Stadionu Olympiakosu - fot. Jacek
REKLAMA

NSŚ: Olympiakos - Crvena zvezda

Jacek, źródło: Legionisci.com

Ze względu na epidemię koronawirusa i co za tym idzie, brak wiarygodnych wymówek pod tytułem "nie mam czasu", powstał niniejszy opis mojego wyjazdu na mecz Ligi Mistrzów Olympiakos - Crvena zvezda, rozegrany w grudniu 2019. Już kiedyś, dawno temu, opisywałem dla LL! mój pierwszy wyjazd na Bałkany na mecz, a były to derby Belgradu na Marakanie, rozegrane 26 listopada 2011 i relację kończyłem tym, że "(...) mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pojadę na mecz Zvezdy (...)". Cóż, minęło ponad 8 lat, a ja od tamtego czasu na tyle wkręciłem się w Zvezdę i Bałkany, że zaliczyłem ok. 20 meczów Crveno-belih, w piłkę i w kosza, a także między innymi takie kwiatki jak derby Aten (te najważniejsze - Olympiakos - PAO) czy... Vardar Skopje - Pelister Bitola i inne. I mogłyby powstać całkiem fajne relacje, ale... wiadomo, brak czasu, zła pogoda, korki, wizyta u dentysty - czyli siła wyższa, absolutnie nie powiązana z moim lenistwem mi w tym przeszkodziła ;-).

Do Aten ruszyliśmy w dwie osoby, z kolegą B., samolotem w poniedziałek (mecz był w środę). Oczywiście, bez biletów na mecz, które były już dawno wyprzedane. Jednak nie sądziliśmy, że będzie to jakimkolwiek problemem, tzn. intuicja nawet nie tyle mi podpowiadała, co głośno krzyczała, że bilety jakoś zdobędziemy na miejscu. Zresztą przy wcześniejszej wizycie na derbach Aten było podobnie i oczywiście się udało. Tym razem też się udało, ale nie uprzedzajmy faktów.

fot. Jacek

Wtorek, dzień przedmeczowy, przywitał nas bólem głowy, deszczem i chęcią zwiedzania, która jednak w zaistniałych okolicznościach okazała się słomiana (zresztą z racji wykonywanej pracy zawodowej zarówno ja, jak i B. Ateny już znaliśmy, więc nic nie straciliśmy;-). Po ok. 2 godzinach szwendania się po Pireusie i tamtejszych plażach, rozpadało się tak, że decyzja mogła być tylko jedna – idziemy do stadionowej knajpy, w celu "zdobycia" biletów i oczywiście, uzupełnienia elektrolitów. Najpierw trafiliśmy do oficjalnej knajpy klubu, jednak cena piwa (10 euro, orzeszki gratis;-) nas z niej szybko wygoniła. Tak samo zdziwiona ceną była siedząca już tam grupka Delije, z którymi sobie pogadałem i... prosili o namiar na jakąś tańszą knajpę. Przeszliśmy więc na drugą stronę ulicy, gdzie znajduje się kibicowska knajpa Olympiakosu, prowadzona przez jednego z liderów Gate 7. Po drodze, jak przystało na prawdziwego celebrytę, udzieliłem wywiadu dla serbskiej TV - dziennikarze stacji Arena Sport zaczepili mnie, biorąc mnie chyba za Greka i po angielsku zaczęli pytać o zgodę między klubami (Olympiakos i Zvezda to zgoda, jakby ktoś zapomniał) i o to, jak będzie na trybunach i na boisku. Jednak kiedy zorientowałem się, że są z Serbii, zadziwiłem ich (i siebie trochę też), po serbsku odpowiadając na ich pytania i tłumacząc, że przyjechałem 2500 km z Polski na mecz.

Knajpę kibiców Olympiakosu znałem z wcześniejszej wizyty w Atenach, jednak nie przypuszczałem, że wchodząc tam rozpoczynam aż tak miłe popołudnie, wieczór i noc ;-). Popijając różne dobre rzeczy z właścicielem, nie tylko dostaliśmy pewność, że bilety dla nas są, ale zostaliśmy jeszcze zaproszeni na wieczorną imprezę zgodową organizowaną przez Gate 7 dla Delije! Impreza, z racji dużej rzeszy uczestników, zorganizowana była w hali niedaleko stadionu. No więc nie sposób było odmówić, trzeba było tam iść.

fot. Jacek

Kiedy weszliśmy na miejsce imprezy, zobaczyliśmy dziesiątki pięknie nakrytych obrusami stołów, więc zajęliśmy jeden z nich, a wkrótce sala zaczęła się zapełniać Serbami i Grekami. Następnie wjechało przepyszne greckie żarcie i niezliczone ilości piwa, a "wjazd" tego ostatniego był ponawiany jeszcze kilkunastokrotnie. Przed halą stały dwa tiry (!) wyładowane złocistym trunkiem. Jeśli chodzi o muzykę, nie zabrakło typowo serbskich, melodyjnych hiciorów, a także pieśni "Oj Kosovo, Kosovo".

Rzecz jasna, było też mnóstwo śpiewów sławiących obydwa kluby i dissujących obie główne kosy, tzn. PAO i Partizan. I trzeba przyznać, że arsenał pieśni Delije "sławiących" kibiców Partizana, ich matki i dzieci oraz opisujących to co z nimi robią kibice Zvezdy jest naprawdę bogaty ;-). Podobnie jak melodie – tak rytmicznego i melodyjnego wykonania hitu pod tytułem "Jebemo, karamo" nie powstydziłby się nawet Pavarotti ;-). Oczywiście, podczas wspólnych śpiewów, czy to kibicowskich, czy to hitów z głośnika płonęło całe mnóstwo rac.

fot. Jacek fot. Jacek

W końcu z imprezy trzeba było wyjść, biorąc pod uwagę, że nazajutrz o 15 trzeba było być w formie, gdyż o tej właśnie godzinie Delije mieli zbiórkę na placu Syntagma w samym centrum i stamtąd dziesięciokilometrowe corteo do stadionu.

Środa powitała nas tak samo jak i wtorek, tyle że bez chęci zwiedzania. Przyszliśmy na Syntagmę, gdzie trwały już wspólne śpiewy, odpalanie rac i...coś jeszcze. Mianowicie pod parlamentem (a więc na samym placu) odbywała się jakaś demonstracja muzułmańskich imigrantów. Niby nic, ale... w godzinie zbiórki Gate 7 i Delije w tym samym miejscu?! Oczywiście, uzbrojonej po zęby policji było całe mnóstwo, a wyznawców zasiłków i Mahometa raptem garstka, ale jakoś ciężko mi sobie wyobrazić analogiczną sytuację w Warszawie. Myślę, że wyżej wymienieni wyznawcy musieliby wtedy sprintem oddalić się w stronę Mekki ;-). Kiedy przemarsz ruszył, ja i kolega B. też ruszyliśmy na stadion, ale... metrem. A to dlatego, że na godzinę 16 byliśmy umówieni z właścicielem kibolskiej knajpy na "jednego" i na odbiór biletów na mecz.

fot. Jacek fot. Jacek

W knajpie znów super atmosfera, niedługo po nas zaczęli pojawiać się też Delije. Zostaliśmy ugoszczeni jak królowie, Grecy gdy tylko widzieli, że nasz stół jest pusty, z powrotem go "zapełniali". Bilety oczywiście mogliśmy nabyć, fakt że na trybunę piknikową, ale i tak byliśmy przeszczęśliwi. Tylko kulisy meczu, o których dowiedziałem się przed pierwszym gwizdkiem z naprawdę dobrego źródła (a nie takiego, które tylko rozsiewa ciągle nowe teorie spiskowe) mogły mi zepsuć humor, a w skrócie wyglądało to tak: Zvezda i Olympiakos dogadały się po losowaniu, że obie ekipy wygrywają u siebie. W pierwszym meczu w Belgradzie wygrała Zvezda, czyli teraz miał wygrać Olympiakos. I nie ważne, że dla obu drużyn to jest mecz o pucharową wiosnę (stawką meczu było 3. miejsce w grupie) – ma wygrać Olympiakos i już. Tylko zwycięstwo dawało gospodarzom awans, każdy inny wynik premiował Zvezdę. A jak było na boisku? Oglądając mecz i mając cały czas z tyłu głowy to wszystko, nie sposób było wierzyć w sport (choć ja w piłkę definitywnie przestałem wierzyć po meczu Legia-Zagłębie w 2007).

W pierwszej połowie ciągłe ataki Olympiakosu, ale bramka nie chce paść. Jedna jedyna groźna akcja Zvezdy i... karny. Karny dla Zvezdy! Niemożliwe! I co, przestrzelą? – zastanawiałem się. Oczywiście, że przestrzelili. W drugiej połowie Zvezda może ze dwa razy wyszła ze swojej połowy, a pod jej bramką trwała nawałnica, ale ciągle nic nie chciało wpaść. Wreszcie, w 82. minucie na boisko wszedł obrońca Zvezdy, Jander, który już 3 minuty później popisał się iście siatkarskim zagraniem we własnym polu karnym robiąc ręką wszystko, by piłka jej przypadkiem nie ominęła. Zatem karny i gol dla gospodarzy. Do końca meczu 5 minut, ale jako, że wynik "satysfakcjonował" gości, nie było z ich strony jakichś prób ataków...

fot. Jacek

Wracając do spraw ważniejszych, czyli kibicowskich, na wejście piłkarzy została zaprezentowana zgodowa oprawa przez Gate 7,a reszta stadionu podniosła kartony w barwach obu drużyn. Doping prowadzony był na obydwu trybunach za bramkami, a trybuny proste tylko sporadycznie się do niego włączały. My mieliśmy miejsca wybitnie piknikowe, toteż i doping u nas był kiepsko słyszalny. Ale oczywiście był on prowadzony w typowym bałkańskim stylu – żywiołowe reakcje na wydarzenia boiskowe i akcent na melodyjność, nie na głośność. Delije zajęli narożny sektor i oczywiście byli aktywni cały mecz, ale też z naszej, dalekiej perspektywy nie było wiele słychać.

fot. Jacek

Po meczu, kiedy siedzieliśmy w wiadomej knajpie, zostaliśmy zaproszeni na jeszcze jedną imprezę integracyjną Gate 7 - Delije i kolega B. był wielkim entuzjastą pójścia na nią, ja jednak byłem już tak "wyimprezowany", że tylko modliłem się w duchu, by po kolejnym piwku B. zapomniał o tym i grzecznie, tanecznym krokiem wrócił do hotelu. I na całe szczęście, udało się. Inaczej, samolot następnego dnia o godz. 17 mógłby odlecieć bez nas.

Kończąc nie piszę, że mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pojadę do Aten na mecz. Bo to, że pojadę, to nie nadzieja. JA TO PO PROSTU WIEM!

fot. Jacek
fot. Jacek
fot. Jacek

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

+dodaj komentarz
olo - 15.04.2020 / 11:20, *.tpnet.pl

Dzień przed meczem Legii z Atromitosem w Pireusie Olympiakos grał mecz w LM na który w kilka osób się wybraliśmy. Bilety bez problemu ( po załatwieniu kart klubowych ) można było kupić w pawilonie od strony metra. Na kładce jest knajpka w której piwo jest w dosyć przystępnej cenie. Atmosfera na stadionie dosyć żywiołowa, ale nie jest to Ł3, stadion jest spory, ale miejsca bardzo wąskie, choć i tak wydaje się luźno w porównaniu ze stadionem w Dortmundzie. Polecam takie wyjazdy, ponieważ można porównać w jaki sposób funkcjonują kibice i kluby.

odpowiedz
oLaf - 14.04.2020 / 20:16, *.vectranet.pl

fajny opis, dawajcie więcej ciekawych relacji (może być z lat 90tych po Polsce jak się jeżdziło : )

odpowiedz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.