Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Środa, 28 sierpnia 2002
Liga Mistrzów - III runda el.

 Legia Warszawa

0-1

FC Barcelona 



68 min. (k) Mendieta


Szala
Magiera
87' Magiera



Stanew
Jóźwiak
Zieliński
Omeljańczuk
Szala (83' Dudek)
Magiera
Majewski
Vuković (63' Wróblewski)
Kiełbowicz
Kucharski (78' Zganiacz)
Svitlica
SKŁADY Valdes
Christanval
De Boer
Puyol
Mendieta
Cocu
Xavi
Navarro
Saviola
(75' Dani) Luis Enrique
(72' Geovanni) Kluivert

SĘDZIA:
 Alfredo Trentalange (Włochy)
WIDZOWIE:
 13000

Relacja

Porażka i... szampan dla sędziów!

Race na meczu z Barceloną - fot. Woytek Ten mecz miał być wyjątkowy. Wspaniała oprawa, wielkie drużyny (przynajmniej jedna), tłumy widzów a stawką gra w Champions League. Przeciwnikiem Legii była słynna Barcelona. W pierwszym spotkaniu padł wynik 3:0 dla Katalończyków, co właściwie ustawiło już zwycięzcę tego dwumeczu. Goście przyjechali bez Riquelme, Overmarsa i Motty. Jednak dla tak wielkiego zespołu jest to nikła strata. Legioniści już z Jackiem Zielińskim, ale wciąż bez Citki, "Sokoła", Gusnica i "Jarzy". Widzów na stadionie Wojska Polskiego przyszło sporo, ale kompletu nie było. Trudno się zresztą dziwić kibicom, skoro bilety na trybunę krytą kosztowały prawie tyle, co półroczny karnet.

Punkt 19 włoski sędzia, Alfredo Trentalange, rozpoczął zawody III-rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Od początku przeważała Legia. Mało brakowało, aby po kiksie De Boer-a Majewski strzelił gola, ale był przetrzymywany za koszulkę przez Holendra. Jednak sędzia tego nie dostrzegł... Legioniści mieli zdecydowanie więcej z gry. Bardzo pewnie grająca obrona gospodarzy nie pozwalała na wiele gościom. Barcelona skupiła się na wyprowadzaniu kontr. Były to przeważnie akcje oskrzydlające z udziałem Luisa Enrique. Właśnie ten piłkarz wykorzystał błąd warszawskiej obrony i znalazł się oko w oko ze Stanewem. Posłał jednak piłkę nad poprzeczką. Mijały minuty a Legia wciąż grała swoje. Świetnych sytuacji nie wykorzystali Kiełbowicz oraz Svitlica. W obu tych sytuacjach zabrakło dosłownie centymetrów. Co jakiś czas gracze Barcelony decydowali się na szybkie kontry. Za każdym razem piłka nie znajdowała jednak drogi do bramki Stanewa. Bułgar nie miał zbyt wiele pracy, bowiem wszystkie strzały Katalończyków szły ponad bramką. W zespole rywali najgroźniejszy był oczywiście Patrick Kluivert, z którym niezbyt pewnie radził sobie Marek Jóźwiak. Do przerwy wynik był remisowy, co na pewno dawało nadzieje na drugą część meczu. Jedyne, o co można było się martwić, to czy legioniści wytrzymają spotkanie kondycyjnie. Narzucili bowiem zabójcze tempo, w którym sami raczej rzadko grywają.

Pamiątkowe zdjęcie Barcelony - fot. Woytek Druga połowa to już nieco inny obraz gry. Kontrolę przejęli goście, a legioniści jakby nieco "przygaśli". Barcelona coraz groźniej atakowała, a tym razem to Legia czyhała na okazję do kontry. Kilka razy udało się ładnie wyprowadzić piłkę, ale większość z tych akcji była psuta przez pomocników Legii. Kiepski występ zaliczyli szczególnie Vukovic oraz Kucharski. Czarek grał chyba ostatnio zbyt dużo spotkań, natomiast "Vuko" zwyczajnie nie jest w formie. Właśnie za tego ostatniego wszedł Radek Wróblewski, co wprowadziło sporo ożywienia w szeregach gospodarzy. Okazję do zdobycia gola miał sam "Wróbel", ale i niezawodny ostatnio Tomek Kiełbowicz. Ich strzały nie były jednak na tyle skuteczne, aby mocno zagrozić bramce Victora Valdesa. W 68 minucie meczu Kluivert został podcięty w polu karnym, a sędzia przyznał Barcelonie "jedenastkę". Szkoda tylko, że arbiter nie dostrzegł, iż sekundę wcześniej Kluivert powalił na ziemię jednego z legionistów. No cóż, biednemu zawsze wiatr wieje w oczy... Karny został oczywiście wykonany bezbłędnie przez Mendietę i stało się jasne, że w tym roku do Ligi Mistrzów nie wejdziemy. Kibice mimo wszystko starali się podnieść na duchu swoich graczy i bezustannie namawiali ich do jeszcze większego wysiłku. Miał w tym pomóc kolejny nowy gracz na murawie - Mariusz Zganiacz. Trzeba przyznać, że prezentował się o niebo lepiej od Czarka Kucharskiego, którego zmienił. Gdy jeszcze wydawało się, że Legia może coś strzeli, czerwoną kartkę ujrzał Jacek Magiera (po wyjątkowo bezmyślnym zagraniu). W tym momencie mecz mógł już się właściwie skończyć. Ani Legii, ani Barcelonie nie zależało już na zdobyciu gola. I rzeczywiście bramki już nie padły.

Po meczu nagrodę w postaci butelki szampana za... sędziowanie dostali sędziowie. Zadbano również o dostarczenie 4 kieliszków. Podsumowując, trzeba stwierdzić, że nie mamy się czego wstydzić. Legia zagrała naprawdę dobry mecz. Kilka akcji mogło się podobać, ale aby grać w Lidze Mistrzów, to kilka dobrych podań nie wystarczy. Po meczu trener Okuka stwierdził, że jak dalej będzie miał na ostatnią chwilę załatwiane wszystkie transfery, to możemy po raz kolejny pożegnać się z marzeniami o Champions League. Trudno mu nie przyznać racji...


Autor: Michał Szmitkowski

Pomeczowe wypowiedzi:

Louis Van Gaal (trener Barcelony): "Uważam, że w pełni kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku. Przystąpiliśmy do gry skoncentrowani, gdyż za wszelką cenę nie chcieliśmy szybko stracić gola. Narzuciliśmy gospodarzom nasz styl gry, mieliśmy więcej sytuacji podbramkowych i jedną z nich wykorzystaliśmy. Chcieliśmy wygrać i udało się. Jest to bardzo dobry prognostyk przed rozpoczynającymi się w najbliższy weekend rozgrywkami ligowymi w Hiszpanii. Uważam, że zespół prezentuje się ciekawie i dobrze. Rozegraliśmy kilka meczów sparingowych z wymagającymi rywalami i spisaliśmy się dobrze. Także mecze z Legią pokazały, że zmierzamy we właściwym kierunku. Stać nas na to, aby dobrze zaprezentować się w rozgrywkach ligi hiszpańskiej, powinniśmy się także liczyć w Lidze Mistrzów. Jeśli chodzi o Ronaldo to na pewno nie kupimy tego zawodnika. Jest on niepokorny, a my takich nie chcemy. Kolejny "gwiazdor" nie jest nam potrzebny..."

Dragomir Okuka (trener Legii): "Uważam, że zagraliśmy dobry mecz. W tej chwili Legia lepiej grać nie może. W polskiej lidze pewnie wygralibyśmy z każdym rywalem, natomiast na tak wspaniałą drużynę jak Barcelona, to nie wystarczyło. Dziś uwidoczniła się różnica w umiejętnościach i możliwościach obu zespołów. Walczyliśmy, biegaliśmy, piłkarze na pewno dali z siebie wszystko. A różnica i tak była widoczna. Jesteśmy po prostu słabsi. I tyle. Jacek Magiera zachował się źle, ale czasami piłkarz się zapomina. W ferworze walki robi się nieraz różne dziwne rzeczy. Szkoda tylko, że niepotrzebnie osłabił zespół przed meczami w Pucharze UEFA. Myślę. ze w tych rozgrywkach mamy większe szanse niż w starciu z Barceloną."

Radosław Wróblewski: "Przy sytuacji sam na sam piłka za mocno odskoczyła mi przy przyjęciu. Później chciałem wbić z "dzioba" no i nie wyszło. Myślę, że dzisiaj Legia bardzo dobrze się zaprezentowała. Barcelona jest jednym z najlepszych klubów na świecie. Myślę, że jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia. Przed meczem wierzyliśmy w awans i sądzę, że gdyby w pierwszej połowie udałoby się nam strzelić bramkę mielibyśmy jakieś szanse. Niestety nie udało się nam jej zdobyć."
Mariusz Zganiacz: "Mecz był bardzo dobry, szczególnie w wykonaniu Legii. Szkoda tylko rzutu karnego. Gdyby go nie było moglibyśmy nawet wygrać z Barceloną u siebie. Nie liczyłem w ogóle że wystąpię w tym spotkaniu. Trzech zawodników się rozgrzewało i zamiast Moussiego (Yahai - przyp. red.) wszedłem ja na murawę. Bardzo się cieszę z tego występu. Ten mecz to już jest historia. Trudno. Gramy dalej. Różnica między Legią a Barceloną tkwi głównie w technice. Oni dużo grają z pierwszej piłki, a my dużo przetrzymujemy i niepotrzebnie się kiwamy.
Frank de Boer: "To był bardzo ciężki mecz dla nas. Mieliśmy kilka dobrych okazji, by wygrać różnicą dwóch, trzech bramek. Jestem zadowolony z wyniku."

Autor: Michał Szmitkowski i Olo


Relacja z trybun

Pogoda przeciwko nam

Na to spotkanie kibice Legii szykowali się od dłuższego czasu. Mimo niekorzystnego wyniku w pierwszym meczu, kibice wierzyli, że Legia przynajmniej pokona Barcę.
Kibice planowali podczas tego meczu pokazać całej Europie ciekawą choreografię z kartonów. Gdy już wszystko było gotowe, nad stadionem Legii rozpętał się silny wiatr i spadł deszcz. Tak więc kartony "wzięły w łeb", ale jeszcze nie raz przecież zaszokujemy kibiców innych drużyn.

Fani Legii zaczęli wchodzić na sektor już od godziny 16:45. Na stadionie pokazała się także skromna grupka fanów z Katalonii, którzy zasiedli na trybunie Krytej. Było ich około 40, ale usłyszeć ich było ciężko. Na 15 minut przed meczem, "Żyleta" była wypełniona po brzegi. Wolne miejsca pozostały przed trybuną Krytą, a na stadionie zasiadło około 13000 kibiców. Przy wchodzeniu na mecz, kibice dostali 4000 koszulek, ufundowanych przez Kredyt Bank.

Trzy sektorówki Legii w akcji - fot. Woytek Już podczas treningu, piłkarze Barcy mogli się przekonać, że fani ze stolicy są do nich wrogo nastawieni. Wojtek Hadaj kilkakrotnie prosił, aby nic nie leciało z trybun na murawę. Przed meczem jeszcze kilkakrotnie odpowiadaliśmy na pytanie: "Kto dziś wygra?!". Wraz z pierwszym gwizdkiem rozpoczęliśmy doping. Najpierw tradycyjnie "Mistrzem Polski jest Legia". Następnie na "Żylecie" pojawiły się 3 nasze sektorówki, a pomiędzy nimi odpalonych zostało 20 rac. Początkowo doping był nawet niezły, chociaż szkoda, że kibice, którzy rzadko pokazują się na stadionie nie starali się pomóc... Hitem tego dnia było głośne "Legia, Legia Warszawa". Początkowo akcje Barcelony kwitowane były gwizdami, później fani odpuścili sobie i skupili się jedynie na dopingowaniu swoich piłkarzy. Naszych zawodników schodzących na przerwę żegnały oklaski.

Początek drugiej połowy był w naszym wykonaniu niemrawy. Na szczęście rozkręciliśmy się nieco. Gdy kibice odpalili na trybunie odkrytej 90 rac w trzech rzędach , sędzia był zmuszony na kilka minut przerwać mecz. Wyglądało to niesamowicie. W tym czasie padła bramka dla gości, o czym jednak większość z nas nie wiedziała. Żyleta wypełniona do ostatniego miejsca! - fot. Woytek Dopiero, gdy z Krytej zaczęły dochodzić przeciągłe gwizdy, zrozumieliśmy, że przegrywamy. Jak na ironię, od tego momentu doping był coraz lepszy. Niestety nadal nie angażowali się wszyscy. Prawdziwi fani zaczęli śpiewać: "Ch.. z piknikami, hej Legio jesteśmy z Wami". Gdy dym opadł, na zegarze zobaczyliśmy "jedynkę" przy nazwie "Goście". Przez kilka minut głośno śpiewaliśmy "Hej Legia gol" i "Legia, Legia Warszawa". Nasz doping nie pomógł Legii w zdobyciu bramki, mimo to doceniliśmy poświęcenie naszych graczy. Ostatni gwizdek sędziego nie oznaczał końca śpiewów. Gdy piłkarze podeszli pod nasz sektor, podziękowaliśmy im za ambitną grę. "Vuko" rzucił koszulkę w trybuny, za co dostał sporo braw. My natomiast mogliśmy zaśpiewać "czy wygrywasz, czy nie...".

Teraz czekamy na kolejnego rywala w europejskich pucharach, tym razem w Pucharze UEFA. Liczymy, że będzie on bardziej atrakcyjny pod względem ultras.

Autor: Bodziach


Fotoreportaż z meczu - 66 zdjęć

Typowanie wyniku
W typowaniu wzięło udział 297 osób. Zaledwie pięciu graczy prawidłowo odgadło rezultat: yoxda, sensej, MarcinekH, eL_Grochów, Kendo.


Zapowiedź

O honor!

W środę na Łazienkowskiej ma panować taka atmosfera jak na meczu z Valencią fot. Woytek W środę legionistom nie pozostaje nic innego, jak walka o zachowanie twarzy. Po porażce 0-3 w Barcelonie, nie ma co liczyć na wygranie dwumeczu z Katalończykami. Jednak tego dnia Łazienkowska zapełni się - kibice po raz kolejny stworzą niezapomnianą atmosferę, licząc na korzystny rezultat. Dwa tygodnie temu Legia walczyła dzielnie, długo utrzymywał się wynik 1-0 dla Barcy (gol Franka de Boera), ale w końcówce nastąpiła dekoncentracja i dwa gole zdobyli Riquelme i Cocu. W ten sposób pozbawili wojskowych złudzeń....

Katalończycy w poniedziałek będą już w Warszawie. W składzie zabraknie Riquelme, który naciągnął sobie mięsień. Natomiast trener Legii Dargomir Okuka ma zdecydowanie szerszą ławkę rezerwowych. Do pierwszego składu powrócił najlepszy obrońca I ligi Jacek Zieliński. W ostatnim meczu ligowym w Legii nastąpiły dwie roszady w składzie w porównaniu do poprzednich spotkań. Na ławce rezerwowych usiadł Moussa Yahaya, a zastąpił go Stanko Svitlica. Dariusz Dudek został przesunięty na pozycję defensywnego pomocnika, zastępując Jacka Magierę.
Legia w końcu odniosła zwycięstwo ligowe, pokonując z Zabrzu Górnika 3-2. Natomiast Barcelona nadal jest w trakcie przygotowań do startu Primera Division. Piątkowy sparing z Crveną Zvezdą Belgrad podopieczni Louisa Van Gaala wygrali 1-0 po golu Rochembacka.

Wszystkich kibiców serdecznie zapraszamy na Łazienkowską! Już w środę o 19 pokaz ultras w najlepszym w Polsce wydaniu. Przede wszystkim piłkarzom potrzebny będzie doping piętnastu tysięcy gardeł!

Autor: Woytek


Wasze pomeczowe komentarze (0)