fot. FotoPyK
REKLAMA

Relacja z trybun: Liga Azji

M., źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Kolejną z potyczek Legii o punkty w Lidze Europy przyszło Legii grać w dość ciekawych warunkach. Los chciał, że klub z Łazienkowskiej trafił na zespół z Trabzonu, który znajduje się w Azji, nad Morzem Czarnym. Tego typu wyjazdy zawsze stawiają znak zapytania nad liczbą osób, które zasiądą w sektorze gości. Z jednej strony taka wyprawa to wielka przygoda i szansa zobaczenia miejsc, do których pewnie żaden inny powód by nas nie zaprowadził. Z drugiej - wielu odpuszcza, preferując "bardziej cywilizowane" wyprawy, jak np. Eindhoven czy Rzym.

Dla nas jedno było pewne - także w Azji nas nie może zabraknąć!

A może do Gruzji?
W momencie losowania fazy grupowej Ligi Europy większość z nas skupiła się na ogarnianiu wyjazdu do Rzymu. Na przygotowania do tureckiej eskapady czasu było znacznie więcej, więc i więcej pomysłów, jak się tam dostać.
Ci, którzy liczyli na czarter, niestety po raz kolejny się zawiedli. Ze względu na znikome zainteresowanie, samolot został odwołany. Do Trabzonu docieraliśmy więc różnymi innymi sposobami, a jedną z bardziej popularnych tras okazała się ta przez Gruzję. Z racji regularnych lotów na trasie Warszawa - Kutaisi, wykonywanych przez linie Wizzair, koszt dotarcia na miejsce samolotem był znacznie niższy niż z przesiadką w Stambule. Potem czekało nas jeszcze około 350 km, które najłatwiej pokonać busem. Na trasie Kutaisi - Trabzon legionistów można było spotkać także w Batumi, w którym to część z nas zrobiła sobie przystanek w drodze na mecz. Kurort po sezonie świecił pustkami, nie przypominając miasta ze słynnej piosenki Filipinek. Niektórzy kibice podróżowali "zaliczając" po drodze wiele innych atrakcji, jak choćby Tibilisi lub tureckie miasta nad Morzem Czarnym. Inni natomiast wystartowali samolotem na ostatnią chwilę, maksymalnie skracając czas podróży. Oczywiście nie zabrakło również śmiałków, którzy dojechali na mecz drogą lądową, spędzając wiele godzin w trasie.

Trabzon
W przeciwieństwie do Rzymu, w mieście w dniu meczu było widać sporo ludzi w barwach tureckiej drużyny. Akcenty klubowe pojawiały się także w sklepach, restauracjach czy samochodach. Miejscowi kibice chodzili w koszulkach meczowych i szalikach. Czuć było, że mecz jest blisko. Miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania zarówno w temacie zwiedzania, jak i atrakcji imprezowych, dlatego też dużo osób nie zostało po meczu, decydując się na szybki powrót do kraju albo Gruzji.

fot. FotoPyK
fot. FotoPyK

Jesteśmy zawsze tam...
Miejscowych najwyraźniej mecz zbytnio nie interesował, bo frekwencją nie zbliżyli się do wyniku z Lazio. Tylko trybuny za bramkami zapełniły się niemal w całości. Widać, że stadion lata świetności ma już dawno za sobą, zarówno jego konstrukcja, jak i standardy wykonania nie powalają na kolana. Z drugiej strony, jeszcze 10 lat temu patrzylibyśmy z zupełnie innej perspektywy.

Doping miejscowych był prowadzony głównie z jednej trybuny znajdującej się za bramką, gdzie oprócz bębnów pojawiły się flagi na sztycach. Pozostałe trybuny także włączały się do dopingu, ale bardziej spontanicznie. Rożne części stadionu prowadziły różny doping, w tym samym czasie śpiewając co innego - ogólnie, panował duży chaos. Nam przypadło miejsce w sektorze gości usytuowanym blisko jednej z trybun za bramkami, w dość bliskim sąsiedztwie miejscowych. W pierwszej połowie gospodarze zaprezentowali malutką drukowaną sektorówkę.

Ostatecznie w sektorze gości pojawiły się 123 osoby. Na płocie zawisła jedna flaga - Legia w ojczystych barwach. Jeszcze przed rozpoczęciem meczu zaczęliśmy nasz doping od ryknięcia "jesteśmy zawsze tam...", które spotkało się z głośnymi gwizdami miejscowych. To był najlepszy dowód, że dobrze nas było słychać na stadionie! Przez większość meczu miejscowi odpowiadali na nasze śpiewy gwizdami, a my dalej robiliśmy swoje. Regularny doping urozmaicaliśmy wymianą "uprzejmości" z miejscowymi kibicami, którzy z biegiem czasu coraz bardziej cieszyli się ze zwycięstwa swojej drużyny.

fot. FotoPyK
fot. FotoPyK

Przed wyjazdem do Turcji wielu z nas liczyło na zobaczenie z bliska dopingu w wykonaniu kibiców, których często uważa się za jednych z bardziej fanatycznych. Okazuje się jednak, że przepaść dzieląca pod tym względem fanów w tym kraju jest ogromna.

Europejska jesień
Patrząc na rezultat, który Legia osiągnęła na boisku w Trabzonie, niestety wiele wskazuje na to, że wyprawa na Cypr będzie ostatnim wyjazdem w tym sezonie w europejskich pucharach. Trzy mecze, trzy porażki to wynik, który nie daje zbyt wiele nadziei. Szkoda, że cykliczne wiosenne wyjazdy po Europie to dla nas jedynie marzenia.


Frekwencja: 18000
Kibiców gości: 123
Flagi gości: 1

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.