- Kiedy przeprowadza się pan na stałe do Hanoweru?
Stanko Svitlica: W niedzielę lub poniedziałek. Wszystko zależy od firmy, która przewiezie nasze osobiste rzeczy. Wtedy wyjadę już z żoną i dzieckiem.
- A ciągle pan powtarzał, że kocha Legię nad życie. A jednak ją pan porzucił.
- Nadal ją kocham. Ten klub uczynił mnie tym, kim jestem. Będę mu wdzięczny. Tak jak i kibicom Legii, najlepszym na świecie. Musiałem odejść. Klub jest w złej sytuacji finansowej. Za pieniądze, które wpłyną z mojego transferu, koledzy dostaną zaległe wypłaty. Przejście do Hannoveru 96 daje mi nie tylko szansę na poprawę warunków życia, ale również na rozwój sportowy.
- Pan podobno wolał ligę hiszpańską...
- Tamtejszy futbol mi się najbardziej podoba. Niedawno miałem propozycję z Espanyolu. Niestety zaproponowano mi nie najlepsze warunki i zrezygnowałem.
- Legia też proponowała nowy, wysoki kontrakt.
- Miałem go podpisać kosztem kolegów? Przecież, gdybym ja dostał większe pieniądze, to zabrakłoby ich na wypłacenie zaległości.
- W Legii miał pan zagwarantowane miejsce w podstawowej jedenastce.
- Nie boję się walki. Wiem, na co mnie stać, i dlatego zdecydowałem się na grę w Bundeslidze. Konkurencja w klubie z Hanoweru będzie większa. Ale jestem optymistą.
- Na jak długo związał się pan z niemieckim klubem?
- Na półtora roku. Jeśli wszystko będzie się układało dobrze, to mogę kontrakt przedłużyć. W każdym razie tak sobie zaplanowałem, że z Hanoweru wrócę do Legii.
- Poznał pan już kolegów z Hannover 96?
- Widziałem się tylko z moim rodakiem Nebojsą Krupnikoviciem. Na spotkanie z innymi zabrakło czasu. Poniedziałek to był chyba najbardziej szalony dzień w moim życiu. O 4 rano wyleciałem z Cypru do Niemiec. W Hanowerze prosto z lotniska zabrali mnie na badania lekarskie. Potem miałem rozmowę z kierownictwem klubu, po którym odbyła się prezentacja dla dziennikarzy. A wieczorem wsiadłem w samolot i poleciałem do Warszawy.
Rozmawiał Kazimierz Marcinek
Wywiad
Zwariowane dni
środa, 4 lutego 2004 09:27
Stanko Svitlicaźródło: Super Express