Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Bełchatów - Wtorek, 6 marca 2007, godz. 20:15
Puchar Ekstraklasy - faza grupowa
Herb GKS Bełchatów GKS Bełchatów
  • 18' Hinc (k)
  • 78' Komorowski
  • 81' Costly
3 (1)
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)

    Sędzia: Piotr Maurek
    Widzów: 2500
    Pełen raport
    Prosimy, nie bijcie zbyt mocno... - fot. Adam Polak

    Wyciągnąć wnioski

    Legia przegrała w Bełchatowie 0-3 w ramach rozgrywek Pucharu Ekstraklasy. Grający w rezerwowym składzie gracze Dariusza Wdowczyka nie potrafili nawiązać równorzędnej walki z miejscową drużyną. To GKS grał lepiej w pierwszej połowie i zasłużenie prowadził 1-0 po golu Hinca z karnego. Po zmianie stron Legia ruszyła do śmielszych ataków, grała ostrzej, z charakterem, ale to rywale trafiali do siatki. Komorowski i Costly pokonali Muchę i skończyło się na 3-0.

    Tydzień temu Legia pokonała 1-0 Wisłę Płock i tym samym zapewniła sobie awans do 1/4 rozgrywek o Puchar Ekstraklasy. Mecz z Bełchatowem był więc meczem o przysłowiową pietruszkę. Zdawał sobie z tego sprawę Dariusz Wdowczyk, który do gry posłał kilku młodych zawodników. W pierwszym składzie wybiegli Artur Jędzrzejczyk i Adrian Paluchowski. W drugiej połowie na murawie pojawili się jeszcze Kamil Majkowski i Piotr Rafalski. Jeżeli dodamy do tego faktu brak Łukasza Fabiańskiego, Rogera, Edsona, Miroslava Radovicia, Aleksandara Vukovicia, Macieja Korzyma i Dawida Janczyka, to widzimy, że wtorkowy mecz Legia potraktowała mocno ulgowo. W niczym nie umniejsza to jednak dominacji bełchatowian. We wtorkowy wieczór nie podlegała ona żadnej dyskusji.

    Mecz zaczął się dość niemrawo. Szybko jednak było widać, że bełchatowianom zdecydowanie bardziej chce się grać. Widać rezerwowi piłkarze GKS-u mają większą ambicję na przebicie się do pierwszego składu, niż rezerwowi zawodnicy mistrza Polski. W 18. minucie chęci gospodarzy zmaterializowały się w postaci bramki. W polu karnym Herbert Dick zaatakował Carlosa Costly. Z trybun wydawało się, że legionista czysto przerwał akcję. Innego zdania był jednak arbiter Piotr Maurek, który podyktował rzut karny. Ten na bramkę pewnie zamienił Bartosz Hinc i było 1-0.

    Legia podrażniona straconą bramką ruszyła do ataku. Niecelne uderzenie głową Marcina Smolińskiego to jednak wszystko na co było stać Wojskowych. Będąc przy Smolińskim, warto zaznaczyć, że na tle swoich kolegów wypadł dobrze. Starał się, walczył i przede wszystkim chciało mu się grać. Szkoda tylko, że musiał prezentować się na tak marnym tle. Poczynania jego kolegów często przypominały pracę XIX-wiecznego chłopa odrabiającego pańszczyznę. Nic dziwnego, że trener Wdowczyk nie był po meczu zadowolony. "Jest mi wstyd za drużynę, która dziś wystąpiła, bo nie stworzyliśmy żadnej sytuacji" – skomentował popisy swoich podopiecznych.

    Bardzo dobrą partię w drużynie GKS-u rozgrywał Mariusz Ujek. Było go pełno na całym boisku i legioniści mieli problemy z upilnowaniem go. W 37. minucie Ujek precyzyjnie dośrodkował na głowę Costly, ale zawodnik rodem z Hondurasu nie trafił w bramkę. Cztery minuty później Ujek sam mógł wpisać się na listę strzelców, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką.

    Druga połowa była bardzo podobna do pierwszych trzech kwadransów. Legioniści nadal nie mieli pomysłu na grę. Ten mieli za to gospodarze, którzy jeszcze dwa razy pokonali Jana Muchę. W 78. minucie dośrodkowanie z rzutu wolnego Tomasza Wróbla na gola zamienił Marcin Komorowski. Trzy minuty później Ujek do spółki z Wróblem rozłożyli obronę Wojskowych na czynniki pierwsze. Ostatecznie piłka w polu karnym znalazła się pod nogami Costly. Ten mocnym i precyzyjnym strzałem dokończył dzieła zniszczenia Legii.

    Legioniści usiłowali się odgryzać, ale byli jak tygrys ze sztuczną szczęką. Nie mieli czym kąsać rywali. Skończyło się wiec na porażce 0-3. Zawiódł praktycznie cały zespół. Nieco ciepłych słów można powiedzieć o Smolińskim, Kiełbowiczu i Musze. "Piłkarze muszą zastanowić się nad swoją postawą, gdziekolwiek by nie grali" – mówił po meczu Wdowczyk. Oby słowa te dotarły do jego piłkarzy. Taka wpadka jak w meczu z Bełchatowem nie może się powtórzyć w lidze. Bo inaczej marzenia o obronie mistrzowskiej korony, będzie można włożyć między bajki.

    Szansa na rehabilitację już w piątek. Na Łazienkowską zawita Groclin Grodzisk Wielkopolski. - Przeciwko Groclinowi zagramy w zupełnie innym składzie – zapowiada Wdowczyk. Miejmy nadzieje, że skład ten będzie w stanie zapewnić Legii wygraną. Może wtedy porażkę 0:3 z Bełchatowem będziemy wspominać tak jak ubiegłoroczne potknięcie w Kielcach. Wtedy też w jednym z pierwszych meczów legioniści przegrali 0:3, by potem rozpocząć marsz po mistrzowskie laury. Powtórka z przeszłości będzie mile widziana.

    Autor: Tomek Janus