Firma ITI przejmuje Legię czy nie?
Edward Trylnik: Ma czas do 8 lutego. Na pewno do momentu podpisania umowy ITI nie wyłoży żadnych pieniędzy.
Zawodnicy skarżą się, że nie mają co do garnka włożyć.
90 procent piłkarzy dostaje co miesiąc 4,5 tys. zł zagwarantowane umowami o pracę. Za taką sumę można wyżywić rodzinę. Za 2003 r. niektórzy skasowali po 280 tys. zł netto. Nie jest to pensja głodowa.
A jak było z tym strajkiem?
Zszedłem do piłkarzy i powiedziałem im, na czym stoimy. Wypłaciliśmy im pieniądze, które obiecaliśmy na święta. Nie mogliśmy wcześniej, bo sponsorzy opóźnili wpłaty. Gadanie o strajku byłoby dziecinne.
Kiedy zamierzacie wypłacić piłkarzom zaległe premie meczowe i kontrakty?
Legia nie zbankrutuje, nawet jeśli ITI nie wejdzie. Mamy plan awaryjny. 9 lutego spotkam się z piłkarzami. Ustalimy, w jaki sposób zaczniemy spłacać zaległości. Potrwa to długo i oni muszą się z tym liczyć. Mamy długi, ale w zeszłym roku zanotowaliśmy 16 mln zł przychodu. Realizujemy plan wyjścia z dołka, w który wpadliśmy jeszcze za czasów Daewoo. To wtedy podpisano wysokie umowy z kilkoma graczami. Piłkarze muszą być cierpliwi. Jeśli komuś to nie odpowiada - droga wolna.
Czy jakiś klub zgłosił się po zawodnika Legii? Podobno byli u was Turcy, którzy chcą Marka Saganowskiego?
Jedyną ofertę zgłosił Szynnik Jarosław. Pytali o Aleksandara Vukovicia, ale on nie chciał jechać do Rosji...
Rozmawiali Artur Szczepanik i Piotr Wołosik
Wywiad
Mam plan awaryjny
środa, 21 stycznia 2004 18:33
Edward Trylnikźródło: Fakt