Transfery to specjalność Mirosława Trzeciaka. - fot. Legia LIVE!
REKLAMA
REKLAMA

Oceniamy transfery Legii

Tomek Janus - Wiadomość archiwalna

Pod koniec sierpnia przedstawiliśmy ocenę letnich transferów Legii. Minęły ponad dwa miesiące, podczas których piłkarze rozegrali kilkanaście meczów. Nowi zawodnicy mieli więc okazję do pokazania na co ich stać. A my dostaliśmy dużą porcję materiału pozwalającego wyrobić sobie zdanie o ich postawie na boisku. Poniżej przedstawiamy subiektywną ocenę letnich transferów Legii vol. 2.
Mikel Arruabarrena
Miał być powiewem hiszpańskiej finezji w ataku Legii. Tylko, że nim nie jest. O ile było wiadomo, że pozycja Takesure Chinyamy w pierwszym składzie legionistów jest niezagrożona, to "Arru" miał powalczyć z Bartłomiejem Grzelakiem. Jednak wzrastająca forma "Grzela", spowodowała, że Hiszpan cały czas ma problemy z załapaniem się nie tylko do wyjściowego składu Legii, ale nawet do kadry meczowej. Gdy się już w niej pojawi, to w lidze gra w końcówkach spotkań. Jednak Jan Urban cały czas wierzy, że Arruabarrena w końcu się przebudzi. "Wszyscy widzimy, że jest to zawodnik, który haruje na boisku, wychodzi na pozycje, wraca do defensywy. Chęci na pewno nie możemy mu odmówić" - argumentuje trener Legii. Póki co największym sukcesem hiszpańskiego zawodnika jest zdobycie debiutanckiej bramki. Pytanie kiedy przyjdą kolejne trafienia?

Inaki Astiz
Pewniak – tak jednym słowem można opisać Astiza. Odkąd powrócił na Łazienkowską ma pewne miejsce na środku obrony Legii. Nie robi mu większej różnicy z kim tworzy parę stoperów. Jego przeprowadzka do Warszawy podziałała kojąco na problemy defensywy legionistów. Zagrał w 13 meczach, a Legia straciła w nich 4 gole. Niektórzy zarzucają mu, że każdą akcję rywali przerywa faulem. Tylko co w tym złego? W końcu jak powiedział w jednym z wywiadów Wojciech Szala "Do grania w obronie nie jest potrzebna jakaś wielka finezja. Jeżeli zawodnik będzie odstawiał nogę, to wiele nie pogra. To jest prosta gra." I Astiz tą prostotę opanował bardzo dobrze.

Inaki Descarga
Człowiek-zagadka. Ciężko cokolwiek o nim powiedzieć, bo mało kto widział go w akcji. Najpierw nie grał, bo miał pięć tygodni zaległości w treningach. Gdy już je nadrobił, zaczęły mieć problemy ze zdrowiem. Na początku września pytaliśmy czy z nogą Descargi wszystko w porządku, co niektórzy skwitowali złośliwymi uwagami. Kilkanaście dni później przyszedł mecz z Arką Gdynia, w którym hiszpański defensor wytrzymał na boisku 13 minut. Do gry ma powrócić wiosną, choć ostatnio pojawiły się informacje, że może odejść z Łazienkowskiej. Chyba powinien dostać jednak jeszcze jedną rundę, bo kilka razy udowodnił, że w piłkę grać potrafi.

Maciej Iwański
Gdyby Legia dokonywała tylko takich transferów, to co roku nie miałaby problemu ze zdobywaniem mistrzostwa Polski. Nie potrzebował czasu na aklimatyzację, tylko z marszu zaczął grać na wysokim poziomie. Gdy trzeba bierze ciężar gry na siebie, a nawet zdobywa decydujące bramki. Tak było choćby w pucharowym meczu w Płocku, gdzie strzelił dwa gole i wynik z 0-1 zmienił się na 2-1 dla Legii. Jeżeli nadal będzie grał na podobnym poziomie, to na Łazienkowskiej wkrótce można spodziewać się przedstawicieli zachodnich klubów. Gdyby tylko jeszcze częściej strzelał z dystansu.

Pance Kumbev
Pechowiec. Najpierw miał pecha bo zagrał w trzech meczach i Legia straciła w nich sześć bramek. Później doznał kontuzji i nawet nie mógł podjąć rywalizacji o miejsce w składzie z Inakim Astizem. Gdy wyzdrowiał, nie zagrał nawet minuty i znów dopadła go kontuzja. Przed meczem z Wisłą Płock urazu nabawił się w czasie... przedmeczowej rozgrzewki. Nadal się kuruje i nadal nie można powiedzieć o nim zbyt wiele. Choć patrząc na grę Astiza i Choto, Kumbev raczej nie miałby dużych szans na grę w pierwszym składzie.

Piotr Rocki
Po golu dającym Legii wygraną z Wisłą Kraków i Superpuchar Polski, wielu oczami wyobraźni już widziało Rockiego w podstawowym składzie Legii. Tylko, że 34-letniego zawodnika do Warszawy sprowadzono jako uzupełnienie składu. "Rocky" szybko powędrował więc na ławkę rezerwowych i musi zadowolić się grą w Pucharze Ekstraklasy i końcówkach meczów ligowych. Gdy już wejdzie na boisko można być pewnym, że nie odstawi nogi.

Kostiantyn Machnowskij
Melodia przyszłości. Na razie 19-letni Ukrainiec jest trzeci w hierarchii bramkarzy przy Łazienkowskiej. Póki co musi się zadowolić grą w Młodej Ekstraklasie. Ma za sobą debiut w oficjalnym meczu i nie puścił w nim gola. Więcej na jego temat będzie wiadomo, gdy zacznie grać więcej grać.

Alberto Ortiz Moreno "Tito"
Coraz częściej pojawia się w szerokiej kadrze, ale jak nie grał, tak nie gra. Zwolennicy jego talentu mogą oglądać, go w spotkaniach Młodej Ekstraklasy i Pucharu Ekstraklasy. Gdy "Tito" przychodził na Łazienkowską oczekiwano, że będzie zdecydowanym wzmocnieniem. Na razie więcej niż o jego grze, mówiło się o jego rzekomo wysokich zarobkach.

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.