Bez goli i celnych strzałów. Po wyjątkowo nudnym spotkaniu Legia zremisowała na wyjeździe z Górnikiem Zabrze 0-0. Mecz stał na niskim poziomie, a w jego przekroju minimalnie lepiej prezentowali się gospodarze, którzy długimi fragmentami spychali przeciwników do defensywy. Dla legionistów to trzecia strata punktów z rzędu.
Strzelanie ślepakami
Od pierwszych minut spotkania nieco więcej inicjatywy wykazywali gospodarze. Legioniści mieli problemy z konstruowaniem akcji ofensywnych, a ich próby przedostania się pod bramkę rywali najczęściej kończyły się niecelnymi podaniami. W 7. minucie pokazał się Michal Ševčík, który otrzymał piłkę od Pawła Wszołka i zdecydował się na strzał z dystansu. Uderzenie Czecha zostało jednak zablokowane. Z biegiem czasu Górnik coraz śmielej atakował, wykorzystując niedokładność warszawian w rozegraniu. W 15. minucie po kolejnej stracie Legii w środku pola na uderzenie zdecydował się Sondre Liseth. Napastnik dobrze opanował piłkę w polu karnym i obrócił się z nią w kierunku bramki, ale strzelił zbyt lekko, aby zaskoczyć Otto Hindricha.
Wkrótce Kacper Chodyna przedarł się lewą stroną i przytomnie wypatrzył niepilnowanego w polu karnym Mateusza Szczepaniaka. Młody zawodnik przyjął podanie, przygotował sobie piłkę do uderzenia i technicznym strzałem posłał ją minimalnie obok słupka. Była to pierwsza naprawdę dobra okazja "Wojskowych". Niedługo później Legia ponownie spróbowała szczęścia po akcji lewą flanką. Tym razem Chodyna poradził sobie z Matějem Zmrzlým, lecz jego płaskie dośrodkowanie pewnie wyłapał Philipp Schulze. Górnik szybko odzyskał jednak inicjatywę. W 29. minucie Rafał Janicki zdecydował się na mocny strzał z około 20 metrów, ale piłka przeleciała ponad poprzeczką.
W końcowym fragmencie pierwszej połowy obraz gry nie uległ większej zmianie. Górnik cierpliwie szukał sposobu na sforsowanie defensywy Legii, natomiast podopieczni Marka Papszuna skupiali się przede wszystkim na odpieraniu ataków. W 42. minucie gospodarze byli bardzo blisko objęcia prowadzenia. Po stracie Ševčíka zabrzanie przeprowadzili składną akcję, którą zakończyli dośrodkowaniem z prawej strony. Na dalszym słupku zupełnie niepilnowany znalazł się Jarosław Kubicki, jednak jego strzał głową przeleciał minimalnie obok bramki. Było to poważne ostrzeżenie dla legionistów. Do przerwy gole ostatecznie nie padły, choć więcej powodów do zadowolenia z przebiegu spotkania mogli mieć gospodarze.

Warszawianie rozpoczęli drugą odsłonę nieco aktywniej, starając się częściej gościć pod polem karnym Górnika. W 51. minucie bliscy byli nawet objęcia prowadzenia. Wjunnyk otrzymał piłkę na lewej stronie, uwolnił się spod krycia i precyzyjnie dośrodkował na dalszy słupek. Tam do uderzenia głową doszedł Łukasz Zjawiński, jednak nie zdołał skierować futbolówki w światło bramki. Gospodarze nie zamierzali oddawać inicjatywy i ponownie zaczęli szukać swoich okazji, głównie poprzez ataki bocznymi sektorami boiska.
W 56. minucie gospodarze sprytnie rozegrali rzut wolny, po którym niepilnowany na szesnastym metrze znalazł się Erik Janža. Zawodnik Górnika źle jednak trafił w piłkę i zmarnował dogodną okazję. Gospodarze zaczynali atakować coraz odważniej. Legioniści długimi fragmentami nie potrafili wyjść chociażby z własnej połowy. Niemal kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry Górnik był o krok od wyjścia na prowadzenie. Wtedy zza pola karnego huknął ile sił w nodze Zmrzlý i piłka z całym impetem trafiła w poprzeczkę. Wynik, jak i liczba celnych strzałów w tym meczu, nadal wynosił więc 0-0.
Ostatnie kilkanaście minut to przewaga Górnika, który wydawał się robić więcej, aby zejść tego dnia z boiska z trzema punktami. Ich ataki raz po raz sunęły na bramkę Hindricha i stwarzały Legii realne zagrożenie. Trzy minuty przed końcem spotkania do znakomitej sytuacji doszedł Erik Prekop. Napastnik dostał podanie z lewej strony, uderzył z pierwszej piłki, jednak zdecydowanie chybił ponad poprzeczką. Pomimo doliczenia aż dziesięciu minut wynik nie uległ już zmianie. Legia zanotowała tym samym trzeci mecz z rzędu bez wygranej.



