Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Wtorek, 1 czerwca 2004
Puchar Polski - Finał, II mecz

 Legia Warszawa

1-0

Lech Poznań 

70 min. (k) Włodarczyk



Saganowski
Kaczorowski

Boruc
Choto
Zieliński
Szala
Jarzębowski
Sokołowski I (55. Wróblewski)
Surma (59. Garcia)
Vuković (74. Magiera)
Sokołowski II
Włodarczyk
Saganowski
SKŁADY Piątek
Lasocki
Wójcik
(90. Kryger) Madej
Świerczewski
Reiss
(15. Grzelak) Zakrzewski
Scherfchen
Bosacki
(30. Piskuła) Goliński
Kaczorowski

SĘDZIA:
 Antoni Fijarczyk (Rzeszów)
WIDZOWIE:
 15000

Relacja

Radość Lecha na Łazienkowskiej

Porażka w finale Pucharu Polski na pewno nie należy do najprzyjemniejszych. Na wstępie należy pogratulować drużynie z Poznania twardej walki i w rezultacie wywalczenia krajowego Pucharu. Nie jest to oczywiście tragedia, biorąc pod uwagę fakt, że owe trofeum nic by nam nie dało (poza prestiżem). W dzisiejszym meczu na Łazienkowskiej w zespole Legii zabrakło jedynie Marka Jóźwiaka. Pozostali gracze „wojskowych” byli w pełni sił. Z kolei w drużynie Lecha nie było praktycznie żadnych ubytków. W ostatniej chwili odwieszony został Piotr Świerczewski, tak więc „Kolejorz” mógł przystąpić do meczu rewanżowego w podstawowym zestawieniu. Jak zawsze, spotkania Legii z Lechem to mecze podwyższonego ryzyka. Nie inaczej było i tym razem. Ci, którzy liczyli na poprawę stosunków między kibicami tych dwóch najbardziej się nienawidzących grup, pomylili się. O mały włos nie doszło dzisiaj do zamieszek! Chuligani z Poznania (nakręcani przez bezsensownie energicznie reagującego trenera gości) pokazali swoją prawdziwą twarz, rzucali racami w sektory zajmowane przez prawdziwych kibiców Legii. Na szczęście fani obu drużyn w miarę szybko się opanowali. Sam mecz był niezwykle interesujący, choć bezpośrednich zagrożeń zarówno jednej, jak i drugiej bramki, było niewiele. Wprawdzie przewagę miała Legia, ale niedokładne podania i niepotrzebna nerwowość zrobiły swoje. Marek Saganowski potykał się o piłkę, Vuković (wygwizdany przed meczem...) więcej razy wykopywał piłkę w trybuny niż podawał do partnerów, zaś Tomasz Sokołowski II po raz kolejny udowodnił, że Legia to chyba jednak dla niego za wysokie progi... Już w 1. minucie Legia wywalczyła rzut rożny. Zapowiadało to ciekawą rywalizację i tak w rzeczywistości było. W 4. minucie Saganowski przewrócił się o piłkę przed polem karnym, marnując wyśmienitą okazję. W 13. minucie wywiązała się niesamowita walka w środku pola. Około czterech graczy Legii oraz czterech z Poznania toczyło między sobą bój o piłkę w promieniu...1 metra! Wyglądało to dość niecodziennie, ale wzbudziło ogromny aplauz publiczności. W 17. minucie z ostrego kąta uderzał „Włodar”, ale ta próba się nie powiodła. Skończyło się tylko na rzucie rożnym. Około 20 minuty piłkę głową przedłużył Włodarczyk do „Sagana”, jednak ten nie potrafił odpowiednio złożyć się do strzału. W 30. minucie Piotrek Włodarczyk (rozgrywający dobry mecz) uderzył bardzo mocno w spojenie słupka z poprzeczką. Niewiele brakowało... Na 5 minut przed końcem szczęścia próbował uderzeniem z przewrotki Dickson Choto. Samo uderzenie nie było może najwyższych lotów, ale kibicom się podobało. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę „Sagan” w świetnej okazji uderzył głową obok słupka bramki lechitów. Druga połowa była jeszcze żywsza, ale co ciekawe, nie stworzono prawie żadnej dogodnej okazji do zdobycia gola! Dopiero w ostatnich kilku minutach Legia przycisnęła podmęczonego Lecha. Wcześniej Piotr Reiss miał wyborną sytuację wykorzystując gapiostwo obrońców Legii. Jednak mimo faktu, iż był sam przed Borucem, nie potrafił z tej okazji skorzystać. Próbował nabrać sędziego na rzut karny. W 68. minucie padł wreszcie gol! Radek Wróblewski wywalczył rzut karny po dotknięciu piłki ręką przez jednego z rywali. Jedenastkę pewnie wykorzystał Włodarczyk! Było 1:0 i zostało jeszcze ok. 20 minut gry. W 78. minucie Tomek Jarzębowski miał wyborną okazję by przymierzyć zza pola karnego. Uderzył jednak ponad bramką... W 82. minucie Manuel Garcia znalazł się właściwie sam przed bramką! Bramkarz stał w takim miejscu, że bramka była prawie pusta! A jednak... Manuel strzelił dokładnie w ten punkt, gdzie strzelać nie należało - w nogi Piątka. Moim zdaniem w tej sytuacji najbardziej winny jest jednak.. trener Kubicki! Tak to jest, gdy nie pozwala się rezerwowym przez cały sezon grać, a potem wymaga się od nich cudu. Jeszcze na 2 minuty przed końcem Saganowski leżąc już na ziemi chciał pokonać bramkarza Lecha. Bezskutecznie... Lech Poznań jest tegorocznym zdobywcą Pucharu Polski i należy to uszanować. Legia przegrała to trofeum na własne życzenie.

Autor: Szmiciu

Pomeczowe wypowiedzi:

Czesław Michniewicz (trener Lecha Poznań): Jestem bardzo szczęśliwy. Na początku chciałbym podziękować Darkowi Kubickiemu i zespołowi Legii za stworzenie ciekawego dwumeczu, który stał na wysokim poziomie. Były emocje, były bramki, czyli to, czego kibice oczekują. Był również bardzo dobry doping. Szkoda, że końcówka była gorsza, jeżeli chodzi o zachowanie kibiców. Jednak nad tym musimy popracować wspólnie. Wracając do meczu. Wiedzieliśmy, że aby zdobyć puchar, trzeba strzelić bramkę na Łazienkowskiej. Niestety nie stworzyliśmy zbyt wielu akcji ofensywnych. Dodatkowo kontuzje wyeliminowały dwóch kluczowych zawodników i to wymusiło zmianę ustawienia. Może nie graliśmy dziś widowiskowo, ale ważne, że zdobyliśmy puchar.
Dariusz Kubicki (trener Legii Warszawa): Zacznę od gratulacji dla drużyny Lecha, która w dwumeczu okazała się lepsza od nas i zdobyła puchar. Na pewno te mecze mogły się podobać. Było sporo emocji oraz sytuacji podbramkowych, a także determinacji z obu stron. Do swoich zawodników nie mam większych zastrzeżeń po dzisiejszym spotkaniu. Szkoda tylko, że szczęście nam nie sprzyjało w tych sytuacjach podbramkowych. Mam nadzieję, że będzie dla nas przestrogą, że w dwumeczach należy prezentować się lepiej, a nie tylko w półtorej spotkania. Niestety nie udało się. Wierzę, że postaramy się w przyszłym roku również zaistnieć w tych rozgrywkach.

Piotr Świerczewski (Lech Poznań): Gratuluję Legii postawy. To było bardzo dobre spotkanie. W trakcie meczu było dużo walki na boisku. Jednak zasłużyliśmy na ten puchar. Zachowania kibiców nie chciałbym komentować. Niech się po prostu zastanowią. Jednak trudno, stało się i nikomu większa krzywda się nie wydarzyła. Nie wiem czy PZPN będzie jakiekolwiek konsekwencje wyciągał, ale oby nie. Tym bardziej, że na stadionie Legii jest zawsze bardzo dobra atmosfera. Życzylibyśmy sobie w przyszłości takiej atmosfery jaka była na początku. Takiego dopingu jaki zgotowali fani.
Artur Boruc: Myślę, że podjęliśmy walkę i walczyliśmy do końca. Na pewno przykro nam było, że Lech cieszył się na naszym stadionie, ale taka jest piłka i trzeba żyć dalej.
Radosław Wróblewski: Na pewno chcieliśmy wygrać. Przechylić szalę na własną korzyść. Nie udało się niestety, choć mieliśmy kilka bardzo dobrych okazji. Szkoda, że Manuel nie strzelił bramki, bo z pewnością byłby bohaterem spotkania.
Jacek Zieliński: Uważam, że były cztery partie tego finału. Pierwszą z nich zawaliliśmy kompletnie. Do przerwy było 2-0. W pozostałych trzech było już znacznie lepiej, ale niestety nie udało się odrobić strat z pierwszego spotkania. Mieliśmy kilka sytuacji, ale nie zawsze się udaje je wykorzystywać. Może powinniśmy zagrać jak Lech. Zmasowaną obroną i czekać na kontrataki w pierwszym meczu. Boli nas to, że wygrywaliśmy większość spotkań i zanotowaliśmy dwie porażki, które nas bardzo drogo kosztowały, zarówno w lidze jak i Pucharze Polski. Niestety zabrakło szczęścia.
Tomasz Jarzębowski: Byliśmy pełni nadziei. Przegraliśmy pierwszy mecz 2-0 i chcieliśmy udowodnić wszystkim kibicom, że był to wypadek przy pracy i zwyciężyć 3-0. Niestety się nie udało, choć mieliśmy okazję aby wygrać 2-0, bo Manuel miał świetną sytuację. Gdyby ją wykorzystał, pewnie byłaby dogrywka i pokonalibyśmy Lecha. Cóż taka jest piłka. Wygraliśmy 1-0, a to było za mało i przegraliśmy finał.
Autor: Fumen


Relacja z trybun

Płacz i łzy

To miało być wielkie święto w Warszawie... Legioniści od siedmiu lat nie zdobyli Pucharu Polski i warszawscy fani wierzyli, że czekanie zostanie im wynagrodzone właśnie 1 czerwca br. Bilety na drugie spotkanie finałowe rozeszły się bardzo szybko. Jedyne wejściówki w dniu meczu można było kupić u koników. Mimo kiepskiego wyniku w pierwszym meczu, kibice Legii mocno wierzyli w odrobienie strat. Dominowały głosy, że wygramy po dogrywce. Tłumy fanów pod bramami zebrały się kilka godzin przed meczem. Dosyć szybko do stolicy dotarli również goście. Około 2 godziny przed meczem kibice "Kolejorza" zaczęli zapełniać sektor pod zegarem. Łącznie, dwoma pociągami specjalnymi, przyjechało ich około 2 tysięcy. Większość lechitów na stadion weszła "z bramą". Stąd też nie mieli problemów, aby wnieść ze sobą akcesoria pirotechniczne. Lech wywiesił 27 flag - oprócz płotu [na którym zabrakło miejsca], również na górze sektora i reklamach. Początkowo obie ekipy przekrzykiwały się, kto tego wieczoru będzie mógł świętować zdobycie trofeum. Kulturalne okrzyki i przyśpiewki przerwał Lech, ubliżając Legii. My jednak brawami przyjęliśmy piłkarzy gości [to samo w Poznaniu zrobił Lech wobec zawodników Legii]. Przed meczem, tradycyjnie już, Wojtek Hadaj starał się naładować nas pozytywną energią i namówić wszystkich do nieustannego dopingu. Na płocie rzucał się w oczy transparent z pozdrowieniami dla kibiców, którzy tego meczu nie mogli obejrzeć na żywo z przyczyn od nich niezależnych - "AŚ Białystok - Pozdro!". Gdy piłkarze pojawili się w tunelu, na trybunie odkrytej pojawiła się kartoniada przedstawiająca stadionowy zegar z wynikiem, jakiego życzyliby sobie kibice: "Legia - Goście 3-0". Nawet godzina zegara została dobrze ustawiona... Kartoniadę uzupełniały flagi w barwach naszego klubu. Na Krytej fani odpalili kilkadziesiąt rac. Mecz się rozpoczął, rozpoczął się również doping. Ten niestety był poniżej oczekiwań. Około 16 tysięcy kibiców nie było w stanie zapobiec momentom ciszy, które bardzo raziły. Do około 30 minuty doping był kulturalny z obu stron [nie licząc "wypadku" Lecha przed meczem]. Później do zamieszania doszło na skraju sektora gości, graniczącym z trybuną Krytą. Lechici kamieniami obrzucali legionistów... ci nie pozostali im dłużni. Pokojowa atmosfera została w tym momencie zakończona. Mimo to, do samego końca dominował doping dla swoich drużyn. Z płotu zostały zdjęte flagi. Lech w I połowie zaprezentował kilkadziesiąt flag na kijach, które wyróżniały się wśród białych świec dymnych. Tego dnia goście odpalili jeszcze wulkany, bengale oraz race. Pierwszy pokaz lechitów zrobił najlepsze wrażenie. Legioniści niestety nie doczekali się bramek przed przerwą, choć sytuacji nie brakowało. Zaraz po przerwie fani na Żylecie zaprezentowali antypolicyjną sektorówkę, którą uzupełniało hasło na transparencie: "Pomóż policji - zabij się sam!". W tym temacie obie ekipy zgadzały się ze sobą - "Policja - wróg numer 1" niosło się po całym stadionie. Po chwili wszystko wróciło jednak do normy - Legia dopingowała Legię, a Lech Lecha. W końcu, w 69. minucie sędzia podyktował dla nas jedenastkę. Do rzutu karnego podszedł Włodarczyk i pewnie pokonał Piątka. Nieopisana radość zapanowała na prawie całym stadionie. Na odkrytej zapłonęło kilkanaście rac. Gol ten podziałał bardzo mobilizująco na legionistów. Wreszcie zaczęło odpowiednio wrzeć na trybunach. Odżyły nadzieje... Trzeba było tylko(?) strzelić jednego gola, aby wyrównać straty z Poznania. Napięta atmosfera była już do samego końca. Sytuacji nie brakowało, a najlepszą zmarnował Manuel Garcia, pudłując z 3 metrów... W końcu na tablicy świetlnej pojawiła się liczba "3". Niestety nie oznaczała ona zdobyczy bramkowej gospodarzy, a liczbę minut doliczoną przed arbitra. Było to za mało, aby legioniści po raz drugi pokonali Piątka. Końcowy gwizdek sędziego miał dla nas smutny wydźwięk... Część kibiców nie potrafiła powstrzymać się od płaczu... Gdy z naszych twarzy ocieraliśmy łzy, lechici zaczęli świętować. "Puchar jest nasz, puchar do Lecha należy" - śpiewali goście. My dziękujemy piłkarzom za walkę, bo tej w dzisiejszym meczu nie możemy im odmówić. Dalsze wydarzenia jednak nie będą najlepiej wspominane. Doszło do wymiany "argumentów" między lechitami a legionistami z Krytej. W naszym kierunku poleciały race... i zaczęło się. Część kibiców przeskoczyła płot i ruszyła w kierunku sektora gości. Zdecydowana reakcja ochrony zawróciła warszawian. Napiętą atmosferę starał się załagodzić Wojtek Hadaj. "Zachowajmy spokój! To tylko piłka nożna!" - krzyczał spiker. Zdecydowana większość kibiców posłuchała apelu Hadaja. Do kolejnych ekscesów doszło, gdy piłkarze Lecha weszli na trybunę honorową, aby odebrać wywalczony puchar. Niestety doszło do tego... do czego dojść nie powinno. Kilkunastu legionistów wtargnęło na trybunę i zakłóciło ceremonię wręczania trofeum. Zawodnicy z Poznania w pośpiechu opuścili trybunę i udali się do szatni. Na koniec Lech odpalił kilkadziesiąt rac na swoim sektorze [część z nich poleciała w kierunku warszawian]. Stadion jeszcze przez dłuższą chwilę nie pustoszał. Na szczęście to był koniec niezdrowych emocji tego dnia. Gdy większość z nas opuściła stadion, na murawę ponownie wybiegli piłkarze Lecha i wraz z kibicami cieszyli się z sukcesu. "Legła Warszawa" to motyw przewodni świętowania w wykonaniu przyjezdnych. Niestety finału PP nie zaliczymy do udanych. Porażkę ponieśli piłkarze, ze słabej strony pokazali się również kibice. Walczący o pozytywny wizerunek kibiców Legii, znowu będą mieli pełne ręce roboty... Ten finał po prostu nie tak miał wyglądać. Szkoda, że na naszym stadionie w ostatnich latach częściej świętują fani innych drużyn, a nie my sami. Pozostaje nam wierzyć, że za rok będzie lepiej. Innego wyjścia nie ma. Za tydzień na Łazienkowskiej zagramy ze zmierzającym do II ligi Widzewem. Na boisku z pewnością nie zabraknie emocji. Goście będą zaciekle walczyli o punkty, które pozwoliłyby im uratować pierwszoligowy byt. Na trybunach nie powinno być gorzej. Ciekawi jesteśmy postawy Widzewa. Czy łodzianie będą w stanie zaprezentować się lepiej od Lecha? Zobaczymy, choć to na pewno nie będzie łatwe.
Autor: Bodziach


Fotoreportaż z meczu - 73 zdjęcia
Drugi fotoreportaż z meczu - 92 zdjęcia
Filmiki z trybun - 3 MPEG

Typowanie wyniku 24 z 1128 osób prawidłowo odgadło rezultat spotkania: ornatek, as, pzm, Benek, daga, Rasta, kajtek, stasiulek!, MaciekHuk, engel, zdzichu, cinek, placek, peterka, stelma, kwah, PSI, shock bs, Mirek_kozienice, phi, aligator1910, PEDRO(L), Marian, Maciej_P.

Zapowiedź

Damy radę?

Puchar Polski nie cieszy się w Polsce taką popularnością jak rozgrywki ligowe. Mimo to, zainteresowanie finałowymi spotkaniami Legii i Lecha jest ogromne. Bilety na mecz w Poznaniu rozeszły się bardzo szybko. Wejściówki na drugi mecz finałowy, w Warszawie, również idą jak świeże bułeczki. Zarząd klubu postanowił przeciwdziałać "konikom" - wstrzymując sprzedaż paru tysięcy biletów, które do kas trafią dopiero dzień przed meczem. W przeciwieństwie do spotkania w Poznaniu, mecz w stolicy bez problemów obejrzy 1200 fanów "Kolejorza". Dwa tygodnie temu poznaniacy wraz z legionistami pokazali, że "Piłka nożna (jest) dla kibiców". Tym razem również zapowiada się ciekawe widowisko. Z tą tylko różnicą, że fani Legii zamierzają przygotować ciekawą oprawę spotkania [Lech protestował przeciwko decyzjom prezydenta Poznania i policji]. Z pewnością najbardziej potrzebny dla naszych piłkarzy będzie głośny, nieustanny doping. Legioniści muszą przecież odrobić dwubramkową stratę z pierwszego meczu... Pierwszą połowę meczu Lech-Legia uważa się za najgorszą w wykonaniu piłkarzy z eLka na piersiach, w obecnym sezonie. Aby odrobić straty, nasi zawodnicy muszą zagrać agresywnie od samego początku. W składzie gospodarzy zabraknie Marka Jóźwiaka, ukaranego czerwoną kartką w Grodzisku. Lech tymczasem zagra w swoim najsilniejszym zestawieniu. W meczu będzie mógł również wystąpić Piotr Świerczewski, a drużynę poprowadzi [już oficjalnie] Czesław Michniewicz. Trzech piłkarzy obu drużyn przebywa obecnie na zgrupowaniu reprezentacji Polski przed meczem z Grecją. Paweł Janas nie zamierza osłabiać nikogo i na finałowy mecz zwolni obu graczy Lecha [Pawła Kaczorowskiego i Bartosza Bosackiego] oraz bramkarza Legii, Artura Boruca. Przed decydującym spotkaniem więcej szans daje się przyjezdnym. Dla nich priorytetem będzie skuteczna gra w obronie. Warszawianie, atakując bramkę Piątka, nie mogą sobie pozwolić na rozluźnienie w defensywie. Jedna bramka dla Lecha spowoduje, że do awansu potrzebować będziemy aż czterech trafień! Jeśli spotkanie zakończy się wynikiem 2-0 dojdzie do dogrywki. W tej obowiązywać będzie zasada tzw. srebrnej bramki - drużyna, która strzeli więcej bramek w pierwszej połowie dogrywki wygrywa [nie jest wtedy rozgrywana druga część dogrywki]. Bramki strzelane w dogrywce nie liczą się podwójnie [dla Lecha]. Jeśli obie połowy dogrywki nie przyniosą rozstrzygnięcia, dojdzie do rzutów karnych. My wierzymy jednak, że 90 minut wystarczy Legii, aby z nawiązką odrobić straty z pierwszego meczu. Lech w drodze do finału wyeliminował Karkonosze Jelenia Góra, Polonię Warszawa, Górnika Polkowice oraz katowicki GKS. Legia natomiast - Tłoki Gorzyce, Górnika Zabrze, Koronę Kielce i Jagiellonię Białystok. Od czasu zdobycia przez Legię ostatniego PP minęło już 7 lat. Warszawa cały czas czeka na 13. Puchar dla Legii. Do tej pory obie drużyny dwukrotnie grały ze sobą w finale krajowego pucharu. Raz górą była Legia, a raz Lech. Jak będzie za trzecim razem? Przekonamy się we wtorek!
Autor: Bodziach


Wasze pomeczowe komentarze (0)