Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
Poniedziałek, 18 października 2010 r. godz. 11:50

Uwaga: Wiadomość archiwalna!

15 lat LM: Legia 1-0 Blackburn Rovers

Tomek Janus

Po wygranej z Rosenborgiem Trondheim i porażce ze Spartakiem Moskwa w trzeciej kolejce Ligi Mistrzów sezonu 1995/1996 legionistów czekało spotkanie z Blackburn Rovers. Mistrzowie Anglii mieli na swoim koncie dwie porażki i w Warszawie musieli wygrać. "Wojskowi" nie zamierzali jednak przestraszyć się Wyspiarzy. Piętnaście lat temu przy Łazienkowskiej cieszyli się podopieczni Pawła Janasa, bo Legia znów była zwycięska.
W 1995 r. Blackburn było najbogatszym klubem na Wyspach Brytyjskich. Wydający duże jak na ówczesne czasy sumy klub dorobił się przydomku "Bank of England". W ataku mistrza Anglii grali wówczas Alan Shearer i Chris Sutton. Mimo to legioniści nie bali się rywala. "Uważam, że powinniśmy pokonać Blackburn. W tej chwili jesteśmy lepszą drużyną niż Anglicy" - mówił przed meczem Maciej Szczęsny.

Goście przyjechali do Warszawy podbudowani ligową wygraną z Southampton 2-1. Zwycięstwo było ważne dla Blackburn, bo po zdobyciu mistrzostwa, drużyna zaczęła grać znacznie słabiej. Po dziewięciu ligowych kolejkach rywale Legii mieli na swoim koncie zaledwie trzy wygrane. Dodatkowo w meczach pucharowych trener Ray Harford nie mógł skorzystać z Larsa Bohinena, bo został za późno zgłoszony do rozgrywek UEFA. Szkoleniowiec gości sam przyznawał, że w Warszawie zadowoli go więc remis.

Powody do zmartwień miał też Paweł Janas. Urazy wykluczyły z gry Tomasza Wieszczyckiego i Krzysztofa Ratajczyka. Wolne przed meczem dostał Jacek Zieliński, który na rybach odpoczywał po kompromitującej porażce reprezentacji Polski ze Słowacją. Pocieszeniem dla trenera był powrót do zdrowia Jerzego Podbrożnego, który nie wystąpił we wcześniejszych spotkaniach z Rosenborgiem i Spartakiem. Powody do zadowolenia mogli mieć też dziennikarze, dla których wyremontowano salkę pod trybuną krytą. Remont kończono dwa dni przed meczem i w budynku było czuć zapach farb i klejów.

Bilety na spotkanie z Anglikami rozchodziły się bardzo szybko. Tym razem prowadzona była także sprzedaż wejściówek na łuki za bramkami. Na ten od strony Łazienkowskiej można było wejść za 30 zł. Wstęp na miejsca stojące na łuku pod zegarem wyceniono na 20 zł. Na stadionie pojawili się także fani z Wysp. Niespełna 200-osobową grupę Anglików od kibiców Legii szczelnie oddzielała policja. Przyjezdni praktycznie nie zaistnieli, bo zostali całkowicie zdominowani przez fanów "wojskowych". "Przy dopingu tylu ludzi mamy dwa razy więcej sił" - przyznawał po meczu Jacek Zieliński.

Powodów do radosnych śpiewów w środowy wieczór piętnaście lat temu kibicom nie brakowało. Legioniści zdecydowanie dominowali nad rywalami i już w pierwszych minutach gry bliski szczęścia był Jacek Bednarz. O przewadze Legii najlepiej świadczy fakt, że po meczu "wojskowi" narzekali, że wygrali tylko 1-0! Bramkę na wagę zwycięstwa strzelił w 25. minucie Jerzy Podbrożny po podaniu Cezarego Kucharskiego. "Minąłem dwóch Anglików i wbiegłem w pole karne. Gdy dobiegłem do linii końcowej, chciałem wycofać piłkę, ale zauważyłem, że nikogo tam nie ma. Więc próbowałem strzelić, ale Colin Hendry zablokował piłkę. Na szczęście Jurek Podbrożny znalazł się tam, gdzie powinien być" - opisywał akcję, która dała Legii trzy punkty "Kucharz".

Anglicy obudzili się dopiero po przerwie. Maciej Szczęsny wyszedł obronną ręką z sytuacji sam na sam z Alanem Shearerem i nie dał się pokonać także w innych sytuacjach. Największym minusem spotkania z Blackburn była żółta kartka dla Jacka Zielińskiego. Ponieważ "Zielek" został w ten sam sposób upomniany w Moskwie, jasne było, że w kolejnym meczu Paweł Janas nie będzie mógł skorzystać z reprezentacyjnego obrońcy.

A drugim meczu 3. kolejki grupy B Spartak wygrał z 4-2 wyjazdowe spotkanie z Rosenborgiem Trondheim. Legioniści odskoczyli więc Norwegom i mieli nad nimi trzy punkty przewagi. Legia była coraz bliżej wyjścia z grupy i awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Najpierw czekał ją jednak wyjazd do Anglii, gdzie Alan Shearer z kolegami za wszelką cenę chciał się zrewanżować za porażkę w Warszawie i zdobyć wreszcie pierwsze punkty. Na wyjazd na Wyspy czekali także kibice Legii, którzy już organizowali przejazd autokarem i przelot samolotem. O tym jak "wojskowi" i ich fani zaprezentowali się w Anglii, przeczytacie na łamach LL! 1 listopada.

18 października 1995 r. 20:30 Stadion Wojska Polskiego
Legia Warszawa 1-0 (1-0) Blackburn Rovers
1-0 25. min. Jerzy Podbrożny

Legia: Maciej Szczęsny – Zbigniew Mandziejewicz, Jacek Zieliński, Marek Jóźwiak – Grzegorz Lewandowski, Ryszard Staniek, Radosław Michalski, Leszek Pisz, Jacek Bednarz – Cezary Kucharski, Jerzy Podbrożny

Blackburn: Tim Flowers - Henning Berg, Colin Hendry, Ian Pearce, Jeff Kenna – David Batty, Tim Sherwood, Paul Warhurst (82’ Mike Newell), Matty Holmes - Alan Shearer, Chris Sutton

Sędziował: Anders Frisk (Szwecja)
Widzów: 16000
Żółte kartki: Jacek Zieliński - Tim Sherwood, David Batty, Paul Warhurst

W artykule wykorzystano cytaty z archiwalnych numerów "Gazety Wyborczej"

Byłeś na meczu Legii w Lidze Mistrzów? Masz zdjęcia lub programy meczowe z tamtych lat? Wyślij je do nas na ultras@legialive.pl i pomóż w przypomnieniu atmosfery z 1995 r.



Bilety i programy przysłane przez Artura i Michała











Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!