Wyjazdowe przełamanie!
Aż 253 dni Legia czekała na wyjazdową wygraną w lidze. W Poniedziałek Wielkanocny niekorzystna seria została przerwana, kiedy "Wojskowi" pokonali w Szczecinie Pogoń po dwóch golach Milety Rajovicia. Podopieczni Marka Papszuna zaprezentowali się z niezłej strony i zasłużenie zwyciężyli.
Stadion im. Floriana Krygiera od lat nie jest dla nas gościnny – 12 meczów bez wyjazdowej wygranej to seria, która ciążyła wszystkim związanym z Łazienkowską. Dziś jednak, pod wodzą Marka Papszuna, Legia od pierwszych minut wyszła na murawę z jednym celem: przerwać tę fatalną passę. Początek należał do Legii, która od pierwszego gwizdka arbitra grała bardzo agresywnie. Już w 4. minucie do interwencji zmuszony został bramkarz Pogoni, na raty broniąc strzał głową Milety Rajovicia. Potem nieco gra się wyrównała i to gospodarze dwukrotnie doszli do dobrych okazji, lecz za każdym razem blokowani byli przez swoich rywali. W 12. minucie szczecinianie ruszyli z kontrą, którą sfinalizował Sam Greenwood. Pomocnik miał sporo miejsca, jednak trafił wprost w Kamila Piątkowskiego. Niebawem legioniści mieli dotychczas najlepszą okazję do wyjścia na prowadzenie. Wahan Biczachczjan mocno strzelił na bramkę Pogoni i świetnie obronił Valentin Cojocaru. Do dobitki zbierał się jeszcze Rafał Adamski, lecz został uprzedzony.
Z biegiem minut przewaga Legii rosła. Zwiększało się posiadanie piłki, co rzutowało na kolejne szanse. Wkrótce na prowadzenie Legię mógł wyprowadzić Paweł Wszołek. Pomocnik przymierzył w kierunku dalszego słupka i zabrakło mu niewiele, aby zaskoczyć bramkarza. W 34. minucie Legia dopięła jednak swego! Rafał Augustyniak daleko wyrzucił piłkę z autu, walkę w polu karnym wygrał Rajović i uderzeniem z półwoleja pokonał golkipera Pogoni. Ten popełnił wówczas spory błąd, bo zdecydowanie mógł zachować się lepiej. Chwilę potem Rajović ponownie stanął przed szansą. Tym razem Fredrik Ulvestad zachował się przytomnie i wybił futbolówkę ze światła bramki. Trzeba przyznać, że pierwsza połowa należała do Legii. Goście grali lepiej od swoich przeciwników, stwarzając sobie więcej okazji na strzelenie gola.

Kilkadziesiąt sekund po starcie drugiej połowy Legia strzeliła drugiego gola! Świetnie na skrzydle Adamski poradził sobie z jednym z obrońców, dograł wzdłuż bramki, gdzie tylko czekał na to Rajović. Duńczykowi nie pozostało nic innego, jak tylko z najbliższej odległości skierować piłkę do pustej bramki. To było znakomite otwarcie w wykonaniu "Wojskowych". Napór legionistów trwał. Za moment tym razem na prawej stronie sporo zamieszania zrobił Augustyniak, dograł w szesnastkę, gdzie niecelnie piętą uderzył Rajović.
Pogoń szybko została postawiona w bardzo trudnej sytuacji. Legia natomiast nie zatrzymywała się. W 58. minucie trzeciego gola powinien strzelił Biczachczjan. Ormian znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem po zgraniu od Adamskiego, lecz niestety trafił wprost w Cojocaru, a dodatkowo nabawił się przy tym zagraniu kontuzji. W jego miejsce na boisko wszedł Kacper Urbański. Po godzinie gry Greenwood chciał zaskoczyć Otto Hindricha uderzeniem zza pola karnego. Rumun był dobrze ustawiony i nie dał się zaskoczyć.
Szczecinianie starali się złapać kontakt z Legią, lecz ze swoją poniedziałkową dyspozycją to nie mieli czego szukać. Gospodarze byli całkowicie zdominowani przez legionistów. W 82. minucie serca kibiców nieco zadrżały. W polu karnym gości piłka trafiła w rękę Rajovicia, ale sędzia po konsultacji z VAR nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Wydawało się, że to było ostatnia szansa dla Pogoni, aby doskoczyć tego wieczoru do swoich rywali i powalczyć chociażby o punkt.
W podstawowego czasu gry sędzia doliczył aż dziewięć minut. W pierwszej z nich Pogoń był o kilka centymetrów od gola. Zza pola karnego lewą nogą przymierzył Leonardo Koutris i tym razem legionistów uratowała poprzeczka. Gdyby obrońca gospodarzy był nieco bardziej precyzyjny, to Hindrich nie miałby zupełnie nic do powiedzenia. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie i przełamanie Legii stało się faktem.











