fot. Bodziach / Legionisci.com
REKLAMA

LL! on tour: Crvena zvezda - Partizan, czyli 162. derby Belgradu

Bodziach, źródło: Legionisci.com

W niedzielę, 1 marca w Belgradzie rozegrano 162. derby stolicy Serbii, w których Crvena zvezda podejmowała na stadionie Rajko Miticia zespół Partizana. Na stadionie zebrało się blisko 38 tysięcy fanów, a wśród nich dobrych kilka tysięcy osób z całej Europy, którzy przybywają na każde kolejne derby, by przeżyć tę niezapomnianą atmosferę, którą tworzą przy okazji "Veciti derbi" tworzą Delije oraz Grobari.

Fotoreportaż z meczu - 43 zdjęcia Bodziacha

W Serbii gościliśmy nie pierwszy raz, a ostatnie derby na jakich byliśmy miały miejsce cztery lata temu na stadionie Partizana. Kiedy parę lat wcześniej lecieliśmy na nasze pierwsze - jak się później okazało niedoszłe - derby, w Serbii z powodu powodzi odwołano wszystkie imprezy sportowe. Tym razem przed wylotem zaczął szaleć koronawirus, co oczywiście zwiastowało kłopoty. Na szczęście ten do Serbii przed derbami nie dotarł i spotkanie odbyło się zgodnie z planem. Planem, który tak naprawdę podany został zaledwie kilka dni przed meczem. Kiedy w Polsce znamy terminarz gier ligowych na miesiąc do przodu, w Serbii godziny spotkań danej kolejki podawane są trzy-cztery dni wcześniej. I nierzadko na koniec zmieniane jeszcze ze względu na zmiany transmisji telewizyjnych. Jedyną rzeczą wiadomą na tydzień przed samym meczem było to, że cała kolejka odbędzie się w niedzielę, 1 marca - nie będzie więc spotkań w piątek i sobotę. Ostatecznie godzinę rozpoczęcia derbów ustalono na 18:00. Sprzedaż biletów rozpoczęła się zaledwie pięć dni wcześniej i to jedynie dla posiadaczy abonamentów na mecze fazy grupowej Ligi Mistrzów (jako, że te schodziły na pniu, takich osób było naprawdę sporo). Mieli oni pierwszeństwo zakupu biletu dla siebie, jak i jednej osoby, która karnetu nie posiadała. Sprzedaż otwarta, również internetowa, miała ruszyć w środę rano. Ostatecznie rozpoczęła się we wtorek wieczorem, kiedy na stronie www.iticket.rs pojawiły się wejściówki na jeden z sektorów znajdujących się pomiędzy trybuną VIP i sektorem gości. Nie czekając na rozpoczęcie sprzedaży na kolejne trybuny, kupujemy od ręki sześć biletów. W dodatku na jeden login, pomimo faktu, że jedna osoba miała możliwość zakupu jedynie czterech sztuk. Jak się okazuje, system niby ogranicza taki zakup do sztuk czterech, ale nie uniemożliwia zakupu po chwili kolejnych.

fot. Bodziach / Legionisci.com
fot. Bodziach / Legionisci.com

Do Belgradu dotarliśmy już w piątek, wszak kupując kilka miesięcy wcześniej bilety lotnicze, nie mieliśmy pojęcia, którego dnia odbędą się derby. Jeszcze tego samego dnia po przylocie udaliśmy się na mecz serbskiej ekstraklasy futsalu, w którym Crvena zvezda (lider rozgrywek, także futsalowych) mierzyła się ze zdobywcą ostatnich dziesięciu mistrzostw Serbii. Na trybunach hali w dzielnicy Novi Belgrad obecnych było ok. 500-600 widzów, doping nie było. Pozostałe nasze aktywności meczowe opiszemy osobno, więc w tym miejscu skupmy się na samych derbach, które miały miejsce w niedzielę.



Już w samolocie z Warszawy do Belgradu dało się zauważyć osoby, które podróżowały do Serbii w jednym celu. Jeszcze więcej kibiców z różnych stron było widać na miejscu, przede wszystkim z Rosji, co oczywiście dziwić nie powinno, wszak obie ekipy z Belgradu trzymają sztamy z ekipami z Moskwy. Dla przypomnienia - Crvena zvezda ze Spartakiem (plus Olympiakosem), Partizan z CSKA Moskwa (plus z PAOK-iem). Od pewnego czasu bardzo dobrze żyją także z Widzewem.



Barwy klubowe na mieście były praktycznie nie widoczne. Nie licząc oczywiście graffiti na murach, które da się zauważyć na każdym kroku. I co ciekawe (podobnie jak w np. w Chorwacji), zupełnie inaczej niż w Polsce nikt ich nie rusza, nie zamalowuje. Rywalizacja fanów obu ekip ma zupełnie inny charakter i nie ma on nic wspólnego z ganianiem się ze sprayami.

Partizan od dobrych kilku lat ma wewnętrzne problemy i nic nie wskazuje na to, by je w najbliższym czasie zażegnali. Konflikt trwa w najlepsze, kolejne wewnętrzne bójki mają miejsce przy okazji meczów piłkarzy, koszykarzy, ale także na co dzień na dzielnicach. Choć ostatnio mniej słychać o zabójstwach wewnątrz jednej ekipy, co wcześniej nie było wcale takie oczywiste.

Pod stadion Rajko Miticia udajemy się taksówkami, jako że wcześniej gościliśmy na innym meczu serbskiej ekstraklasy. Wokół stadionu bardzo tłoczno i sporo policji. Ta uważnie przyglądała się wszystkim wchodzącym na stadion, ale nie widzieliśmy interwencji z ich strony. Obecni są także także na samym stadionie - i to nie tylko na bieżni, ale i na promenadach zaraz po wejściu na trybuny. Na mieście przed meczem miał miejsce jeden większy dym (w sumie nie jakiś wielki, ale wymiana ciosów była). Ulice przy samym stadionie zostały wyłączone z ruchu kołowego.



Wejścia na stadion były dość zatłoczone, ale kolejki były nietypowe dla stadionów w Polsce - ludzie stali i nie szturmowali bramek. Przeszukanie, przynajmniej na naszej trybunie, bardzo pobieżne, później wejście przez bramofurty i już można było zajmować miejsca na obiekcie. Właśnie w korytarzach (tudzież promenadach) było sporo policji, a część mundurowych zajęła także miejsca na sektorze, oddzielając grupę kibiców Partizana, którzy zakupili bilety na sektor gospodarzy. Partizan zresztą zajął trzy inne sektory - największa była grupa ("Grobari") za bramką, obok nich skromna grupka niezrzeszona, a następnie "Zabranjeni". Ci ostatni ani razu w trakcie meczu nie skandowali haseł wraz z pozostałymi sektorami Partizana i w ogóle odzywali się najmniej. Najbardziej aktywną grupą była ta najliczniejsza, która jako jedyna wywiesiła flagi.

Na początku spotkania gospodarze zaprezentowali pierwszą oprawę. Na górze młyna "Delije" rozciągnięty został kilkudziesięciometrowy transparent w barwach z hasłem "Tu wszyscy się urodziliśmy, tu i zakochali". Całość uzupełniła pirotechnika odpalona początkowo na samej górze, podświetlając transparent, później zaś także na niższych partiach młyna. A do tego w powietrzu zaczęły wybuchać fajerwerki. Gospodarze raz za razem odpalali pirotechnikę przez całe spotkanie, tyle że zazwyczaj płonęły po dwie-trzy race. Większych pokazów, jak ten z początku spotkania. były dwa. Drugim były świece dymne odpalone w drugiej połowie, do których znów odpalono kolejne wyrzutnie i oczywiście kolejną porcję rac. Tym razem "Delije" bez żadnych malowanych sektorówek, kartoniad - a to jedna z niewielu ekip w tej części Bałkanów, która często oprócz pirotechniki wykorzystuje do opraw meczowych także inne kibicowskie atrybuty.

Partizan w pierwszej połowie nie pokazał nic oprócz jednego transparentu na dole sektora. Jedyny pokaz pirotechniczny zaplanowali na początku drugiej części spotkania, kiedy odpalili sporo ogni wrocławskich na całym sektorze. Grobari konkretnie zadymili boisko, tak że konieczna była pierwsza przerwa w meczu. Część pirotechniki poleciała na bieżnię. Jak się później okazało, część piro - nie pierwszy raz zresztą - użyto do podpalenia krzesełek w sektorze gości. Były już w przeszłości historie, że gospodarze demontowali siedziska w sektorach przyjezdnych z tego właśnie powodu.

Tym razem ognisk było pięć i widać było, że "Grobari" regularnie "dokładają do pieca", aby jeszcze wzniecić ogień. Dopiero po kilkunastu minutach, kiedy płomienie miały już metr wysokości, strażacy w obstawie policji z tarczami zdołali wejść na sektor Partizana, by ugasić ogień za pomocą gaśnic. Później jeszcze parokrotnie fani gości próbowali wzniecić ogień na nowo, ale większego pożaru osiągnąć im się nie udało.

Najdziwniejsze towarzystwo siedziało właśnie wokół nas. Oprócz grupy kibiców Partizana otoczonej przez policję, było na niej jeszcze sporo innych osób wymieszanych z kibicami Crvenej zvezdy. Jedni ubliżali drugim... i tyle. A całe towarzystwo po zakończeniu meczu ruszyło do tych samych bramek wyjściowych równocześnie i również nie było żadnych ekscesów.

Piłkarsko mecz był wyjątkowo słaby. Bezbramkowy remis sprawił, że żadna z ekip nie ryknęła jakoś głośniej. Pod względem dopingu dały się słyszeć krótkie momenty naprawdę porządnego pier... z obu stron. To one pokazałł, że obie ekipy zupełnie nie wykorzystały swojego wokalnego potencjału. Tyczy się to mimo wszystko przeze wszystkim Delije, którzy byli w zdecydowanej przewadze - młyn nabity był do granic możliwości.

Nie były to na pewno najbardziej okazałe derby Belgradu w ostatnich latach, ale nie mamy wątpliwości, że zainteresowanie nimi ze strony kibiców na całym świecie nie będzie malało. My zaś możemy jedynie żałować, że piłkarze Legii półtora roku temu nie wyeliminowali Spartaka Trnawa - wówczas bowiem nasz klub doczekałby się niezwykle ciekawego dwumeczu z Crveną zvezdą.

Po końcowym gwizdku tłumy kibiców wylały się na ulice. Nikt nie świętował, bowiem gospodarze utrzymali pewną przewagę w tabeli nad Partizanem, ale nie odnieśli wygranej. My zaś ruszyliśmy prosto do hali Pionir, gdzie ze względu na derby przełożono spotkanie koszykarskiej Ligi Adriatyckiej na godzinę 21. Ale o tym w innym czasie.

Poprzednie kibicowskie relacje ze stadionów Polski i świata w dziale Na stadionach.

Fotoreportaż z meczu - 43 zdjęcia Bodziacha
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

+dodaj komentarz
D - 13.03.2020 / 08:40, *.144.21

Ale dziadostwo w tej Serbii, nie dziwne ze UE ich nie chce, daleko im do standardow polskich

odpowiedz
Arek - 12.03.2020 / 23:49, *.tpnet.pl

Lubię te relacje. Fajnie się to czyta.

odpowiedz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.