Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
Drużyna siatkarzy Legii z 1995 roku, zdobywcy Pucharu Polski
Drużyna siatkarzy Legii z 1995 roku, zdobywcy Pucharu Polski
Czwartek, 11 lutego 2016 r. godz. 13:00

Uwaga: Wiadomość archiwalna!

Historia: Telegram schowany do szafy, czyli ekspresowy wylot siatkarzy do Aten

Bodziach, źródło: Legionisci.com

Siatkarze Legii w 1995 roku po raz ostatni zdobyli Puchar Polski, dzięki czemu w kolejnych rozgrywkach zespół wystartował w Pucharze Europy Zdobywców Pucharów i dotarł do ćwierćfinału. Wyjazd do Grecji na mecz z Olympiakosem Pireus był niezapomniany. Głównie dlatego, że jeden z klubowych działaczy... zapomniał poinformować sekcję o zmianie terminu meczu, przez co do Aten legioniści wylecieli w siedmiu.

Takie historie dziś zdarzyć się zwyczajnie nie mogą. Kiedyś jednak nie było internetu, komórek, a i przeczytanie telegramu oraz przekazanie informacji w nim załączonych, nie było takie oczywiste. Sekcja siatkówki Legii dziś próbuje odbić się od dna. Przed 20. laty nasza drużyna osiągała ostatnie jak dotąd sukcesy, zdobywając Puchar Polski (1995), czy wicemistrzostwo Polski (1996). Zdobyty krajowy puchar zapewnił Legii grę w europejskich pucharach.

Legia rywalizowała wówczas z takimi drużynami jak Biełgoria Biełgorod, Lokomotiv Charków, Eczacibasi Stambuł, Bayer Wuppertal, Duklą Liberec, czy Olympiakosem Pireus. Co ciekawe do finału rozgrywek dotarli dwaj rywale Legii - Olympiakos i Bayer Wuppertal. W finałowej rywalizacji lepszy okazał się Olympiakos 3-2 (15-9, 13-15, 15-7, 12-15, 15-12).

"Szczególnie ciekawy był mecz w Atenach. Tak się złożyło, że pojechaliśmy w siedmiu" - rozpoczyna rozmowę Ryszard Bartnik, który był kierownikiem siatkarskiej Legii w tamtym sezonie. Ograniczona liczba zawodników naszej drużyny nie była wynikiem plagi kontuzji. "Mieliśmy trening w poniedziałek w hali na Bemowie [obecny obiekt przy ul. Obrońców Tobruku 40 - przyp. B.], po którym umawiałem się z Wojtkiem Drzyzgą na następny dzień, kiedy mieliśmy lecieć na wyjazd. Zawsze wylatywaliśmy na wyjazdowe mecze w europejskich pucharach we wtorki, a mecze graliśmy w środy. Zazwyczaj później w środę wieczorem wylatywaliśmy na noc do Warszawy, żeby w czwartek być na miejscu i móc odbyć normalny trening. Taki był zresztą regulamin europejskiej federacji siatkówki - to wszystko załatwiało się z 2-tygodniowym wyprzedzeniem, bo taka była procedura" - opowiada Bartnik.

Tyle, że... mecz Olympiakosu z Legią rozgrywany był dzień wcześniej. "Grecy napisali do związku pismo z prośbą o przesunięcie meczu na wtorek. My w poniedziałek po treningu normalnie rozeszliśmy się, przekazaliśmy zawodnikom jak spotykamy się kolejnego dnia, trener zrobił z zawodnikami odprawę" - kontynuuje opowieść Barnik. "Pojechałem na Powązkowską [gdzie mieściła się siedziba klubu - przyp. B.], wypełniłem parę 'kwitów'. Wtedy na każdy wyjazd musiałem brać gotówkę w dolarach. Z księgową wypełniłem już wszystkie formalności, poszedłem do dyrektora, żeby wypłacili mi dolary - ja wszystkie koszty podróży, międzylądowania, opłaty lotniskowe musiałem opłacać osobiście w kapitanacie. Czekam więc na podpis dyrektora, a tu woła mnie zastępca dyrektora, Jasiu Nawara. Mówi, zobacz co tu mam i pokazuje mi telegram, a z niego jasno wynika, że mecz odbędzie się... nie w środę jak zawsze, ale we wtorek" - opowiada kierownik siatkarskiej Legii.

"To ty mi to teraz pokazujesz" - zapytał zdziwiony. "Przecież my powinniśmy być już przynajmniej na Okęciu, jak nie w powietrzu, w drodze do Grecji" - opisuje wydarzenia sprzed 20 lat, po czym wyjaśnia przyczyny pomyłki, która była również przyczyną "problemów kadrowych Legii". "Do tej pomyłki doszło tak, że dyrektora akurat nie było, sekretarka przekazała pismo dyrektorowi później, ten to parafował i dał zastępcy. Ten zaś włożył telegram do szafy i dopiero po jakimś czasie zorientował się, co było napisane w telegramie. A był już poniedziałek. Dzień, w którym powinniśmy wylatywać! Obecnie problem byłby nie aż tak poważny, bo dziś nawet małe dziecko ma komórkę. A wtedy?" - pyta retorycznie Bartnik.

"Zadzwoniłem czym prędzej na halę, gdzie złapałem tylko Wojtka Drzyzgę [trenera - przyp. B.] i Marka Orzechowskiego, który był fizjoterapeutą. Mówię: Słuchaj, jest numer nie z tej ziemi - my za godzinę powinniśmy już lecieć! 'Gdzie?' - odpowiada zdziwiony. To tłumaczę pospiesznie, że mecz jest we wtorek, a nie w środę. Udało nam się ściągnąć siedmiu chłopaków. Pozostali nic o tym nie wiedzieli, bo nie było jak ich poinformować, jak jechali do domów" - opowiada kierownik.

Siatkarze po Europie latali wówczas rządowymi samolotami Jak 40 z rozwiązanego już pułku Spec. "Szybko wszystko zorganizowaliśmy, wszak nie mieliśmy czasu. Często braliśmy jeszcze na pokład zaprzyjaźnionych dziennikarzy, na przykład Rafała Rostkowskiego, który był później sędzią I ligi piłki nożnej. Ten wylot, w związku z informacją, która zaskoczyła nas wszystkich, trzeba było załatwiać na wariackich papierach. Zdążyliśmy jeszcze powiadomić nieżyjącego już dziennikarza WOT-u, Wojtka Zielińskiego. No i polecieliśmy do Aten" - kontynuuje Bartnik.

Sam mecz legioniści przegrali 0-3. "Nawet z początku szło nam nieźle, w pierwszym secie pokazaliśmy się z dobrej strony" - mówi Bartnik. Faktycznie, Legia przegrała dopiero na 'przewagi', 14-16. "Niestety później wszystko się posypało. Grecy mieli wtedy dwóch niesamowitych Kubańczyków - Fernandeza i Hernandeza - jeden był atakującym, drugi skrzydłowym. Byli nie do powstrzymania. Przegraliśmy 0-3 i tak się skończyła nasza przygoda z Atenami" - mówi Bartnik. Drugiego i trzeciego seta Olympiakos wygrał do pięciu, wykorzystując wyjątkowo krótką ławkę, zebranego naprędce warszawskiego zespołu.

Później legioniści rozegrali jeszcze trzy mecze w tej edycji europejskich pucharów. Najpierw przegrali 1-3 z drugim finalistą rozgrywek, Bayerem Wuppertal w hali na Bemowie, a następnie pokonali w wyjazdowym meczu Duklę Liberec 3-1 oraz Lokomotiv Charków 3-0. Siatkarze Legii w europejskich pucharach startowali jeszcze rok później, docierając do 1/8 finału Pucharu Konfederacji CEV.

Wyniki siatkarzy Legii w Pucharze Zdobywców Pucharów w 1996 roku:
Biełgoria Biełgorod - Legia Warszawa 3-1 (15-9, 13-15, 15-8, 15-10)
Legia Warszawa - Eczacibasi Stambuł 3-1 (15-11, 12-15, 16-14, 15-7)
Desimpel Torhout - Legia Warszawa 3-1 (15-10, 15-9, 10-15, 15-4)
Olympiakos Pireus - Legia Warszawa 3-0 (16-14, 15-5, 15-5)
Legia Warszawa - Bayer Wuppertal 1-3 (15-12, 10-15, 6-15, 13-15)
Dukla Liberec - Legia Warszawa 1-3 (13-15, 15-10, 12-15, 9-15)
Legia Warszawa - Lokomotiv Charków 3-0 (15-4, 15-7, 15-11)

Legia: J. Małkowski, W. Roman, P. Wasilewski, L. Urbanowicz, T. Skalski, J. Szalpuk, S. Augustyniak, P. Szymanowski, A. Kusio, P. Łaniewski, S. Połukard
trener: Wojciech Drzyzga

Poprzednie teksty historyczne w dziale Historia.



Komentarze: (0)

Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.

Dodaj swój komentarz:

autor:

e-mail:


treść:


Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!