Podczas finału nie brakowało rac - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA

Relacja z trybun: 24h w trasie, 90 min w transie (VIDEO)

Bodziach, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

W tym roku finał Pucharu Polski ma dwie odsłony, co dla kibiców z pewnością nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zdecydowanie ciekawsze jest sprawdzenie swoich możliwości "wyjazdowych" na jednym, neutralnym stadionie, tak jak to miało miejsce w poprzednich latach.

Pierwszy mecz finałowy odbył się we Wrocławiu i cieszył się sporym zainteresowaniem kibiców. Na trybunach zasiadło ok. 38 tysięcy osób, w tym 2 tysiące fanów Legii. Co prawda początkowo liczyliśmy na 3 tysiące wejściówek, bowiem tyle miejsc liczy sektor gości we Wrocławiu, który jest największy w Polsce, tyle że... na takie rozwiązanie nie zgodzili się kibice Śląska. To rzadko spotykane w kibicowskim światku zjawisko, by liczbę przyjezdnych ograniczali sami kibice. Może nie licząc Polonii.



Jako że policja musiała dołożyć swoje trzy grosze i zmienić trasę naszych specjali, wyjazd z Warszawy miał miejsce już po godzinie 6, mimo że mecz rozpoczynał się o 18:30. W trasę ruszyły dwa pociągi specjalne, które do Wrocławia dotarły po ośmiu godzinach jazdy. Z dworca kibiców czekał przemarsz na stadion. Przed bramami byliśmy bardzo wcześnie, a wpuszczanie przebiegało bardzo sprawnie. Po skanowaniu dowodów osobistych spokojnie można było zająć miejsce na sektorze.



Już na stadionie, po długiej podróży (chociaż w specjalach był przygotowany catering), nie brakowało chętnych na lokalne specjały - głównie zapiekanki i hot-dogi. Punkty cateringowe były specjalnie okratowane, choć na większości stadionów, nawet w sektorach gości, brak aż takich zabezpieczeń. Na każdych niemal drzwiach widnieją tabliczki, mające zniechęcić kibiców do niszczenia stadionu:



"Równać" do bębna
Niemal na każdym kroku we Wrocławiu puszczane są reklamy - są telebimy na promenadzie, telebimy na stadionie. W trakcie meczu, gdy na Ł3 pokazywany na nich jest obraz z boiska, na stadionie Śląska reklama goni reklamę. Strasznie męczące. Sam stadion robi niezłe wrażenie - jest bardzo wysoki, ale z drugiej strony, o czym sami się przekonaliśmy, trudno przez to dobrze zsynchronizować doping całego sektora. "Staruch" zarzucający pieśni z dołu, był niesłyszalny w górnych rzędach naszego sektora. Podobnie zresztą jak bęben. Z tego powodu wiele razy śpiewaliśmy bardzo nierówno - góra przyspieszała, nie starając się nawet wsłuchać w wybijany rytm. Pamiętać natomiast należy - to kibice mają "równać" do bębna, nie na odwrót.

Sektor gości ozdobiony został czternastoma dość sporych rozmiarów flagami. Gospodarze tymczasem w swoich sektorach wywiesili o jedno płótno mniej. Już w trakcie rozgrzewki raz po raz rzucali petardy hukowe w stronę rozgrzewającego się bramkarza Legii. Z naszej strony miało miejsce zbieranie sił na pierwszy gwizdek, a z powodu tego, że przyjechaliśmy do celu sporo wcześniej, niektórzy wręcz nie mogli się doczekać pierwszego gwizdka sędziego.

Tylko Legia...
Rozpoczęliśmy tradycyjnie od "Mistrzem Polski jest Legia". Później długo śpiewaliśmy "Puchar jest nasz...", ale w całej pierwszej połowie najlepiej wychodziło nam "Niepokonane miasto, niepokonany klub...". Trzeba przyznać, że szczególnie w momentach problemów z synchronizacją pomiędzy górą a dołem sektora, w tej pieśni wszystko wychodziło jak należy. Podobnie zresztą jak w nowej wersji "Tylko Legia, ukochana Legia..." - tego dnia naprawdę wychodziła nam świetnie. Piłkarze już w pierwszej połowie zdobyli dwie bramki i mieliśmy powody do radości. Nic dziwnego, że kilka razy odtańczyliśmy "Walczyka labada".

Po przerwie kilkanaście razy poprawialiśmy głośność "Ceee....." - aż do momentu, gdy osiągnęliśmy odpowiedni poziom. O dziwo z obu stron liczba bluzgów była bardzo skromna. Śląsk ubliżał nam ze dwa razy, my zaś tylko w pieśni "Nasza Legia najlepsza w Polsce jest, p... WKS" czy "Deszczach niespokojnych". Oj, dawno nie było w naszym sektorze tak kulturalnie :).

Śląsk słabiej od Wisły
Śląsk co prawda na meczu pojawił się w dobrej liczbie, ale pod względem dopingu nie błyszczeli. Poza młynem, pozostałe trybuny siedziały cały mecz na tyłkach, co najwyżej błyskając fleszami. Doping Śląska na pewno był zdecydowanie słabszy niż choćby Wisły na naszym niedawnym wyjeździe do Krakowa.

Polityka nie pokona fanatyka
W drugiej połowie w sektorze Śląska rozciągnięty został zielono-biało-czerwony transparent "Polityka nie pokona fanatyka". Przez dobrych kilkanaście minut wisiał na ogrodzeniu, co nieco popsuło efekt końcowy całkiem przyzwoitej prezentacji WKS-u. Po dłuższym czasie fani Śląska rozciągnęli malowaną sektorówkę przedstawiającą kibica cieszącego się z wygranej w ringu z politykiem (krawaciarzem). Całość okrasiło kilkadziesiąt rac odpalonych w młynie Śląska.

fot. Woytek / Legionisci.com

Płonące race
Jeszcze w trakcie prezentowania oprawy przez gospodarzy w naszym sektorze rozciągnięta została sektorówka - Wielka eLka, a chwilę później w naszym sektorze zaświeciło kilkadziesiąt rac. Spiker nie nadążał z komunikatami o nielegalności odpalania pirotechniki na stadionach, ale jego ostrzeżenia nikogo nie interesowały. Race świeciły się aż miło! Warto dodać, że żadna z nich nie poleciała na murawę, nad boiskiem uniosło się jedynie trochę dymu, ale nie aż tak dużo, by sędzia musiał przerywać spotkanie. Swoją drogą, skandalem jest karanie klubów za takie efektowne pokazy.

Niepokonane miasto
Do końca meczu dopingowaliśmy na maksa, a po stadionie niosło się "Niepokonane miasto...". Nie przestaliśmy śpiewać nawet kilka minut po zakończeniu meczu, czekając aż pod nasz sektor podejdą piłkarze, którzy są bliscy zdobycia kolejnego Pucharu Polski. Zaśpiewaliśmy z zawodnikami "Warszawę", chociaż śpiewy były nieco utrudnione przez puszczenie jakichś hitów disco z głośników. Fani przekazali piłkarzom tekturowy Puchar w legijnych barwach. Prawdziwy odbierzemy w środę na naszym stadionie.

Po meczu pośpiewaliśmy jeszcze trochę o Haniorze i przez ponad godzinę czekaliśmy na otwarcie bram. Ze stadionu z buta na dworzec i... po piątej rano można było przywitać najpiękniejsze miasto pod słońcem. Dla 2000 osób wyjazd do oddalonego o 350 km Wrocławia trwał prawie 24 godziny.

Odpoczynek dopiero w czerwcu
W tym roku nie pojedziemy ani na "majówkę", ani na Boże Ciało. Ważniejsze są bowiem mecze naszego klubu. A tych przed nami jeszcze kilka. Już w niedzielę na nasz stadion przyjedzie Lechia, a 3 dni później zagramy rewanżowe spotkanie w finale PP ze Śląskiem. Na razie nie wiadomo, czy dane nam będzie pojechać do Białegostoku. Ponoć cały czas trwają niezwykle intensywne i skomplikowane prace przy jednym z chodników przy sektorze gości ;). Może być więc i tak, że do końca sezonu pojedziemy już tylko do Chorzowa.

P.S. We Wrocławiu swój pierwszy wyjazd zaliczył Adam, syn jednej z fanek naszego klubu. Jak przystało na legionistę wychowanego zgodnie z maksymą "od małego na całego", młodzian dopingował Legię tak, że o wiele starsi i bardziej doświadczeni wyjazdowicze mogli czuć się zawstydzeni.

Frekwencja: 38000
Kibiców gości: 2000
Flagi gości: 14

Doping Śląska: 6,5
Doping Legii: 8

Fotoreportaż z meczu - 64 zdjęcia Mishki





fot. Mishka / Legionisci.com

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.