Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Zabrze - Niedziela, 31 sierpnia 2008, godz. 17:00
Ekstraklasa - 4. kolejka
Herb Górnik Zabrze Górnik Zabrze
    0 (0)
    Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    • 19' Chinyama
    • 40' Szałachowski
    • 71' Roger
    3 (2)

    Sędzia: Jarosław Żyro
    Widzów: 17000
    Pełen raport
    Takesure Chinyama rozpoczął strzelanie Legii w Zabrzu - fot. Mishka

    Trzy razy lepiej

    Potrzebny był blamaż w Moskwie, żeby Legia Warszawa wreszcie się przebudziła. W Zabrzu legioniści zagrali o wiele lepiej niż w stolicy Rosji. Po golach Takesure Chinyamy, Sebastiana Szałachowskiego i Rogera "wojskowi" pewnie pokonali Górnik 3-0. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że piłkarze Ryszarda Wieczorka rozegrali tragiczne spotkanie. To jednak nie problem Jana Urbana, który mimo wygranej wciąż ma wiele własnych problemów do rozwiązania.

    Przed meczem w Zabrzu Legia została postawiona pod ścianą. Jeżeli nie chciała pogrążać się jeszcze bardziej, musiała wygrać. Niepewna zrobiła się także sytuacja Jana Urbana. Trener, który do tej pory cieszył się zaufaniem zarządu klubu, po słabym początku sezonu i odpadnięciu z Pucharu UEFA znalazł się na przysłowiowym musiku. Na Górnym Śląsku jego piłkarze zagrali jednak na tyle dobrze, że przynajmniej w najbliższym czasie Urban może spać spokojnie. Nasuwa się jednak jedno pytanie: która Legia jest prawdziwa? Ta z Moskwy czy ta z Zabrza.

    Przyznać trzeba, że w Zabrzu legioniści rozegrali całkiem przyzwoite zawody. Znów wyglądali jak drużyna i momentami z przyjemnością patrzyło się na ich grę. Popadanie w optymizm może być jednak zgubne. Chłodny realizm każe bowiem zwrócić uwagę, że w niedzielne popołudnie rywal Legii zagrał po prostu tragicznie. Skandowane przez kibiców Górnika „Zejdźcie z boiska, nie róbcie z nas pośmiewiska” nie pojawiły się w końcu bez podstaw. Trzeba jednak liczyć, że wygrana jest dla Legii przełamaniem i nadzieją na lepsze czasy. W niedzielnym meczu przynajmniej trzy akcje były zwiastunem poprawy gry.

    Akacja nr 1 to zasługa przede wszystkim Michała Pazdana. Zawodnik gospodarzy wyłożył jak na tacy piłkę do Takesure Chinyamy. Temu nie pozostało nic innego jak w 19. minucie otworzyć wynik spotkania. Dla „Takesure” brawa jednak za to, że potrafił dobrą okazję zamienić na bramkę. A dla napastnika rodem z Zimbabwe nie jest to aż tak oczywiste.

    Akcja nr 2 to powracający do wysokiej formy Sebastian Szałachowski. Piłkę z prawej strony boiska na lewą flankę zagrał Miroslav Radović. „Szałach” przejął futbolówkę i pomknął na bramkę Sebastiana Nowaka. Zawodnik Legii szukał lepiej ustawionych kolegów. A że takich nie było, sam huknął niczym z armaty i było 2-0 dla Legii.

    Akcja nr 3 to Roger, który przypomniał sobie jak strzelać gole. Przyjęcie piłki przed polem karnym. Minięcie obrońcy i pewny strzał z 16. metra. Takie fragmenty gry muszą się podobać. Żeby nie było jednak za wesoło. Konkurs bez nagród – co, oprócz zdobytych goli, łączy wymienione trzy akcje? Wystarczy obejrzeć jeszcze raz powtórki i okaże się, że każda bramka padała po katastrofalnych błędach Zabrzan. No ale błędy rywala też trzeba potrafić wykorzystać.

    Oby w kolejnych meczach legioniści potrafili to czynić równie skutecznie jak w Zabrzu. A kolejny sprawdzian już we wtorek. Niby mecze Pucharu Ekstraklasy nie są zbyt emocjonujące, ale derby zawsze trzeba wygrać.

    Autor: Tomek Janus