Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
Michał Masłowski - fot. Mishka / Legionisci.com
Michał Masłowski - fot. Mishka / Legionisci.com
Czwartek, 12 stycznia 2017 r. godz. 08:43

Uwaga: Wiadomość archiwalna!

W rozjazdach - Michał Masłowski

Jeleń, źródło: Legionisci.com

Oczekiwano od niego bycia gwiazdą Ekstraklasy, ale ambitne plany pokrzyżowała poważna kontuzja. Teraz legionista przebywa na wypożyczeniu w Gliwicach, gdzie poszukuje powrotu do utraconej formy. O swoich błędach, walce z bólem i braniu trudności na klatę, w szczerej rozmowie opowie Wam Michał Masłowski. Zapraszamy do lektury!

Dobrze mieć już 2016 rok za sobą?
Michał Masłowski: Czy ja wiem? Łatwo na pewno nie było, ale straszne rzeczy też się nie wydarzyły. Rok jak rok.

W maju udzieliłeś poruszającego wywiadu w Polska The Times. To było dla Ciebie pewne oczyszczenie?
- Nie chciałem rozdmuchiwać sytuacji i rozczulać się nad sobą, bo nie jestem z tych ludzi, którzy próbują w taki sposób zwrócić na siebie uwagę. Bardziej zostałem do tego namówiony przez znajomych, którzy uważali, że powinienem opowiedzieć o tym jak moja sytuacja wyglądała naprawdę. Sam z siebie pewnie bym się na to nie zdecydował.

W tamtym okresie spadało na Ciebie bardzo dużo krytyki, choć nikt nie wiedział co się z Tobą działo. Bolało Cię to?
- Co mogłem na to poradzić? Żalić, tłumaczyć się? Winny się tłumaczy, więc nie chciałem wywoływać wokół siebie zamieszania. Potem zostałem poproszony, by opowiedzieć o wszystkim i dlatego ludzie się dowiedzieli. Szkoda tylko, że nie zostało to nakreślone dokładniej przez klub, bo wydaje mi się, że powinno się to wyjaśnić trochę dokładniej, nie tak ogólnikowo. Dopiero później, gdy wszystko wyszło na jaw, niektórzy trochę się zastanowili nad tym jak o mnie myśleli.

fot. Woytek / Legionisci.com

Masz żal do klubu, że nikt nic nie wiedział o Twoim stanie zdrowia?
- Nie. Były jakieś informacje o mojej sytuacji, ale zabrakło klarownego przekazu. Kibice wiedzieli, że mam operację i tyle. To już za mną, nie chcę się nad tym rozczulać.

W lecie 2015 roku mówiłeś, że Legia Cię przerosła. Dalej mógłbyś to przyznać?
- Pewnie trochę tak. Moje zdrowie nie pozwalało mi na to, by móc skupić się na graniu w piłkę. Kontuzja uniemożliwiła mi normalne granie i prowadzenie sportowego trybu życia. Z drugiej strony nie chcę też wszystkiego na nią zwalać, bo jest też trochę prawdy w tym, że wszyscy spodziewali się po mnie nie wiadomo czego, a taka dodatkowa presja wcale nie pomagała. Trudno, było minęło.

Oferta z Piasta była ulgą czy rozczarowaniem?
- Trener Hasi chciał żebym został. Lubił mnie i uważał, że przydam się drużynie. Ale sam czułem przecież potrzebę gry. Przede wszystkim chciałem w ogóle wrócić do pełnej sprawności i sportu na pełnych obrotach, a do tego potrzebne były mi regularne występy oraz rytm meczowy, więc to chyba naturalna sprawa, że szukałem jakiegoś rozwiązania. Wkrótce dostałem ofertę wypożyczenia, skorzystałem z niego i nie żałuję. Jeśli nie miałbym żadnych propozycji, wówczas sam szukałbym jakiejkolwiek możliwości gry. Trening nigdy nie zastąpi meczu, a nawet gdybym w nowym otoczeniu miał tylko 10% więcej szans na grę, to i tak bym z niego skorzystał. Ba, nawet gdyby to była kwestia jednego procenta. Chciałem po prostu grać, nabrać trochę dystansu do wszystkiego, powrócić do formy.

Gdy ludzie mają trudności, często wyjeżdżają i odcinają się od wszystkiego by odpocząć i nad wszystkim spokojnie się zastanowić. Gliwice są dla Ciebie takim miejscem?
- Nie, wcale się od niczego nie odciąłem. Cały czas obserwuję Legię, kibicuję jej. Potrzebowałem po prostu więcej gry. Tak jak mówiłem, rok nie był łatwy i musiałem sobie z tym wszystkim poradzić. Klub bardzo mi pomógł, bo dzięki niemu jeździłem przecież do kliniki we Włoszech, gdzie została mi udzielona pomoc. Chodziliśmy po różnych lekarzach, szukaliśmy, więc sam na pewno z tym wszystkim nie zostałem. Szkoda tylko, że nie wszyscy od razu wiedzieli co mi jest, urazy nerwów kręgosłupa wymagają jednak trochę czasu. Kiedy już wróciłem do zdrowia, musiałem też spędzić parę ładnych minut na boisku. Wyjechałem na pewno nie po to żeby odpocząć. Jakbym chciał odpocząć to przestałbym grać. Piłka jest tu, piłka była tam, a nigdy nie myślałem w kategoriach odpoczynku od Warszawy. Ja tam żadnych wrogów nie mam, wręcz przeciwnie, drużyna i ludzie zawsze byli dla mnie bardzo w porządku.

fot. Woytek / Legionisci.com

Wróciłeś do gry, zagrałeś 22 mecze, strzelając w nich gola i notując asystę. To dobrze, źle, średnio?
- Wymagam od siebie dużo więcej, ale nie powiedziałbym, że jest źle. Po takiej przerwie muszę po prostu wrócić do normalnego poziomu – już nawet nie mojej najlepszej dyspozycji, bo do tego bardzo daleko, ale do poziomu kogoś, kto chce w Ekstraklasie nazywać się piłkarzem. Mam mnóstwo do nadrobienia – inni cały czas przez ten rok normalnie ćwiczyli, a ja teraz muszę pracować dwa razy więcej, by nadrobić te ogromne zaległości. Małymi krokami chcę iść do przodu. Zresztą, cała moja kariera jest zbudowana na małych krokach. Czasami trzeba trochę się cofnąć, by potem móc pójść naprzód – tak było przez wszystkie wcześniejsze lata.

Gol z Termalicą był dla Ciebie dużą ulgą? Trochę wtedy minęło od Twojej ostatniej bramki w lidze.
- Niekoniecznie. Nigdy nie byłem bramkostrzelnym zawodnikiem, na boisku realizuję zupełnie inne zadania. Mam rozgrywać i wpasowywać się w klubową układankę. Jasne, że fajnie jest strzelić gola, ale nie traktowałem tego jak jakiegoś szczególnego momentu. Dużo bardziej cieszy mnie po prostu regularna gra – to jest teraz wszystko czego potrzebuję. Chcę, żeby móc występować na w miarę stabilnym poziomie. Strzeliłem gola, zaliczyłem asystę. Mało, ale to dopiero początki.

Spodziewałbyś się, że po rundzie jesiennej wicemistrz Polski będzie tak nisko w tabeli?
- Pewnie, że się nie spodziewałem. Czy ktoś mógł przewidzieć na przykład, że Legia wystartuje tak słabo, zakończy rundę rewelacyjnie? Nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Cały czas pracujemy nad tym żeby było lepiej i wkładamy w to bardzo dużo wysiłku. Trzeba też pamiętać o tym, że mieliśmy też naprawdę sporego pecha. Bardzo często nasza gra wyglądała naprawdę dobrze, ale zawsze brakowało kropki nad „i”, więc traciliśmy punkty. Jest z nami trochę tak jak z Cracovią – chłopaki pokazują ciekawą piłkę, jednak nie przekłada się to na powiększanie oczek w tabeli. Trzeba po prostu wyciągnąć wnioski i wziąć się w garść – jeśli do efektowności dołożymy efektywność, wówczas nie będziemy musieli się o nic martwić.

fot. Mishka / Legionisci.com

Co wkurzyło Cię bardziej – 13. miejsce w lidze czy szybkie odpadnięcie z Pucharu Polski?
- Chyba liga. Najbardziej denerwowały mnie mecze, gdzie już praktycznie wszystko mieliśmy pod kontrolą, a potem łapaliśmy głupie kartki, albo w idiotyczny sposób traciliśmy gole. Sam popełniłem wielki błąd w meczu z Łęczną, kiedy dostałem czerwień w końcówce, a oni szybko wbili nam dwie bramki. Podobnie było w spotkaniu z Zagłębiem, gdzie to my prowadziliśmy grę, ale nie zarobiliśmy nawet jednego punktu. Nawet trener Stokowiec przyznał po meczu, że sam nie wie w jaki sposób udało im się wygrać. Tak jak mówię, gramy fajnie, ale nie wygrywamy. Strasznie to wkurza.

Gdybyś cofnął się do stycznia 2015 roku, podpisałbyś kontrakt z Legią?
- Myślę, że tak. Jakoś nigdy nie żałowałem tej decyzji, chociaż potoczyło się to wszystko tak a nie inaczej. Może gdybym nie był tak doświadczony przez życie, to bardziej przeżywałbym tę sytuację i rozpaczał, ale teraz mogę powiedzieć: trudno. Nie będę teraz płakał, wykrzykiwał dlaczego taka poważna kontuzja przydarzyła się akurat mi. Wyszło jak wyszło, widocznie tak po prostu miało być. Potrzebowałem czasu narzuconego przez lekarza, żeby mój organizm się zregenerował, bo gdyby nerwy przy kręgosłupie nie odbudowały się wtedy, to nie odbudowałyby się już wcale. Trochę się to przedłużyło, ale organizmu się nie oszuka. Nie użalam się nad sobą, podchodzę do wszystkiego na chłodno i absolutnie nie żałuję podpisania kontraktu z Legią.

Kładziesz duży nacisk na to, żeby wrócić na Łazienkowską?
- Na razie jestem w Piaście, a później zobaczymy co to będzie. Wszystko zależy od wielu czynników – jak będzie wyglądała moja forma, sytuacja kadrowa w Legii, czy wizja rozwoju klubu. Na razie z nikim nie rozmawiam na temat powrotu, bo teraz nie ma to sensu. Oni też nie mogą przewidzieć co będzie za pół roku, więc póki co nie zaprząta to też mojej głowy. Przyjdzie czas na rozmowy i wszystko się wyjaśni. Może jeszcze zagram w Legii, może nie.

Jeśli latem nie wrócisz do klubu to...?
- Szkoda. Gdyby tak było, z pewnością byłoby mi przykro. Jest w tym też moja wina, swoje zrobiła również kontuzja, bo z początku nie było źle, ale po niej wszystko się posypało. Pewnie miałbym jakąś pretensję do życia, że przytrafiło mi się to akurat w najlepszym klubie w Polsce. Co by się nie stało, będę musiał wziąć to na klatę. Nie będzie miło odejść z Legii, ale nie wszystko układa się nam tak jak byśmy chcieli. Na pewno nie zamierzam oglądać się za siebie – patrzę tylko do przodu i gdzie bym za te pół roku nie wylądował, to nie będę narzekał.

fot. Mishka / Legionisci.com

Mówisz o Twojej winie w tej sytuacji, jaki popełniłeś największy błąd?
- To ja wychodzę na boisko i sam decyduję o tym co tam robię. Jasne, że kontuzja to spora okoliczność łagodząca, bo gdybym jej nie miał, to powiedziałbym, że w 100% zawaliłem. Nie chcę jednak wszystkiego zwalać na stan zdrowia, bo przecież uraz nie trwał przez cały czas mojego pobytu w Warszawie. Żałuję, że lepiej nie wykorzystałem swoich szans, chociaż...no dobra, bolą mnie te cholerne problemy ze zdrowiem. Nie mówię, że bez nich zostałbym gwiazdą ligi, ale moja pozycja w zespole byłaby dużo bardziej stabilna.

Podpisałbyś się pod takim zdaniem: „Michał Masłowski będzie jeszcze zamiatał w Ekstraklasie”?
- Śmiało bym to zrobił.

W takim razie czego życzyć Ci w 2017 roku?
- Chyba niczego. Zdrowie mi dopisuje, rodzina jest szczęśliwa, żona też chyba na nic nie narzeka . Zawsze życzyłem sobie zdrowia, ale ostatnie doświadczenia pokazały mi, że może nie ma co życzyć czegoś na zapas (śmiech). Życzenia życzeniami, ale w tym sporcie najważniejsza jest ciężka praca. A ja zamierzam zasuwać ile sił.

Rozmawiał Jeleń
Twitter JelenLL



Komentarze: (0)

Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.

Dodaj swój komentarz:

autor:

e-mail:


treść:


Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!