Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Grodzisk Wlkp. - Sobota, 23 lutego 2008, godz. 16:00
Ekstraklasa - 18. kolejka
Herb Dyskobolia Grodzisk Wlkp. Dyskobolia Grodzisk Wlkp.
  • 52' Rocki
1 (0)
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)

    Sędzia: Paweł Gil
    Widzów: 4000
    Pełen raport
    Takesure Chinyama nie pokazał nic ciekawego w meczu z Dyskobolią - fot. Piotr Galas

    Tracą zamiast odrabiać

    Legia przegrała w Grodzisku Wielkopolskim i, zamiast odrabiać stratę do liderującej Wisły Kraków, straciła kolejne punkty. W pierwszym wiosennym meczu legioniści zaprezentowali się słabo. Wystarczy powiedzieć, że pierwszy celny strzał wojskowi oddali w 72. minucie. Co więcej, było to jedyne celne uderzenie legionistów. Dalszy komentarz jest chyba zbędny.

    W sobotnie popołudnie Jan Urban nie zaskoczył ustawieniem Legii. Za żółte kartki nie mógł zagrać Aleksandar Vuković. W roli wysuniętego pomocnika wystąpił więc Bartłomiej Grzelak. Jedynym napastnikiem tradycyjnie był Takesure Chinyama. Roszada była więc niewielka i trudno dopatrywać się w niej przyczyn słabej postawy wojskowych. Bo w pierwszej połowie legioniści prezentowali się zdecydowanie słabiej od gospodarzy. Jedyną groźna akcję pod bramką Sebastiana Przyrowskiego piłkarze z warszawy stworzyli w 28. minucie. Wtedy to Grzelak sprytnie przepchnął dwóch obrońców i znalazł się przed bramkarzem Dyskobolii. Strzał był jednak minimalnie niecelny.

    Pozostałe akcje Legii nie powodowały większego zagrożenia pod bramką gospodarzy. Za to raz po raz gorąco musiało robić się Janowi Musze. Szczęście było jednak przy nim. Zawodnicy z Grodziska Wielkopolskiego za punkt honoru postawili sobie ostrzelanie słupków i poprzeczki bramki legionistów. W 17. minucie w poprzeczkę trafił Radosław Majewski. W 25. minucie, postrzale Adriana Sikory, tylko słupek uratował słowackiego bramkarza od wyciągania piłki z siatki.

    Piłkarze Legii nie prezentowali się dobrze. W ich grze zbyt często pojawiały się proste błędy i nieporozumienia. Trener Urban raz po raz wyskakiwał z ławki i zwracał uwagę swoim piłkarzom. Ale nie mogło być inaczej, skoro w pierwszych trzech kwadransach to Dyskobolia była stroną przeważającą, a bezbramkowy rezultat Legia mogła zawdzięczać przede wszystkim szczęściu i w miarę przyzwoitej postawie Muchy.

    W drugiej połowie Urban też nie miał zbyt wielu powodów do zadowolenia. Legioniści wyglądali jak by dopiero co wstali z łóżek. Byli ospali i po boisku poruszali się dużo wolniej od rywali. Ci wyprzedzali piłkarzy Legii i wygrywali większość pojedynków biegowych. Słaba postawa nie mogła długo pozostać bez konsekwencji. Te przyszły w 52. minucie. Co prawda dośrodkowanie z lewej strony nie zapowiadało nic groźnego, bo w polu karnym był Tomasz Kiełbowicz. Doświadczony obrońca nie trafił jednak w piłkę. Na to tylko czekał Piotr Rocki. Przejął futbolówkę, zwodem minął "Kiełbika" i z bliskiej odległości nie dał szans Musze.

    Mimo straty gola, obraz gry nie uległ zmianie. Sprawy w swoje ręce postanowił więc wziąć Urban. Ściągnął z boiska bezbarwnego Chinyamę i Radovicia. W ich miejsce na murawie pojawili się Marcin Burkhardt i Sebastian Szałachowski. Szczególnie ten pierwszy za wszelką cenę chce udowodnić, że w piłkę grać jednak potrafi i za szybko go skreślono. Już w pierwszej akcji "Bury" mógł doprowadzić do remisu. Jego uderzenie z 16 metrów Przyrowski z największym trudem wybił jednak na korner. To był jednak jedyny błysk Legii, która na inaugurację wiosny zaprezentowała się po prostu słabo.

    Wygląda na to, że pogoń za Wisłą Kraków skończyła się, zanim w ogóle się zaczęła. Może to i lepiej, że grodziszczanie bezlitośnie obnażyli braki Legii. Jeszcze nie jest za późno, żeby kupić nowych zawodników. Sobotni mecz pokazał, że wzmocnienia Legii są po prostu potrzebne. No, chyba że w Warszawie planem minimum nie jest awans do europejskich pucharów.
    Autor: Tomek Janus