Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Analiza

Punkty po meczu z Piastem Gliwice

poniedziałek, 24 sierpnia 2026 07:00
Punkty po meczu z Piastem Gliwice
fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
Kamil DumałaLegionisci.com
3

Zamydlone oczy; bezsensowne cofnięcie; kreatywna jakość; doświadczony gracz tak nie może postępować; problemy z Pawłem - to najważniejsze punkty po sobotnim meczu Legii Warszawa z Piastem Gliwice w którym padł remis 1-1.

1. Zamydlone oczy

Tak jak można było się spodziewać, mecz z Radomiakiem Radom całkowicie zamydlił kibicom oczy. Wysokie zwycięstwo, pięć zdobytych bramek i bardzo dobra gra sprawiły, że wielu z nas zaczęło patrzeć na Legię zdecydowanie bardziej optymistycznie. Niestety dla nas Piast Gliwice bardzo szybko sprowadził wszystkich na ziemię.

Spodziewaliśmy się kolejnego wysokiego zwycięstwa, a przynajmniej spokojnie wywalczonych trzech punktów. Tymczasem Legia była znacznie bliżej porażki niż zwycięstwa. I to z zespołem, który - patrząc na jego dotychczasową dyspozycję - trudno uznać za ligową potęgę. Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że Legia popełniała dokładnie te same błędy, które widzieliśmy już wcześniej. Momentami były to wręcz juniorskie pomyłki, wynikające z braku koncentracji, złych decyzji i problemów z odpowiednią organizacją gry.

Bądźmy więc szczerzy - obecna kadra Legii jest na ten moment zespołem co najwyżej na środek tabeli. Oczywiście, pojedyncze mecze mogą wyglądać zupełnie inaczej, czego najlepszym przykładem było spotkanie z Radomiakiem. Problem w tym, że takie występy mogą bardzo łatwo zamydlić obraz rzeczywistej siły drużyny. Jeden świetny mecz nie sprawia nagle, że wszystkie problemy znikają. Tym bardziej że Legia ma obecnie komfort gry tylko jednego spotkania w tygodniu. Nie ma europejskich pucharów, które wymagałyby od zawodników grania co trzy czy cztery dni i rotowania składem. Przy takim terminarzu trudno tłumaczyć słabszą intensywność czy brak odpowiedniego przygotowania do meczu. Jeżeli zespół chce walczyć o najwyższe cele, powinien wykorzystywać właśnie takie warunki.

 

Nie zdziwię się więc, jeżeli w tym sezonie priorytetem dla Legii stanie się Puchar Polski, a w lidze zespół będzie po prostu chciał regularnie punktować, bez „zabijania się” w każdym spotkaniu. Zresztą dotychczasowe mecze wyjazdowe pokazują, że Legia ma z tym spory problem.

Należy docenić jedno - Legia punktuje dobrze i przede wszystkim nie przegrywa. To ważne, szczególnie na początku sezonu. Ale trzeba również zachować zdrowy rozsądek. Jeżeli naprawdę marzymy o miejscu premiowanym udziałem w eliminacjach europejskich pucharów, to takie mecze jak ten z Piastem po prostu trzeba wygrywać.

Nie zawsze trzeba zachwycać. Nie zawsze trzeba strzelać pięć bramek. Czasami trzeba po prostu przepchnąć mecz, rozepchnąć się łokciami, wykorzystać doświadczenie i jakość poszczególnych zawodników, a następnie zgarnąć trzy punkty. Wielkie zespoły właśnie w takich spotkaniach budują swoją pozycję w tabeli.

Jeżeli Legia będzie regularnie tracić punkty w meczach, które na papierze powinna wygrywać, to nawet bardzo dobre występy przeciwko mocniejszym rywalom niewiele zmienią. Wtedy podopieczni Marka Papszuna rzeczywiście mogą co najwyżej znaleźć się w środku tabeli - i na tym zakończą się marzenia o powrocie do europejskich pucharów.

Mecz z Piastem był więc kolejnym przypomnieniem, że Legia wciąż ma przed sobą bardzo dużo pracy. I chyba właśnie tego potrzebowaliśmy po efektownym zwycięstwie nad Radomiakiem -szybkiego sprowadzenia na ziemię.

2. Bezsensowne cofnięcie

Znów miałem déjà vu z meczu z Koroną Kielce. Legia po zdobyciu bramki całkowicie oddała inicjatywę gospodarzom i po raz kolejny zastanawiam się, po co właściwie to zrobiła. Piast utrzymywał się przy piłce, próbował konstruować kolejne akcje i szukał sposobu na doprowadzenie do wyrównania. Owszem, przez długi czas niewiele z tego wynikało, ale Legia zamiast przejąć kontrolę nad spotkaniem, głównie przyglądała się temu, co robi rywal.

Co ciekawe, patrząc na poprzednie sezony Marka Papszuna w Rakowie Częstochowa, trudno uznać takie zachowanie za przypadek. Jego zespoły na wyjazdach bardzo często po objęciu prowadzenia przechodziły w tryb kontrolowania wyniku, skupiając się przede wszystkim na defensywie i zabezpieczeniu korzystnego rezultatu. Gdy traciły bramkę, natychmiast wracały do ofensywy i próbowały ponownie wyjść na prowadzenie.

Piast Gliwice - Legia Warszawa Marek Papszun
fot. Woytek / Legionisci.com

W Legii wygląda to bardzo podobnie. W meczu z Koroną po straceniu bramki na 1-1 warszawianie próbowali atakować i szukać zwycięskiego trafienia. W spotkaniu z Piastem po objęciu prowadzenia sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Legia cofnęła się i pozwoliła gospodarzom przejąć inicjatywę, zamiast spróbować wykorzystać moment, w którym rywal był najbardziej podatny na kolejny cios.

I właśnie tego podejścia kompletnie nie rozumiem. Jeżeli masz przeciwnika na kolanach, prowadzisz i masz możliwość przeprowadzenia kolejnych ataków, to dlaczego sam odbierasz sobie tę możliwość? Dlaczego zamiast dalej naciskać i próbować zdobyć drugą bramkę, zaczynasz bronić się tak, jakby po drugiej stronie stał Real Madryt czy Barcelona?

Oczywiście można powiedzieć, że Piast miał piłkę, ale przez długi czas nie potrafił przełożyć jej posiadania na konkretne sytuacje. Problem polega jednak na czymś innym. Legia sama oddała rywalowi przestrzeń i możliwość uwierzenia, że może jeszcze coś w tym meczu osiągnąć. A przecież sama momentami pokazywała, że gdy zaczynała grać odważniej, potrafiła stworzyć zagrożenie.

Jeszcze bardziej rzuca się w oczy różnica pomiędzy Legią grającą u siebie a tą występującą na wyjazdach. Momentami to są dwa zupełnie różne zespoły. Nie uwierzę jednak, że grając poza Warszawą, Legia nie może prezentować takiej samej intensywności, odwagi i charakteru jak przy Łazienkowskiej. To nie jest kwestia magii własnego stadionu, ale przede wszystkim mentalności i sposobu zarządzania meczem.

Wiem, że skład Legii, budowany przez „czarodziejów” z Łazienkowskiej, delikatnie mówiąc, nie jest idealny. Mamy braki jakościowe, mamy problemy z głębią kadry i trudno oczekiwać, że nagle będziemy dominować każdego przeciwnika przez 90 minut. Ale właśnie dlatego tym bardziej nie powinniśmy sami sobie podkładać kłód pod nogi.

Jeżeli możliwości kadrowe są ograniczone, tym większe znaczenie mają organizacja, zaangażowanie, odpowiednia mentalność i wykorzystanie momentów, które daje rywal. Wygrana z Piastem nie była żadnym abstrakcyjnym marzeniem. Nie oczekuję również, że Legia nagle stanie się nowym Ajaksem i zacznie podbijać Europę, jak niektórzy mogliby sobie wymarzyć. Chcę po prostu zobaczyć zespół, który wykorzystuje swoje możliwości i nie utrudnia sobie życia na własne życzenie.

Bo nawet przy obecnej, średniej jakościowo kadrze Legia powinna potrafić wygrać z Piastem Gliwice. A jeżeli nie jest w stanie tego zrobić, to przynajmniej powinna pokazać ambicję i odwagę, zamiast po zdobyciu bramki czekać, aż rywal sam odda jej mecz.

3. Kreatywna jakość

Ten mecz, podobnie jak kilka poprzednich, udowodnił jedno - w środku pola Legii, niezależnie od tego, czy zagra tam Damian Szymański, Henrique Arreriol, Bartosz Kapustka, Wojciech Urbański czy Michal Ševčík, wciąż jest jeden wielki lej, jak po bombie. Dramatycznie wygląda nasza gra w centralnej strefie boiska. Brakuje przede wszystkim jednej kreatywnej postaci, która potrafiłaby uspokoić grę, regulować tempo i nadać jej odpowiedni kierunek.

Obecnie mamy w środku pola przede wszystkim zawodników wykonujących określone zadania taktyczne. Problem w tym, że brakuje kogoś, kto potrafiłby zrobić coś ponad schemat. Kogoś, kto wziąłby piłkę, podniósł głowę i powiedział: „dobra, teraz gramy inaczej”. Nie chodzi mi o to, żeby Legia za wszelką cenę sprowadzała nowego Josué. Żeby znaleźć zawodnika o takiej charakterystyce, trzeba mieć naprawdę dobry skauting i wiedzieć, czego konkretnie się szuka, a Legia gubi się w tym czego konkretnie szuka. Nie oczekuję również nowego Elitima, bo przy obecnym sposobie zarządzania klubem trudno zakładać, że Legia będzie w stanie regularnie sprowadzać zawodników o odpowiedniej jakości. Ale ktoś taki jest potrzebny. I to bardzo.

Piast Gliwice - Legia Warszawa Michal Sevcik,mecz-3646
fot. Woytek / Legionisci.com

Jeżeli Legia nie wzmocni środka pola, kolejne mecze mogą wyglądać dokładnie tak, jak spotkanie z Piastem. Środek pola istnieje głównie na papierze, natomiast na boisku często widzimy ogromną pustą przestrzeń albo zawodników poruszających się niemal jak zaprogramowani według jednego schematu. Problem w tym, że taki sposób gry jest stosunkowo łatwy do rozczytania. Wystarczy odpowiednio ograniczyć możliwość rozegrania piłki przez naszych pomocników i odciąć wahadła, aby Legia miała ogromne problemy z budowaniem akcji.

Potrzebujemy zawodnika z jakością. Kreatywnego, odważnego, potrafiącego zagrać prostopadłe podanie do napastnika, przyspieszyć akcję, zmienić stronę gry czy znaleźć rozwiązanie tam, gdzie inni go nie widzą. Kogoś, kto nie będzie bał się wziąć odpowiedzialności za piłkę i tempo całego zespołu. I nawet nie przeszkadzałoby mi nawet, gdyby taki zawodnik miał 35 czy 40 lat. Wiek w tym przypadku nie ma dla mnie większego znaczenia. Jeżeli będzie miał jakość, doświadczenie i będzie potrafił realnie podnieść poziom Legii, to może mieć nawet 40 lat. Wolę doświadczonego zawodnika, który wie, jak grać w piłkę, niż kolejnego młodszego piłkarza sprowadzonego tylko dlatego, że dobrze wygląda w statystykach albo „bardzo chce przyjść do Legii”.

Dlatego nie jestem przekonany do pomysłu sprowadzenia Bohdana Wjunnyka jako rozwiązania problemów ofensywnych. Nie odbieram mu waleczności i zaangażowania - tego z pewnością mu nie brakuje. Tylko czy właśnie tego najbardziej potrzebuje obecnie Legia? Kolejnego zawodnika, który będzie walczył o każdą piłkę?
Przecież takich zawodników już mamy. Rafał Adamski i Łukasz Zjawiński potrafią zostawić na boisku mnóstwo zdrowia, walczyć z obrońcami i wykorzystywać swoje warunki fizyczne. Nie potrzebujemy więc kolejnego zawodnika, którego największym atutem będzie charakter i waleczność. Potrzebujemy jakości. Kogoś, kto sprawi, że Adamski, Zjawiński czy inni zawodnicy ofensywni będą dostawać więcej piłek w odpowiednich miejscach. Kogoś, kto będzie potrafił jednym podaniem otworzyć drogę do bramki, uspokoić mecz, kiedy trzeba, albo przyspieszyć go w odpowiednim momencie.

Bo można mieć najlepszych napastników w lidze, ale jeżeli nie dostaną piłki, niewiele z tego będzie. Można mieć dobrze ustawione wahadła, ale jeżeli środek pola nie potrafi ich odpowiednio wykorzystać, również tracą połowę swojej wartości.

Legia nie potrzebuje kolejnego zawodnika, który bardzo chce tutaj grać. Potrzebuje zawodnika, który po prostu potrafi grać na poziomie Legii. I właśnie takiego piłkarza powinniśmy teraz szukać, a nie prowadzić garażową wyprzedaż.

4. Doświadczony gracz tak nie może postępować

Wrzuty z autu w wykonaniu Legii są naprawdę ciekawym elementem gry i tutaj duży plus należy postawić zarówno przy sztabie szkoleniowym, jak i przy Rafale Augustyniaku, który potrafi bardzo dokładnie posyłać piłkę w pole karne. Warto jednak przyjrzeć się sytuacji, po której Legia straciła bramkę, ponieważ moim zdaniem doświadczeni zawodnicy nie powinni popełniać takich błędów. Zwłaszcza gdy mówimy o piłkarzach, którzy mają być liderami zespołu.

Piast Gliwice - Legia Warszawa screenshot
fot. Canal+ Sport

Wszystko zaczyna się od Arkadiusza Recy. Na powyższym screenie doskonale widać, że zawodnik ma przed sobą kilka możliwości rozegrania piłki. W polu karnym znajduje się trzech zawodników Legii, a mimo to Reca nie decyduje się na dośrodkowanie. Zamiast tego zagrywa futbolówkę wprost pod nogi przeciwnika.

Trudno mi zrozumieć takie rozwiązanie w wykonaniu tak doświadczonego zawodnika. Na linii podania do Adamskiego znajduje się defensor, więc zagranie do niego jest bardzo ryzykowne i szanse na skuteczne rozegranie tej piłki są niewielkie. Znacznie lepszym rozwiązaniem wydawało się dośrodkowanie w kierunku wbiegającego Wojciecha Urbańskiego albo nawet próba nabicia rywala i wywalczenia rzutu rożnego.

Nie zawsze trzeba szukać najbardziej skomplikowanego rozwiązania. Czasami najprostsza decyzja jest najlepsza. W tej sytuacji wystarczyło posłać piłkę w pole karne albo zmusić rywala do wybicia jej na rzut rożny. Zamiast tego Legia sama podarowała Piastowi możliwość rozpoczęcia kontrataku.

I właśnie tutaj zaczyna się kolejny problem.

Piast Gliwice - Legia Warszawa screenshot
fot. Canal+ Sport

Piast Gliwice - Legia Warszawa screenshot
fot. Canal+ Sport

Piast rusza z akcją, a na kolejnym etapie tej sytuacji widzimy zachowanie Bartosza Kapustki, które również trudno zaakceptować. Kapitan Legii miał dwie okazje, aby przerwać akcję rywala. Nie musiał nawet odbierać piłki. Wystarczyło odpowiednio zatrzymać przeciwnika, nawet kosztem faulu oraz żółtej kartki, i przerwać kontratak w jego zarodku.

W tym miejscu przypomina mi się sytuacja z meczu z Radomiakiem, kiedy po błędzie Jakuba Żewłakowa to właśnie Kapustka sfaulował rywala, otrzymał żółtą kartkę, a następnie miał pretensje do młodego zawodnika. I bardzo dobrze - kapitan ma prawo wymagać od młodszych kolegów odpowiedzialności i koncentracji. Problem w tym, że w podobnej sytuacji sam nie wyciągnął odpowiednich wniosków.

W akcji z Piastem Kapustka widzi przecież, że Reca nie zdąży wrócić do defensywy. Widzi również, że w bocznym sektorze pozostaje Robert Deziel, przez co w trzyosobowym bloku defensywnym zaczyna tworzyć się ogromna przestrzeń. To jest właśnie moment, w którym doświadczony zawodnik powinien podjąć odpowiednią decyzję i przerwać akcję rywala, zanim sytuacja zrobi się naprawdę groźna.

Nie chodzi mi tutaj o szukanie kozła ofiarnego w osobie Kapustki. Wręcz przeciwnie - właśnie dlatego, że jest kapitanem Legii i jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w zespole, wymagania wobec niego powinny być większe. Młody zawodnik może popełnić błąd wynikający z braku doświadczenia. Kapitan, który wcześniej sam zwraca uwagę młodszym kolegom na odpowiedzialność, powinien takich sytuacji unikać. Tym bardziej że w tym przypadku Kapustka miał wszystko, aby zatrzymać kontratak Piasta jeszcze w jego początkowej fazie.

I właśnie tego oczekuję od liderów Legii. Nie tego, że nigdy nie popełnią błędu, bo to niemożliwe. Chodzi o umiejętność rozpoznania zagrożenia i podjęcia odpowiedniej decyzji w ułamku sekundy. Dwa proste błędy doświadczonych zawodników, które razem stworzyły sytuację zakończoną utratą bramki. I właśnie takich błędów Legia musi się wystrzegać, jeśli naprawdę chce zrobić krok do przodu.

5. Problemy z Pawłem

Mam duży problem z Pawłem Wszołkiem. Z jednej strony ma już cztery asysty i jest obecnie najlepszym asystentem Legii, z drugiej - jego gra pozostawia sporo do życzenia. I właśnie dlatego trudno mi jednoznacznie go ocenić. Statystyki ofensywne bronią go bardzo mocno, ale kiedy zaczynamy analizować jego występy, obraz nie jest już tak kolorowy.

W meczu z Piastem Wszołek spędził na boisku 57 minut i zdecydowanie nie był to jego najlepszy występ. Na cztery próby dogrania piłki w pole karne żadna nie była celna. Na 19 podań dokładnych było 15, nie zanotował ani jednego udanego dryblingu, a z czterech pojedynków z rywalami wygrał zaledwie jeden. Jak na zawodnika, który ma być jednym z ważniejszych elementów ofensywy Legii, nie są to szczególnie imponujące liczby.

I tutaj dochodzimy do kolejnego problemu - braku realnego zmiennika dla Wszołka.

Piast Gliwice - Legia Warszawa Paweł Wszołek,mecz-3646
fot. Woytek / Legionisci.com

Może pojawią się komentarze, że przecież budżet został już mocno nadwyrężony i nie można sprowadzać kolejnych zawodników. Tylko że nie chodzi tutaj o bezmyślne wydawanie pieniędzy. Wystarczy oglądać mecze Legii, aby zobaczyć, że na tej pozycji potrzebny jest zawodnik, który będzie dla Wszołka prawdziwą konkurencją, a nie tylko kimś wpisanym w kadrę.
Ktoś powie: „Przecież są Kacper Chodyna i Samuel Kovačik”. Tylko że w przypadku tego drugiego sytuacja jest dość jasna. Z tego, co można wywnioskować z obecnej sytuacji, trener Marek Papszun chętnie widziałby młodego zawodnika na wypożyczeniu. I ja się z takim rozwiązaniem zgadzam. Jeżeli Kovačik ma siedzieć na ławce i dostawać pojedyncze minuty, zdecydowanie lepiej, aby poszedł do klubu, w którym będzie regularnie grał, zbierał doświadczenie i rozwijał się poprzez rywalizację na boisku.
A Chodyna? Tutaj naprawdę proponuję czasami obejrzeć mecz, a nie patrzeć wyłącznie na suche statystyki. Wystarczyło zobaczyć, co wydarzyło się przed jego wejściem na boisko z Piastem. Arkadiusz Reca został ustawiony na lewym wahadle, natomiast Ruben Vinagre przeszedł na prawą stronę. To chyba najlepiej pokazuje, jak obecnie trener postrzega Chodynę. Gdyby był naturalnym i wartościowym zmiennikiem Wszołka, wystarczyłoby po prostu wprowadzić go na prawą stronę.

I trudno się temu dziwić, patrząc na jego ostatnie występy. Mam wrażenie, że część kibiców zbyt mocno zachwyciła się dwoma czy trzema dobrymi meczami Chodyny w poprzednim sezonie i na tej podstawie uznała go za wartościowego zmiennika. Problem w tym, że trzeba patrzeć na całokształt, a nie pojedyncze momenty.

W meczu z Piastem przez kilka minut, które otrzymał, wyglądał po prostu bardzo słabo. Dawał się ogrywać zdecydowanie zbyt łatwo, podejmował złe decyzje i nie dawał argumentów, aby uważać go za zawodnika, który w tym momencie może realnie naciskać na Wszołka. Paweł młodszy już nie będzie. To naturalna kolej rzeczy. Nie oznacza to oczywiście, że należy go od razu odstawiać czy szukać następcy na już. Wręcz przeciwnie - cztery asysty pokazują, jak ważnym zawodnikiem nadal jest dla Legii. Ale właśnie dlatego trzeba odpowiednio zarządzać jego minutami.

Kamil Dumała

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
Komentarze (3)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość