Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
NewsyNewsy
Newsy
RSS  |  WAP  |  Kosz  |  Siatka  |  Hokej
Marek Jóźwiak strzelił gola w Moskwie - fot. Woytek
Marek Jóźwiak strzelił gola w Moskwie - fot. Woytek
Poniedziałek, 27 września 2010 r. godz. 11:24

Uwaga: Wiadomość archiwalna!

15 lat LM: Spartak 2-1 Legia + relacja kibicowska!

Tomek Janus i Bodziach

Pod koniec września 1995 r., po wygranej z Rosenborgiem Trondheim, legioniści zostali liderami grupy B rozgrywek Ligi Mistrzów. W następnej kolejce czekał na nich moskiewski Spartak, który z kwitkiem odprawił wcześniej Blackburn Rovers. "Wojskowi" udali się więc w daleką podróż do stolicy Rosji, a wraz z nimi 500 kibiców. Tym razem nie mieli tak wesołego powrotu (nie licząc fanów, którzy przez cały wyjazd mocno używali alkoholu) jak po sierpniowym meczu eliminacyjnym z IFK Goeteborg.
Choć po wygranej z mistrzem Norwegii piłkarze Pawła Janasa zajmowali pierwsze miejsce w swojej grupie, to za faworyta kolejnego meczu uznawani byli Rosjanie. Miejscowi dziennikarze żartowali nawet, że drużyna z Moskwy nie musi trenować, by ograć legionistów. Poważniej do spotkania z "wojskowymi" podchodzili piłkarze Spartaka. Trener Oleg Romancew zabrał ich na zgrupowanie do ośrodka w Tarasowskiej i zabronił graczom kontaktów z mediami.

Jesienią 1995 r. Rosjanie mieli jednak drużynę naszpikowaną dobrymi zawodnikami. Z FC Porto ściągnięto Wasilija Kulkowa i Siergieja Jurana. Najpopularniejsza drużyna w Moskwie mogła narzekać tylko na jedno – stadion. Swoje mecze Spartak musiał rozgrywać na Łużnikach, które za dnia były rosyjskim Stadionem X-lecia, czyli bazarem. Ze względu na mecz z Legią kupcy zakończyli dzień handlowy wcześniej i można było grać.

Najpierw legioniści musieli jednak pokonać drogę do Moskwy. Piłkarze mistrza Polski udali się w nią wojskowym JAK-iem. W stolicy Rosji "wojskowi" mieli zaś problemy z wielkością miasta. Wszystko przez oszczędności. Legia zamieszkała w hotelu ministerstwa obrony. UEFA zalecała nocleg w Hotelu Kempińskim. Szkopuł w tym, że był on prawie dziesięć razy droższy. I tak legioniści na posiłki jechali 40 minut do polskiej ambasady, a na trening na Łużniki 20 minut.

Sam przedmeczowy trening na moskiewskim stutysięczniku wywołał wielkie oburzenie "wojskowych". Wszystko znów przez oszczędności. Tym razem pieniądze dokładnie przeliczali gospodarze. Przez 50 minut godzinnego treningu legioniści ćwiczyli w półmroku, bo miejscowi nie zapalili wszystkich jupiterów. Światłość zawitała dopiero na ostatnie dziesięć minut zajęć.

Mało ciekawie było też na boisku, gdzie legioniści z dobrej strony zaprezentowali się dopiero pod koniec meczu. Legia przegrywała wtedy już 0-2. Pierwszy gol padł już w 14. minucie. Węgierski arbiter Laszlo Vagner podyktował wówczas problematyczny rzut karny po starciu Jacka Bednarza z Siergiejem Juranem. "Sędzia wymyślił sobie karnego" - mówił po meczu Marek Jóźwiak. "Juran to wielki boiskowy cwaniak. Często przewraca się i stara wymusić na arbitrze karnego bądź wolnego" - wtórował "Beretowi" Zbigniew Mandziejewicz. Jedenastkę na bramkę zamienił Jurij Nikiforow.

Strata gola nie niewiele zmieniła na boisku. Legia nadal nie potrafiła zagrozić bramce Stanisława Czerczeszowa, a gospodarze nękali Macieja Szczęsnego. Jakby tego było mało, od 33. minuty "wojskowi" musieli radzić sobie bez Grzegorza Lewandowskiego. Wszystko przez Ilję Cymbalara, który kopnął Polaka w głowę i złamał mu nos. "Lewego" zastąpił Krzysztof Ratajczyk.

Do boju Legia zerwała się dopiero pod koniec meczu. Zanim Marek Jóźwiak zamienił dośrodkowanie z rzutu rożnego Leszka Pisza na gola, piłkę z siatki musiał znów wyciągać Maciej Szczęsny. W 52. minucie bramkarza "wojskowych" pokonał mający osiem kilogramów nadwagi Siergiej Juran. Trafienie "Bereta" z 82. minuty było jednak sygnałem do szturmu bramki rywali. Chwilę później wydawało się, że będzie remis. Zbigniew Mandziejewicz niemal skopiował wyczyn Jóźwiaka. Piłka minęła bramkarza Spartaka. Futbolówkę z linii bramkowej wybił jednak Wasilij Kulkow. "Szkoda, że zespół nie zagrał tak dobrze i ofensywnie, jak przez ostatnie 20 minut" - narzekał po ostatnim gwizdku sędziego Paweł Janas. "Ten mecz bardzo nas rozczarował. Czujemy się zdenerwowani. Pozostał niedosyt" - złościł się Jóźwiak.

Po porażce w Moskwie legioniści stracili pierwsze miejsce w tabeli. Trzy tygodnie później "wojskowych" czekał kolejny mecz – tym razem z mistrzem Anglii Blackburn Rovers. Zanim Legia stanęła naprzeciwko Alana Shearera i spółki, musiała wrócić ze stolicy Rosji. A to nie było łatwe. Grupa wracająca pociągiem miała przymusowe kilkugodzinne oczekiwanie na dworcu na transport. Sprawę udało się załatwić dopiero po interwencji polskiego konsula. Więcej o kibicowskiej wyprawie przeczytacie poniżej.

27 września 1995 r. 20:30 Stadion Łużniki
Spartak Moskwa 2-1 (1-0) Legia Warszawa
1-0 14. min. Jurij Nikiforow (k)
2-0 52. min. Siergiej Juran
2-1 82. min. Marek Jóźwiak

Spartak: Stanisław Czerczesow – Ramiz Mamiedow, Jurij Nikiforow, Wiktor Onopko, Dmitrij Chlestow - Andriej Tichonow, Andriej Piatnicki, Wasilij Kulkow, Ilja Cymbalar - Walerij Szmarow, Siergiej Juran

Legia: Maciej Szczęsny – Marek Jóźwiak, Jacek Zieliński, Zbigniew Mandziejewicz, Radosław Michalski (70' Adam Fedoruk) – Grzegorz Lewandowski (33' Krzysztof Ratajkczyk), Leszek Pisz, Tomasz Wieszczycki, Jacek Bednarz – Cezary Kucharski, Ryszard Staniek (84' Andrzej Kubica)

Sędziował: Laszlo Vagner (Węgry)
Widzów: 35000 (w tym 500 fanów Legii)
Żółte kartki: Wasilij Kulkow, Ilja Cymbalar – Zbigniew Mandziejewicz, Jacek Zieliński

W artykule wykorzystano cytaty z archiwalnych numerów "Gazety Wyborczej"

Hektolitry alkoholu, czyli wyjazd legionistów do Moskwy

"Przed pierwszym meczem z Rosenborgiem w Lidze Mistrzów rozpoczęły się zapisy na wyjazd do Moskwy - pierwszy wyjazd w LM. "Przed meczem z Rosenborgiem zaledwie kilka osób było zapisanych na wyprawę autokarową ("mocna grupa" jedzie pociągiem, ale już brak miejsc). Kilkunastu spryciarzy dogadało się między sobą i wykupili bilet grupowy upoważniający do zniżki. W ten sposób każdy z nich zaoszczędził po 700 tys. starych złotych. W podobny sposób ta sama ekipa ma zamiar podróżować do Anglii (tym razem busami). Ponieważ jako przystań promową wybrali Holandię, będzie okazja odwiedzić starych znajomych z FC Den Haag. W tej sprawie można dogadywać się z Jagodem lub Rouenem. Dla pozostałych będzie organizowana wyprawa autokarowa, która będzie znacznie tańsza. Ten mecz odbędzie się dopiero 1 listopada, jednak z uwagi na rezerwacje promów oraz hoteli w Holandii i Anglii, trzeba myśleć o tym już teraz. Na razie jednak nasz cel to Moskwa" - czytamy w zinie "Legion", wydawanym w połowie lat 90-tych przez "pseudokibiców Legii".

Kilka numerów później można znaleźć relację z Moskwy, zatytułowaną "Twierdza w Moskwie nie zdobyta". Ze względu na unikalny charakter relacji, przytaczamy ją bez jakichkolwiek zmian:

"Po tym co wyprawiał węgierski sędzia na stadionie w Moskwie w meczu Spartak - Legia, straciła nieco na aktualności przyśpiewka "Polak, Węgier dwa bratanki..." za to w jednej z moskiewskich spelun powstała inna na tę samą melodię "Bosman, Piotrek, dwa grubasy, do wpierdalania kiełbasy". Była to aluzja do ich grubych brzuchów (znowu Misztal górą).

Podróż kibiców w obie strony przebiegała bardzo burzliwie. Ciągłe interwencje policji polskiej, białoruskiej i rosyjskiej były na porządku dziennym. Jednego kibica wyrzucono z pociągu już w drodze do Moskwy w Brześciu. Tego samego gościa wyrzucono również z następnego pociągu. Meczu nie obejrzał. O mały włos ten sam los spotkałby ok. 20 innych kibiców, którzy dopiero po licznych prośbach i groźbach zostali wypuszczeni z tej samej stacji. Sporo kiboli było w Moskwie już we wtorek. Kilkudziesięciu z nich oglądało mecz Lokomotivu z Bayernem. W hotelu "Iznailowo" mieszkała mieszanka polsko-niemiecka. Szwaby bali się naszych jak ognia, jednak nikt ich nie bił. Różnie natomiast bywało na kibicowskiej linii Spartak - Legia. Niektórzy razem pili, inni się bili. Po naszej stronie zero strat, niejeden "Wańka" dostał oklep. Trzeba jednak przyznać, że nie wiadomo jak by było pod stadionem, gdyby nie fakt, że po naszej stronie byli wrogo nastawieni wobec spartakowców fani CSKA Moskwa oraz kibice Zenitu St. Petersburg, którzy przybyli specjalnie, aby na własne oczy zobaczyć chuliganów warszawskiej Legii. Wódki było "mnogo", zamieszania też. Trzech legionistów zostało przez ruską milicję wywiezionych do lasu. Mieli niezłego pietra kiedy jeden z "milicjantów" przeładował Kałasznikowa. Skończyło się na tym, że razem wychlali spore zapasy wódy jakie zarekwirowane zostały przez ruskich. Wiktor spotkał swego imiennika, spartakowca. Jak na dwóch Wiktorów przystało, uchlali się niemiłosiernie. Później pod stadionem Wiktor, ten ruski, zajebał w ryja swego ziomka, który rzucał coś pod adresem legionistów. W sumie na sektorze uzbierało się pół tysiąca fanów Legii. Na innych sektorach też były transparenty polskich klubów: Motoru Lublin i KSZO Ostrowiec.

Po meczu znowu picie. Balangom nie było końca. Jeden delikwent zrobił kupę... w zlewie!!! Rano część kiboli zrobiła wypad na Plac Czerwony. Robiono sobie zdjęcia przy akompaniamencie głośnych przyśpiewek pod adresem Lenina, Jelcyna i innych oszołomów. Na Dworcu Białoruskim w Moskwie okazało się, że jeden z pociągów do Polski jest opóźniony. Znudzone towarzystwo umilało sobie czas piciem alkoholu i awanturami ze zwolennikami Spartaka, którzy przybyli w okolice dworca szukać wrażeń. Wpierdol dostali też jakieś leszcze z Krakowa, którzy zbyt głośno wyrażali niepotrzebne hasła pod adresem Legii. W pociągu, którym wracała główna ekipa zaczęła się balanga. Już nikt nie mógł przecież sprawić, że ktoś nie obejrzy meczu. Był zatem pełen LUZ. W ruskim wagonie restauracyjnym tańce, hulanki, swawola. Rzucano w barmanów kostkami cukru, w powietrzu fruwało szkło. Lały się trunki. Rano wojna na gaśnice przeciwpożarowe. Interweniowali SOKiści. Na pytanie jednego z nich, kto używał gaśnic, "Komiks" odpowiedział naiwnie "Rekieci!".

W Terespolu naprzeciwko pociągu z kibicami stał żółtek z handlarzami. Machali oni przyjacielsko do kiboli i wdawali się w fachowe rozmowy na tematy piłkarskie. Kiedy jednak pociąg ruszył, z okna żółtka ktoś krzyknął coś brzydkiego o Legii. W tej samej chwili na żółtka posypał się grad butelek. Jedna wpadła dokładnie w otwarte okno, skąd padło obelżywe hasło. BINGO! Na stacjach Siedlce, Warszawa Wschodnia i Warszawa Centralna czekały oddziały policji. Było jednak spokojnie."

Byłeś na meczu Legii w Lidze Mistrzów? Masz zdjęcia lub programy meczowe z tamtych lat? Wyślij je do nas na ultras@legialive.pl i pomóż w przypomnieniu atmosfery z 1995 r.



Archiwum Andrzeja z Sochaczewa z meczu Spartak-Legia (proporczyk, bilet, programy meczowe):












Zgłoś newsa!

Jeżeli masz informację, której nie ma na tej stronie, a Twoim zdaniem powinna się znaleźć, zgłoś ją nam! Wystarczy wypełnić prosty formularz, a informacja zostanie dodana do naszej bazy.
Zgłoś newsa!