Jakub Kielesiński

Judo

Kielesiński: Start na Igrzyskach Olimpijskich to największe marzenie

Bodziach, źródło: Legionisci.com

Jakub Kielesiński w ostatnich latach reprezentował barwy Legii Warszawa na zawodach judo, w których zdobywał medale młodzieżowych mistrzostw Polski, a także uczestniczył w międzynarodowych zawodach. Kielesiński startował m.in. w Pucharze Europy, a w ostatnich tygodniach rywalizował również na Mistrzostwach Europy w swojej kategorii wiekowej. Niestety po zakończeniu współpracy przez Legię z dotychczasowym podmiotem zarządzającym sekcją judo Legii, Kuba występować będzie w judodze bez naszego herbu.

Z tym niezwykle utalentowanym i pracowitym zawodnikiem rozmawiamy m.in. o pierwszych krokach na macie, startach w kategorii kadeta, a także zmianie kategorii wagowej i wiekowej, która właśnie przed nim. Zapraszamy na obszerną rozmowę z Jakubem Kielesińskim, o którym miejmy nadzieję usłyszymy w niedługim czasie przy okazji startów Polaków na Igrzyskach Olimpijskich. Ten judoka ma wszystko ku temu, aby uczestniczyć w imprezie najwyższej rangi dla każdego sportowca. I tego też mu życzymy z całego serca.

Judo to pierwszy sport, jaki zacząłeś uprawiać?
Jakub Kielesiński: Nie do końca. Zacząłem judo w wieku sześciu lat. Równolegle ćwiczyłem piłkę nożną - grałem w nią przez trzy lata i w tym samym czasie trenowałem również judo. Miałem wtedy dwa razy w tygodniu zajęcia z piłki i dwa razy z judo. Ale później wybrałem judo, które bardziej mi się podobało. Chyba dlatego, że miałem tam więcej kolegów.

W judo wszystko zależy od Ciebie.
- To zdecydowanie bardziej indywidualny sport. Może jeszcze wtedy nie zwracałem tak bardzo uwagi na to, ale na pewno zauważyłem, że na judo miałem o wiele lepszych kolegów, lepiej się z nimi dogadywałem, grupa była bardziej ze sobą związana, to samo mogę powiedzieć o trenerze - miał dużo lepsze podejście do nas, i to zapewne jeden z powodów, dla których ostatecznie wybrałem judo. Ale w piłkę z kolegami na podwórku bardzo lubię zagrać.

A gdzie trenowałeś piłkę?
- Na Agrykoli, tutaj po sąsiedzku.

Dlaczego judo, bo nie jest to najpopularniejsza dyscyplina wśród młodzieży? Ktoś Cię w tym kierunku "popchnął"? Może rodzice?
- Rodzice mnie zachęcili do judo. Uznali, że to bardzo ogólnorozwojowy sport. To sport, który potrafi dużo nauczyć, ma swoje szlachetne zasady, których trzeba się trzymać. Jest w nim bardzo duży szacunek do przeciwnika, do maty, trenera. Byłem bardzo ruchliwym dzieckiem, miałem mnóstwo energii i rodzice uznali, że mogę ją spożytkować właśnie podczas treningów judo. Już na pierwszym treningu bardzo mi się spodobało. Jak wspomniałem, grałem też wtedy w piłkę, pływałem. Po jakimś czasie trzeba było wybrać jeden sport, bo ciężko pogodzić treningi dwóch dyscyplin, z obowiązkami szkolnymi.

W weekendy pewnie jeszcze mecze mogły pokrywać się z randori.
- Akurat randori zawsze miałem w tygodniu - w czwartki lub piątki, ale faktycznie w weekendy mieliśmy turnieje judo, więc pogodzenie tego z meczami nie byłoby rzeczą łatwą.



Podczas treningów jest wiele elementów siłowych, wzmacniania wszystkich partii mięśni. Potrzeba wiele samozaparcia, aby - szczególnie na początku - "przetrwać" to i zrozumieć, że to pomoże później na macie.
- Nie przypominam sobie, żeby te treningi były dla mnie tak wyczerpujące. W wieku ośmiu lat robiliśmy na pewno pompki, brzuszki, ćwiczenia na drążku, robiliśmy sporo ćwiczeń, które miały pomóc we wzmocnieniu własnego ciała. Ale nie przypominam sobie, żeby było tego na tyle dużo, abym miał dość. Natomiast później dochodzi do treningów bardzo dużo elementów akrobatyki. Robiliśmy wychwyty, salta, przerzuty bokiem, czyli gwiazdy. Akrobatyka też jest ważna w judo - trzeba być gibkim, rozciągniętym. To chyba najlepszy sport jeśli chodzi o ogólny rozwój i budowę sylwetki.

W judo wiele elementów siłowych można wykonywać bez dodatkowego sprzętu, wykorzystując własne ciało do wzmacniania poszczególnych partii mięśniowych.
- Tak do 13 roku życia - tak, wtedy wystarczą pompki, brzuszki i ew. ćwiczenia na drążku. Ale później coraz mniej robi się tych ćwiczeń i jednak zajęcia na siłowni są konieczne. Jeśli chodzi o zawodników w moim wieku, to na przykład zimą, bo to okres bardziej siłowy, trzy razy w tygodniu chodzimy na siłownię i trzy razy trenujemy na macie. Na siłowni robimy martwe ciągi, wyciskanie na ławce płaskiej, wiosłowania sztangą, przysiady ze sztangą itp. Kiedy kończy się okres zimowy i schodzimy nieco z obciążenia siłowego, robimy na siłowni dwa treningi i więcej wchodzimy na matę.

Judo to także kolejne techniki i kolejne pasy. W końcu dochodzi się do momentu, że trochę więcej czasu zajmuje "przeskoczenie" na kolejny stopień. Jak to wygląda w Twoim przypadku?
- Ten wspomniany moment ma miejsce kiedy osiąga się stopień 1 dan. Potem myśląc o karierze zawodniczej, te stopnie nie mają już takiego znaczenia - wtedy już nie zmienia się kolor pasa, bo on jest cały czas czarny. Na kolejne "dany" zdają osoby bardziej pod kątem szkoleniowym, które chcą w przyszłości być trenerami, aby mieć większą wiedzę, czy zasób technik. Mam obecnie brązowy pas, mam 1 kyu. Pewnie na czarny pas będę zdawał równolegle z rozpoczęciem startów w kategorii juniorskiej, czyli w styczniu 2022 roku.

Masz, a może miałeś jakiegoś sportowego idola? Niekoniecznie z judo, bo może sportowca z jakiejś innej dyscypliny podziwiałeś.
- Idola z dzieciństwa nie mogę sobie akurat przypomnieć. A teraz? Fascynuję się judo, więc obecnie idolami są głównie judocy - Varlam Liparteliani - gruziński judoka, który skończył karierę po Igrzyskach w Tokio. Akurat na tych IO nie udało mu się zdobyć medalu, odpadł w ćwierćfinale. W 2016 roku zdobył srebrny medal na IO w Rio de Janeiro w kat. -90kg, później zaś przeszedł do kategorii -100kg. Ma już jednak ponad 30 lat i młodsi zawodnicy mają więcej "pary", ale zawsze podobał mi się jego styl walki.

Od paru lat startujesz w kategorii -81kg. To kategoria, w której zamierzasz dalej startować?
- Teraz przenoszę się do kategorii -90kg. Ważę obecnie 85 kilogramów.

Czyli już ostatnio musiałeś zbijać wagę na same zawody?
- Tak, do 81kg, ale zrobiłem to bardzo dobrze. Walcząc w tej kategorii -81kg dobrze się czułem. Patrząc jednak bardziej w przyszłość, i tak w końcu przy moim wzroście i masie, nie ma sensu, aby trzymać się kurczowo kategorii, w której walczyłem w ostatnich latach. Im szybciej przejdę do kategorii wyższej i się w niej zaadaptuję, tym lepiej dla mnie. Od września zaczynam zmianę kategorii.

Czyli czekają na zawodach na Ciebie nowi przeciwnicy, bo tych z -81kg, szczególnie na krajowym "podwórku" znasz już pewnie na pamięć.
- Znam również chłopaków, którzy walczą w kat. -90kg. Te dwie kategorie różnią się tym, że w wyższej, trochę wolniejsze jest tempo walki. Na pewno będzie to dla mnie nowe wyzwanie, ale jestem dobrej myśli. Zaczynam, w pewnym sensie, nowy etap.



Czas oczekiwania na walkę w dniu zawodów to najgorszy czas? Trzeba poniekąd wyłączyć myślenie, aby nie stresować się, szczególnie kiedy trzeba dłużej czekać na swoją kolej na macie.
- Wydaje mi się, że jestem już odpowiednio do tego przyzwyczajony. Mamy w klubie psychologa, który bardzo nam pomaga. Przez ostatnie półtora roku mieliśmy z nim bardzo dużo zajęć, podczas których przerabialiśmy wiele tematów - od nastawienia przed walką, po wizualizację. Szczególnie podczas pandemii, kiedy treningi na macie były ograniczone do minimum, pracowaliśmy nad tym częściej.

Pandemia i treningi on-line, brak zawodów - to najtrudniejszy czas dla sportowca?
- Tak, bez wątpienia to był najtrudniejszy okres. Judo to na tyle specjalistyczny sport, że bez założenia judogi, nie poćwiczy się techniki. Są takie gumy - ekspandery, na których można ćwiczyć wychylenia do rzutów, ale to nie jest to samo, co złapanie się z przeciwnikiem, i ćwiczenie techniki. Tego najbardziej brakowało w tych miesiącach, kiedy wszystko było zamknięte.

Tegoroczne wyniki najlepiej świadczą, że tego okresu lockdownu nie przespałeś. Najpierw złoto w PP w Gdyni, później pierwszy medal mistrzostw Polski. To był pierwszy medal MP w Twojej karierze?
- Wcześniej miałem jeszcze brązowy medal w kategorii młodzików, który wywalczyłem w 2019 roku. W 2020 byłem na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, które były jednocześnie mistrzostwami Polski w kat. -81kg - byłem wówczas rozstawiony z numerem 1. Byłem faworytem do medalu, ale niestety po wygranej pierwszej walce, w drugiej zostałem zdyskwalifikowany. Popełniłem błąd i zahaczyłem przeciwnika w nogę i zmieniłem kierunek rzutu, co sędziowie uznali jako zagrożenie dla zdrowia. Nic się na szczęście nie stało, a na miejscu wszyscy byli zdziwieni. Na początku myślałem, że sędziowie decydują przy stoliku sędziowskim, czy będą punkty dla mnie przez ippon, czy też nie. Okazało się, że to była zakazana technika i dostałem dyskwalifikację.

Zawsze masz plan na walkę, czy po wyjściu na matę więcej jest "spontanu"?
- Trochę to się zmieniło na przestrzeni lat. Kiedy byłem młodszy, zdecydowanie częściej walczyłem na spontanie. To była forma zabawy, bardzo mi się to podobało. Nie myślałem wtedy taktycznie. Teraz, kiedy zacząłem startować w zawodach rangi europejskiej, trzeba do każdej walki podejść dobrze taktycznie, przeanalizować rywala przed wejściem na matę i ustalić odpowiednią taktykę przed walką. Aby wszystko było ułożone w głowie z wyprzedzeniem, a na macie nie było chaosu, bo to może zaburzyć przebieg walki. Zacząłem myśleć taktycznie, więcej analizować przeciwników - co robią, jak się do nich ustawić. Na przykład czy złapać rękaw i prawą rękę z góry, czy za kołnierz i prawą z góry, a może lepiej wyłapać go po przekątnej. Znacznie więcej analizy było już przed Pucharami Europy, bo tam już zaczyna się wyższy poziom i każdy wykorzystuje twój najmniejszy błąd.

Dużo jest czasu na "zeskautowanie" przeciwnika, czy drabinki pojawiają się tuż przed zawodami?
- Zawodnicy zgłoszeni są odpowiednio wcześniej przed turniejem i drabinkę można sprawdzić z wyprzedzeniem. Szczególnie na zawodach europejskich, już na tydzień wcześniej wszyscy zawodnicy w danej kategorii wagowej są zgłoszeni.

Międzynarodowe starty to chyba największe wyróżnienie. Zeszłoroczny start w Pucharze Europy w Hiszpanii był Twoim debiutem w zawodach tej rangi?
- Startowałem wcześniej jeszcze w Győr w 2019 roku. Wtedy byłem najmłodszym rocznikiem, który brał udział w zawodach na Węgrzech, bo startowali głównie zawodnicy urodzeni w latach 2001-03, ja zaś jestem z rocznika 2004. Byłem bardzo młody, można powiedzieć, że nie do końca byłem gotowy na takie zawody. Przegrałem na nich pierwszą walkę, ale to było dość dawno temu.

Samo powołanie na międzynarodowe zawody chyba musisz traktować jako duże wyróżnienie?
- Na pewno. Pamiętam, że częściowo wyjazd do Győr sfinansował mi klub, resztę dołożyłem z własnych funduszy. Bardzo zależało mi, może nawet bardziej niż na samych zawodach, na campie, który odbywał się tam po zawodach. Wygląda to tak, że po zawodach odbywa się randori, gdzie można powalczyć ze wszystkimi zawodnikami z turnieju. To jest największa wartość takich turniejów, szczególnie dla młodych zawodników. Taki treningowy camp po raz ostatni miał miejsce w Hiszpanii, tuż przed pandemią. Całość trwa dwa dni po zawodach, a w jego ramach są cztery treningi. Tam można zaliczyć dużo mocnych walk z zawodnikami z różnych europejskich krajów i to daje bardzo wiele pod względem szkoleniowym. Tego najbardziej ostatnio brakowało. Po tych ostatnich Pucharach Europy, ze względu na koronawirusa i obostrzenia, campy po zawodach nie odbywały się. I tego mi najbardziej brakuje - "obicia" z europejskimi zawodnikami.

Jak godzisz takie wyjazdy ze szkołą? Nauczyciele są wyrozumiali?
- Teraz na pewno tak, bo zmieniłem szkołę na sportową - chodzę do liceum im. Władysława Andersa. Tu na pewno nauczyciele są bardziej wyrozumiali. Kiedy jadę na zawody i wracam w niedzielę późnym wieczorem, a w poniedziałek mam jakiś test, to nie ma większego problemu, aby pisać sprawdzian dwa dni później, aby mieć chwilę na przygotowanie. W pierwszym roku licealnym byłem w LO Reytana - to bardzo dobre liceum, gdzie jest wysoki poziom. Liczyłem początkowo, że będę w stanie pogodzić sport z nauką, ale w tej szkole niestety nie było takiej możliwości. Dla nikogo nie było taryfy ulgowej, szkole zależy na wyniku, na tym, by każdy był jak najlepiej przygotowany do matury. A pozaszkolne zainteresowania mało kogo interesują. Trenowałem wtedy trzy razy w tygodniu, aby wyrabiać się z materiałem i do "porządnych", czyli większej liczby treningów, wróciłem dopiero po zmianie szkoły.



W tym roku w Pucharze Europy w Bukareszcie, w walce o strefę medalową lepszy był Mołdawianin, Ciprian Gribinet. Analizujecie później z trenerami takie walki, aby wyciągnąć wnioski i stawać się lepszym?
- Analizowałem tę walkę z trenerami. Był to ostatni turniej przed mistrzostwami Europy. Na pewno dużo przepracowałem od tego czasu pod względem taktycznym. Doszedłem do wniosku, że trochę za bardzo "podpaliłem" się w tej walce. Chciałem rywala za wszelką cenę, jak najszybciej rzucić, a kiedy poczekałbym trochę, pomęczył swoim uchwytem, mogłem go zdystansować, nie zaś wchodzić z nim w zwarcie. Przeciwnik był niższy i łatwiej mu było mnie "podebrać".

W sierpniu brałeś udział w Mistrzostwa Europy Kadetów, które odbyły się w Rydze. Ten start to kolejna okazja dla Ciebie do zdobywania doświadczenia w międzynarodowych zawodach.
- Na pewno tak można to traktować, szczególnie, że to dopiero kategoria kadetów. Mam dopiero 17 lat. To dopiero pierwszy poważny krok w seniorskie judo. Uważam, że to dopiero początek mojej drogi. Zaakceptowałem porażkę w drugiej walce w Rydze, pogodziłem się już z nią. Czasami tak już jest w sporcie. Traktuję to jako dobrą lekcję na przyszłość - ten etap już zamykam. Zmieniam kategorię wagową, niebawem zmienię kategorię wiekową - wejdę w wiek juniora, a w kategorii kadeta wszystkie najważniejsze imprezy już miałem - mistrzostwa Polski i Europy.



Największe sportowe marzenie to udział w Igrzyskach Olimpijskich?
- Chciałbym kiedyś pojechać na Igrzyska Olimpijskie. Jak u każdego sportowca, to bez wątpienia największe marzenie.

Wiadomo, że w Tokio jest spora różnica czasowa, ale czy śledziłeś walki judo na ostatnich Igrzyskach?
- Byłem wtedy na obozie kadry we Władysławowie, ale jak budziłem się rano to zazwyczaj oglądałem walki, które właśnie miały miejsce. Czasem również w ciągu dnia, oglądałem transmisję walk, które miały miejsce w nocy. Na pewno uważnie śledziłem judo na IO w Tokio.

To kolejna możliwość, aby podglądać najlepszych na świecie i czerpać z ich jakąś inspirację.
- Można wiele nauczyć się oglądając i analizując walki najlepszych zawodników na świecie - tam można podpatrywać różne techniki, ćwiczyć je później, i dodawać następnie do swoich walk. Niekoniecznie tylko podczas Igrzysk Olimpijskich. Oglądam również Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy, czy Grand Slamy.

Od kilku tygodni sekcja, w której trenujesz nie współpracuje już z Legią. Czy poza zmianą herbu na judodze, coś się w Twoim przypadku zmieniło? Cały czas ćwiczysz z tymi samymi trenerami?
- Cały czas będę prowadzili mnie ci sami trenerzy, którzy robili to do tej pory. Poza zmianą nazwy, pod względem treningowym, nic się nie zmieniło.

Treningi piłkarskie skończyłeś dobrych kilka lat temu. Czy dzisiaj nadal interesujesz się tą dyscypliną? Oglądasz mecze, bywasz może ostatnio na stadionie przy Łazienkowskiej?
- Bywałem oczywiście kiedyś na Legii. Teraz akurat piłką za bardzo się nie interesuję. Bardziej koncentruję się na judo. Czasem sprawdzam informacje - wiem, że Legia awansowała do fazy grupowej Ligi Europy, w której zagra ze Spartakiem, Leicester i Napoli.

Granie w piłkę odpada, aby nie nabawić się jakiegoś urazu, który przeszkodziłby w treningach judo?
- Gramy w piłkę podczas treningów judo - w formie rozgrzewki przed zajęciami. Czasem w ten sposób rozgrzewamy ciało przed zajęciami, zamiast zwykłego biegania wokół sali przed treningiem.

Na początku wspomniałeś, że czujesz spory niedosyt spowodowany ostatnimi startami w Europie.
- Po wygranych mistrzostwach Polski pojechałem na dwa Puchary Europy - do Teplic i Bukaresztu. Niestety w obu przypadkach nie poszło mi tak jak chciałem. 19 sierpnia startowałem w Rydze na Mistrzostwach Europy - wygrałem tam pierwszą walkę, ale później niestety popełniłem głupi błąd i przegrałem drugą walkę. Szkoda, bo byłem w bardzo dobrej formie. Czuję ogromny niedosyt.

Miałeś już okazję analizować tę walkę z mistrzostw Europy? Pomyśleć o celach na najbliższy sezon?
- Nie, jeszcze nie miałem okazji, bo nie rozmawiałem szczegółowo z moim trenerem klubowym. Nie było czasu na dokładne przeanalizowanie tej walki. Po zawodach w Rydze wyjechałem z rodzicami i trochę odpocząłem. Chcę zacząć od początku września treningi i wtedy też będzie czas na analizę tych walk, rozpisanie celów na najbliższy sezon.

Rozmawiał Bodziach


przeczytaj więcej o:
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

+dodaj komentarz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2021 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.