Stanisław Czerczesow - fot. Woytek / Legionisci.com
REKLAMA

Z kart historii

W piłkarskim raju. Odcinek 11.

Qbas, źródło: Legionisci.com

W tym roku minęła 25. rocznica pierwszego awansu Legii do Ligi Mistrzów. Od tamtej pory jeszcze tylko dwukrotnie polskie kluby grały w najsłynniejszych klubowych rozgrywkach świata – Widzew w sezonie 1996/97 i ponownie „Wojskowi” w 2016/2017. Zapraszamy na cykl tekstów przypominających wydarzenia sprzed ćwierćwiecza. Poniżej o okolicznościach pierwszego w historii meczu Legii ze Spartakiem Moskwa.

W 1995 r. Spartak to była wielka firma. Klub, który trzeci raz z rzędu występował w Lidze Mistrzów, miał tamtego roku daleko sięgające plany – chcieli w końcu wyjść z grupy i namieszać w Europie. W tym celu ściągnęli z powrotem do Rosji kilku reprezentantów tego kraju. Z FC Porto przyszli napastnik Siergiej Juran i obrońca Wasilij Kulkow, z Dynama Drezno bramkarz Stanisław Czerczesow, późniejszy trener Legii, z Arminii Bielefeld napastnik Walerij Szmarow. Do tego najważniejsi piłkarze pozostali w Moskwie. Działacze stworzyli ekipę na miarę aspiracji.

Dodając do tego nieodległą historię spotkań Spartaka z Lechem Poznań w eliminacjach Ligi Mistrzów (7-2 w dwumeczu) i jego wygraną w Anglii nad Blackburn w 1. kolejce fazy grupowej, trudno się dziwić, że to Rosjanie uchodzili za faworyta meczu na Łużnikach, a „Wojskowi” podchodzili do nich z respektem. Maciej Szczęsny: „Spartak to jednak była w tym czasie prawdziwa potęga. To była naprawdę taka paka… Jak im się tylko chciało, jak byli trzeźwi, to byli nieuchwytni”. Ale nie z obawą. Legia wówczas nie bała się już nikogo.

Na dobre nastroje zespołu dobrze wpływał m. in. podział środków z UEFA. Zespół wynegocjował, jak to potem przyznawał Maciej Szczęsny, zbójeckie warunki: połowa pieniędzy za awans, grę i punkty w Lidze Mistrzów trafiała do podziału w drużynie. Humory poprawiała też gra w Ekstraklasie. Przed meczem w Moskwie Legia zajmowała pierwsze miejsce w tabeli. Z dziewięciu meczów wygrali osiem, a przegrali jeden – z ŁKS. Co ciekawe, obie bramki dla łodzian zdobył wypożyczony Marcin Mięciel, który po meczu nie krył satysfakcji z utarcia nosa trenerowi Janasowi.

Legia poleciała do Rosji bez najlepszego napastnika Jerzego Podbrożnego, który nadal dochodził do siebie po zatruciu kroplówkami na zgrupowaniu kadry. Poza nim do dyspozycji byli wszyscy. Moskwa w połowie lat 90. jawiła się jako miasto ogromnych kontrastów, co chyba nieco oszołomiło legionistów. Jacek Bednarz: „Pojechaliśmy do tej postkomunistycznej, szarej, ponurej Moskwy. Hotelem był jakiś wojskowy wieżowiec, do którego wpuszczali nas goście wyglądający jak czekiści. Na każdym piętrze była pani wydająca klucze. Pokoje wyższe niż szersze. Okna tak wysoko, że nie tylko ja nie mogłem przez nie wyjrzeć, ale i Szczęsny miał kłopot. Dziwnie się tam czuliśmy. Widać było też tę okropną biedę skontrastowaną z ogromnym bogactwem. Plus te stare Łużniki takie przybijające swoim surowym monumentalizmem...”.

W trakcie spotkania mistrzowie Polski nie zaprzątali sobie jednak głowy tym, co widzieli. Na murawę wyszli w składzie: Szczęsny – Jóźwiak, Zieliński, Michalski – Lewandowski, Mandziejewicz, Pisz, Wieszczycki, Bednarz – Staniek, Kucharski. Względem spotkania 1. kolejki z Rosenborgiem zaszły więc dwie zmiany: jako lewy obrońca kryjący zagrał Michalski, który zastąpił Ratajczyka, a miejsce Kubicy w ataku zajął Kucharski. W Moskwie panowały znakomite warunki do gry. Temperatura wynosiła 15 stopni, nie padało, było właściwie bezwietrznie.

Mecz rozpoczęli gospodarze i od początku grali z dużą pewnością siebie – spokojnie rozgrywali piłkę, ale jednocześnie narzucali swoje, wysokie tempo. Legia przyczaiła się niemal całym zespołem na swojej połowie, szukając szans w kontratakach, ale brakowało spokoju, gra była szarpana. Bednarz regularnie cofał się na własną połowę, gdzie asekurował Michalskiego. Legioniści długo nie mogli skonstruować akcji, ale jednocześnie nie dopuszczali Rosjan pod własną bramkę. Konstruujący ataki obrońcy Nikiforow i Onopko często bezradnie rozkładali ręce. Spartak pierwszą groźną akcję przeprowadził w 9. minucie, gdy Szczęsny szybkim wyjściem przechwycił piłkę kierowaną prostopadłym podaniu z głębi pola do Jurana. Polska obrona próbowała zastosować pułapkę ofsajdową, ale według sędziów bezskutecznie. W odpowiedzi z kontrą wyszli piłkarze Pawła Janasa i po dośrodkowaniu Lewandowskiego zyskali rzut rożny. Pisz tym razem jednak dośrodkował za nisko, wprost na głowę Nikiforowa.



Po pierwszych 10 minutach Legia jakby nabrała pewności siebie. Zawodnicy zauważyli, że dość dobrze radzą sobie w destrukcji i jakby w związku z tym postanowili nieco otworzyć grę. Problemem było jednak osamotnienie Kucharskiego w ataku. Staniek nadal nie był w formie, która predestynowałaby go do gry w Lidze Mistrzów. Tracił futbolówkę, niedokładnie podawał, brakowało mu dynamiki. I w 13. minucie po prostej stracie Stańka na 40 metrze od bramki gospodarzy, ci ruszyli z kontratakiem. Piłkę przejął Kulkow, podał do Piatnickiego, a ten posłał górne podanie w kierunku pola karnego adresowane do rozpędzającego się Jurana. Obok napastnika był Bednarz, choć źle ustawiony, bo za nim, ale asekurował go jeszcze Mandziejewicz. Doszło do kontaktu „Bena” z rywalem, ten się przewrócił w „szesnastce”, a sędzia bez wątpliwości podyktował rzut karny. „Ani ja, ani „Mandziej” nic mu nie zrobiliśmy! Za to węgierski arbiter Laszlo Vagner „zrobił” mecz. I dostał za to futra” – wspominał Bednarz. Szczęsny w książce „Legia Mistrzów” mówił: „Sędzia kręcił nas jak chłopa w sądzie. (…) Nie było żadnego faulu”. Powtórki wskazują wyraźnie, że Węgier się… pomylił. Rzut karny pewnie wykorzystał Nikiforow i zrobiło się 1-0.

Piłkarze Legii powtarzali potem, że arbiter był do nich nastawiony prowokacyjnie, przygadywał im, a jednocześnie wspierał gospodarzy. Przyglądając się przebiegowi wydarzeń na boisku trudno powiedzieć, że rzeczywiście tak było. Pomijając już skandaliczną decyzję o rzucie karnym, Vagner może ze dwa razy puścił płazem nadmiernie ostre zagrania Rosjan, które powinny skończyć się kartkami. Na boisku odczucia oczywiście mogły być inne, co pozbawiało legionistów rytmu na tyle, że przez większość spotkania nie potrafili realnie zagrozić bramce Czerczesowa i wprowadzić płynności w grze. Były za to zrywy, jak w sytuacji, gdy Legia, wprawdzie dość szczęśliwie, wyszła spod pressingu rywala i Pisz w tempo i celnie podał prostopadle do wbiegającego w pole karne Stańka, któremu jednak zabrakło szybkości. Reagować próbował trener Janas, który zamienił pozycjami Mandziejewicza z Michalskim i odtąd ten drugi, grający bardziej ofensywnie, występował w pomocy. Bez większych efektów.

Spartak bowiem po golu wyraźnie uspokoił grę. Tempo spadło i gospodarze z dużą ostrożnością budowali kolejne akcje, bardzo szanując piłkę. W 22. minucie na tyle uśpili legionistów, że ci źle zastawili pułapkę ofsajdową i Piatnicki wyszedł sam na sam ze Szczęsnym. Na szczęście Mandziejewicz zdążył z asekuracją i wślizgiem wytrącił rywalowi piłkę spod nóg. Ta poturlała się jednak do Cymbalara, ale lewy pomocnik Spartaka uderzył słabo i polski bramkarz zdołał odbić futbolówkę na rzut rożny. W tym okresie w Legii mogła się podobać, mimo wspomnianego błędu, gra trójki obrońców i Pisza. Bardzo starał się Lewandowski, ale nie przynosiło to efektów, Bednarz skupiony był na defensywie, mało wnosił Wieszczycki. Kucharski był całkowicie odcięty nie tylko od podań, ale i od przestrzeni do rozpędzenia się. Staniek, choć często dostawał piłkę, to nadal grał słabo. Podobnie jak i Michalski. Wszystkim przy tym brakowało jakby dokładności w podaniach, przez co akcje już na starcie traciły potrzebne im tempo.

Na boisku działo się niewiele. Akcje kombinacyjne Rosjan były rozczytywane, Legia zaś w ofensywie była bardzo statyczna i nie potrafiła wypracować sobie sytuacji. Gra toczyła się więc głównie w środku pola i to na niskiej intensywności. W 30. minucie Lewandowski został kopnięty w twarz przez Cymbalara, gdy próbował przejąć piłkę schylając nisko głowę i w efekcie ze złamanym nosem opuścił murawę. Sędzia, wbrew temu, co wspominają legioniści, dał kartkę Rosjaninowi i przyznał rzut wolny. Pisz dośrodkował ostro na głowę Mandziejewicza, ale ten był blokowany przez obrońcę i uderzył bardzo niecelnie. Chwilę potem Spartak znów powolnie budował atak, by nagle przyspieszyć i jednym podaniem Nikiforowa otworzyć Juranowi drogę do bramki. Napastnik jednak uderzył słabo i przegrał pojedynek ze Szczęsnym. Znów nie powiodła się próba złapania rywali na spalonego, czyli czegoś, co świetnie funkcjonowało w poprzednich meczach, tak z IFK, jak i Rosenborgiem.

W miejsce Lewandowskiego na boisku zameldował się Ratajczyk. Na prawą pomoc przesunięty został więc Bednarz, a po lewej flance biegał Ratajczyk. Obraz gry nie uległ zmianie – prowadził ją Spartak na swoich warunkach, miał przewagę i potrafił sobie stworzyć kilka sytuacji bramkowych, z czego dwie stuprocentowe. Kolejną szansę gospodarze mieli po potężnym uderzeniu Nikiforowa z rzutu wolnego, które Szczęsny zbił na rzut rożny w 40. minucie. Był to przy tym okres, w którym legioniści właściwie nie potrafili wyjść z własnej połowy, nie mówiąc nawet o konstruowaniu akcji.

Legia w I połowie nie oddała nawet celnego strzału na bramkę. To się szybko zmieniło po przerwie, gdy Michalski uderzył futbolówkę głową po dośrodkowaniu Pisza z rzutu rożnego. Czerczesow jednak był dobrze ustawiony i bez problemu obronił. Pierwsze parę minut po przerwie legioniści grali jakby lepiej, częściej utrzymywali się przy piłce, ale Spartak grał swoje – krótkie podania, ruchliwość w ofensywie i wyczekiwanie na błąd rywala – i w efekcie szybko opanował sytuację. A legioniści dalej nie potrafili opanować nerwów, rażąc niedokładnością, która stała się wręcz irytująca.

W 52. minucie Rosjanie strzelili drugiego gola. Akcja zaczęła się od … przechwytu Michalskiego w środku pola. Pomocnik odegrał do Pisza, a ten posłał niedokładne podanie górą w kierunku Stańka. Spartak ruszył z atakiem. Onopko zagrał bardzo precyzyjnego crossa do Cymbalara, od którego Bednarz był za daleko, ten dośrodkował płasko w pole karne, gdzie wydawało się, że Jóźwiak wybije piłkę, ale przed nosem pojawił mu się jeden z rywali i futbolówka znalazła się na przedpolu „szesnastki”, tam przejął ją Piatnicki i podał prostopadle do Jurana. Sprytnie ustawiony napastnik zastawił się plecami od Ratajczyka, Mandziejewicz spóźnił się do asekuracji, a Rosjanin błyskawicznie się obrócił i sprytnym strzałem „spod kolana” nie dał szans Szczęsnemu.

Przy wyniku 2-0 Spartak nieco spuścił z tonu i tym razem nie było to już pozorne. Nie miało to wprawdzie wielkiego wpływu na postawę Legii w ofensywie, ale gospodarze już tak często nie zagrażali Szczęsnemu, jak w I połowie. Gra przesunięta została na środek boiska, a nawet na część bronioną przez gospodarzy. Próżno było jednak dopatrzeć się tego efektów. Legia nie potrafiła wymienić trzech-czterech podań, szybko traciła piłkę, nie oddawała celnych strzałów.

Po godzinie gry legioniści zaczęli mieć jakby więcej miejsca. Rosjanie nie grali już z taką determinacją, nie zamykali szczelnie korytarzy prowadzących pod ich pole karne i pozwalali na rozegranie futbolówki. Jakby przy bezpiecznym prowadzeniu zaczynało im brakować koncentracji i sił, a był to zespół słynący z rozrywkowego stylu życia. „Ten Juran… Gruby pijak, wyglądał jak żul, a skurwysyn robił co chciał” – opowiadał Szczęsny. „Cóż, lubili życie i trunki. Jeśli chodzi o Jurana, trener zamykał go „w obozie”. Dostał ochroniarza, który odwoził go na trening, pilnował, a po treningu zawoził do hotelu. Przez kilka miesięcy Juran grał doskonale, był w świetnej formie. Był odcięty od pokus” – wspominał Bednarz w książce „Legia mistrzów”. A problemy z alkoholem nie dotyczyły tylko jednego piłkarza. Jednocześnie mistrzowie Polski przy wyniku 2-0 nie mieli wiele do stracenia, złapali większą swobodę w grze. Sytuacji jednak nadal nie było.

W 71. minucie na boisku pojawił się Fedoruk, piłkarz ofensywny, ze smykałką do gry kombinacyjnej. Chwilę potem Wieszczycki popędził środkiem boiska i mocno uderzył z 23 metrów, ale Czerczesow bez problemu odbił piłkę do boku. To był dopiero drugi celny strzał „Wojskowych” w tym meczu. Potem Spartak nieco się ocknął, przesunął grę znów daleko od swojej bramki. Brakowało już jednak mocy, co widoczne było zwłaszcza w środku boiska, gdzie nagle zrobiło się dużo miejsca. Legioniści zaczęli to wykorzystywać, z tym że wciąż nie mieli pomysłu na zakończenie akcji.

Te zaczęły się zazębiać dopiero około 80. minuty. Najbardziej składna była ta poprzedzająca gola na 1-2 z rzutu rożnego. Mandziejewicz zagrał ze środka boiska na 30 metr do wyciągającego obrońcę Wieszczyckiego i ten odegrał do rozpędzającego się po lewym skrzydle Fedoruka. „Fedor” wpadł w pole karne, dośrodkował w kierunku głowy Bednarza, a tam w ostatniej chwili Onopko wybił futbolówkę na rzut rożny. Wszystko było wykonane szybko, w tempo i precyzyjnie. Po chwili z rogu bardzo dokładnie dośrodkował Pisz, a Jóźwiak wysoko wybił się w powietrze i celnie uderzył piłkę głową, a ta wylądowała tuż przy prawym słupku bramki.

2-1 i wydawało się, że Legia łapie wiatr w żagle. Po chwili „Wojskowi”, po podaniu Wieszczyckiego, znów mieli rzut rożny. I znowu dośrodkował Pisz, tym razem na głowę Mandziejewicza, po którego strzale Tichonow wybił futbolówkę z linii bramkowej. Niewiele zabrakło do remisu. Trener Janas zdecydował pomóc drużynie i wpuścił kolejnego ofensywnego gracza. Kubica zastąpił Stańka w ataku. Legioniści napierali, mieli kolejną okazję po rzucie rożnym, gdy niecelnie strzelał Jóźwiak. „Beret” zresztą zaczął wyczyniać rzeczy niesamowite, bo nagle zaczęło mu wszystko wychodzić i m. in. okazało się, że potrafi efektownym rajdem, okraszonym skutecznym dryblingiem zdublować skrzydłowego na prawej stronie. To było jednak wszystko. Legioniści więcej nie byli w stanie z siebie dać i przegrali 1-2 ze Spartakiem.

Porażka została przyjęta z dużym rozgoryczeniem. Szczęsny: „Po meczu pod szatnię przebił się nasz były zawodnik Siergiej Szestakow, podszedł do mnie, uściskał, pogratulował dobrej postawy i zanosił się niemal do łez od śmiechu, ale to był taki śmiech serdecznie współczujący nam, nie było szyderstwo i powtarzał „Ale was przekręcili, ale was zgnoili, ale z wami zrobili co chcieli. To taka natura, tu trzeba było być pewnym, że tak będzie” („Legia Mistrzów”, TVP).

W pierwszej kolejności należy jednak docenić klasę Spartaka. Był to znakomity zespół, który nie tylko potrafił efektywnie wykorzystać swoje atuty, ale i wytrącić je przeciwnikom. Jak się potem okazało, wygrał wszystkie mecze w grupie. Ten w Moskwie z dużym trudem, ale rzeczywiście był o tę jedną bramkę lepszy od Legii.

Porażkę szybko puszczono w niepamięć. W następnej kolejce bowiem do Warszawy miał zawitać mistrz Anglii.

Autor: Jakub Majewski

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (6)

+dodaj komentarz
luk - 29.09.2020 / 19:52, *.plus.pl

pierwszy karny - nawet pan Sławek nie obroniłby decyzji sędziego

odpowiedz
Stan - 29.09.2020 / 08:16, *.vectranet.pl

To był jawny wałek ,nie do wygrania

odpowiedz
FH - 28.09.2020 / 22:02, *.plus.pl

Bardzo fajny tekst. Dzięki!

odpowiedz
dino - 28.09.2020 / 17:47, *.vtelecom.pl

Za 20 lat Miodek zbuduje taką samą drużynę zobaczycie

odpowiedz
Hiszpan junior - 28.09.2020 / 18:24, *.t-mobile.pl

@dino: za 20 lat loczka nie będzie

odpowiedz
Kibolek - 28.09.2020 / 18:53, *.telefonica.de

@dino: OBY TEGO LICHWIARZA ANI INNEGO KULCZYKA JUZ TU NIE BYŁO

odpowiedz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.