Legia - Galatasaray - fot. Dariusz Chojnacki
REKLAMA

Z kart historii

Pięćdziesiąt lat minęło... Odcinek 8.

Łukasz

Czytaj Odcinek 1.
Czytaj Odcinek 2.
Czytaj Odcinek 3.
Czytaj Odcinek 4.
Czytaj Odcinek 5.
Czytaj Odcinek 6.
Czytaj Odcinek 7.

Czas na ostatnią odsłonę legijnych potyczek z „Galatą”.


Cz. 8. Druga młodość „Kiciego”.

Pierwszą kolejkę rundy wiosennej „wojskowi” rozegrali awansem tydzień po spotkaniu w Stambule i zasłużenie pokonali 1:0 Szombierki Bytom. Bramkę na wagę dwóch oczek zdobył Gadocha po asyście Małkiewicza, który w meczach przeciwko Turkom nie miał okazji wystąpić. Tego samego dnia w Chorzowie Ruch podzielił się punktami z Górnikiem (1:1), co spowodowało, że warszawianie nieco powiększyli przewagę w tabeli nad goniącymi ją zespołami. Natomiast Galatasaray kilka dni przed rewanżem wygrał w lidze z Instanbulstorem 2:0. Po przylocie do Polski Turcy trenowali na obiektach Legii. Piłkarze „wojskowych” spędzili czas przed decydującą batalią o półfinał w Świdrach Małych w ośrodku „Pod Dębami”. Tam mogli w ciszy skoncentrować się na czekającym ich niełatwym zadaniu.

W rewanżu z mistrzem Turcji, który odbył się 18 marca 1970 roku na Stadionie Wojska Polskiego legioniści wystawili taki sam skład, jak nad Bosforem i również nie wymienili w trakcie gry żadnego zawodnika. U gości wystąpił od początku Elveren za Celovicia. Tym razem trener Kaloperović nie przeprowadzał zmian w czasie spotkania, które prowadził angielski arbiter James Finney. Według danych ze strony uefa.com ukarany żółtą kartką miał zostać Günalp. Początek meczu zaplanowano dokładnie na godz. 19:05, choć pierwotnie pierwszy gwizdek arbitra miał zabrzmieć o 18:15. Ze względu na transmisje telewizyjne drugich połów domowych spotkań Górnika i Legii doszło do tego przesunięcia. Przypomnę jeszcze, że fragmenty pojedynku rewanżowego Legii z „Galatą” przedstawione zostały w filmie „O krok od pucharu. Legia Warszawa 1969/70”. Na trybunach mimo ulewnego deszczu zasiadło ponad dwadzieścia pięć tysięcy widzów, którzy oczekiwali zwycięstwa swoich pupili i awansu do półfinału. Do kolejnego etapu Pucharu Europy premiował warszawian bezbramkowy remis, bądź jakiekolwiek zwycięstwo. Z relacji z „Życia Warszawy” z 19 marca 1970 r. możemy dowiedzieć się: Sukces wojskowych zasługuje na uznanie. Nie przyszedł on jednak łatwo, Turcy okazali się przeciwnikiem bardzo nieprzyjemnym, walczyli o korzystny dla siebie wynik do końca, a przy tym nie przebierali w środkach, nadużywali siły fizycznej, uciekając się nieraz do fauli (łapali za kostiumy), byle tylko zażegnać niebezpieczeństwo. Byli w polu szybsi od Legii, ale zwalniali pod jej bramką, demonstrowali nie najgorsze wyszkolenie indywidualne. Legioniści prezentowali się znacznie korzystniej, grali lepiej zespołowo, imponowali techniką, kontrolowali cały czas przebieg wydarzeń. Na minus można im zapisać chyba tylko częste próby wjechania z piłką do bramki i zbyt rzadkie strzały z dalszej odległości. Zwycięstwo Legii jest w pełni zasłużone i mogło wypaść jeszcze efektowniej. Goście w zasadzie nie wypracowali sobie ani jednej dogodnej sytuacji do zdobycia gola i Grotyński nie miał pola do popisu. Cały zespół wojskowych zasłużył na oklaski za ogromną ambicję, ale szczególnie wyróżnił się kapitan drużyny Brychczy. On też był autorem obu bramek. Zdobył je : w 11 minucie po wymanewrowaniu obrońców Galatasaray i w 55 min. dobijając ostry strzał Gadochy. Dzięki dwóm trafieniom „Kiciego” Legia jako pierwszy polski klub znalazła się w czwórce najlepszych zespołów europejskich. Był to niewątpliwie jak głosił nagłówek artykułu w „Życiu Warszawy”: Wielki sukces polskiego piłkarstwa. Z kolei w „Przeglądzie Sportowym” w numerze 34 z 1970 r. pomeczowe sprawozdanie zostało zatytułowane: Na stadionie WP panowała Legia. Na pierwszej stronie figurował tytuł: Druga młodość Brychczego. „Kici” stał się liderem legijnych strzelców w edycji 1969/70, gdyż miał na koncie cztery bramki w sześciu spotkaniach. Po meczu trener Zientara powiedział (wypowiedź dla wspomnianego wcześniej numeru „Życia Warszawy”): Sprawdziły się moje przewidywania. Turcy zagrali znacznie lepiej niż w Stambule. Spodziewałem się, że postawią wszystko na jedną kartę. W półfinale nie będzie słabych przeciwników, ale gdybym miał wpływ na losowanie, to wybrałbym dla moich piłkarzy Celtic. Brychczy stwierdził: Ja także uważam, że Turcy grali lepiej niż u siebie. Jeśli chodzi o półfinały to wolałbym grać z Holendrami niż z Anglikami. Graliśmy trochę nerwowo. Do przerwy prowadziliśmy tylko 1:0. Baliśmy się przypadkowej, wyrównującej bramki dla gości i konieczności rozgrywania trzeciego meczu. Według trenera „Galaty” „wojskowi” zasłużenie awansowali do półfinału. Natomiast zdaniem arbitra spotkania, Anglika Finney’a: Legia to bardzo dobry zespół. Chciałbym, by zmierzyła się z Leeds United. To z pewnością byłby dobry mecz. Warszawski mecz był dość ciężki do sędziowania, bowiem obie drużyny grały ostro. Podobała mi się polska publiczność. Z piłkarzy wyróżniłbym B. Blauta i Deynę. Dobrym napastnikiem jest też Żmijewski. Prezes WKS Legia, Zygmunt Huszcza, powiedział (wypowiedź dla „Przeglądu Sportowego”): Jestem bardzo zadowolony ze zwycięstwa, u którego podstaw leżą w równym stopniu umiejętności zawodników i olbrzymi wkład siły woli oraz serca do walki całego kolektywu. Dziękuję stołecznej publiczności, zwłaszcza młodzieży, za prawdziwie sportowy doping, który w poważnym stopniu dopomógł zawodnikom w przezwyciężeniu niemałych trudności w tym bardzo ciężkim meczu. Taka publiczność – to wielki skarb. Bardzo interesująco przedstawia się zawartość poświęconej temu spotkaniu rubryki „Głosy z trybun”: Kiedy piłkarze Legii i Galatasaray wybiegali na rozgrzewkę, napięcie na trybunach Stadionu WP wzrosło do zenitu. Garstka tureckich kibiców skandowała nazwisko swego najlepszego gracza Erguna, ale natychmiast odpowiedział jej rytmiczny tupot kończący się okrzykiem „Legia”! (…) Nad głowami uradowanych sympatyków polskiej drużyny pojawił się napis: - „KIEDY BRYCHCZY PIŁKĘ KOPNIE, LEGIA SWEGO CELU DOPNIE!”. Takie transparenty, zbliżone do tych, które wykorzystywano na pochodach pierwszomajowych, były wówczas popularne wśród rodzimych fanów. Po zakończeniu meczu warszawscy kibice zaśpiewali swoim ulubieńcom „Sto lat!”. Piłkarze zasłużyli na gratulacje, wygrywając dwumecz z tureckim zespołem w stosunku bramkowym 3:1, ale w przeciwieństwie do konfrontacji z AS Saint-Étienne odnotowali po jednym remisie i wygranej. Co istotne, nadal byli niepokonani w tej edycji rozgrywek. Powody do zadowolenia mieli również sympatycy Górnika, który pokonał 2:1 po zaciętej walce na Stadionie Śląskim drużynę Levski Sofia i dzięki większej ilości zdobytych bramek na wyjeździe awansował do ½ finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Data 18.03.1970 r. to niewątpliwie „święto” polskiego futbolu. Do tej pory nie powtórzyła się sytuacja, żeby dwa kluby z naszej ligi przebiły się do półfinałów najważniejszych piłkarskich rozgrywek międzynarodowych na naszym kontynencie. W kraju zapanowała euforia z powodu nadspodziewanie dobrej postawy polskich klubów w europejskich pucharach, nie tylko wśród osób na co dzień pasjonujących się sportem. Natomiast Galatasaray przez jakiś czas nie odgrywał wielkiej roli w rozgrywkach pucharowych. Przełom nastąpił w edycji 1988/89, kiedy to dotarł do półfinału Pucharu Europy. Największe triumfy w piłce klubowej odnosił w latach 90-tych poprzedniego wieku. Punktem kulminacyjnym dla fanów „Lwów” ze Stambułu okazało się zdobycie w 2000 roku Pucharu UEFA, a następnie Superpucharu Europy. Klub ten nadal regularnie uczestniczy w rozgrywkach Ligi Mistrzów oraz Ligi Europy. Dodam jeszcze, że Legia jest jedynym polskim klubem, który wyeliminował „Galatę” i co ważne, aż dwukrotnie. Sztuka ta nie udała się później ani piłkarzom Widzewa Łódź, ani GKS-u Katowice.

Po latach bohater dwumeczu z Turkami na łamach publikacji „Kici. Lucjan Brychczy – legenda Legii Warszawa” wspominał, że po jakimś czasie od tamtych spotkań znany mu trener Stjepan Bobek, który przez krótki czas trenował Legię w 1959 roku, zaproponował mu angaż w zagranicznym klubie, który wówczas prowadził (być może chodziło o Altay SK; wcześniej Olympiakos Pireus, z którym odpadł w Pucharze Zdobywców Pucharów w rywalizacji z Górnikiem Zabrze): Odpowiedziałem mu, że myślę raczej o zakończeniu kariery niż kontrakcie. Wtedy Bobek, uśmiechając się, dodał: „Jak można myśleć o zakończeniu kariery w momencie, kiedy w pojedynkę w ćwierćfinale Pucharu Europy, pokonuje się mistrza Turcji?”. Nie powiem, bardzo mi to schlebiało, niemniej z propozycji Bobka nie skorzystałem. W wieku 35 lat awansowałem do Półfinału Pucharu Europy. Był to wyczyn do tej pory niespotykany. Byliśmy pierwsi. Później tylko Widzew powtórzył nasz sukces. Oczywiście awans Legii wykorzystano jako element propagandy, która miała przekonać obywateli PRL-u, że pod rządami komunistycznych władz i towarzysza I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki sportowcy naszego kraju wygrywają z Zachodem. W tym przypadku sukcesy sportowe na chwilę „przykryły” czarne chmury, które coraz mocniej gromadziły się nad słabnącym reżimem ekipy towarzysza „Wiesława”.

Internet:
https://kassiesa.net/uefa/data/index.html
https://en.wikipedia.org/wiki/Galatasaray_S.K._(football)
https://www.galatasaray.org/en/Homepage
https://www.transfermarkt.com/spielbericht/index/spielbericht/1169222
https://www.uefa.com/uefachampionsleague/match/62792--legia-vs-galatasaray/

Bibliografia:
Bołba Wiktor, Dawidziuk Adam, Karpiński Grzegorz, Piątek Robert, Legia Warszawa 1916 ⸜ 2016, Warszawa 2017.
Brychczy Lucjan, Kalinowski Grzegorz, Bołba Wiktor, Kici. Lucjan Brychczy – legenda Legii Warszawa, Warszawa 2014.
Gowarzewski Andrzej, Szczepłek Stefan, Szmel Bożena Lidia i in., Legia to potęga. Prawie 90 lat prawdziwej historii, „Kolekcja klubów”, t. 9, Katowice 2004.
Gowarzewski Andrzej, Mucha Zbigniew, Szmel Bożena Lidia i in., Legia najlepsza jest…, „Kolekcja klubów”, t. 13, Katowice 2013.
„Nasza Legia” z lat 1997-2008.
„Przegląd Sportowy” i „Życie Warszawy” z przełomu lat 60-tych i 70-tych.
Szczepłek Stefan, Deyna, Legia i tamte czasy, Warszawa 2012.
Wójkowski Kamil, Legia Warszawa w europejskich pucharach. Historia klubu i jego kibiców na piłkarskich arenach, Żelechów 2013.
Plus materiały autora.

Film: O krok od pucharu. Legia Warszawa 1969/70, reż. Rafał Nahorny, Marcin Rosłoń, prod. Canal+ Polska 2010.

Czytaj Odcinek 1.
Czytaj Odcinek 2.
Czytaj Odcinek 3.
Czytaj Odcinek 4.
Czytaj Odcinek 5.
Czytaj Odcinek 6.
Czytaj Odcinek 7.

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

+dodaj komentarz
old_fan - 08.08.2020 / 21:17, *.byfly.by

To w końcu liczyły się bramki na wyjeździe, czy trzeba by było grać ew. 3 mecz?

odpowiedz
Ryj - 08.08.2020 / 19:49, *.tpnet.pl

Strzały z dystansu nadal nie są naszą najmocniejszą stroną.

odpowiedz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.