Pewne zwycięstwo dwoma bramkami i czyste konto. W taki sposób Legia przywitała się z własną publicznością po długiej przerwie reprezentacyjnej. Pierwszego gola dla "Wojskowych" strzelił Łukasz Zjawiński, a w drugiej połowie wynik ustalił Rafał Adamski. Dzięki tej wygranej Legia umocniła się na trzecim miejscu w ligowej tabeli i przełamała serię dwóch domowych remisów.
Wyczekane domowe zwycięstwo
Jako pierwsi tego wieczoru zaatakowali gracze Wisły. Niedługo po pierwszym gwizdku sędziego wyborną okazję miał Julius Ertlthaler. Austriak nieczysto trafił w piłkę po podaniu z lewej strony. Kilka minut potem ładnie pokazał się Frederico Duarte, lecz przegrał pojedynek z bramkarzem Legii. W 18. minucie olbrzymia radość przy Łazienkowskiej! Ekipa Marka Papszuna wykorzystała swoje firmowe zagranie, a więc daleki wyrzut z autu w pole karne, co nie po raz pierwszy w tym sezonie zakończyło się golem! Tym razem po zagraniu Rafała Augustyniaka niepewnie interweniował Kacper Duda, odbijając piłkę wprost do Łukasza Zjawińskiego. Ten od razu złożył się do uderzenia z powietrza i pokonał bezradnego w tej sytuacji Marcela Łubika. Wisła nie podłamała się i ruszyła do odrabiania strat. Niebawem do interwencji zmuszony został Otto Hindrich. Rumuński bramkarz na raty złapał mocny strzał z dystansu jednego z przeciwników.
Potem gra zdecydowanie spowolniła. Nieco problemów w ataku miała Legia, która nie potrafiła zbliżyć się pod pole karne wiślaków. W 34. minucie wreszcie obiecująca kontra prawą stroną, którą finalizował Rafał Adamski. Napastnik znalazł sobie sporo miejsca w szesnastce gości, ale jego próba była zdecydowanie zbyt lekka. Za chwilę zobaczyliśmy kolejne dwie świetne szanse dla gospodarzy. Najpierw z około 20 metrów szczęścia spróbował Damian Szymański. Niestety, i tym razem mankamentem była siła uderzenia. Za moment po sprytnie rozegranym rzucie wolnym raz jeszcze najlepiej w polu karnym zachował się Adamski, który zdołał uciec pilnującemu go obrońcy. Zabrakło mu jednak lepszego dostawienia stopy, aby podwyższyć prowadzenie "Wojskowych". W konsekwencji trafił wprost w Łubika.
Przed przerwą warto jeszcze odnotować akcję Kacpra Chodyny. Pomocnik dostał podanie w polu karnym, miał sporo wolnego miejsca, aczkolwiek totalnie tego nie wykorzystał. Legionista zdecydowanie chybił, chcąc trafić futbolówką przy dalszym słupku. Ostatecznie do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie. Legia zasłużenie prowadziła i mogła mieć do siebie nawet lekkie pretensje, że było to prowadzenie tylko jednym golem.

W przerwie Papszun zdecydował się na jedną zmianę. W miejsce ukaranego żółtą kartką Mateusza Szczepaniaka wszedł Jakub Żewłakow. Pierwszy kwadrans po zmianie stron przyniósł po jednej dobrej okazji dla obu zespołów. Najpierw zagroził Adamski. Napastnik huknął ile sił z półwoleja, ale wprost w Łubika. Wkrótce odpowiedzieli przyjezdni. Po akcji na prawej stronie jednego z kolegów główkował Ángel Rodado. Hiszpan był niedokładny i futbolówka przeleciała nad poprzeczką. Widać jednak było, że to legioniści kontrolują boiskowe wydarzenia, chociaż podopieczni Mariusza Jopa robili wiele, aby doprowadzić do upragnionego remisu.
Ich wysiłki na niewiele się jednak zdały, bo w 70. minucie padł drugi gol dla Legii! Błąd w środkowej strefie boiska popełnił James Igbekeme, który w prosty sposób stracił piłkę. Następnie pobiegł z nią Żewłakow, odegrał do Adamskiego, a ten mocnym i dokładnym strzałem nie dał żadnych szans bramkarzowi z Krakowa. To była znakomita kontra legionistów i co najważniejsze, zakończona w najlepszy możliwy sposób. Od tego momentu gospodarze zaczęli grać zdecydowanie spokojniej. Na duże słowa uznania zasługuje postawa bloku defensywnego, który praktycznie w ogóle nie dopuszczał przeciwników do okazji bramkowych.
W 86. minucie pewna obrona Hindricha, który złapał piłkę uderzoną głową przez jednego z zawodników Wisły. Legioniści utrzymali dwubramkowe prowadzenie do ostatniego gwizdka, ale nie obyło się bez powodów do niepokoju. W 73. minucie z powodu urazu boisko opuścił Bartosz Kapustka, a w końcówce zmiany potrzebował również Jakub Żewłakow, autor asysty przy drugim golu.



