Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

"Sprint to mój najsilniejszy punkt" – wywiad z Shinnosuke Fukudą

wtorek, 6 października 2026 18:00
"Sprint to mój najsilniejszy punkt" – wywiad z Shinnosuke Fukudą
Shinnosuke Fukuda | fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
WoytekLegionisci.com
3
Czytaj nas w Google

Shinnosuke Fukuda opowiada o swoich pierwszych tygodniach w Legii Warszawa, wyzwaniach związanych z emigracją z Japonii, charakterze swojej gry oraz planach rozwoju – także poza boiskiem. "Sprint to mój najsilniejszy punkt. Jeśli nie pokazywałbym tego na boisku, to równie dobrze mógłby tu być inny zawodnik” – mówi w rozmowie z naszym serwisem.

Początki twojej kariery nie były usłane różami. Nie trafiłeś bezpośrednio do profesjonalnego futbolu, a wielu zawodników na twoim miejscu pewnie by się poddało. Mam jednak wrażenie, że ciebie te przeciwności wręcz zmobilizowały.
Shinnosuke Fukuda:
– Tak jest. Nie wszystko szło łatwo. Było wielu zawodników, którzy w podobnej sytuacji szybko się poddawali. Faktycznie, dla niektórych to mogło być nie do przebrnięcia, ale mnie właśnie trudności motywowały. Odczuwam satysfakcję w takich sytuacjach, czuję, że wtedy naprawdę żyję. Gdy człowiek ma coś, co kocha, te wszystkie emocje i potrzeba rozwoju są czymś naturalnym. U innych piłkarzy zauważyłem, że nie byli przyzwyczajeni do trudnych sytuacji, ale mi one dawały energię. Jestem teraz wdzięczny za tę drogę i wszystkie te doświadczenia.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że podczas obserwacji kolegów widziałeś u każdego z nich wybitną cechę. Ty uznałeś, że u siebie każdą z tych cech masz na średnim poziomie. Postanowiłeś podnieść wszystkie na wysoki. Czy już ci się to udało?
– Powiem szczerze: nie jestem jeszcze zadowolony ze swoich umiejętności, sporo mi brakuje. W Legii chcę poprawiać i rozwijać te aspekty gry, które nie są u mnie na wysokim poziomie. Uważam, że jestem elastyczny i umiem się przystosować do różnych środowisk. Mam nadzieję, że szybko to udoskonalę i wszystko poskładam w całość, by być dla drużyny jeszcze większą wartością.

 

Twoja kariera nabierała tempa – byłeś kapitanem, dostałeś ofertę z Charlton Athletic, ale ostatecznie nie trafiłeś do Anglii ani Francji, tylko do Polski.
– Rzeczywiście, rok przed transferem do Legii dostałem ofertę z Anglii, ale decyzja należała do Kyoto Sanga, mojego ówczesnego klubu. Finalnie zostałem w Kioto. W sumie uważam, że to trochę los tak zadecydował – że przyszedłem do Legii i nie do innego klubu. Traktuję to jako przeznaczenie. Teraz chcę, by ten sezon to potwierdził – żeby było widać, że to była dobra decyzja i przyniosła mi wiele korzyści. Skorzystam z tej szansy najlepiej, jak potrafię.

Słyszałeś słowa trenera Marka Papszuna o Japończykach – o dyscyplinie, szacunku, przestrzeganiu zasad. Poczułeś już, że trener dostrzega twoją mentalność?
– To miłe z jego strony. Często rozmawiam z trenerem mentalnym, który przekazuje mi, co dla trenera jest ważne i jaki jest jego charakter. Usłyszałem, żebym nic nie ukrywał, był otwarty i szczery, bo to się bardzo ceni. To sprawiło, że poczułem się tu bezpiecznie i wiem, czego się ode mnie oczekuje.

Fredi Bobić Shinnosuke Fukuda
fot. Mateusz Kostrzewa / Legionisci.com

Uczysz się już języka angielskiego? A może myślisz o języku polskim?
–Mam lekcje angielskiego, chciałbym opanować go na takim poziomie, by swobodniej rozmawiać z kolegami z drużyny oraz trenerem. Ale skoro trafiłem do Polski, to chcę nauczyć się przynajmniej podstaw polskiego – by móc choć trochę pogadać na co dzień czy podziękować kibicom. Marzę, że kiedyś będę mógł odbyć taki wywiad bez tłumaczenia, po polsku – wiem, że to dalsza perspektywa, ale taki mam cel.

Poznałeś już jakieś słowa po polsku?
– Tak, potrafię powiedzieć „dzień dobry”, „dziękuję”, „cześć”, „jak się masz”, „do widzenia”.

Co przekonało cię do Legii? Czy fakt, że był tu też inny Japończyk, odegrał rolę?
– Wiedziałem, że chcę zagrać w Europie, mam już 26 lat, więc to dobry moment na taki krok. Kiedy pojawiła się oferta z Legii, od razu zadzwoniłem do Ryoyi Morishity i wypytałem go o klub, o to jak tu jest, jaka jest jego historia. Dzięki temu miałem w głowie dobry obraz Legii i jeszcze bardziej chciałem podjąć to wyzwanie. Nawet jeśli wcześniej był tu inny trener, to rozmowa z "Morim" utwierdziła mnie, że dobrze robię.

Jak wyglądały pierwsze tygodnie aklimatyzacji w Polsce? Napotkałeś jakieś problemy?
– Jestem raczej osobą mającą luz i z dystansem podchodzę do zmian środowiska. Staram się nie przejmować, tylko chłonąć wszystko, co nowe. Tu wiele rzeczy jest dla mnie ciekawych i odkrywam je z zainteresowaniem. Nie patrzę na różnice jako na problem, wręcz przeciwnie – to okazja, by się rozwinąć.

trening Shinnosuke Fukuda Bohdan Wjunnyk
fot. Woytek / Legionisci.com

A co cię najbardziej zaskoczyło?
– Pogoda! W Kioto jest teraz trzydzieści stopni, ludzie chodzą w krótkich rękawkach, a tutaj już muszę zakładać kurtkę. Wszyscy straszą mnie, że zima będzie jeszcze cięższa, więc przygotowuję się mentalnie. Zaskoczyło mnie też, że na autostradach nie wszyscy przestrzegają ograniczeń prędkości.

Pochodzisz z małej miejscowości Urakawa. Jak wyglądały twoje początki piłkarskie?
– Urakawa to naprawdę małe miasteczko, niewiele osób tam gra w piłkę, a drużyny są słabe. Ciągle przegrywaliśmy i bardzo mnie to frustrowało, więc poprosiłem tatę, by poszukał mi mocniejszej drużyny. Dzięki niemu pojechałem na testy do dużego klubu w Hokkaido, choć byłem wtedy zupełnie anonimowy. Miałem szczęście, że się tam dostałem. Gdyby tata nie pokazał mi tej ścieżki, pewnie wciąż byłbym w małej mieścinie i nie byłoby mnie tu, gdzie jestem. Tata zawsze pokazywał mi różne możliwości i pomagał się rozwijać.

W Japonii grałeś m.in. jako lewy obrońca, tymczasem w Legii to raczej pozycja wahadłowego. Jak widzisz tę zamianę?
– Wcześniej grałem na typowo defensywnej pozycji, ale zawsze lubiłem aspekt ofensywny, atakowanie. W Legii gra na wahadle pozwala mi znacznie bardziej wykorzystać moje atuty ofensywne, szczególnie sprinty. Uważam, że to dla mnie idealny ruch – dzięki tej zmianie mogę pokazać, w czym jestem najlepszy. Oczywiście dostosuję się do koncepcji i taktyki trenera. Jestem przekonany, że w tej roli mogę się rozwinąć najlepiej.

trening Shinnosuke Fukuda
fot. Woytek / Legionisci.com

Według statystyk miałeś w poprzednim sezonie 742 sprinty – to twoja najmocniejsza strona?
– To na pewno jedna z moich największych zalet, taki jest mój styl gry. Sprinty są moją specjalnością. Muszę to podtrzymywać w każdym meczu. Zamierzam udowadniać przy każdej okazji, że to mnie wyróżnia i nikt nie będzie miał wątpliwości, dlaczego jestem w składzie.

Jakie masz cele indywidualne? Marzysz o powrocie do reprezentacji Japonii?
– Najważniejsze to regularnie grać i mieć udany sezon z Legią – to mój pierwszy i główny cel. Marzę, żeby sukcesy tutaj przekuć na powrót do reprezentacji Japonii – podobnie jak Morishita. Obecnie wracam do formy po urazie i podczas przerwy w treningach obserwowałem kilka meczów, żeby być gotowym do gry na sto procent. Mam nadzieję, że już w najbliższym czasie będę mógł pomagać drużynie na boisku.

Jak porównałbyś treningi w Japonii i w Polsce?
– W Japonii treningi są bardziej skupione na technice i osobnych aspektach taktyki, natomiast w Polsce większy nacisk kładzie się na grę, na rywalizację meczową i jest to dużo bardziej intensywne. Czuć, że tutaj granie jest traktowane bardzo poważnie i to mi odpowiada. Wierzę, że dzięki temu mogę stać się lepszym piłkarzem i naprawdę wykorzystać szansę gry za granicą.

Rozmawiał Woytek

Podaj ten news dalej:
Komentarze (3)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość