Nie było nowego otwarcia z nowym trenerem. W swoim pierwszym spotkaniu w nowym roku gracze Marka Papszuna ulegli u siebie Koronie Kielce 1-2, przez co nie poprawili swojej beznadziejnej sytuacji w tabeli. Dwa gole dla gości strzelił Mariusz Stępiński, który zimą został sprowadzony do klubu i potwierdził, że znajduje się w idealnej formie. Honorowe trafienie dla "Wojskowych" zdobył z rzutu karnego Bartosz Kapustka.
Pierwsze minuty nie porywały. Obydwie drużyny musiały zapoznać się z trudnymi warunkami atmosferycznymi, dlatego brakowało jakichkolwiek ciekawych akcji. W 10. minucie wreszcie po raz pierwszy do wysiłku zmuszony został Xavier Dziekoński, który udanie odbił mocną próbę Milety Rajovicia. Niebawem ładnie na skrzydle zaprezentował się Wahan Biczachczjan. Pomocnik dał sobie radę z jednym z obrońców, dośrodkował w szesnastkę, gdzie niestety uprzedzony został Kacper Urbański. Pomimo optycznej przewagi w 23. minucie to niespodziewanie Korona wyszła na prowadzenie. Po bardzo dobrym dośrodkowaniu z głębi pola od Tamara Svetlina najlepiej w polu karnym odnalazł się Mariusz Stępiński, który głową pokonał Kacpra Tobiasza. Napastnik tym samym znakomicie przywitał się z polską ligą po kilkuletniej nieobecności. Kilka minut potem mogło być 2-0, ale na szczęście przyjezdni pogubili się w finalnym momencie jednej z kontr.
Legia starała się doprowadzić do remisu, lecz niewiele z tego wynikało. Gospodarze byli w ataku bardzo nieporadni. Kilka minut przed końcem pierwszej połowy los się do nich uśmiechnął. Po dalekim podaniu od Tobiasza futbolówkę przejął Arkadiusz Reca, który wygrał walkę o piłkę z Dziekońskim. Golkiper Korony zachował się nierozważnie i sfaulował obrońcę Legii. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na jedenasty metr. Do wykonania rzutu karnego podszedł Rajović. Duńczyk strzelił jednak fatalnie i ostatecznie przegrał pojedynek z Dziekońskim, który dodatkowo udanie zachował się przy dobitce napastnika Legii. Chwilę potem po rzucie rożnym jeszcze walkę w powietrzu wygrał Artur Jędrzejczyk, lecz i tym razem dobrze ustawiony był bramkarz przeciwników. Niestety, wobec zmarnowanych okazji warszawskiego klubu wynik do przerwy nie uległ już zmianie i do szatni obydwie drużyny zeszły przy skromnym prowadzeniu 0-1. Ten rezultat był dla "Wojskowych" olbrzymim rozczarowaniem i niestety potwierdzał, że przez przerwę zimową nie można całkowicie odmienić gry drużyny.








