W piątkowy wieczór Legia Warszawa rozegrała przy Łazienkowskiej niezapomniany koncert. Legioniści w ramach 4. kolejki Ekstraklasy rozbili Radomiaka Radom aż 5-0. "Wojskowi" od początku meczu narzucili swoje tempo, zdominowali rywali, zmuszali ich do popełniania błędów, które skrzętnie wykorzystywali. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy graczom Legii po pierwszym ligowym zwycięstwie różnicą minimum pięciu bramek od prawie 7 lat.
Plusy i minusy po meczu z Radomiakiem
Bartosz Kapustka - Kapitan Legii po raz pierwszy w tym sezonie w pełni wywiązał się z roli lidera. Zagrał tak, jak od głównodowodzącego akcjami zespołu można byłoby oczekiwać. Jego występ był pełen polotu, z agresją, odwagą i przede wszystkim zaangażowaniem. Kapustki było dużo na całej szerokości i długości boiska, wspomagał zespół w każdym elemencie gry - zarówno w kwestiach defensywnych, asekuracji, rozgrywaniu piłki, jak i pod bramką rywali. Bez piłki był walczakiem, naciskał na rywali, asekurował środkową tercję boiska, dzięki czemu zanotował 5 udanych odbiorów oraz 2 skuteczne wślizgi. Jeden z jego doskoków i przechwytów przy polu karnym gości był kluczowy przy trzecim trafieniu legionistów w tym meczu. Cechowała go śmiałość, na którą czekali kibice Legii. Nie uciekał się do najprostszych rozwiązań, szukał partnerów ustawionych w defensywie i przy każdej sposobności starał się napędzać ataki zespołu, co potwierdzają m.in. 3 kluczowe podania wykonane przez pomocnika. Czuł się w tym meczu po prostu dobrze, a objawiało się to również w licznych wejściach w pojedynki z rywalami - miał ich w tym spotkaniu łącznie 14, z czego ponad połowa była udana - a także w próbach dryblingu, które dwukrotnie były skuteczne. Wspomniane zdecydowanie, chęć wpłynięcia na wynik i po prostu dobra, szybka decyzyjność poskutkowały licznymi strzałami z dystansu, które w dwóch przypadkach wpadły do siatki Radomiaka. Zarówno w 44., jak i 51. minucie Kapustka skorzystał z wolnej przestrzeni, nie potrzebował dużo czasu, by oddać strzał. Co ciekawe, pomocnik jednego gola zdobył lewą, a drugiego prawą nogą, czym też udowodnił swoją wszechstronność. Przede wszystkim to właśnie odwaga oraz odpowiednie wykorzystanie umiejętności piłkarskich cechowały jego występ i pozwoliły Legii zdominować rywali oraz w dużym stopniu przyczyniły się do wysokiego zwycięstwa.
Rafał Augustyniak - Przemiana stopera na początku tego sezonu jest naprawdę niesamowita. Stał się trzonem zespołu, ostoją defensywy i przede wszystkim oazą spokoju. Udało mu się ustabilizować formę na naprawdę wysokim poziomie, a z meczu na mecz wręcz podnosi poprzeczkę coraz wyżej. Jego występ przeciwko Radomiakowi był praktycznie bezbłędny. W defensywie Augustyniak był nie do przejścia. Z łatwością odczytywał zamiary przeciwników w kontratakach, a z jeszcze większą prostotą neutralizował je i nie pozwalał graczom Radomiaka przedrzeć się pod bramkę. Udało mu się przez to zanotować 5 skutecznych odbiorów i przechwytów, dwukrotnie dobrze reagował wślizgami, a także wygrał 8 ze wszystkich 15 pojedynków z przeciwnikami. Po prostu radził sobie z graczami Radomiaka jak chciał, rozstawiał ich po kątach. Największy progres poczynił jednak przy wyprowadzeniu piłki. Jego podania miały 90-procentową skuteczność. Potrafił również odnaleźć się w polu karnym przeciwników. W 10. minucie przy dośrodkowaniu z rzutu wolnego okleił się od krycia i jako pierwszy dopadł do piłki odbitej przez golkipera po strzale Łukasza Zjawińskiego, wbijając ją pewnie do siatki. Dzięki temu, choć z opóźnieniem i po wideoweryfikacji, mógł się cieszyć ze swojego pierwszego trafienia w tym sezonie. Kolejną bramkę mógł dołożyć w 47. minucie, gdy ponownie uciekł rywalowi, niepilnowany doskoczył do dośrodkowania z rzutu rożnego na bliższym słupku, jednak głową skierował piłkę tylko w boczną siatkę. Dla Augustyniaka był to 100. ligowy występ w barwach Legii i być może jeden z najlepszych.
Paweł Wszołek - Po wręcz fatalnym występie w Kielcach, przeciwko Radomiakowi prawy wahadłowy odkupił swoje winy z nawiązką. Wykazywał się dużą aktywnością, chętnie podłączał się do ofensywy i właściwie w każdej akcji dawał opcję do rozegrania na prawej stronie boiska. Choć miał lekkie problemy z wykorzystaniem swoich atutów - przegrał większość pojedynków z przeciwnikami, a także nie udało mu się zanotować ani jednego celnego dośrodkowania - nadrabiał te elementy innymi cechami. Przede wszystkim mowa tu o waleczności, aktywności w pressingu i nacisku na przeciwników. To zaowocowało przy trafieniu otwierającym wynik - Wszołek dobrze przesuwał się w pressingu, doskoczył do źle wybitej futbolówki jako pierwszy i zagraniem z pierwszej piłki uruchomił Michala Ševčíka, który zdobył bramkę strzałem z dystansu. W 51. minucie po przejęciu świetnie pociągnął akcję na lewej flance, podaniem po ziemi wyłożył piłkę do niepilnowanego na skraju pola karnego Bartosza Kapustki, notując swoją drugą asystę w tym meczu i już czwarte ostatnie podanie w tym sezonie. Nie odstawał również w grze obronnej. Wszołek dojechał na ten mecz z formą wraz z całym zespołem i pokazał zalążek swojej dobrej dyspozycji, z której go pamiętamy. Został zmieniony w 82. minucie.
Ruben Vinagre - Lewy wahadłowy również miał w tym meczu znacznie więcej swobody i wolnych przestrzeni niż przeciwko Koronie i skrzętnie to wykorzystywał. Z piłką przy nodze potrafił zrobić różnicę, radził sobie z defensorami Radomiaka wręcz z dziecinną prostotą. Widać było, że bawi i cieszy się grą. Dzięki temu prezentował dużo polotu i błyskotliwości. Przede wszystkim jednak był bardzo efektywny. Aż 80% ze wszystkich jego 5 prób dryblingów było udanych, wygrał również 7 z 12 pojedynków naziemnych z przeciwnikami. Ostatecznie 4 z jego 7 centr okazało się skutecznych, ale aż połowa z nich poskutkowała zdobyczą bramkową. Portugalczyk w 10. minucie świetnie dośrodkował z rzutu wolnego na bliższy słupek na głowę Łukasza Zjawińskiego, z którego strzałem poradził sobie bramkarz, jednak z dobitką Rafała Augustyniaka już nie. Siedem minut później Vinagre już zanotował pełnoprawną asystę - po odbiorze otrzymał piłkę na lewej stronie, tuż przy polu karnym, z miejsca przyspieszył atak, pokonując Zie Ouattarę, a miękkim dośrodkowaniem z linii końcowej dograł futbolówkę idealnie na głowę niepilnowanego Rafała Adamskiego. Vinagre po raz pierwszy od dawna pokazał, że potrafi być skuteczny także w defensywie. Wielokrotnie udanie wracał na własną połowę, przerywał ataki gości, notując łącznie aż 9 odbiorów i przechwytów, a szczególnie dwa ofiarne wślizgi w drugiej połowie były oklaskiwane przez kibiców przy Łazienkowskiej.
Rafał Adamski - To był występ, jakiego od napastnika o takiej charakterystyce się oczekuje - praca bez piłki i skuteczność w polu karnym przeciwników. Atakujący nie był szczególnie zaangażowany w budowanie akcji, bo po prostu nie musiał. Skupiał się na szukaniu dla siebie miejsca w "szesnastce" Radomiaka i sytuacji bramkowych. Jego zachowanie zaowocowało już w 17. minucie. Adamski zauważył dużo wolnej przestrzeni między defensorami gości, zbiegł do niej z boku pola karnego i idealnym strzałem głową wykorzystał dośrodkowanie Rubena Vinagre, zdobywając swoją drugą bramkę w tym sezonie. Trzeba przyznać, że zarówno jego zachowanie w tej sytuacji, jak i samo wykończenie było po prostu perfekcyjne. Poza tym wykonywał tytaniczną pracę, gdy w posiadaniu piłki byli gracze Radomiaka. Był jednym z najaktywniejszych zawodników w pressingu. Prezentował dużą chęć do gry, waleczność, a także skuteczność w pojedynkach z przeciwnikami. Adamski po prostu zrobił w tym meczu to, co do niego należało. Zszedł z boiska w 56. minucie.
Michal Ševčík - Dla Czecha, który dzień przed meczem obchodził 24. urodziny, był to debiutancki mecz w barwach stołecznego zespołu. Od pierwszych minut było widać, że chce się pokazać z jak najlepszej strony i udowodnić, że zasługuje na miejsce w pierwszej jedenastce. Biegał za dwóch, aktywnie naciskał na przeciwników i starał się jak najszybciej odzyskiwać futbolówkę, co udało mu się łącznie aż 6 razy. Z piłką przy nodze pokazywał dużą odwagę, spokój, kreatywność i pewność siebie. 7 minut od rozpoczęcia meczu Czech przyjęciem obrócił się w kierunku bramki, przyspieszeniem ograł jednego z defensorów Radomiaka, a to wszystko wykończył dość mocnym, kontrującym strzałem lewą nogą, którym "przełamał" dłonie interweniującego bramkarza. Dla Ševčíka było to tym samym premierowe trafienie dla warszawskiego klubu. Czech pokazał się z pozytywnej strony, był bardzo zaangażowany i pomocny dla zespołu w wielu elementach gry, a zdobyta bramka tylko podwyższa jego ocenę. Zakończył swój występ po pierwszej połowie.
Kamil Piątkowski - To był po prostu kolejny pewny występ w wykonaniu Piątkowskiego. W zadaniach obronnych nie można przypisać mu żadnego błędu. Gracze Radomiaka na jego stronie nie mogli rozwinąć skrzydeł, byli momentalnie neutralizowani, a defensor w swoich poczynaniach obronnych wykazywał się dużym spokojem, rozwagą i pewnością. Zakończył mecz z 8 udanymi odbiorami i przechwytami, zanotował także stuprocentową skuteczność wślizgów. Reagował również najlepiej przy dograniach gości na pole karne, wykazując się 5 skutecznymi wybiciami piłki. Przeciwnicy mieli naprawdę ciężkie zadanie, by pokonać defensora, któremu ostatecznie udało się zachować 50-procentową skuteczność w starciach z nimi. Trochę rzadziej pokazywał się pod polem karnym przeciwników, co nie znaczy jednak, że nie brał udziału w budowaniu ataków zespołu. Tradycyjnie był aktywny w elemencie rozgrywania, szukał piłki i próbował przyspieszać akcje na prawej flance. Piątkowski od początku sezonu przyzwyczaił do pewnych, aktywnych i skutecznych występów, a przeciwko Radomiakowi nie było inaczej.
Robert Deziel Jr. - Amerykanin w świetnym stylu dopełnił trio defensywne, jednak wyróżnił się również w innym elemencie gry. W grze obronnej jednak emanował pewnością, skutecznością i opanowaniem. W zasadzie zamknął lewą flankę przed szybkimi atakami i nie pozwalał gościom rozwinąć skrzydeł. Przede wszystkim w dużej mierze udało mu się zneutralizować jednego z najlepszych zawodników Radomiaka w tym sezonie, czyli Jana Grzesika, który przegrywał znaczną część pojedynków. Wyłączenie go z gry dało Legii dużo spokoju w defensywie. Po raz kolejny zaimponował w kwestii wyprowadzenia piłki i pomocy przy rozegraniu akcji. Deziel ochoczo brał udział w budowaniu ataków własnego zespołu i pokazał bardzo dużo opanowania i pewności. Przy ponad 50 wykonanych podaniach Deziel zanotował dokładnie 94-procentową skuteczność, dokładając do tego aż 19 przeniesień i przede wszystkim tracąc posiadanie jedynie 4 razy. Defensor wie kiedy uspokoić, a kiedy przyspieszyć grę.
Otto Hindrich - Choć w pierwszej połowie wydawało się, że golkiper w tym meczu nie będzie miał żadnej pracy, to jednak w drugiej części musiał utrzymać czujność. Radomianom udało się oddać dwa celne strzały na jego bramkę, oba z dystansu, przy których Hindrich wykazał się skutecznymi interwencjami. W 55. minucie Luquinhas oddał szybki, sprytny strzał z okolic 30. metra i choć Rumun był na wykroku, udało mu się pewnie go wybronić, a nawet na raty złapać futbolówkę. Zdecydowanie więcej uwagi bramkarz Legii musiał jednak poświecić uderzeniu z rzutu wolnego Rafała Wolskiego z 63. minuty. Pomocnikowi Radomiaka udało się ominąć mur ustawiony przez legionistów, a piłka po jego uderzeniu odkręcała się bliżej słupka, od którego Hindrich był odsunięty, jednak reprezentant Rumunii zdołał postawić krok do boku i odbijając piłkę, uratować zespół przed stratą bramki. Hindrich zachował czyste konto po raz drugi w tym sezonie.
Łukasz Zjawiński - Trzeba powiedzieć, że napastnik ze wszystkich zawodników ofensywnych Legii w tym meczu był najbardziej skryty, miał najmniejszy wpływ na grę zespołu i końcowy wynik. Trochę wyglądało to tak, jakby nie potrafił do końca odnaleźć swojego miejsca na boisku, dostosować się tego dnia do reszty partnerów z zespołu. W 10. minucie zbiegł na bliższy słupek i strzałem głową próbował wykończyć dośrodkowanie z rzutu wolnego Rubena Vinagre, lecz trafił prosto w bramkarza, który jednak odbił piłkę przed siebie i doprowadził do skutecznej dobitki Rafał Augustyniaka. Poza tym jednak Zjawiński nie był w stanie pokazać się do dogodnej sytuacji. Miał problemy w elemencie rozgrywania akcji, wielokrotnie jego nieskuteczne odegrania niweczyły akcje zespołu, a ostatecznie zanotował zaledwie 44% skuteczności podań na połowie Radomiaka. Nie wszystko w jego grze było jednak złe. Bardzo ciężko pracował w pressingu i skutecznie dopełniał nacisk na rywala reszty zespołu. Był bardzo skuteczny w walce o górne piłki - udało mu się wygrać aż 7 z 9 pojedynków powietrznych z przeciwnikami, nad którymi górował w tym elemencie. Zszedł z murawy w 71. minucie.
Damian Szymański - Pomocnik znowu był w dużej mierze odpowiedzialny za asekurację i destrukcję. Z tych elementów wywiązywał się naprawdę dobrze. Skutecznie ustawiał się przy kontratakach gości i wielokrotnie udawało mu się je przerywać jeszcze w strefie środkowej boiska. Ciężko było przebić się przez niego w drugiej strefie, dzięki czemu zanotował 5 skutecznych odbiorów i wygrał 4 ze wszystkich 7 pojedynków z rywalami. Decydował się również na wyższe podejście w pressingu, doskakiwał do rywali pod ich polem karnym i przyczynił się w tym m.in. przy trzeciej akcji bramkowej legionistów, gdy wspomógł w doskoku Bartosza Kapustkę i wspólnie szybko odzyskali piłkę. W całym obrazie meczu nie było go jednak szczególnie dużo. Z piłką pokazywał się raczej tylko przy linii środkowej, ograniczał się do prostych rozwiązań i nie chciał zbytnio uczestniczyć w budowaniu ataków, szczególnie na części zawodników Radomiaka, gdzie przez cały występ udało mu się oddać tylko 6 celnych podań. Opuścił boisko w 56. minucie.
Zmiennicy
Jakub Żewłakow - Młody ofensywny pomocnik dostał swoją szansę już po przerwie. Żewłakow od początku chciał pokazać swoją gotowość do gry i chęć wpłynięcia na wynik. Już przy pierwszej sposobności, w 46. minucie oddał bardzo mocny strzał z dość dużego dystansu, zmuszając bramkarza do interwencji. Jak przyznał w wypowiedzi pomeczowej, gdyby skierował piłkę nieco do boku, a nie w środek bramki, być może mógłby się cieszyć z pierwszego trafienia w tym sezonie. Chciał grać z dużym polotem, szukał nieszablonowych rozwiązań, jednak nie zawsze mu one wychodziły. Choć ciężko było rozczytać jego zamiary, brakowało mu skuteczności i pewności w swoich próbach, przez co notował sporo strat, niekiedy zupełnie niepotrzebnych. Na plus na pewno należy wymienić jego dwa zagrania - odegranie do Jana Kuchty, po którym strzał Czecha został zablokowany i zgranie piętą za obrońców, które uwolniło na prawej stronie Pawła Wszołka.
Henrique Arreiol - Zmienił na boisku Damiana Szymańskiego i w zasadzie wszedł w jego buty. Skupiał się głównie na asekuracji środka pola, przerywaniu ataków zespołu gości i bezpiecznym przetrzymywaniu piłki w środku pola. Nie angażował się zbytnio w ofensywę, grał zachowawczo, przy czym jednak skutecznie, zarówno w kontekście rozegrania, jak i destrukcji, notując aż 6 udanych przechwytów i odbiorów. Przede wszystkim właśnie nie zanotował żadnej głupiej straty, podania napędzającego rywali, które zdarzały mu się w poprzednich meczach. Dał jakiś sygnał, że może być skutecznym zastępstwem i swobodnie wprowadzić się do gry zespołu.
Jan Kuchta - Czech został wprowadzony na murawę w 56. minucie i zaledwie po czterech dniach pobytu w warszawskim klubie zadebiutował w jego barwach. Widać było, że brakuje mu jeszcze zrozumienia i ogrania z resztą zespołu. Był nieco wyłączony z gry i zagubiony przy rozgrywaniu ataków. Miał jednak pewne przebłyski, jak wspólna akcja z Jakubem Żewłakowem z 86. minuty, gdy pograli na jeden kontakt, a napastnik próbował oddać mocny, techniczny strzał z dystansu, jednak został zablokowany. Jeszcze wcześniej pokazał również, że ma instynkt snajpera. W 62. minucie doskoczył w polu karnym do odbitej piłki przez obrońcę i zdołał uderzyć ją końcówką korka, trafiając jednak wprost w bramkarza. Choć napastnik był w tej sytuacji na pozycji spalonej, dał znak, że szuka futbolówki w polu karnym i potrafi się w nim odnaleźć. Pomagał także aktywnie w pressingu, parokrotnie zmuszając rywali do błędów.
Mileta Rajović - Wszedł na boisko w 71. minucie. W zasadzie nie miał większego wkładu w grę zespołu. Parę razy pokazał się do podań, zanotował kilka celnych odegrań i dobrą skuteczność w pojedynkach powietrznych. W jego repertuarze pojawiło się jednak również kilka niedokładności i głupich strat. W zasadzie zaliczył wejście, z którego nie da się wyciągnąć żadnych wniosków.
Erik Mikanowicz - Białorusin pojawił się na boisku w 82. minucie. Dla 18-letniego wahadłowego był to premierowy występ w barwach pierwszego zespołu Legii. Zagrał jednak zbyt krótko, by go ocenić.
