Legia Warszawa pokonała AS Trencin 1-0 w kolejnym przedsezonowym sparingu po trafieniu Milety Rajovicia z rzutu karnego. Choć gra Wojskowych w ofensywie mogła się podobać, to skuteczność wciąż pozostawia sporo do życzenia. Mecz podsumował trener Marek Papszun.
Papszun: Tworzymy multum sytuacji, brakuje finalizacji
Zrealizowaliśmy cele, ale martwi skuteczność
– Po pierwsze, założyliśmy sobie z drużyną zwycięstwo, a drugie – żeby zagrać na zero z tyłu. Zespół postawił sobie taki cel i zależało nam, aby rozegrać dobry, intensywny mecz. Myślę, że te wszystkie duże cele zrealizowaliśmy. Mecz był bardzo intensywny, przyniósł też agresję, a nawet trochę brutalności ze strony przeciwnika. To dobrze, że zachowaliśmy w tym wszystkim rozsądek, bo w sparingach bywa różnie. Cieszy na pewno gra i bardzo duża liczba sytuacji – ponownie, w drugim meczu z rzędu. Martwiąca jest jednak skuteczność. Nie ma co oszukiwać, że w takim meczu musimy po prostu strzelić kilka bramek. Tutaj musimy przyłożyć się mocniej, skoncentrować i zachować więcej spokoju w sytuacjach podbramkowych. Kiedy nie ma efektów, zawsze pojawia się jakiś problem. Ludzie zarzucali nam, że nie tworzymy sytuacji, a teraz tworzymy ich multum, a gdzieś tam jeszcze mamy problem z samą finalizacją.
Brakuje chłodnej głowy i stabilizacji
– Myślę, że to kwestia okresu przygotowawczego i wszystkiego po trochu. Dochodzą nowi zawodnicy, jak Łukasz Zjawiński, który w poprzednim spotkaniu był bardzo skuteczny, a dzisiaj wręcz przeciwnie – brakuje mu więc jeszcze stabilizacji. Potrzeba też chyba takiego obycia mentalnego i chłodnej głowy. Są w kadrze młodzi zawodnicy, jak Samuel Kovacik, który dzisiaj zmarnował ze trzy sytuacje, więc każdy przypadek jest trochę inny. Cieszy nasza postawa, ale ta kropka nad „i” musi być stawiana częściej. W okresie przygotowawczym chyba każdy ciężko trenuje, więc nie szukałbym tutaj wymówek w obciążeniach. Musimy po prostu lepiej zachować się w tym finalnym momencie. Każdy zawodnik musi znaleźć złoty środek, żeby nam się to zgadzało. Najważniejsze, że wygrywamy – to kolejny taki mecz i o to też chodzi. Ja zawsze mam takie podejście, że mecz piłki nożnej jest po to, żeby wyjść i wygrać. Wyzwaniem na dwa tygodnie przed ligą jest to, aby utrzymać dyspozycję z ostatnich dwóch spotkań i zacząć regularnie strzelać bramki. Widzimy postęp w drużynie. Mimo tego, co się mówi, i faktu, że odejść było bardzo dużo – przez co jest to trochę nowy zespół oparty na pewnych fundamentach – w sparingach wygląda to nieźle. Musimy krok po kroku dokładać kolejne elementy, a weryfikacja i tak nastąpi w lidze.
Zawodnikom pracuje się teraz łatwiej
– Moja praca teraz wygląda podobnie jak zimą, kiedy wchodziłem do zespołu. Drużyna mi zaufała, wierzy w to, co robimy i to cały czas widać. Jeśli chodzi o sam warsztat szkoleniowy, jest podobnie, natomiast myślę, że zawodnikom jest teraz łatwiej. Łatwiej im się trenuje i gra, bo wiedzą, czego się spodziewać i jakie są wymagania. Ta strategia i oczekiwania są bardzo precyzyjne. Piłkarze zaufali tym zasadom, chcą je realizować i o to chodzi – bo bez zaufania i wiary pracuje się o wiele ciężej. Dzisiaj widać, że zespół poszedł za tą ideą i sam jestem ciekawy, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli w tym sezonie będzie stabilizacja, to znaczy, że będzie wynik. Jak nie będzie wyników, to będzie zmiana trenera – tak trzeba na to patrzeć. Ja wierzę w tę drużynę i w tych chłopaków. Jest tu sporo młodzieży, dajemy im szansę i grają w każdym sparingu. Jeśli będą gotowi, będą wchodzić do składu – choć wiadomo, że każdy zawodnik potrzebuje innego czasu. Pracuję w Legii Warszawa dopiero pół roku, a już zobaczyliśmy transfer Janka Leszczyńskiego oraz codzienny postęp zawodników, którzy niedawno debiutowali. To idzie niesamowicie szybko dzięki ich talentowi i chęciom, bo zaangażowanie tych chłopaków jest ogromne. Wierzę, że z zawodnikami, których dopiero poznaję – wracającymi z wypożyczeń czy dołączającymi z Akademii – będzie podobnie i szybko wejdą do rywalizacji.
Raport zdrowotny: Brutalne wejście w Colaka
– Jeśli chodzi o nieobecnych, to Zoran Arsenić i Wojtek Urbański nie grali dzisiaj i to były nasze główne osłabienia. U Antonio Colaka wejście bramkarza rywali w ostatnim sparingu było dość brutalne. To są właśnie te „pseudo-uroki” meczów towarzyskich, że nie ma w nich poważnych kar i zawodnicy niektórych drużyn pozwalają sobie na zbyt wiele. Antonio ma pęknięcie kości jarzmowej. Nie wiem jeszcze, czy to pójdzie w kierunku operacji. Na szczęście nie jest to aż tak poważny problem, mimo że z boku wyglądało to bardzo źle. Z kolei w przypadku Arsenicia i Urbańskiego dzisiejsza absencja miała charakter prewencyjny. Na poziomie dzisiejszej diagnostyki nic tam nie ma, ale przy takich urazach nie wiadomo, w którym kierunku to pójdzie. Predykcja jest taka, że potrwa to 3-5 dni i zobaczymy, czy po tym czasie wrócą do zajęć. Na dzień dzisiejszy ocena jest taka, że to nic poważnego.
Transfery i motywacja
– Jeśli chodzi o wzmocnienia, to pewne tematy są w toku i chciałbym, aby do tych finalizacji pomału dochodziło. Myślę, że czegoś w kwestii nowego środkowego pomocnika możemy się w najbliższych dniach czy tygodniach spodziewać. Czy liczę się z odejściem kolejnych kluczowych graczy, jak Adamski, Hindrich czy Kamil Piątkowski? Uśmiecham się, bo tak naprawdę nie wiem, czego się dzisiaj spodziewać. To normalne – w każdym polskim klubie trener musi się liczyć z tym, że przyjdzie oferta nie do odrzucenia. Tak było w przypadku Janka Leszczyńskiego. Trudno to zahamować. Taki transfer otwiera też szersze możliwości przed samym zawodnikiem. Klub musi patrzeć na stronę ekonomiczną, ale trzeba też brać pod uwagę ambicje piłkarza. Jeśli wszystko zgadza się klubowi i zawodnikowi, to ja to akceptuję. Oczywiście jako trener chciałbym, żeby kadra była stabilna, bym mógł pracować z tymi ludźmi dłużej i korzystać z tego, co już wypracowaliśmy. Nasza kadra była odrobinę za szeroka, ale w momencie, gdy się ustabilizuje, ta ciągłość będzie nam bardzo potrzebna. Słyszałem wypowiedź Rafała Augustyniaka, którego motywuje to, że w mediach mówi się o słabszej Legii. Ja osobiście nie żyję już motywacją zewnętrzną, mediami i tym, co się dzieje wokół. Mam bardzo dużą motywację wewnętrzną, więc nie potrzebuję bodźców z zewnątrz. Na moim poziomie nic się pod tym względem nie zmieniło. Wierzę w to, co robimy, i wierzę w swoją pracę. Ona zawsze przyniosła efekty i wierzę, że tym razem będzie tak samo. Przed sezonem to normalne – są wakacje, kadry się składają, ludzie wyrokują, jak mogą wyglądać rozgrywki. To część piłki. Dziennikarze i komentatorzy są od tego, żeby wybiegać w przyszłość i klarować rzeczywistość. Ja się skupiam na codzienności – mam po prostu inną robotę do wykonania.
Mundial na marginesie
– Czy oglądam Mundial? Czasu oczywiście nie ma za dużo, a pory meczów są dla mnie wręcz miażdżące, bo z reguły o tej porze już śpię. Staram się jednak odtwarzać skróty. Dzisiaj oglądałem highlights z meczu Francji z Marokiem i widziałem, że Marokańczycy zostali zmiażdżeni. Nie mam swojego faworyta na tym turnieju. Przyznam szczerze, że żyję Legią Warszawa znacznie bardziej niż tymi mistrzostwami. Gdyby grali Polacy, na pewno byłoby inaczej. Nie ma nas tam, więc nikomu specjalnie nie kibicuję – a moi osobiści faworyci, czyli Japończycy, już odpadli.
Nowe przepisy? Niektóre są po prostu nieżyciowe
– Jeśli chodzi o testowane nowinki w przepisach, w tym te dotyczące przerw na nawodnienie czy natychmiastowego schodzenia z boiska przez kontuzjowanego gracza oraz urazów bramkarzy – trzeba to wszystko jakoś mądrze zebrać w całość. Prosiłem już kierownika Pawła Feliciaka, żeby przygotował dla nas pełne zestawienie tych regulacji. Oczywiście na ten moment widać, że część z nich nie będzie miała większego sensu. Dla przykładu, przepis o aucie i odliczaniu czasu przy jego wykonywaniu jest całkowicie niefunkcjonalny. Przecież przy wyrzucie z autu trzeba się odpowiednio ustawić na pozycjach. To jest sytuacja analogiczna do rzutu rożnego – takie restrykcje czasowe nie dają w ogóle przestrzeni na zbudowanie właściwej struktury zespołu. Dlatego uważam, że to rozwiązanie nie jest życiowe. Zupełnie inaczej patrzę natomiast na przepisy mające na celu ogólne przyspieszanie gry – te jak najbardziej oceniam na plus.
Intensywność jak w eliminacjach europejskich pucharów
– Słyszałem, jak w przerwie trener Wasiluk motywował i rozgrzewał wchodzących zawodników, zapowiadając im szalone tempo. Na ile intensywna jest już moja Legia? Myślę, że dokładnie na tyle, ile zdążyliśmy zaobserwować na boisku. Wiadomo, że czysta piłkarska skala dzisiejszego przeciwnika może nie była najwyższa, ale Słowacy wybiegli na murawę potężnie zmotywowani. Powiedziałbym nawet, że momentami byli zmobilizowani aż za mocno. Ta drużyna swoją grą jednoznacznie kojarzyła mi się z zespołami, na które trafia się w rundach eliminacyjnych europejskich pucharów – cechowała ich bardzo duża intensywność i wręcz przesadna agresywność, w sparingu grali na maksa, na pograniczu faulu. I muszę przyznać, że na takim tle ten kolejny sprawdzian w naszym wykonaniu wyglądał naprawdę dobrze. Oczywiście zawodnicy znajdują się obecnie w nieco innych momentach przygotowań, chociaż akurat dzisiaj te różnice fizyczne nie były aż tak widoczne. Większe dysproporcje między graczami dało się odczuć w poprzednim meczu. Analizując to tak na gorąco, wyeliminowaliśmy sporo naszych słabych punktów. To bardzo pocieszające, że na dwa tygodnie przed startem Ekstraklasy fizycznie jesteśmy na równi i prezentujemy już całkiem dobrą dyspozycję. Całą tę pracę trzeba będzie jednak ostatecznie potwierdzić w lidze.
Frustracja na ławce, ale musimy być kompleksowi
– Czy w analizie tego meczu będzie więcej pochwał za czyste konto, czy złości o nieskuteczność? Powiem tak: zero z tyłu to był cel wdrożony bezpośrednio przez drużynę, to piłkarze mocniej się na niego zafiksowali. Sam osobiście nie jestem wielkim zwolennikiem przedmeczowego wyznaczania sztywnego celu pt. „gramy na zero”. Bo co w sytuacji, gdy popełnisz błąd i stracisz bramkę już w pierwszej minucie? Wtedy taki cel od razu upada. Przyjąłem jednak ich optykę, bo widziałem, że chcą się mocno sprężyć, żeby ten mecz zamknąć bez strat. Taki krok buduje większą odpowiedzialność defensywną i dzisiaj drużyna faktycznie się nią wykazała – rywale z Trenczyna niezwykle rzadko dochodzili do sytuacji strzeleckich. Z kolei nasza postawa z przodu... Ta nieskuteczność nie była może nawet martwiąca, co po prostu ogromnie frustrująca w czasie samej gry. Nie ukrywam, że na ławce rezerwowych razem ze sztabem zaczęliśmy się już w pewnym momencie denerwować. Czas ucieka, gola nie ma, kolejnej sytuacji nie wykorzystujemy, a my przecież bezwzględnie chcemy każdy mecz wygrywać. Finalnie tę jedną bramkę z karnego zdobyliśmy i rachunek nam się zgadza. Do tego właśnie dążymy, żeby wygrywać bez względu na okoliczności. Będą w sezonie mecze, w których stworzymy tylko jedną jedyną sytuację i będziemy musieli zamienić ją na gola. Będą też spotkania, gdzie z gry nie będzie wychodziło nic i o wyniku zdecyduje rzut karny, rzut wolny albo rożny. Dla nas kluczowe jest, aby Legia była zespołem kompleksowym. Jeśli będziemy przy piłce i gra będzie się układać, chcemy dominować, kreować multum szans i wygrywać efektownie. Ale jeśli to nie będzie nasz dzień, jeśli przeciwnik nas w jakiś sposób zdominuje i okaże się lepszy, musimy umieć użyć innych, wyrachowanych środków, żeby i tak przepchnąć kolanem zwycięstwo. Nad tą kompleksowością pracujemy i tak budujemy ten zespół.
Młody zawodnik musi zmarnować sytuacje, żeby zacząć strzelać
– W kontekście Samuela Kovacika i tego, jak te zmarnowane okazje mogą wpłynąć na jego minuty w Ekstraklasie – ja widzę zdecydowanie same plusy. To jest bardzo młody gracz. Proszę pamiętać, że to są dla niego w ogóle pierwsze tak poważne sytuacje strzeleckie w barwach pierwszej drużyny Legii Warszawa. On musi tego wszystkiego dotknąć, zebrać niezbędne doświadczenie na tym poziomie, a to wiąże się również z popełnianiem błędów. Taki chłopak po prostu musi najpierw kilka razy się pomylić i zmarnować sytuacje, żeby w przyszłości z chłodną głową regularnie trafiać do siatki.
