Legia Warszawa po trzech kolejkach ma siedem punktów i pozostaje bez porażki. Start sezonu wygląda dobrze, ale druga połowa ostatniego spotkania z Koroną pozostawiła spory niedosyt. Marek Papszun jasno określił najbliższy cel - zwycięstwo z Radomiakiem ma dać jego drużynie dziesięć punktów po czterech ligowych meczach.
Siedem punktów i... niedosyt
Trudno narzekać na dorobek punktowy Legii na starcie sezonu. "Wojskowi" rozpoczęli rozgrywki od wyjazdowego zwycięstwa 1-0 z Pogonią Szczecin, później pokonali przy Łazienkowskiej Zagłębie Lubin 3-1, a przed tygodniem zremisowali w Kielcach z Koroną 1-1. Siedem punktów na dziewięć możliwych to solidna zaliczka. Szczególnie wtedy tak będziemy na to patrzeć, kiedy nadal będziemy mieli w pamięci rezultaty osiągane w poprzednim sezonie. Przed tygodniem legioniści zanotowali pierwsze stracone punkty, lecz to nie sam wynik ostatniego spotkania był jednak największym problemem.
Legia prowadziła po golu Łukasza Zjawińskiego, ale po przerwie inicjatywę przejęła Korona. Zespół Marka Papszuna nie oddał w drugiej połowie ani jednego strzału, miał problemy z przedostaniem się pod pole karne przeciwnika, któremu ostatecznie pozwolił wyrównać stan rywalizacji. Po zakończeniu meczu trener Legii nie krył swojego niezadowolenia i przyznał, że jego drużyna po zmianie stron oddała inicjatywę i miała problemy zarówno w posiadaniu piłki, jak i w kreowaniu sytuacji. Jednocześnie przypomniał o celu, jaki sztab postawił zespołowi na pierwsze cztery kolejki.
- Jesteśmy niepocieszeni wynikiem, bo prowadziliśmy i powinniśmy dowieźć zwycięstwo. Nie zrobiliśmy tego i wracamy z jednym punktem. Gdy wyjazd zaczyna się od strzelenia bramki, będąc już dojrzałym zespołem, trzeba taki mecz wygrać - powiedział Papszun. - Założyliśmy sobie, że jeśli w czterech pierwszych spotkaniach będziemy mieli 10 punktów, to będzie bardzo dobry start i taki cel próbujemy zrealizować - dodał szkoleniowiec.
Legia pozostaje niepokonana i na razie do jej formy nie można przesadnie się przyczepić. Spotkanie z Radomiakiem pokaże jednak, czy słabsza druga połowa w Kielcach była jedynie wypadkiem przy pracy.
Zjawiński wykorzystuje swoją szansę
Jedną z pozytywnych postaci początku sezonu jest Łukasz Zjawiński. Napastnik rozpoczął w podstawowym składzie wszystkie trzy ligowe mecze, a w dwóch ostatnich wpisywał się na listę strzelców. Najpierw trafił przeciwko Zagłębiu Lubin, a później dał Legii prowadzenie w Kielcach. Oba gole padły głową po zagraniach z prawej strony boiska. Z Zagłębiem dośrodkowywał Paweł Wszołek, natomiast przeciwko Koronie piłkę w pole karne posłał Kamil Piątkowski. Dwa trafienia to jeszcze zbyt mało, by mówić o trwałym schemacie rozgrywania akcji Legii w ofensywie, ale sam początek Zjawińskiego jest bardzo konkretny. Sumarycznie piłkarz, który jeszcze niedawno biegał po pierwszoligowych boiskach, zdobył dwie z pięciu bramek Legii w tym sezonie.
Sytuacja w ofensywie nie jest jednak cały czas do końca wyklarowana. Mileta Rajović rozpoczął dwa pierwsze spotkania w podstawowej jedenastce, ale w Kielcach jego miejsce od pierwszej minuty zajął Rafał Adamski. Ten już wcześniej wrócił po drobnej kontuzji, wszedł z ławki przeciwko Zagłębiu i zdobył gola ustalającego wynik na 3-1. Widać więc, że rywalizacja pomiędzy tymi trzema zawodnikami jest niezwykle zacięta. Co więcej, konkurencję tę dodatkowo wzmocnił jeszcze Jan Kuchta, który we wtorek odbył pierwszy trening z drużyną. Już podczas tych zajęć Czech pokazał, że nie będzie potrzebował wiele czasu na aklimatyzację, popisując się kilkukrotnie bardzo udanymi zagraniami. Niewykluczone, że Kuchta już w piątek dostąpi okazji debiutu.
- Dobry piłkarz odnajdzie się w każdej strategii. W mojej koncepcji każdy wartościowy zawodnik dostanie szansę, a za takiego uważam Jana Kuchtę. To kompleksowy i bardzo doświadczony napastnik. Czy zafunkcjonuje w Legii? Składa się na to wiele elementów, ale jego profil wskazuje, że tak może być – choć jak zawsze wszystko zweryfikuje boisko.
Nadzieję na swój debiut ma również Michal Ševčík, który potrzebował przyzwyczaić się do intensywności gry w Polsce. Do tej pory środkowy pomocnik jeszcze nie zadebiutował, jednak Papszun chwali go za profesjonalne podejście i coraz lepszą postawę na treningach.

Przebudowa
Najbliższy rywal Legii rozpoczął sezon znacznie gorzej. Radomiak ma trzy punkty po trzech kolejkach. Na inaugurację pokonał Wieczystą Kraków 2-1, ale później dwukrotnie przegrywał 1-3 - najpierw z GKS-em Katowice, a następnie z Górnikiem Zabrze. Latem w Radomiu zmieniło się bardzo dużo. Drużynę przejął Tomasz Kaczmarek, a jeszcze w drugiej połowie lipca lokalne media wyliczały aż siedemnaście zmian personalnych w zespole. Mimo tak dużej przebudowy trener szybko stworzył podstawowy rdzeń - dziewięciu zawodników rozpoczynało wszystkie trzy ligowe mecze w wyjściowym składzie.
Kaczmarek chce, żeby Radomiak grał intensywnie, odważnie z piłką i agresywnie reagował bez niej. Na razie sam trener przyznaje jednak, że wdrażanie nowych zasad nie przebiega bez problemów. Podkreślił to przed, jak i po przegranym spotkaniu z Górnikiem Zabrze.
- Słabo prezentowaliśmy się bez piłki, brakowało pressingu – oceniał. - Nasze zasady są w pressingu strefowym nowe. Jeszcze musimy się tego uczyć - twierdzi Kaczmarek.
Po ostatniej kolejce Kaczmarek zwrócił również uwagę na przygotowanie zespołu do gry z wysoką intensywnością i przyznał, że nie wszyscy jego zawodnicy byli gotowi na pełne 90 minut w tempie, którego oczekuje. Na razie widać to również w liczbach. Radomiak stracił siedem bramek w trzech pierwszych kolejkach, z czego pięć po przerwie. Widać więc, że przynajmniej na początku sezonu, piłkarze z Radomia mają problemy w drugich odsłonach, co na pewno jest cenną informacją dla Legii i Marka Papszuna. Drużyny trenera słyną bowiem z tego, że zawsze grają do ostatniej minuty i często strzelały gole w samych końcówkach meczów.
Znajome twarze
W składzie Radomiaka nie brakuje zawodników dobrze znanych kibicom Legii. Najbardziej oczywistym przykładem jest Luquinhas, który reprezentował warszawski klub dwukrotnie. Brazylijczyk od początku obecnego sezonu regularnie znajduje się w pierwszym składzie zespołu z Radomia. Legijną przeszłość ma także oczywiście Rafał Wolski. W pierwszej drużynie stołecznego klubu rozegrał 38 spotkań, zdobył osiem bramek i sięgnął po dwa Puchary Polski. Obecnie pozostaje jednym z podstawowych zawodników Radomiaka, a w ostatnim meczu z Górnikiem zdobył bramkę z rzutu karnego. Trzecim zawodnikiem z przeszłością przy Łazienkowskiej jest Jan Grzesik. Występował w zespołach młodzieżowych i rezerwach Legii, choć nigdy nie zadebiutował w jej pierwszej drużynie. Ten sezon rozpoczął dobrze - przeciwko Wieczystej zanotował gola i udział w akcji bramkowej Roberto Alvesa.
Raz na wozie, raz pod wozem
Ostatnie oficjalne spotkanie obu zespołów zakończyło się remisem 1-1 w Radomiu. Wówczas gospodarze objęli prowadzenie już w 2. minucie po golu Mauridesa, a pięć minut później wyrównał Radovan Pankov. Jesienią 2025 roku przy Łazienkowskiej Legia wygrała z Radomiakiem 4-1. W pięciu ostatnich ligowych meczach między tymi zespołami padły jednak bardzo różne wyniki - od zwycięstw Legii 4-1 po wygrane Radomiaka 3-0 i 3-1.
Latem oba zespoły spotkały się jeszcze w sparingu, który Legia wygrała 3-1. Ten rezultat ma jednak ograniczoną wartość przed piątkowym meczem, bo po przerwie Radomiak dokonał niemal całkowitej wymiany składu, a Legia właśnie wtedy zdobyła wszystkie trzy bramki. Znacznie więcej mówi więc obecna sytuacja obu drużyn. Legia chce po remisie w Kielcach wrócić do zwycięstw i zamknąć pierwsze cztery kolejki z dziesięcioma punktami. Radomiak przyjedzie do Warszawy jako drużyna mocno przebudowana, która wciąż uczy się zasad nowego trenera i ma za sobą dwie kolejne porażki.
Gdzie obejrzeć?
Spotkanie 4. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Legią Warszawa a Radomiakiem Radom odbędzie się w piątek, 14 sierpnia o godzinie 20:30 na Łazienkowskiej. Transmisję ze spotkania przeprowadzą stacje Canal+ Sport 3, Canal+ Sport 4 i Canal+ 4K Ultra HD. Zapraszamy do śledzenia naszej tekstowej RELACJI L!VE, a także do czytania wszystkich materiałów pomeczowych.
Przewidywany skład
Zapraszamy do korzystania z aplikacji 11.legionisci.com, w której możecie ustawić własną jedenastkę Legii i podzielić się nią ze znajomymi w socialmediach oraz w komentarzach pod artykułami. Wystarczy wkleić wygenerowany link. Zapraszamy do wspólnej zabawy.



