Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
WażneNasz wywiad

"Możemy czasem się nie zgadzać, ale na końcu wszyscy wiosłujemy dla Legii" - wywiad z prezesem Marcinem Herrą

piątek, 23 października 2026 17:00
"Możemy czasem się nie zgadzać, ale na końcu wszyscy wiosłujemy dla Legii" - wywiad z prezesem Marcinem Herrą
Marcin Herra | fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
WoytekLegionisci.com
4
Czytaj nas w Google
Nowy współwłaściciel i jego rola w klubie, kulisy rozstania z Michałem Żewłakowem, relacje na linii Marek Papszun – Fredi Bobić, zamknięty sektor gości i spór z prezesem Wisły Kraków. W pierwszej części obszernej rozmowy z Legionisci.com prezes zarządzający Legii Marcin Herra odpowiada na najgorętsze pytania ostatnich tygodni. – Prezes może atakować klub, może atakować mnie, ale niech zostawi naszych pracowników – mówi.

W lipcu mówił Pan, że nie zamierza podawać się do dymisji. Czy wejście nowego współwłaściciela coś w tym temacie zmienia? Czy rozmawialiście o przyszłości, czy w tej chwili nic się nie dzieje?
Marcin Herra:
– Kluczowa wiadomość dla naszych kibiców jest taka, że to wzmocnienie Legii. To także element podnoszący stabilność funkcjonowania. Wszyscy – mówię zarówno o jednym, jak i o drugim właścicielu – podkreślają myślenie o długoterminowej wartości naszego klubu. To pierwsza rzecz. Druga: jasne zasady działania. Wiadomo, że właściciele odpowiadają za poziom długoterminowego rozwoju i kierunki strategiczne. Natomiast jeśli chodzi o codzienne zarządzanie, jest tak jak dzisiaj. Odpowiadam za codzienne funkcjonowanie klubu wraz z całym zespołem i na tym się koncentruję.

A jak to wygląda od strony pieniędzy? Jak wejście nowego współwłaściciela wpłynęło na finanse Legii? Ile wpłynęło do budżetu?
– Nie komentuję struktury finansowej. To nie jest moja rola. My, z punktu widzenia funkcjonowania, koncentrujemy się na tym, żeby wykonywać zadania, które mamy w planie dla Legii, czyli realizować budżet – na poziomie wyniku sportowego, biznesowego i całej działalności organizacyjnej.

 

Czy z punktu widzenia zarządu dług realnie się zmniejszył? Czy płacicie mniej odsetek, pojawił się jakiś komfort?
– Naszym zadaniem jest dziś dbać o to, żeby Legia miała jak najlepsze wyniki sportowe i biznesowe. W tym zakresie nic się nie będzie zmieniało. Natomiast ta transakcja jest absolutnie wzmocnieniem, jeśli chodzi o stabilność funkcjonowania klubu i wzmocnieniem naszego długoterminowego rozwoju.

W „Przeglądzie Sportowym” Robert Piątek napisał, że nowy współwłaściciel wpłacił 17 milionów.
– Nie będę wchodził w tę dyskusję.

...plus pożyczka na bieżącą działalność, czyli konkretne pieniądze wpłynęły. A sytuacja i tak jest daleka od ideału. Co by było, gdyby nowy współwłaściciel się nie pojawił, gdyby nie dosypał tych pieniędzy?
– To jest spekulacja, nie będę gdybał. Jest nowy współwłaściciel i mamy jasną sytuację, jeśli chodzi o akcjonariat w Legii. Wszyscy mamy świadomość, że każdy klub, w tym Legia, jest w trudnej sytuacji w momencie, kiedy wyniki sportowe są poniżej oczekiwań. I my codziennie pracujemy, żeby to zmienić.

Jakie są plany nowego współwłaściciela Michaela Gorzyńskiego? Czy zamierza wprowadzić tu swoich ludzi, żeby wyprowadzić klub na prostą i sprzedać go z zyskiem? Jak wam to przedstawił? Czy będzie uczestniczyć w decyzjach takich jak na przykład zmiana trenera czy jakiś kluczowy drogi transfer?
– Bardzo ważne jest to, co zostało powiedziane: że myśli w kategoriach długoterminowych, to znaczy w kategoriach długoterminowej wartości Legii. Podczas ostatniej wizyty miał okazję poznać klub od środka. Mieliśmy okazję rozmawiać o sporcie, biznesie, całej warstwie organizacyjnej. Byliśmy w LTC, mówiliśmy o akademii, o wszystkich naszych wewnętrznych, technologicznych rozwiązaniach, o tym, jak korzystamy z danych. Był tym bardzo zainteresowany.
Z punktu widzenia zarządzania zmieniła się Rada Nadzorcza – Michael jest jej przewodniczącym – a Rada Nadzorcza ma określone kompetencje kontrolno-nadzorcze i rozliczania zarządu z realizacji wyników. I tak to będzie wyglądało. W Legii mamy bardzo jasny podział zadań. Właściciele wyznaczają kierunki strategiczne, a ja wraz z zespołem odpowiadamy za codzienne zarządzanie. W zarządzie to ja jestem osobą, która za to odpowiada, więc wszystkie decyzje, które ostatnio były tak dyskutowane, to niejako moje decyzje, także z punktu widzenia odpowiedzialności. Fredi Bobić – sport, Marek Papszun – funkcjonowanie pierwszej drużyny, a do tego jest cała grupa osób odpowiedzialnych za sfery biznesowe, organizacyjne, finansowe, komunikacyjne, marketingowe czy za inne nasze spółki.

Nowy współwłaściciel jest przede wszystkim biznesmenem, przede wszystkim kibicem czy jednym i drugim? Bo informacji o nim jest mało.
– Nie czuję się uprawniony, by wchodzić tu w detale. Wiemy, że jest biznesmenem, wiemy, że to człowiek, który realizuje przedsięwzięcia w wielu miejscach na świecie, ma na pewno duże, duże doświadczenie i relacje. I wiemy, że jest Polakiem, który wie, że w Polsce nie ma większej marki sportowej niż Legia Warszawa. Dobrze rozumie język polski i posługuje się nim.

Legia Warszawa - Wisła Kraków Jarosław Jurczak Michael Gorzynski Dariusz Mioduski Marcin Herra Fredi Bobić
fot. Piotr Galas

Jedno pytanie o przeszłość, bo nie było okazji go zadać wcześniej. Było dwóch dyrektorów sportowych, obaj odpowiadali w dużej części za transfery, głównie przychodzące, podwyższyli budżet płacowy o prawie 20 milionów złotych. Jeden poniósł odpowiedzialność, bo nie ma go już w klubie – Michał Żewłakow, a drugi dostał awans. Skąd się to wzięło, skąd taka decyzja?
– W ogóle nie było takiego myślenia, że ktoś poniósł odpowiedzialność, a ktoś inny dostał awans. Po prostu zmieniła się struktura. Z Michałem się rozstaliśmy, a Fredi pracuje. Na początku tego roku kalendarzowego podjąłem decyzję o jasności odpowiedzialności w sporcie. To była moja pierwsza decyzja – zakomunikowana 7 stycznia w LTC. Żeby nie było domysłów. Zaprosiłem wszystkich liderów ze sportu i powiedziałem: Fredi jest szefem. Michał, raportujesz do Frediego. Piotrek Zasada do Frediego. Marek, ty jesteś liderem pierwszego zespołu. Taka była moja decyzja i była dalej kontynuowana w trakcie roku. Po zakończeniu sezonu dokonaliśmy korekty.
Na początku roku zakomunikowałem w klubie, że nic nie zastąpi wyniku sportowego, bo ten jest najważniejszy. Powiedziałem to także parę dni temu, kiedy mieliśmy spotkanie wszystkich kluczowych osób w klubie. Powiedziałem: nic jeszcze nie wygraliśmy, ale w każdym naszym działaniu priorytetem jest pierwsza drużyna. Wszystko, co robimy dla pierwszej drużyny i wszystkie decyzje pod kątem pierwszej drużyny muszą być podejmowane w taki sposób, aby miała ona jak najlepsze, możliwe w danym momencie warunki do działania.

Dodałbym, że nie tylko jeszcze nic nie wygraliśmy, ale zdążyliśmy już przegrać Puchar Polski, który jest najkrótszą drogą do europejskich pucharów. Patrzę teraz na tabelę: Legia punktuje dobrze, ale Górnik i Lech jeszcze lepiej, a Pogoń naciska.
– Filozofia, którą realizujemy przez ostatnie miesiące, pozostaje bez zmian: każdy kolejny mecz, każdy kolejny mecz, każdy kolejny mecz. Ile z tego zdobędziemy punktów, zobaczymy - i zobaczymy, którą będziemy mieli pozycję w tabeli na koniec. Wszyscy są maksymalnie skoncentrowani na działaniu.  
Umówiliśmy się, że pierwszym, poważniejszym pit stopem będzie koniec pierwszej rundy i wtedy pewnie troszeczkę głębiej popatrzymy, gdzie jesteśmy, jak wygląda tabela, jak wygląda liga. Widzimy, jak dużo zmienia się każdego dnia.  Bardziej koncentrujemy się na sobie, mniej deklarujemy, po prostu pracujemy.

Czy wynik osiągnięty do czasu tego "pit stopu" może zdefiniować na przykład to, jak będzie wyglądało zimowe okienko transferowe?
– Nad zimowym oknem pracujemy już dziś. Zakończyło się okno letnie, była chwila przegrupowania dla zespołu, który przy nim pracował. Mocno się do niego przygotowujemy, jesteśmy gotowi na różne scenariusze. Praca trwa i dotyczy w dużej mierze tego, co będzie w styczniu, ale pośrednio także tego, co będzie latem.

Marek Papszun Marcin Herra prezentacja trenera
fot. Woytek / Legionisci.com

Jak ocenia prezes trenera Marka Papszuna? Niedawno mogliśmy usłyszeć ze strony Frediego Bobicia troszeczkę krytyki – i stylu, i tego, że potrafi szybko skreślać młodych zawodników...
– Jestem bardzo zadowolony, że możemy dziś funkcjonować jako klub właśnie w takiej konfiguracji: że jest z nami Marek Papszun jako świetny trener, z całym swoim bardzo silnym sztabem, że wokół pierwszej drużyny wszystko jest bardzo poukładane. Jestem też zadowolony, że od początku roku mamy jasno zdefiniowane role i podział odpowiedzialności. Każdy wie za co odpowiada. To pomaga w skutecznym działaniu. Jest poziom właścicielski – kierunków strategicznych, najważniejszych, średnioterminowych zadań. Jest poziom drużyny, gdzie liderem jest Marek. Jest poziom sportu, gdzie liderem jest Fredi. I jestem ja, który zarządza, sprawia i pomaga, żeby warunki organizacyjno-finansowe były dla pierwszej drużyny jak najlepsze. Jeśli chodzi o wyniki – tak jak powiedziałem, nic nie wygraliśmy, ale mamy średnią ponad dwa punkty na mecz.
Bardzo się cieszę, że mamy w Legii doświadczonych ludzi z charakterem – i to nie tylko w sporcie, ale w każdym obszarze. Wszystkich ich zachęcam: słuchajcie, macie dyskutować, macie ze sobą rozmawiać, macie się czasami ze sobą nie zgadzać, bo to jest też potrzebne i konstruktywne, ale na końcu wszyscy wiosłujemy dla Legii. 
Legii potrzebna jest spójność i jeden kierunek. Wieloletnie doświadczenie pokazało, że dla Legii najtrudniejsze jest to, że kiedy już dobrze idzie, zaczyna się próba ulepszania na siłę. Nie zmieniajmy, kontynuujmy to, co jest dobre.

Zastanawiam się, czy Markowi Papszunowi jest potrzebny taki dyrektor sportowy. Jeśli spojrzymy na transfery – choćby Wiunnyk, Adamski, Zjawiński, Arsenić... może się pojawić sytuacja, że trener będzie chciał mieć większą decyzyjność po swojej stronie i to już najbliższej zimy.
– Zasady w Legii są ułożone. Jest Fredi Bobić – dyrektor sportowy, jest Marek Papszun – trener pierwszej drużyny, jest Marcin Herra – prezes zarządzający. Przeszliśmy wspólnie, w tym składzie, dobre okienko zimowe, w którym dołączyli do nas Otto Hindrich i Rafał Adamski, sprzedaliśmy Kapuadiego. Przeprowadziliśmy kolejne okienko i skutecznie je dostosowaliśmy – są ambicje sportowe i są możliwości finansowe – trzeba je połączyć. Nie wydarzyłyby się też bardzo duże rzeczy, gdyby nie ta ekipa i ten zespół – bo ten zespół to są też skauci, osoby odpowiedzialne za rekrutację, to są też prawnicy.
Tak jak na boisku piłkarskim: jeden zawodnik może zmienić dużo, ale sam nie wygra. To jest sport drużynowy w każdym obszarze. Wiadomo, że czasami będziemy potrzebowali więcej kompetencji w znajomości rynku polskiego, a czasami więcej doświadczenia i wiedzy o rynku międzynarodowym. To było drugie okno, przed nami trzecie, kolejne. Kolejne tygodnie doświadczeń budują zaufanie i pozwalają poprawiać rzeczy, które możemy rozwijać.

Marek Papszun ma półtora roku kontraktu. Czy to już moment, w którym zaczynają się jakieś rozmowy?
– Mamy do siebie zaufanie i koncentrujemy się na dobrej współpracy. Wydaje mi się, że teraz w ogóle nie ma potrzeby tej dyskusji.

Legia Warszawa - Lincoln Red Imps FC Marcin Herra
fot. Maciek Gronau

Wprawdzie wszystko, co można było w temacie zamkniętego sektora gości powiedzieć, pewnie zostało powiedziane, ale główny zarzut drugiej strony jest taki: dlaczego ten remont w tym momencie? Dlaczego nie na początku sezonu? Dlaczego nie w przerwie zimowej?
– Otrzymaliśmy określone pisma, dokumenty i wnioski. Zastosowaliśmy się do nich formalnie, zgodnie z prawem. Dostaliśmy decyzję. Zastosowaliśmy ją, czyli mecz odbył się z wyłączeniem sektora gości. Uregulowanie między innymi całej drogi wejścia i przeprowadzenie prac infrastrukturalnych musiało się prędzej czy później wydarzyć.  Wiele osób w tej dyskusji sugerowało też, że pewnie na meczu z Wisłą nie będzie kibiców gości, a później otworzymy sektor. Cały czas realizujemy prace – nie będzie kibiców Lecha, sektor pozostaje zamknięty – i będzie zamknięty przez kolejne mecze, bo musimy zrealizować wszystkie punkty wymagane przez odpowiednie organy. Mamy czas do końca roku.

Ale to nie uchroniło od wysokiej kary 250 tys. zł od PZPN za każdy mecz.
– Nie zgadzamy się z decyzją Komisji Licencyjnej i będziemy się odwoływali. Komisja Odwoławcza jeszcze nie rozpatrzyła naszego odwołania. Ale jeżeli na którymś kolejnym etapie będzie to konieczne, wykorzystamy możliwą ścieżkę regulaminową – aż do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie.

Jak reagowaliście na wszystkie oświadczenia i posty Jarosława Królewskiego w mediach społecznościowych, którym tak naprawdę nie było końca? Starał się narzucić całemu środowisku taką, a nie inną narrację, i część to podjęła.
– Szanuję go i uważam, że jest inteligentnym człowiekiem. Natomiast w tym przypadku wolałbym, żebyśmy poruszali się na bazie faktów i dokumentów, bo nie chcę tu oceniać ekspresji – każdy ma inną. Było kilka kwestii, w których jego wpisy i oświadczenia nie pokryły się później z faktami albo pokryły się niecałkowicie.
Dla mnie bezpieczeństwo na stadionie jest kluczowe. Na nasze mecze przychodzą dzieci, rodziny, całe pokolenia. Mamy sto kilkadziesiąt tysięcy kibiców od początku tego sezonu, mamy komplety i jest bezpiecznie. Ale też bardzo poważnie traktuję każdy publicznie zgłoszony incydent. Nie dostaliśmy żadnego formalnego zgłoszenia, ale były publiczne informacje o dwóch incydentach na tym meczu. Po spotkaniu dostaję bardzo szczegółowy raport ze wszystkich sytuacji, które miały miejsce. W tym przypadku wyciągnęliśmy konsekwencje, bo nastąpiło naruszenie regulaminu stadionowego. Dlatego nałożyliśmy zakaz stadionowy. Natomiast podkreślam, że były to zdarzenia z udziałem dorosłych osób.

Prezes Wisły mówił o pobiciu rodziny, dzieci.
– Tak nie było. To nieprawda. Dwa incydenty, o których powiedziałem wcześniej, spotkały się z naszą zdecydowaną reakcją i dotyczyły jedynie osób dorosłych. Konsekwencje już zostały wyciągnięte, o czym przed chwilą powiedziałem.
Bardzo szanuję pracę wszystkich osób, które działają w Legii. Mamy bardzo profesjonalny team, w tym spikerów. Prezes może atakować klub, może atakować mnie, ale niech zostawi naszych pracowników. Oni dobrze wykonują swoją pracę. Tak samo przy temacie opraw przedmeczowych – robiliśmy duży pokaz, na który składało się wiele elementów. Jako Legia pierwsi zaczęliśmy robić tego typu widowiska w Polsce. Potem inne kluby zaczęły je naśladować. I tutaj po prostu doszło do jednej pomyłki, która nie powinna się zdarzyć. Pokazaliśmy poprzednią wersję herbu naszego rywala podczas prezentacji składów. Na wszystkich innych grafikach przygotowanych na to spotkanie herb był właściwy. Rozumiem emocje, rozumiem próbę narzucenia narracji. Wprowadziliśmy już procedurę, żeby to się nigdy więcej nie powtórzyło. Od razu wyciągnęliśmy wnioski. Wiadomo, że też nie bylibyśmy szczęśliwi, gdyby ktoś naszego herbu źle użył, ale w sumie takie sytuacje również zdarzały się w przeszłości.

To nie koniec zarzutów, bo ostatnio prezesi klubów zarzucają sędziom stronnicze sędziowanie, czyli w zasadzie korupcję. 
– Wiadomo, że każdy z nas – ja też – przeżywa podczas meczu emocje. I każdy z nas wielokrotnie ma poczucie, że w danym momencie sytuacja mogła zostać rozstrzygnięta inaczej, szczególnie kiedy nie jest rozstrzygnięta na naszą korzyść. My wygraliśmy z Wisłą Kraków, dlatego że byliśmy lepszym zespołem. Nie wydaje mi się, żebyśmy potrzebowali zaogniać tę sytuację komentarzami. Co do sędziów – za dbanie o ten temat odpowiedzialny jest PZPN. Jako prezesi klubów oczekujemy, żeby sędziowanie w Ekstraklasie było na najwyższym poziomie, bo to kluczowy warunek jakości widowiska.
Koniec końców wszystkim prezesom musi zależeć na tym, żeby była najwyższa jakość systemu VAR, żeby miał precyzyjne zasady i interpretacje, a przede wszystkim, żeby rzeczywiście były jak najbardziej jasne zasady dla wszystkich – bo nie chodzi o jeden czy drugi zespół.
I szczerze mówiąc, myślę, że wszyscy oczekują od prezesów, żeby raczej o to w tym zakresie dbali i nad tym pracowali. Z tego, co wiem, trwają prace na poziomie Ekstraklasy i PZPN, żeby ten temat wzmocnić. Być może trzeba zainwestować w ten akurat obszar jeszcze więcej pieniędzy, bo jest bardzo ważny temat.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław PawełWszołek Marcin Herra Fredi Bobić Artur Jędrzejczyk Dariusz Mioduski
fot. Mishka / Legionisci.com

Do tej pory najczęściej personalizowaną koszulką była ta z nazwiskiem Artura Jędrzejczyka. Kto teraz przejmie pałeczkę?
– Jestem przede wszystkim bardzo, bardzo zadowolony, że – zgodnie z tym, co zapowiedzieliśmy – godnie podziękowaliśmy Arturowi. Jestem też bardzo wdzięczny Frediemu i Markowi, że wspólnie zadbaliśmy o to, by Jędza przy pełnych trybunach, w oficjalnym meczu, mógł wyjść jako kapitan naszego zespołu i mogliśmy mu podziękować. Mówiłem to na rozpoczęciu roku szkolnego w naszej szkole – i mówiłem to dlatego, że naprawdę zostanie mi to do końca życia: widziałem po meczu Artura siedzącego na ławce w szatni z upominkiem od klubu i widziałem w jego oczach taką dumę, naprawdę taką dumę z tego, co osiągnął w życiu sportowym. Takiego naprawdę szczęśliwego Jędzę. I wydaje mi się, że dla tego momentu warto było przejść przez tę krytykę i oczekiwania – i że ten mecz wydarzył się tak, jak chcieliśmy.

110-lecie klubu przebiegło zgodnie z planem?
– Mieliśmy trochę dyskusji: czy Legia powinna, czy nie powinna, czy to dobry moment, czy niedobry. Uważam, że mecz na 110-lecie był bardzo godnym wydarzeniem. Zjechało się z całego świata ponad 70 zawodników, którzy często przeżyli tutaj jedne z najpiękniejszych momentów w swoim życiu. Tysiące ludzi na trybunach, którzy przyszli, dziękowali. Młodzież, która zbierała karty. Niektórzy po raz pierwszy mogli zobaczyć zawodników, o których czytali, słyszeli od dziadka czy taty albo oglądali w mediach społecznościowych. Ale też ci starsi, którzy pamiętają lata 90., początek lat dwutysięcznych, różne momenty. To było super i naprawdę mieliśmy dzień, kiedy mogliśmy podziękować, kiedy mogliśmy sobie przypomnieć, że tworzymy coś dla przyszłych pokoleń. Mieliśmy też bardzo miłe wieczorne spotkanie, podczas którego uhonorowaliśmy kilka osób za to, co przez lata zrobiły dla klubu.
To są takie momenty, warte zapamiętania. Mieliśmy też wzruszający moment w naszej szkole, kiedy mogliśmy spotkać się z rodziną Jacka Magiery i odsłonić tablicę pamiątkową nadającą szkole tytuł patrona – wartości, według których żył, są wartościami, które chcemy pielęgnować i rozwijać. Myślę, że wszystkie te momenty były ważne dla naszych kibiców, dla wszystkich.
A koszulki? "Adams" chyba jest dziś na czele.

Będzie trzeci komplet strojów?
– Tak, będzie trzeci komplet. Mam nadzieję, że wyrobimy się jeszcze w tym roku. Także w listopadzie lub grudniu wejdą dodatkowe kolekcje jesienne, dziecięce i propozycje na święta. Ponadto już teraz zamykamy temat trzech kompletów strojów na przyszły rok.

Czy koszulki adidasa będą w końcu personalizowane czy znowu z katalogu?
– Dzięki naszym wynikom i rozwojowi współpracy z adidasem, a także naszej pozycji, jesteśmy dziś naprawdę strategicznym partnerem. Po raz pierwszy w historii będziemy mieli trzy komplety personalizowane, przygotowane dla nas od początku do końca. To też ciekawe, nowe wydarzenie, bo kiedyś mieliśmy jeden komplet co roku. W tym roku mamy już trzy, ale nie w jednym czasie, a w przyszłym sezonie może uda się zrobić jednoczesną premierę trzech koszulek w trzech różnych miejscach w Warszawie.

W niedzielę prestiżowy mecz z Lechem Poznań.
– Kibice mówią: spokój, praca, pokora. Lubię to hasło – co nie znaczy, że pokora to brak ambicji. Chodzi o konsekwentne, zwarte działanie. Na początku roku, w styczniu powiedzieliśmy sobie – pamiętam, w tym bardzo trudnym momencie: słuchajcie, wszyscy wiosłujemy razem. I nie chodzi mi o to, żeby teraz zerwać się i po tygodniu stracić siły, tylko żeby wszyscy równym tempem płynęli w jednym kierunku. Marek Papszun też to podkreśla wraz z zespołem i tego się trzymamy. Najbliższy mecz w niedzielę – klasyk z Lechem Poznań, drużyną o dużych możliwościach. Jeśli spojrzeć na bukmacherów i opinie większości ekspertów, to dają oni więcej szans rywalowi. My jednak mamy atut własnego boiska, świetnej atmosfery na stadionie, a przede wszystkim jesteśmy dobrze przygotowani. Wierzę w nasz zespół. Wiem, jak pracują zwodnicy, trener i cały sztab. Mamy świadomość klasy rywala, ale znamy też swoją wartość. Mamy serię ligowych meczów bez porażki i chcemy ją kontynuować.

Rozmawiał Wojciech Dobrzyński

Druga część rozmowy z Marcinem Herrą w przyszłym tygodniu - już teraz serdecznie zapraszamy!

Podaj ten news dalej:
Komentarze (4)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość