był jednak już aż tak pewny w jego wykonaniu. Defensor miał szczególnie spore problemy z szarżującym na jego flance Marcelem Regułą. Deziel różnie radził sobie w pojedynkach z dynamicznym skrzydłowym gości - raz gasił jego zapędy, by przy następnej okazji zostać przez niego z łatwością ograny. Widać było, że w starciach z nim ma mało czasu na podjęcie decyzji i ta decyzyjność momentami szwankowała. Duże problemy zaistniały w 56. minucie, choć trzeba przyznać, że obrońca znalazł się w sytuacji wręcz beznadziejnej - pozostał sam na sam z rozpędzonym Regułą, a za nim był już tylko Otto Hindrich. Deziel bał się podjąć ryzyka, grał asekuracyjnie, przez co pozwolił zawodnikowi Zagłębia przedostać się z piłką na pole karne i przy ostatecznej próbie interwencji był już spóźniony i nie był w stanie zablokować skrzydłowego, który na szczęście trafił tylko w poprzeczkę. Lepiej mógł się zachować także w 67. minucie, bo to on był ustawiony najbliżej instynktownie uderzającego Michała Nalepy, lecz w pewnym momencie odsunął się od obrońcy i pozostawił mu mnóstwo wolnego miejsca we własnym polu karnym. Trzeba wspomnieć również o tym, że swoim zachowaniem w "szesnastce" przeciwników zabrał bramkę Milecie Rajoviciowi, bo blokował bramkarza w momencie, gdy znajdował się na pozycji spalonej. Miał kilka pewnych momentów, zanotował 6 odbiorów. Zagrał na mniejszym poziomie koncentracji, niż w pierwszym meczu, ale poza paroma błędami, nadal prezentował solidny poziom. Niestety, w 81. minucie opuścił boisko w powodu urazu mięśniowego, który, miejmy nadzieję, nie wyeliminuje go z gry w następnym spotkaniu. 

Wojciech Urbański  - Ponownie zagrał słabo. O ile w Szczecinie nadrabiał dobrym zachowaniem bez piłki, tak w niedzielnym spotkaniu w tym elemencie zawodził. Nie było widać w nim tej waleczności, zaciętości i chęci gry. Przez większość spotkania pozostawał na uboczu. Nie dawał kolegom wystarczająco dużo możliwości przy wyprowadzaniu piłki, rzadko pokazywał się do gry i nie stanowił większego wsparcia zarówno w budowaniu akcji, jak i w próbach odzyskania posiadania.Kiedy już znajdował się przy piłce, również nie potrafił zrobić z nią większego pożytku. Brakowało mu pomysłu na rozwinięcie akcji, a jego decyzje najczęściej ograniczały się do prostych podań do najbliższego zawodnika. Same bezpieczne zagrania nie byłyby jeszcze problemem, gdyby towarzyszyła im odpowiednia aktywność bez piłki i większa odwaga w innych fazach gry. Tymczasem często kończyło się na jeszcze bardziej banalnych stratach, które nie wynikały z próby wykonania trudniejszego zagrania, a raczej z niedokładności lub braku koncentracji. Jedna z nich, zdecydowanie najpoważniejsza, przydarzyła mu się w 56. minucie, gdy za daleko wypuścił sobie piłkę pod polem karnym gości, co zapoczątkowało groźny kontratak i strzał w poprzeczkę Marcela Reguły. Urbański po prostu nie wniósł do gry wystarczająco dużo ani w kreacji, ani w odbiorze, ani w zabezpieczaniu własnej drużyny. Drugi występ w wyjściowym składzie miał być kolejną okazją do pokazania, że może na dłużej zadomowić się w wyjściowym składzie, jednak zamiast zrobić krok do przodu, ponownie pozostawił po sobie spory niedosyt. Został zmieniony już w 58. minucie.

Damian Szymański  - Pomocnik źle wszedł w ten mecz. Już w 3. minucie popełnił bardzo prosty błąd przy wyprowadzeniu piłki na własnej połowie i choć skutecznie powrócił na pole karne, blokując dośrodkowanie, to doprowadził do rzutu rożnego, który goście zamienili na szybko zdobytą bramkę. Szymański szybko odzyskał koncentrację, wspomagał zespół nie tylko w asekuracji przed kontratakami i obronie własnego pola karnego, lecz był aktywniejszy również w ofensywie. Znacznie częściej można było zobaczyć go z piłką na połowie rywali i pod ich "szesnastką". Po jednym ze stałych fragmentów gry udało mu się nawet dojść do sytuacji strzeleckiej, choć mógł w niej zachować się nieco lepiej, bo z dobrej pozycji, mocnym strzałem, trafił tylko w bramkarza. W drugiej części powróciły jednak jego demony z początku meczu, czyli brak koncentracji i złe decyzje. Najpierw w kontrze dał uciec Marcelowi Regule, a później dwukrotnie przy stałych fragmentach gry - dośrodkowaniu z rzutu rożnego i dalekim wyrzucie z autu - źle obliczył tor lotu piłki, po zbyt wczesnym wyskoku nie był już w stanie przeciąć dograń na pole karne, co w konsekwencji doprowadziło do okazji bramkowych Damiana Michalskiego i Michała Nalepy. To oznacza, że Szymański w zasadzie maczał palce przy wszystkich groźnych akcjach Zagłębia w tym meczu. Choć pomimo to aktywnie wspomagał zespół w rozegraniu i zanotował 7 ważnych odbiorów w asekuracji, jego występ musi zostać odebrany bardziej negatywnie. Zszedł z boiska w 69. minucie. 

Mileta Rajović  - Nieco lepiej wyglądała jego decyzyjność pod bramką rywali. Dwukrotnie schodził niżej, poza pole karne i próbował strzałów z dystansu. Szczególnie udana była próba z 63. minuty, gdy skutecznie nawinął jednego z obrońców i uderzył mocno z okolicy 30. metra, zmuszając bramkarza do udanej interwencji. Dobrze zachował się także w pierwszej połowie przy jednym z dośrodkowań z rzutu rożnego, gdy wyskoczył najwyżej, w końcu dobrze trafił w piłkę głową i skierował ją do siatki, lecz pech chciał, że gol nie mógł zostać zaliczony z powodu pozycji spalonej jego partnera, a kamień z serca napastnika nie mógł spaść. Poza tymi dwoma momentami, nie wnosił nic do gry zespołu. Mimo przewagi fizycznej, musiał uznawać wyższość rywali i nie był w stanie ich pokonać. Duńczyk zszedł z boiska w 69. minucie i po opuszczeniu boiska dał upust swoim emocjom. Nie można mu się dziwić, na pewno psychicznie przechodzi przez bardzo ciężki okres, jednak swoją grą nie robi nic, by poprawić swoją sytuację i zyskać w oczach kibiców.

Zmiennicy

Wahan Biczachczjan - Wszedł na murawę w 59. minucie. Nie potrafił wpłynąć na grę zespołu, pomóc mu. Grał bardzo indywidualnie, narcystycznie, jednak bez większego powodzenia czy w próbach dryblingów, czy pojedynkach 1 na 1 z przeciwnikami. Przez znaczną część jego występu można było odczuwać irytację z jego poczynań. W doliczonym czasie gry Ormianin zachował się świetnie na prawej stronie - zwiódł przeciwnika, wyprzedził go prostym zwodem, po czym idealnym podaniem w poprzek pola karnego dograł piłkę do wybiegającego Rafała Adamskiego, notując swoją pierwszą asystę w tym sezonie. Biczachczjan zaprezentował się naprawdę przeciętnie, jednak w tej akcji pokazał dużą klasę. Oby takie momenty wychodziły mu znacznie częściej.

Rafał Adamski - Pojawił się na boisku w 69. minucie. Nie miał zbyt dużego wpływu na poprawę gry zespołu w ostatnich kilkudziesięciu minutach. Był raczej skryty, czekał na swój moment. Zaliczył zaledwie 9 kontaktów z piłką, z czego co trzeci kończył się stratą, przy okazji zaliczając zaledwie 1 wygrany pojedynek z 3, choć okazał się on kluczowy. W doliczonym czasie gry napastnik dobrze pokazał się na polu karnym, zwyciężył starcie z obrońcą i wyprzedził go, dzięki czemu jako pierwszy dopadł do piłki po podaniu Wahana Biczachczjana i pewnie umieścił piłkę w siatce, notując swoją pierwszą bramkę w nowym sezonie. Mimo tego gola, spodziewaliśmy się trochę więcej aktywności i zaangażowania z jego strony.

Jakub Żewłakow - Został wprowadzony na murawę w 69. minucie. Zaliczył naprawdę świetne wejście na boisko. Już w jednej z pierwszych swoich akcji z łatwością minął obrońcę na lewej stronie, wbiegł w pole karne i uderzył z ostrego kąta, lecz nie był w stanie zaskoczyć golkipera. Po tej akcji Żewłakow zyskał pewności siebie, starał się być jeszcze aktywniejszy, lecz niestety poczuł się zbyt pewnie i coraz mniej mu wychodziło. Obrońcy zaczęli odczytywać jego zamiary, przez co ostatecznie zanotował połowiczną skuteczność pojedynków i nie był już w stanie zrobić większej przewagi oraz w pełni pokazać swojej przebojowości. Dał jednak sygnał, że należy dawać mu więcej szans, być może nawet od pierwszych minut.

Henrique Arreiol, Arkadiusz Reca - Pojawili się na murawie w 81. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
Komentarze (2)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość