Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Chorzów - Niedziela, 16 października 2011, godz. 17:00
Ekstraklasa - 10. kolejka
Herb Ruch Chorzów Ruch Chorzów
    0 (0)
    Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    • 45+3' Ljuboja
    1 (1)

    Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
    Widzów: 7000
    Pełen raport

    Ruch odczarowany

    W drugim niedzielnym pojedynku 10. kolejki ekstraklasy Legia Warszawa wygrała na wyjeździe z Ruchem Chorzów 1-0. Jedyną bramkę dla piłkarzy ze stolicy zdobył w doliczonym czasie pierwszej połowy Danijel Ljuboja. Były to pierwsze punkty warszawian w starciu z "Niebieskimi" od 2009 roku. Po tym meczu Legia awansowała na czwarte miejsce w ligowej tabeli.

    Przez pierwsze minuty pojedynku obie jedenastki starały się zdominować środek pola, dlatego kibice zgromadzeni na stadionie przy ul. Cichej nie mogli oglądać żadnej bramkowej sytuacji. Pierwszy sygnał do ataku dał w 5. minucie Marek Zieńczuk, kiedy zza pola karnego uderzał niecelnie na bramkę Dušana Kuciaka. Blisko dziesięć minut później nieporozumienie słowackiego golkipera z Jakubem Wawrzyniakiem starał się wykorzystać Igor Lewczuk, jednak 26-letni bramkarz ofiarnym wejściem w ostatniej chwili zażegnał niebezpieczeństwo. W 26. minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Zieńczuka w szesnastce legionistów dobrze odnalazł się Maciej Jankowski, ale z nieprzygotowanej pozycji strzelił bardzo niecelnie.

    Pierwsze dwa kwadranse to zdecydowanie lekkie rozczarowanie postawą graczy obydwu klubów. Ani Ruch, ani Legia nie potrafili stworzyć sobie żadnej klarownej sytuacji do objęcia prowadzenia. Pierwszy celny strzał na bramkę Michala Peškoviča oddał dopiero na pięć minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania z rzutu wolnego Michał Żewłakow. Uderzenie okazało się jednak zdecydowanie zbyt słabe, żeby zaskoczyć golkipera drużyny przeciwnej. Kiedy wydawało się, że na przerwę obie ekipy zejdą przy bezbramkowym remisie, warszawianie objęli prowadzenie. Na lewej stronie bardzo dobrze zachował się Michał Żyro, który zwiódł Igora Lewczuka, dorzucił futbolówkę w pole karne, a tam niepokryty Danijel Ljuboja głową uzyskał swoje szóste trafienie w tym sezonie.

    Niedługo po zmianie stron piłka po groźnym strzale Marka Zieńczuka z rzutu wolnego minimalnie minęła lewy słupek bramki Kuciaka. Ten sam zawodnik chwilę później bardzo dobrze dograł z lewej flanki do wbiegającego w pole karne Legii Wojciecha Grzyba, ale ten wykończył akcję niecelnym uderzeniem. Na odpowiedź podopiecznych Macieja Skorży nie trzeba było długo czekać. W 59. minucie Danijel Ljuboja przytomnie wycofał futbolówkę na ok. 24 metr do Ariela Borysiuka, ten strzelił mocno po ziemi i tym razem chorzowian uratował już tylko słupek. Kilka minut potem ze środka pola groźnie w szesnastkę Legii dośrodkowywał Zieńczuk, lecz Dušan Kuciak spokojnie interweniował. W 70. minucie Maciej Rybus dorzucił futbolówkę z rzutu wolnego na głowę Jakuba Wawrzyniaka, jednak z obroną jego uderzenia nie miał najmniejszych problemów Peskovič. Siedem minut później dwójkowa akcja Janusza Gola i Danijela Ljuboji omal nie zakończyła się stworzeniem stuprocentowej sytuacji, ale Serb podał do swojego kolegi odrobinę za mocno.

    W 81. minucie Ruch nie wykorzystał chyba najlepszej okazji w tym meczu do zdobycia bramki. Paweł Abbott przytomnym prostopadłym dograniem uruchomił Arkadiusza Piecha, ten dynamicznie wbiegł w pole karne "wojskowych" i tylko znakomita interwencja Dušana Kuciaka pozwoliła Legii wciąż utrzymywać prowadzenie. Cztery minuty przed zakończeniem pojedynku po rzucie rożnym piłka doszła do Ljuboji, lecz ku rozpaczy fanów z Łazienkowskiej ostatecznie futbolówkę z linii bramkowej wybił jeden z defensorów gospodarzy. W 86. minucie wprowadzony w drugiej połowie Paweł Abbott zmarnował wyborną okazję do wyrównania, kiedy z ostrego kąta strzelił daleko od słupka.

    Autor: Wiśnia