Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
Czwartek, 3 stycznia 2013 r. godz. 16:14

Uwaga: Wiadomość archiwalna!

Historia: Legia i Pogoń ex aequo mistrzami Polski po meczu do 4 rano

Bodziach

W 1933 roku hokeiści Legii awansowali do finału mistrzostw Polski. Finałowy mecz z Pogonią Lwów, z powodu odwilży, nie doszedł do skutku najpierw w Krynicy, a później w Warszawie. Ostatecznie udało się zagrać w Katowicach, gdzie specjalnie otwarto... zamknięte kilka dni wcześniej lodowisko. Mecz zakończony trzema dogrywkami nie przyniósł rezultatu, więc (w poniedziałek zawodnicy wracali do pracy) drugi mecz obu drużyn rozpoczęto o 1:30 w nocy!

Także i tym razem ani regulaminowy czas gry, ani trzy 10-minutowe dogrywki nie przyniosły rezultatu. Rywalizację zakończono o godzinie 4:10 nad ranem... bez rozstrzygnięcia (remis 1-1) i ustalono, że obie drużyny zdobywają mistrzostwo Polski ex aequo.

W tym historycznym meczu z Pogonią, Legia zagrała w składzie: H. Przeździecki, Głowacki, Materski, Pastecki, Szenajch, Rybicki, Szabłowski i W. Przeździecki.

Przerwany turniej w Krynicy
"Turniej krynicki przerwany" - informował Przegląd Sportowy z 8 lutego 1933 roku. "O ile pierwsze dwa dni turnieju odbywały się w dobrych warunkach lodowych, o tyle spotkania w trzecim i czwartym dniu wypadły bardzo blado. Przyczyną była katastrofalna zwyżka temperatury i duże opady śnieżne, które zepsuły zupełnie lód i zmuszały do grania w okresach nie 15-minutowych, lecz dwa razy krótszych. W tych warunkach wyniki w ogóle nie odpowiadają przebiegowi gry" - czytamy w PS.

Legia w pierwszych dniach pokonała po słabej grze ŁKS Łódź 1-0 (0-0, 1-0). "Wynik meczu zamówiony i wykonany według najlepszych wzorów piłkarskich. Legia tak nieudolnie demonstruje swoją impotencję, że naraża się na gwizdy i wymysły publiczności. (...) W niedzielę miały być rozegrane półfinały pomiędzy Legią i AZS warszawskim oraz pomiędzy Pogonią i AZS poznańskim. Wobec kilkustopniowego ciepła lód nie nadawał się zupełnie do gry i był pokryty kilkucentymetrową warstwą wody. Wobec tego kierownictwo turnieju postanowiło zatrzymać cztery drużyny finałowe do poniedziałku wieczora. Jeżeli w dniu tym nie będzie można rozegrać półfinału, a w dniu następnym finału, mistrzostwa zostaną przerwane, a drużyny odesłane do domów" - pisał PS.

Znowu odwilż. Nieudana próba w Warszawie
Ostatecznie meczów w Krynicy nie udało się rozegrać. "Dokończenie mistrzostw hokejowych Polski przerwanych w Krynicy wskutek odwilży, odbędzie się w Warszawie w dniach 4 i 5 marca na lodowisku Legii. W sobotę o godz. 18 grają AZS Warszawa z Legią i o 19:30 AZS Poznań z Pogonią. W niedzielę o godz. 18 odbędzie się mecz między pokonanemi - o trzecie miejsce, a o godz. 19:30 mecz zwycięzców o pierwsze miejsce" - pisał PS z 4 marca. Jak się okazało i tym razem warunki pogodowe nie pozwoliły na rozegranie meczów.

Trzecia próba - Katowice
"Po raz trzeci - i w każdym razie ostatni - Polski Związek Hokeja inicjuje próbę rozegrania mistrzostw Polski. Po niespodziewanej i gwałtownej odwilży w Krynicy i Warszawie - finały wyznaczone zostały w Katowicach. Mimo, że sztuczny tor przestał już funkcjonować z dniem 1 marca (!) - osiągnięto porozumienie w kierunku dodatkowego uruchomienia go jeszcze na dwa dni, t.j. sobotę i niedzielę 11-12 marca. Program gier ustalono, tak jak w Warszawie. (...) Miejmy nadzieję, że tym razem nagroda przechodnia puchar Przeglądu Sportowego - znajdzie swego właściciela" - pisał PS z 11 marca.

Półfinałowy mecz Legii z AZS Warszawa nie doszedł do skutku (wygrana Legii walkowerem 5-0), bowiem gracze AZS-u nie przyjechali do Katowic. Zamiast tego legioniści rozegrali sparing z drużyną z Katowic, który wygrali 4-1. W drugim półfinale Pogoń Lwów pokonała AZS Poznań 2-0 po bramce Berezy i samobójczej.

"Legia i Pogoń dzielą mistrzostwo hokejowe" - pisał Przegląd Sportowy z 15 marca. "Rozpoczęto tu o godzinie 1:30 drugi mecz Pogoń - Legia. Wynik w czasie normalnym brzmiał 1-1 (0-0, 1-1). Bramki strzelili Hemerling i Materski, który został kontuzjowany. Trzykrotne przedłużanie gry po 10 minut nie dało rezultatu. Wobec tego pierwsze dwa miejsca w mistrzostwie dzielą Legia i Pogoń, 3) AZS Poznań, 4) AZS Warszawa. Puchar Przeglądu Sportowego nie znalazł zdobywcy" - czytamy dalej, w krótkiej notatce.

Pierwszy mecz bez bramek
Wcześniejszy mecz Legii z Pogonią nie został rozstrzygnięty. Szersza relacja znalazła się na tej samej stronie zatytułowana "0-0, 0-0, 0-0...", którą przytaczamy w całości:

"Pierwszy w historii hokeja polskiego mecz o mistrzostwo, w którym oba zespoły miały jednakowe szanse. Normalny czas dał wynik gry nierozstrzygnięty. W miarę jak rozgrywano kolejne przedłużenia rosła zaciętość i twardość poszczególnych graczy, a z drugiej strony tendencja do grania na czas. Pogoń w składzie z dnia poprzedniego. Legia w zestawieniu: Przeździecki, Głowacki, Materski, Rybicki, Szenałch, Pastecki, Sadłowski.
Mecz rozpoczyna ładnym przebojem Hemmerting, którego centry nie wykorzystuje Sabiński. Pogoń gra dwoma w ataku, zostawiając trzeciego jakby na pozycji piłkarskiej pomocy. Dalekie strzały wyłapują obrońcy nie dopuszczając do bramkarzy, przy czem Legia strzela najbliżej z linii 20-metrowej. - Pogoń przez Zimmera i Weisberga bardzo ładnie z połowy boiska. W następnej tercji ma miejsce parę przebojów Materskiego lub Głowackiego, którzy dochodzą do obrońców lwowskich. Wańczycki gra raczej szczęśliwie niż pewnie. Piękną kombinację Stworzeński-Sabiński likwiduje doskonały Przeździecki.
W następnej tercji Kuchar przejeżdża przez wszystkich, zatrzymuje się jednak na świetnym Głowackim. W pierwszej dogrywce Zimmer przejeżdża i zostaje sam na sam z bramkarzem, ale strzela mu w pierś.
W drugiej dogrywce w odpowiedzi na kilka niefortunnych orzeczeń p. Kuleja pada z trybuny kalosz na boisko. Zacietrzewienie i karne minuty mnożą się. W pewnym momencie Zimmer zastawia kijem, łamie go w połowie długości, nie zauważa tego jednak i gdy krążek znalazł się przy nim, próbuje grać. Dopiero śmiech i oklaski publiczności przywróciły mu równowagę.
Gra szybka, ostra, ale w normach reguł. Pogoń o klasę gorsza niż wczoraj z Poznaniem. Gra wyjątkowo chaotyczna i nerwowa. Zresztą wiele kombinacyj psuł kręcący się między graczami sędzia. W Pogoni najlepszy Kuchar i Hemmerling, reszta zaledwie zadowoliła. W Legii superklasą był Przeździecki, któremu Legia zawdzięcza 0:0. Zarówno przy dalekich strzałach, jak i w pojedynkach zachował zimną krew i niezwykłe wyczucie sytuacji. Pasłecki i Rybicki zdobyli mistrzostwo faulowania. Głowacki był najlepszy z całej drużyny w polu. Ponieważ graczom kończą się urlopy i w poniedziałek muszą być w domu, zarządzono więc w trzy godziny po tem, o godzinie 1:30 w nocy mecz dodatkowy" - pisał Przegląd Sportowy.

Powtórzony mecz o 1:30 nad ranem
Szersza relacja z meczów finałowych, zatytułowana "Hokej o 4ej nad ranem" zamieszczona została w Przeglądzie Sportowym z 18 marca. Czytamy w niej: "Historyczny finał Pogoń - Legia. 114 minut walki bez bramki. Puchar Przeglądu Sportowego nie znajduje zdobywcy". I dalej:

"Przegląd Sportowy był jedynym pismem, które podało w numerze poniedziałkowym wynik drugiego meczu Legia - Pogoń, zakończonego o godz. 4:10 rano. Obecnie podajemy uwagi naszego korespondenta. Bo właściwie proszę państwa należałoby tak:
Działo się to Roku Pańskiego 1933, dnia 13 marca w mieście Katowicach, za miłościwie panującego nam... itd. Istotnie mecz ten jest pierwszy w dziejach hokeja nie tylko polskiego, ale i światowego, jako rozpoczęty o godz. wpół do drugiej w nocy. Gdy rozpoczęliśmy grę w cudowną noc księżycową mieliśmy wrażenie jakiejś humoreski czy groteski kałbacerowej na lodzie. Gdy kończyliśmy - światło było już brudnawe, z mieszaniny granatowości nocy z szarością wstającego dnia.
Humor dopisywał wszystkim - i organizatorowi turnieju p. Czaplickiemu i kierownikom i graczom obu drużyn. Była nawet publiczność: cały zespół jazz-bandowy warszawski, koncertujący w największej kawiarni w Katowicach, parę fordlanserek i grupa 20-3 pocztylionów.
Tworzyliśmy nowy rozdział w historii hokeja, powstało więc szereg projektów dla uwiecznienia tego faktu. Chciano na pergaminie zebrać podpisy wszystkich obecnych, urządzić wspólne fotografie, zebrać życiorysy widzów i wszystko - po oprawieniu w cielęcą skórę - złożyć PZHL 'ku wiecznej rzeczy pamiątce'. Po skończonym meczu gracze zaproponowali sprowadzenie odpowiedniej liczby pań i odtańczenie białego mazura. Kierownikom drużyn radzono, by często zmieniano ataki, bo gracze rezerwowi zamiast odpocząć - mogą łatwo usnąć na ławkach.

A jednak warto było zrezygnować z przespanej nocy i być świadkiem tej nieuwieńczonej pozytywnym rezultatem próby zdobycia mistrzostwa. Bo trzeba złożyć hołd poświęceniu graczy obu drużyn: po 3-godzinnej przerwie, dzielącej ich od zakończenia normalnego meczu plus 3 dodatkowe przedłużenia, stanęli do walki o najwyższą stawkę, zmęczeni fizycznie i psychicznie. Ale wraz z gwizdkiem rozpoczynającym zawody wróciła im, oczywiście dzięki tylko nadzwyczajnemu wysiłkowi nerwów, świeżość cielesna i duchowa.

Grano nie na czas, ale - co zasługuje na najwyższe uznanie - na wysiłek. Gdy w drugiej tercji Hemerling z ładnego przeboju, nota bene z winy obrońców Legii, zdobywa prowadzenie dla Pogoni, mistrzostwo zdawało się przesądzone. A jednak Legia nie załamuje się wręcz odwrotnie - atakuje i w 2 minuty potem Materski uzyskuje wyrównanie. Wszystko więc - de capo.

Ten stan rzeczy trwał przez ostatnią tercję i 3 kolejne dogrywki. Atakowano całą trójką, atakowano wypadami, wyjeżdżali obrońcy obu drużyn, oddalając dalekie ostre strzały. Obaj bramkarze grają jednak bez zarzutu - szczególnie Przeździecki jest klasą dla siebie na boisku.

Niestety zabrakło w obu drużynach, jak ktoś złośliwie zauważył 'dżentelmenów, umiejących się zachować pod bramką'. Było mało, wyjątkowo mało, pozycji podbramkowych, a w tych, które były - nie umiano wykorzystać tłoku. Tragedia zresztą całego polskiego hokeja.
Nie obeszło się bez wypadków, zresztą mimowolnych: Materski dostaje krążkiem w lewe oko, pada zemdlony. Szpital - klamerki - nic groźnego. Głowacki na dwie minuty przed końcem gry bierze wysoki strzał na głowę. Nowe zemdlenie - okłady ze śniegu - i nowy ozdrowieniec na lodzie. Gra przez cały mecz otwarta, ofensywna i bardzo szybka, połączona z twardością i zaciętością. Zachodziło się w głowę, skąd ci ludzie mają tyle zdrowia. W obu drużynach nie było graczy o niebo lepszych od swych współpartnerów; wyróżnić można (i należy nawet) w Pogoni Wacława Kuchara i Sabińskiego, w Legii przede wszystkiem - poza bramkarzem - Głowackiego i Szabłowskiego.

W każdym razie stwierdzić można, że los wyjątkowo być sprawiedliwy: obie drużyny były tak równe, że zwycięstwo jednej z nich mogło być tylko kwestią przypadku. Udało się to szczęśliwie ominąć. Sędziował p. Czaplicki" - pisał PS.

O meczu opowiadał także najlepszy hokeista Pogoni, Wacław Kuchar: "Mecz nocny rozpoczął się dobrem tempem. Być może, że grały tu rolę nerwy, gdyż w miarę postępu czasu szło już coraz gorzej. W dogrywce widziało się już tylko zrywy, po których drużyny wpadały znów w sen. Gdy przyszła trzecia dogrywka ledwie włóczono nogami. U nas najbardziej cierpiał Zimmer. Nadspodziewanie trzymał się natomiast Sabiński, który grał jednak przez cały czas bardzo ekonomicznie. Sytuację ułatwiał nam dobry lód, który na meczu wieczornym pozostawiał wiele do życzenia. Jak zapatruję się na wynik? Trudno dać odpowiedź. Mieliśmy sytuacje, które mogły nam zapewnić zwycięstwo, ale to samo można powiedzieć również o Legii. Tak jak stało się - jest może najsprawiedliwiej, gdyż ostatecznie reprezentujemy równą klasę i równe siły. W każdym razie na sztukę jakiej dokazaliśmy z Legię nie zdobyłoby się wiele drużyn. We Lwowie przyjęto nas bez entuzjazmu. Chciano i oczekiwano zwycięstwa. Łatwiej naturalnie chcieć, niż zrobić. A marsową wprost miną przywitał nas gospodarz, któremu zwróciliśmy z całego dobytku zaledwie... trzy kije, reszta poszła w drzazgi".

I tak w 1933 roku mistrzostwo Polski w hokeju na lodzie zdobyły ex aequo dwie drużyny - Legia Warszawa i Pogoń Lwów.

Poprzednie teksty historyczne znajdziecie w dziale Historia.


przeczytaj więcej o:, ,


Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!