Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Sobota, 12 sierpnia 2006, godz. 19:00
Ekstraklasa - 3. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 58' Radović
1 (0)
Herb GKS Bełchatów GKS Bełchatów
  • 76' Wróbel
  • 90+3' Garguła
2 (0)

Sędzia: Hubert Siejewicz
Widzów: 8000
Pełen raport
Dramat legionistów w 93 minucie...

Tak być nie może!

Po porażce w Doniecku Legia zanotowała kolejną wpadkę. Tym razem musiała uznać wyższość GKS-u Bełchatów. Przegrana boli tym bardziej, że bramkę przesądzającą o zwycięstwie, bełchatowianie zdobyli w doliczonym już czasie gry. Legia przegrała praktycznie na własne życzenie. Przez cały mecz miała przewagę, jednak nie potrafiła jej wykorzystać. "Można przegrać tak jak dziś, ale dla mnie bolesne jest to, że ten zespół traci charakter" – mówił po meczu Dariusz Wdowczyk. Słowa trenera Legii są najlepszym komentarzem do sobotniego spotkania.

Przed meczem chyba nawet najwięksi pesymiści nie przypuszczali, że goście wywiozą z Warszawy trzy punkty. Co prawda spotkanie rozpoczęło się od przewagi przyjezdnych, ale już po chwili wszystko wróciło do normy i stroną dyktującą warunki była Legia. Wojskowi nie potrafili jednak udowodnić swojej wyższości. Choć zepchnęli GKS do defensywy, grali chaotycznie i niedokładnie. Co z tego, że Roger kiwał obrońców z Bełchatowa, skoro będąc już na wolnym polu, podawał zbyt mocno? Zmorą piłkarzy z Łazienkowskiej było wykańczanie akcji. Gdy wydawało się, że wszystko idzie dobrze, jedno niedokładne podanie niweczyło misternie konstruowaną akcję. Zawodnicy szukali prostopadłych podań, ale ich zagrania były albo za mocne (nie nadążał nawet szybki Sebastian Szałachowski), albo za lekkie. Ostatecznie padały wiec łupem przyjezdnych. W 17. minucie oko w oko z Piotrem Lechem stanął Aleksandar Vuković. Niestety mocny strzał Serba na rzut rożny sparował bramkarz. Była to najgroźniejsza sytuacja Wojskowych w pierwszej połowie. Potem były już tylko nieudolne próby sforsowania obrony gości. Znów mnożyły się niedokładne podania i głupie straty piłki. Błędów Legii nie potrafili wykorzystać bełchatowianie. Na ich drodze stawał dobrze dysponowany Dickson Choto i Łukasz Fabiański oraz Mamadou Balde. Ciekawiej na boisku zrobiło się pod koniec pierwszej połowy. Najpierw bramkarz gości sfaulował poza polem karnym Miroslava Radovicia. Ku zaskoczeniu fanów sędzia Hubert Siejewicz potraktował Lecha bardzo łagodnie karząc go tylko... żółtą kartką. Natomiast w 37. minucie słabego występu Hugo nie wytrzymał Wdowczyk i zdjął piłkarza z boiska. Brazylijczyk nie podziękował trenerowi za grę i poszedł prosto do szatni. "Zmiana Hugo nie była podyktowana kontucją, ale tym, że grał bardzo słabo" – wyjaśniał swą decyzję Wdowczyk.

Druga połowa to znów nieskuteczna gra Legii. W 55. minucie bezbarwnego Michala Gottwalda zastąpił Piotr Włodarczyk. Kibice przywitali "Włodara" gromkimi brawami, licząc na jego przełamanie. Przełamanie przyszło, ale jego autorem nie był "Władeczek". Po dokładnym (wreszcie!) podaniu, sam na 18. metrze znalazł się Miroslav Radović. Przymierzył obok słupka i głośny okrzyk radości przebiegł po trybunach. Wydawało się, że teraz może być już tylko lepiej. Oj błędne to były nadzieje. Do roboty wziął się bowiem GKS. W 63. minucie mogło być już 1-1, ale swój kunszt udowodnił Fabiański, broniąc strzał Radosława Matusiaka. Legia próbowała się odgryzać, ale bramki strzelali już tylko goście. W 77. minucie podbramkowe zamieszanie wykorzystał Tomasz Wróbel i z bliska wpakował piłkę do siatki. "Nic się nie stało, hej Legio nic się nie stało!" zaśpiewali natychmiast kibice. Jednak się stało. Legia za wszelką cenę chciała strzelić zwycięską bramkę. W 86. minucie wydawało się, że piłka musi w końcu wpaść do bramki GKS-u. Najpierw z 11. metrów strzelał Vuković. Do odbitej przez Lecha piłki dopadł Szałachowski i do spółki z Janczykiem usiłowali wbić ją do bramki. Nic jednak z tego nie wyszło. Gdy kibice pogodzili się już z remisem, goście zadali decydujący cios. W 93. minucie całkowicie pogubiła się obrona Legii. Sam przed Fabiańskim znalazł się Łukasz Garguła i było 1-2. Żenada.

"Od momentu kiedy przejąłem Legię jest to mój najczarniejszy dzień" – powiedział po meczu Dariusz Wdowczyk. Dużo racji jest w stwierdzeniu trenera Wojskowych. Legia z przeciętnym Bełchatowem nie potrafiła udowodnić swojej wyższości. Nie tak powinien grać Mistrz Polski, który ma ambicje na występy w Lidze Mistrzów. Tu potrzeba gruntownej zmiany, bo inaczej marzenia o podboju Europy można włożyć między bajki. Dariusz Wdowczyk ma wiele pracy przed sobą, by Legia zaczęła przypominać drużynę z wiosennych spotkań. Trzeba mieć tylko nadzieję, że "Wdowiec" wie jak to zrobić.

Autor:Tomek Janus

Polecamy: