Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Warszawa - Piątek, 29 kwietnia 2011, godz. 20:00
Ekstraklasa - 24. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 65' Cabral
1 (0)
Herb Widzew Łódź Widzew Łódź
    0 (0)

    Sędzia: Sebastian Jarzębak
    Widzów: 16448
    Pełen raport

    Wygrani wygwizdani

    Po zeszłotygodniowym słabym występie w Gdańsku w piątkowy wieczór legioniści zmierzyli się z Widzewem. Mecze pomiędzy tymi drużynami zawsze uchodziły do rangi klasyków. Dzisiaj patrząc na miejsce w tabeli obu drużyn pozostała już tylko sama nazwa "klasyk". Goście zagrali "osłabieni" brakiem wsparcia ze strony swoich sympatyków, którzy mają zakaz wyjazdowy. Gospodarze natomiast wystąpili bez Vrdoljaka, który doznał urazu.

    Mecz rozpoczęli gospodarze. Goście wyszli w bardzo ofensywnym ustawieniu na to spotkanie. Dwóch napastników od początku wywierało pressing na defensorach Legii. Niestety minęły czasy, kiedy drużyny przyjeżdżające na Łazienkowską myślały tylko jak zagrać, żeby stracić jak najmniej goli.
    Dość szybko legioniści stworzyli pierwszą składną akcję, ale po podaniu Radovicia na pozycji spalonej znalazł się Rybus. W 14. minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji w polu karnym Widzewa. Jak się później okazało, sędzia podjął słuszną decyzję. Szarżujący Jędrzejczyk nie był faulowany przez Pankę. Goście pierwsze zagrożenie pod bramką Skaby stworzyli po rzucie wolnym. Strzał głową nie zmusił jednak golkipera Legii do interwencji. Pod koniec drugiego kwadransa Rybus zdecydował się na indywidualną akcję, ale strzał lepiej przemilczeć. Łodzianie ponownie zagrozili Skabie dopiero po stałym fragmencie gry. Strzał na bramkę oddał Bieniuk, ale daleko od "świątyni" Legii.

    Pierwsza połowa była bardzo słaba w wykonaniu obu drużyn. Po pierwszych ofensywnych fragmentach widzewiacy wycofali się do obrony, nastawiając się na kontrataki. Gospodarze, mimo przygniatającej przewagi w posiadaniu piłki, grali bardzo nieporadnie, nie zmuszając Mielcarza do interwencji.

    Na drugą połowę Legia wyszła z jedną zmianą. Dicksona Choto zastąpił Marcin Komorowski. Ze wstępnych informacji wynika, że "Dixi" naderwał lub naciągnął mięsień. W 53. minucie mieliśmy kolejną kontrowersyjną decyzję arbitrów. Dośrodkowanie w pole karne Manu do Hubnika - Czech wyskoczył do piłki razem z Mielcarzem. Cała sytuacja miała miejsce poza polem bramkowym. Golkiper gości popełnił błąd, przepuszczając futbolówkę między rękami. Sędzia odgwizdał wątpliwy w tej sytuacji faul Hubnika i szansa na gola została stracona. Chwilę później Czech zmarnował dokładnie dośrodkowanie Wawrzyniaka, przenosząc piłkę nad poprzeczką. Kiepska postawa "wojskowych" spowodowała pojawienie niesłyszanych w tym sezonie przy Łazienkowskiej bluzgów, docinek i gwizdów.
    W 65. minucie kibice mogli wreszcie się uradować. Radović podał do Wawrzyniaka, który pomknął lewą stroną. Będąc w polu karnym ściągnął na siebie obrońców oraz bramkarza. W tym momencie wycofał futbolówkę do stojącego przed bramką Cabrala. Argentyńczykowi nie pozostało nic innego jak skierować piłkę z pięciu metrów do pustej bramki. Niemający nic do stracenia goście ruszyli do ataku. Efektem tego był rzut wolny z dziewiętnastu metrów. Do ustawionej piłki podszedł Sernas, ale jego strzał został zablokowany przez Komorowskiego. Uderzenie było na tyle silne, ze "Komor" opuścił boisko na noszach. Na szczęście po krótkiej przerwie powrócił na plac gry. Ostatnie dziesięć minut i czas doliczony – 6 minut – należały do Widzewa. Gospodarze od zdobycia gola cofnęli się, szczelnie broniąc dostępu do własnej bramki. Strzałem z ponad czterdziestu metrów Mielcarza próbował pokonać jeszcze Manu, ale golkiper Widzewa zdążył z interwencją.

    To był bardzo słaby mecz w wykonaniu gospodarzy, ale zwycięski. Kibice pożegnali piłkarzy gwizdami oraz hasłem "Legia grać, k...a mać!".
    Dzisiejsza gra nie napawa optymizmem przed wtorkowym pojedynkiem z Lechem Poznań. Jednak ligowa Legia a pucharowa to często dwie inne drużyny. Z niecierpliwością czekamy na finałowy mecz Pucharu Polski z Lechem.

    Autor: Kamil