Remis to za mało
Tylko remisem zakończyła się piątkowa wyprawa Legii do Radomia. Wynik meczu został ustalony już w pierwszych dziesięciu minutach, kiedy do siatki trafili Maurides i Radovan Pankov. Jeden zdobyty punkt to zdecydowanie zbyt mało, jak na obecnie tragiczne położenie legionistów w tabeli.
Już po pierwszych minutach Radomiak wyszedł na prowadzenie. Gospodarze szybko zyskali rzut rożny, a po dośrodkowaniu Rafała Wolskiego bramkarza stołecznego klubu głową z bliska pokonał Maurides. To był zimny prysznic dla legionistów, którzy niemal od samego początku musieli gonić wynik. Na całe szczęście podopieczni Marka Papszuna nie załamali się tylko od razu ruszyli do odrabiania strat. Już w 7. minucie do remisu doprowadził Radovan Pankov. Serb idealnie odnalazł się w polu karnym po wrzutce z rzutu różnego i głową pokonał golkipera Radomiaka.
Cztery minuty później kolejna akcja Legii. Dalekie podanie do uciekającego Milety Rajovicia, ten oddał bardzo mocne uderzenie, z którym poradził sobie Filip Majchrowicz. Pierwszy kwadrans upłynął pod dyktando Legii, chociaż to ona musiała gonić wynik niemal od razu po rozpoczęciu spotkania. Radomiak miał spore problemy z przedostaniem się w szesnastkę przeciwników.
W 27. minucie z dobrej strony pokazał się Rafał Adamski. Napastnik Legii doskonale wyszedł do prostopadłego z głębi pola, ale niestety z jego mocnym strzałem z półwoleja dobrze poradził sobie bramkarz. Następnie z boiska wiało nudą. Nie działo się niemal nic wartego odnotowania. Dopiero niedługo przed przerwą dobrą szansę miał Wahan Biczachczjan. Ormianin huknął ile sił w nodze ku bliższemu słupkowi, jednak niestety nieco się pomylił. Za moment ponownie okazja dla Legii. Adamski dobrze strzelił zza pola karnego, ale bardzo dobrze interweniował Majchrowicz i goście zyskali tylko rzut różny.
W samej końcówce jeszcze dwie dobre okazje dla Legii. Najpierw minimalnie przestrzelił z dystansu Juergen Elitim, a niebawem Adamski trafił wprost w ręce bramkarza Radomiaka. Tym samym stało się pewne, że do końca pierwszej połowy wynik nie ulegnie już zmianie i zespoły zejdą do szatni przy remisie.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy był spokojny. Żadna z drużyn nie stworzyła sobie okazji, aby wyjść na prowadzenie. Legia miała optyczną przewagę, lecz niewiele z tego wynikało.
W 65. minucie na murawie po wielu miesiącach przerwy pojawił się Jean-Pierre Nsame. Kameruńczyk wszedł w miejsce Milety Rajovicia i miał za zadanie rozruszać ofensywne akcje Legii. Mimo wszystko nie zmieniło to zbyt wiele. Z "Wojskowych" uchodziło powietrze z każdą kolejną minutą, a przecież trzy punkty były im tego dnia niezwykle potrzebne.
Siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry Radomiak był o krok od gola. Po uderzeniu z dystansu Elvesa Baldé piłka trafiła w słupek. Legia miała ogrom szczęścia w tej sytuacji. Stołeczny klub odpowiedział już za chwilę. Akcja Adamskiego, podanie do Nsame i wydawało się, że napastnik musi skierować futbolówkę do siatki, jednak znakomicie po raz kolejny zaprezentował się bramkarz gospodarzy... Do końcowego gwizdka sędziego wynik nie uległ już zmianie i niestety z Radomia Legia przywiozła tylko jeden punkt.













