Puchar Polski 1995. Mecz Legia - Raków. Od lewej: Leszek Pisz, Zbigniew Robakiewicz, Zbigniew Mandziejewicz, Marek Jóźwiak - fot. Włodzimierz Sierakowski / 400mm.pl
REKLAMA

Nasz wywiad

Tune(L) czasu: Zbigniew Robakiewicz

Qbas, źródło: Legionisci.com

Gdy zadzwoniłem, to na początku podchodził z rezerwą. „O czym chce pan rozmawiać?”. Odpowiedziałem, że powspominać Legię. Podejście rozmówcy od razu się zmieniło: „A, to same przyjemności. Bardzo chętnie”. Zapraszamy na „Tunel czasu” ze Zbigniewem Robakiewiczem, który grał przy Łazienkowskiej łącznie przez ponad 10 lat, trzy razy wygrywał ligę i sięgnął po cztery puchary Polski.

Aż trzech braci Robakiewiczów grało w Ekstraklasie. Pochodzi pan z rodziny o sportowych tradycjach?
Zbigniew Robakiewicz: Nie, nie mamy szczególnych genów. Po prostu najstarszy brat, Józef, zaczął treningi w ŁKS i tak razem z Ryśkiem podążaliśmy jego ścieżką. Właściwie to trzeba byłoby pytać Józka skąd u niego wzięła się pasja do sportu. W każdym razie jesteśmy ewenementem na skalę Europy, bo raczej nie zdarza się, albo dzieje się to bardzo rzadko, by trzech braci doszło na najwyższy poziom ligowy w danym kraju.

W Ekstraklasie debiutował pan w barwach ŁKS jeszcze jako nastolatek.
- Rozegrałem 27 spotkań w lidze i pojawiło się zainteresowanie Legii. A to było tak: zimą 1986 r. byliśmy z ŁKS na obozie w Spale i pojechaliśmy do Warszawy na sparing z Gwardią. Na stadionie była drużyna Legii wraz z trenerami i kierownikiem. "Wojskowi" szukali wtedy młodego bramkarza. Oglądali mecz i kierownik Kazio Orłowski rzucił: "No przecież tutaj gra odpowiedni chłopak. Bierzemy go do wojska!". No takie były czasy. Dostałem powołanie dwa tygodnie przed terminem i tak trafiłem na Łazienkowską. Od razu trafiłem na Legię, tu była unitarka, chodziliśmy przez miesiąc w mundurach, ale już codziennie trenowałem z I drużyną.

Mniej więcej w tym czasie do zespołu trafiło kilku młodych piłkarzy, którzy potem odegrali w nim dużą rolę.
- Leszek Pisz, Marek Jóźwiak, Arek Gmur, jeszcze kilku chłopaków. Zrobiła się bardzo fajna ekipa. Miło wspominam te początki, szybko spodobało mi się w Warszawie, a i znakomicie przyjęto mnie w zespole. Pod swoje skrzydła wziął mnie Jacek Kazimierski i niejako namaścił.

Maciej Szczęsny, który również wtedy przyszedł do klubu, wspominał, że obu wam wydawało się, że jesteście znakomitymi bramkarzami, ale okazało się, że Kazimierski, to były trzy piętra wyżej.
- Oj, to była klasa. Reprezentant Polski, podpatrywało się go na treningach. Wzór. Po prostu wzór. Bardzo wiele się od niego wtedy nauczyłem.

Niedługo potem został pan gwiazdą kina. Zagrał pan przecież w kultowym filmie "Piłkarski poker". Nie korciło pana, by się przekwalifikować?
- (śmiech) Nie, choć muszę przyznać, że do tej pory jestem rozpoznawany przez młodzież właśnie dzięki temu filmowi. Często jest bowiem puszczany na różnych kanałach. Zagrałem w nim, bo reżyser Janusz Zaorski przyjechał kręcić zdjęcia i zapytał, czy nie zgodziłbym się wystąpić. Trener Strejlau też nie miał nic przeciwko, no i pojawiam się w paru ujęciach. To był epizod, ale przyznam, że bardzo miły.



Rozegrał pan w Legii 250 spotkań, ale tylko pięć w europejskich pucharach. Za to z jakimi drużynami!
- Debiutowałem w pucharach w Monachium przeciwko naszpikowanemu gwiazdami Bayernowi. Potem pechowo ominęły mnie mecze z Barceloną w 1989 r., bo złapałem ospę od mojego siostrzeńca, Pawła Golańskiego, zresztą przyszłego reprezentanta Polski. Sezon później, gdy dotarliśmy do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, to u trenera Stachurskiego bronił Maciek Szczęsny. No, ale zagrałem właśnie w półfinale, bo Maciek musiał pauzować za czerwoną kartkę. Rywalizacja na tym poziomie, jeszcze przeciwko wielkiemu Manchesterowi United, to było coś niezapomnianego. Graliśmy z nimi jak równy z równym, zwłaszcza w Anglii. Chociaż i w Warszawie był moment, że prowadziliśmy. Może gdyby wtedy Marek Jóźwiak nie faulował wychodzącego ze mną sam na sam Lee Sharpa? Byłem w formie, często wygrywałem pojedynki z napastnikami. Kto wie, czy i tym razem by mi się nie udało? A tak skończyło się na 1-3 i 1-1 w rewanżu. W Manchesterze znów błysnął Wojtek Kowalczyk, który szalał na boisku. To był wówczas świetny napastnik, świetny. I wszystko mu wpadało. Jakby nie uderzył, to piłka leciała do siatki.



Przeciwko Bayernowi błysnął pana brat - Ryszard, który był napastnikiem i w rewanżu strzelił dwa gole. Tyle że skończyło się 3-7.
- Rysiek miał swój dobry czas. Nie tylko strzelał w ŁKS, ale też trzykrotnie wystąpił w reprezentacji. A te bramki przeciw Bayernowi na pewno ułatwiły mu transfer do Austrii, gdzie grał do końca kariery.

A pana nie ciągnęło, by podążyć za bratem i ruszyć za granicę?
- Propozycje były, ale w Legii ciągle mnie namawiano: Zbyszek, zostań jeszcze rok, jeszcze pół roku, jesteś potrzebny. No i tak wyszło, że dopiero w 1996 r. wyjechałem do Iraklisu Saloniki. Przeciągnęło się to więc bardzo długo. Ale nie żałuję!

Końcówka lat 80. to świetna paka przy Łazienkowskiej, ale udało się zdobyć tylko jeden puchar Polski. Wielu już próbowało to jakoś wytłumaczyć. Może i pan spróbuje?
- Nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi. Może na nie spróbować odpowiedzieć jedynie chodząca piłkarska encyklopedia Andrzej Strejlau.

Słynął pan z tego, że wyczekiwał do końca. Jak to mówił Wojciech Kowalczyk: nigdy nie siadał pan na tyłku.
- To prawda. Zawsze miałem to opanowanie, stałem możliwie długo i czekałem. Nieskromnie przyznam, że nie było łatwo wygrać ze mną pojedynek. Pamiętam fajną historię z Płocka. Geworgian wyszedł ze mną sam na sam i słychać taki krzyk z ławki: "Nie rób podcinki, bo on stoi do końca!". Już takie anegdotki w lidze o mnie chodziły. Poza tym byłem szybki i skoczny, musiałem przecież jakoś zniwelować niedobór wzrostu. 180 cm jak na bramkarza, to za mało, ale radziłem sobie.

Musiał pan radzić sobie też z nie byle jakim rywalem. Maciej Szczęsny był również świetnym bramkarzem.
- Rywalizacja z Maćkiem... Uff... Trzeba było mieć naprawdę mocną psychikę, by to wytrzymać. Ciśnienie było ogromne. Obaj wiele zyskaliśmy na tej naszej rywalizacji, ale jednocześnie sporo meczów nas ominęło. U jednego trenera grał on, u drugiego ja. I zawsze do pierwszego błędu. Nie mieliśmy żadnego komfortu pracy.

Bardzo się wtedy nie lubiliście?
- Nie miałem z nim żadnego problemu, to raczej on ze mną, ale było minęło i nie ma co do tego wracać. Teraz żyjemy w zgodzie, zdarza nam się porozmawiać przez telefon, swego czasu nasi synowie trenowali razem w Agrykoli. Bardzo miło mi się zrobiło, gdy parę lat temu Maciek zadzwonił i pogratulował mi występu Zubasa, którego wyszukałem na Litwie, w meczu z Legią. A i ja Maćka po latach też rozumiem. Każdy z nas chciał wtedy grać regularnie, w klubie powinni dużo wcześniej zdecydować, kto jest numerem jeden. A tak graliśmy w na zmianę, z wiecznym oddechem rywala na karku i świadomością, że każdy błąd skończy się ławką.

Mimo tego nazbierał pan wspomniane ćwierć tysiąca meczów i jest pan drugim bramkarzem Legii w historii pod względem liczby występów.
- I myślę, że na długo pozostanę. Teraz w polskich klubach zawodnicy grają krótko, zmieniają, wyjeżdżają za granicę. W każdym razie wyprzedza mnie tylko Jacek Kazimierski i jestem bardzo dumny z mojej pozycji.

Skoro przy ciekawostkach jesteśmy, to przez całą karierę nie dostał pan żółtej kartki.
- Zawsze byłem bardzo spokojny, nie szukałem konfliktów, szanowałem sędziów i rywali, starałem się grać fair. Cóż więcej dodać?

Grał pan z wielkimi rywalami w pucharach, osiągał z Legią sukcesy, ale również bronił w sezonie, gdy o mało nie spadliście z ligi.
- W klubie była wtedy straszna bieda. Straszna. Nie było pieniędzy, organizacja fatalna. Płacono nam z tego co było w kasach z biletów. Dostawaliśmy więc wynagrodzenie w bilonie. Dochodziło do tego, że kierownik drużyny Boguś Łobacz prał nam stroje i robił z żoną kanapki. No i wielu świetnych piłkarzy odeszło: Kosecki, Darki: Wdowczyk i Kubicki, Leszek Pisz został wypożyczony do Motoru Lublin. Ciężki czas. I właśnie decydującym był mecz z Motorem już pod koniec ligi. Gdybyśmy go nie wygrali, to w końcówce mogło być ciężko. Na szczęście Leszek nie zagrał, a my pewnie zwyciężyliśmy 3-0.

Bieda często scala zespół.
- Tak było też z nami. Mieliśmy znakomitą, rodzinną atmosferę, wzajemnie sobie pomagaliśmy. Spotykaliśmy się również towarzysko i tak się ten zespół tworzył.

Słynne rybki u Robakiewiczów.
- Moja małżonka do tej pory znakomicie przyrządza ryby. Chłopaki bardzo lubili. Do nas wszyscy ciągnęli. Mówiło się: "Jedziemy do Robaka!", no i przyjeżdżali do nas, do Rembertowa. Mnie to cieszyło, spędzaliśmy miło czas, integrowaliśmy się, a potem jeden za drugiego walczyliśmy na boisku.

Efektem był mistrzowski tytuł w 1993 r. Chwilę potem odebrany przez PZPN.
- Czułem się bardzo rozczarowany. Zabrano nam mistrzostwo na podstawie pogłosek, tego, co się komuś wydawało. Wystarczyło zorganizować dodatkowy mecz Legia - ŁKS i sprawa byłaby wyjaśniona. A tak skorzystał Lech, który był przecież dopiero trzeci i to chłopaki z Poznania zagrali w pucharach i zgarnęli premie. To nie było sprawiedliwe. E, szkoda gadać.



Potem bronił pan jeszcze cały sezon 1993/94, gdy wygraliście wszystko, co było do wygrania w Polsce. Wydawało się, że Liga Mistrzów jest na wyciągnięcie ręki, zwłaszcza że Hajduk Split uchodził za rywala do ogrania.
- No właśnie, my też tak uważaliśmy. I to nas zgubiło. Za bardzo uwierzyliśmy w swoją siłę, a nie doceniliśmy Chorwatów. Boleśnie nas skarcili. Już w Warszawie przegraliśmy 0-1, a rewanż to była prawdziwa klęska.

Niedługo potem trener Janas zaczął stawiać na Szczęsnego. Pan bronił już właściwie tylko wtedy, gdy rywala eliminowały kontuzje.
- No i po sezonie poszedłem na wypożyczenie do Łodzi. Legia zdecydowała się w końcu postawić na Maćka, do tego zbroiła się i koniecznie chciała ściągnąć z ŁKS Tomka Wieszczyckiego. Udało się dokonać wymiany na mnie, Grześka Wędzyńskiego i Marcina Mięciela.

Liga Mistrzów przeszła panu koło nosa.
- Cóż poradzić? Nie ma co rozpamiętywać. Miałem za to dobry sezon w ŁKS, gdzie wystąpiłem we wszystkich spotkaniach.

A po roku, gdy wydawało się, że wróci pan do Warszawy, to wylądował pan w Salonikach. Zresztą razem ze swoim przyjacielem Leszkiem Piszem.
- Dostałem propozycję z Iraklisu Saloniki i tylko jeden dzień na odpowiedź. Nie wiedzieliśmy zbyt wiele o tym klubie, ale podjęliśmy z żoną decyzję, że polecimy. Nie było wtedy internetu, więc nie mieliśmy jak tego sprawdzić przed wyjazdem, a na miejscu okazało się, że organizacyjnie wygląda to bardzo źle. Leszek trafił do PAOK, ale był tam krótko i zakotwiczył w Kavali. To jakieś dwie godziny jazdy samochodem więc często się odwiedzaliśmy i sporo czasu spędzaliśmy razem. W każdym razie rodzina miała w Grecji roczne wakacje, a ja miałem ciężką pracę (śmiech).

Wrócił pan do Legii, ale bronił głównie Szamotulski.
- Przychodziłem pogodzony z tym, że będę rezerwowym. Miałem z Grześkiem bardzo dobre relacje. Trener Jabłoński stawiał konsekwentnie na niego, ale po paru słabszych meczach dostałem szansę od trenera Kopy. Który zresztą na koniec uznał, że nie będę już w klubie potrzebny. Nie było wtedy w Legii dobrej atmosfery. Zespół miał prowadzić trener Białas, a Kopa miał być kimś w rodzaju menadżera. No i bardzo wchodzili sobie w drogę. Jeden mówił jedno, a drugi co innego. Wykupiłem w końcu swoją kartę i trafiłem do Opoczna, gdzie szykowano się do gry o Ekstraklasę.

Potem było jeszcze Okęcie, które przez chwile miało mocarstwowe plany i po raz trzeci w karierze zameldował się pan przy Łazienkowskiej.
- Szamotulski odszedł do Grecji i Legia rozglądała się za bramkarzem. Kazimierski powiedział, że daleko nie trzeba szukać, bo przecież jest taki w Okęciu. I przez półtora roku nie zszedłem z bramki nawet na minutę.

I grał pan znakomicie. Szczęsny powiedział wtedy, że był pan nawet nie tyle najlepszym bramkarzem Ekstraklasy, co w ogóle piłkarzem.
- To było po moim nieoczekiwanym powrocie do Legii. Trenerem był Franciszek Smuda, a bramkarzami zajmował się dobrze mi znany Jacek Kazimierski. Świetnie się czułem pod jego okiem, dobrze mi się grało, odżyłem. Taka druga młodość. I zawdzięczam ją głównie współpracy z Jackiem. Dostałem wtedy piłkarskiego Oskara i do tej pory ta nagroda stoi u mnie w domu w gablocie.

A jak to potem wyglądało? Nie chciał pana Okuka?
- Nie. Nie mogliśmy się z klubem dogadać finansowo. Gdy wróciłem z Okęcia otrzymałem bardzo niski kontrakt, a ponieważ byłem czołowym bramkarzem w lidze, nagradzanym, to chciałem podwyżkę. Nie dostałem, ale za to dostałem telefon z Dyskobolii. Pieniądze były już lepsze, ale jednak nie wspominam najlepiej pobytu w Grodzisku Wielkopolskim. Po latach życia w dużych miastach, trudno było się przystosować do życia w małej miejscowości, szczególnie rodzinie. Po pół roku rozwiązałem umowę za porozumieniem stron i podziękowałem prezesowi Drzymale, którego zresztą bardzo szanowałem.

fot. Włodzimierz Sierakowski / 400mm.pl
Listopad 2000. Mecz Wisła Kraków 3-3 Legia Warszawa - fot. Włodzimierz Sierakowski / 400mm.pl

I wylądował pan w Widzewie. Znając życie, to pewnie Andrzej Grajewski namówił pana na projekt wielkiego Widzewa.
- Zimą 2002 r. śpię sobie spokojnie, a tu w środku nocy telefon. Dzwoni „Grajek” z Wdowczykiem ze zgrupowania w Niemczech i mówią: „Zbyszek, co ty tam robisz?”. A ja że nic. „No to dawaj do nas, pomożesz w utrzymaniu”. Odpowiedziałem: „Ludzie, jest druga w nocy, dajcie się przespać”. Ale dogadaliśmy się. Żona była zadowolona, że wracamy do Łodzi. To był dobry pomysł.

Rok później doszło do niecodziennej sytuacji. Widzew wyjechał na trzy zgrupowania i w trakcie każdego z nich na świat przychodził przyszły reprezentant Polski juniorów. Najpierw Szymon Włodarczyk, syn Piotra, potem Ariel Mosór, syn Piotra i wreszcie Michał Robakiewicz.
- Piękna seria. Mój się urodził, jak byliśmy w Niemczech. Jednocześnie widać tu jak na dłoni minusy życia piłkarza. Chłopaki się rodziły, gdy my byliśmy na obozach i wszystko spadało na nasze małżonki. Fajnie się ułożyło, że chłopaki grają w piłkę, zobaczymy co dalej im życie przyniesie.

Mosór i Włodarczyk są w Legii, a co z Michałem?
- Michał był SMS Łódź, poszedł do akademii Lecha, tam miał trochę kłopotów zdrowotnych i na razie wrócił na wypożyczenie do SMS. Gra głównie na pozycji bocznego obrońcy, prawego albo lewego. Bardzo się cieszę, że gra, podtrzymuje rodzinne tradycje, tym bardziej że synowie Józka i Ryśka już w piłkę nie grają.

Po karierze długo szkolił pan bramkarzy w Bełchatowie, potem w Kielcach i Suwałkach.
- Parę lat temu uznałem, że muszę trochę odpocząć od piłki na najwyższym poziomie. Miałem szkółkę, ale zawiesiłem działalność z powodu braku czasu. Od półtora roku opiekuję się bramkarzami w SMS Łódź. Mam 25 chłopaków z roczników od 2002 do 2010. A przy tym pomagam w Pelikanie Łowicz. Cały czas jestem w rozjazdach.

Chyba trudno się panu odzwyczaić od aktywnego sposobu życia?
- Zgadza się. Nie lubię siedzieć w miejscu, przed telewizorem. Nie znoszę bezczynności. Muszę coś robić, działać. Jestem w ruchu, zdrowie dopisuje, jest forma i to mnie bardzo cieszy. Śmieję się, że żona namawia mnie bym trochę przytył. Jeszcze nie czas (śmiech).

Trzy razy zdobywał pan z Legią mistrzostwo. Do tego cztery puchary. Piękny dorobek.
- Bardzo dobrze wspominam grę w Warszawie. Miałem przyjemność grać ze wspaniałymi piłkarzami, poznałem świetnych trenerów i niesamowitych kibiców. Wychowałem się w ŁKS, ale to w Legii osiągałem największe sukcesy, to jest też mój klub. A największą jego ikoną jest pan Lucjan Brychczy, człowiek wzór.

I zawsze na treningach trafiał tam, gdzie chciał.
- Ojejku… Zawsze po uderzeniu mówił bramkarzom z uśmiechem: „To nie mogłeś zdążyć?!”. No jakoś nigdy nie mogłem! (śmiech)

Rozmawiał Jakub Majewski

POLECAMY wcześniejsze wywiady z serii Tune(L) czasu!

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (40)

+dodaj komentarz
WSL - 05.02.2021 / 10:40, *.tpnet.pl

Czy doczekamy takich czasow !!!

odpowiedz
Safar - 05.02.2021 / 10:26, *.jmdi.pl

To była ekipa. Beret jajek pilnuje na główny zdjęciu elegancko :D :D :D. Bileciki drukowane i kolejny pod kasą do pierwszej minuty, aż towarzystwo musiało wchodzić z bramą ;)

odpowiedz
Kiwi - 04.02.2021 / 22:20, *.chello.pl

Jeden z najlepszych bramkarzy w Legii.

odpowiedz
artic - 04.02.2021 / 23:27, *.t-mobile.pl

@Kiwi: Legia zawsze miala dobrych bramkarzy dla mnie śp.Wladek Grotyński nr1 jak wychodzil na przedpole z noga uniesiona do przodu to nikt nie śmial podejsc a wyrzut z ręki milal na drugą polowe boiska no i refleks tez klasowy i wkur...komuchow swoim Fordem ubraniem i zachowaniem.

odpowiedz
filand - 05.02.2021 / 07:33, *.t-mobile.pl

@artic: Śp.Grotynski Władysław potrafił bronić po wyprawie do Holandii ....Legia Feyenord...Pierwszy raz Grotyński miał problemy, gdy w kwietniu 1970 roku przed rewanżowym meczem Legii w półfinale Pucharu Europy z Feyenoordem Rotterdam razem z Januszem Żmijewskim został przyłapany na lotnisku Okęcie na próbie wywiezienia z Polski około trzech tysięcy dolarów. Do więzienia trafił na ponad dwa lata, ale za drugą aferę przemytniczą.

odpowiedz
artic - 05.02.2021 / 11:16, *.t-mobile.pl

@filand: To dawna historia prawdopodobnie a wlasciwie bankowo ktos na śrube i konia strzelił z ucha tak samo jak na legijnych koszykarzy .

odpowiedz
Sędzia Laguna - 04.02.2021 / 21:05, *.t-mobile.pl

Cytat : "szanowałem sędziów i rywali, starałem się grać fair." To oczywiście nie do końca prawda. Robakiewiczowi zdarzały się chamskie gesty w kierunku rywali i wrogo nastawionej publiczności przeciwnika. Niezłe przedstawienie obscenicznych gestów dał w Zabrzu w 1994 roku w półfinale PP z Górnikiem (wynik 2-2). Górnicy grali nadzwyczaj chamsko i brutalnie chcąc wyeliminować kilku naszych przed decydującym meczem o mistrzostwo który miał się odbyć trzy dni później. Było sporo pyskówek, przepychanek, mecz był w telewizji i kto oglądał i pamięta to potwierdzi obsceniczne gesty Robakiewicza

odpowiedz
Marian - 04.02.2021 / 09:26, *.plus.pl

Jóźwiak jak zawsze trzyma się za torbę,co za nawyk

odpowiedz
Janusz - 04.02.2021 / 12:14, *.180.132

@Marian: nie za torbę tylko za kopyto

odpowiedz
OIF - 04.02.2021 / 09:17, *.orange.pl

Nie mogę się doczekać na tunel czasu z Grzegorzem Szamotulskim i Krzysztofem Ratajczykiem

odpowiedz
Tadeusz - 04.02.2021 / 08:51, *.180.132

Myślę że Pan Zbyszek jakby z tydzień potrenował złapałby lepszą formę niż aktualna otyła jedynka Legii.

odpowiedz
oLaf - 03.02.2021 / 23:31, *.vectranet.pl

super bramkarz, to były świetne czasy. Pozdrawiam!

odpowiedz
Mundek - 03.02.2021 / 23:09, *.197.60

Robakiewicz, Bednarz, Cyzio, to była paka

odpowiedz
Zdzicho - 04.02.2021 / 13:44, *.16.195

@Mundek: czy cyzio kiedys zagrał z bednarzem? Wątpię, poza tym Robak a Mecenas to inne charaktery i nie trzemali się razem

odpowiedz
Kibicbramkarzy - 03.02.2021 / 20:39, *.chello.pl

Przy wzroście 180 cm, był bardzo szybkim i skocznym bramkarzem. Pytanie czy w dzisiejszych czasach grałby w ekstraklasie – czy ktoś by mu dał szanse ? Teraz liczy się wzrost tacy bramkarze jak Casillas to Polsce nie mają szans. Nawet już w akademiach tylko wzrost, niżsi na początku nie mają szans, nawet bardzo sprawni i dynamiczni.

odpowiedz
Racje masz - 03.02.2021 / 23:09, *.vectranet.pl

@Kibicbramkarzy: najlepiej jak by był cyborgiem ,ktoś powiedział ,ze Maradona nigdy by nie był piłkarzem na dzisiejsze czasy ,

odpowiedz
Satyricon - 03.02.2021 / 20:07, *.232.77

Bardzo dobry bramkarz.Pamiętam jak Pan Zbyszek pozdrawiał trybuny. On chyba był pierwszym piłkarzem który reagował na skandowanie jego nazwiska. Zawsze podnosił rękę dziękując za wsparcie. Pełny profesjonalista.

odpowiedz
Sedes Miodulskiego - 03.02.2021 / 18:20, *.206.52

Ile farfocli wpuścił to głową mała

odpowiedz
Zyga - 03.02.2021 / 17:36, *.chello.pl

"Na bramce "Robak" on jest niebanalny jemu strzelić gola to cud niepowtarzalny." ;)

odpowiedz
koci łapci - 03.02.2021 / 16:40, *.vectranet.pl

Ooo Zbyszek to kawał historii Legii.Wcale nie gorszy od Szczęsnego.Kawał kota na bramce .Przede wszystkim pamiętam jego niesamowity refleks.Szacunek

odpowiedz
(L) Z Turku - 03.02.2021 / 14:54, *.plus.pl

Zbigniew dużo czasu spędził w Turze Turek. Był u nas bardzo podziwiany, gość z Legii gra w takim Turku. Pozdrawiam Zbyszka.

odpowiedz
WarszawskaOchota - 03.02.2021 / 14:53, *.orange.pl

To była wspaniała drużyna z która każdy się identyfikował.
Panowie mieli fatalne warunki do treningów, fatalne boisko, do tego sporo pili :) a mimo to grali znakomicie i odnosili sukcesy.
Czy dzisiaj ktoś identyfikuje się z naszymi celebrytami w drużynie ?
Dzisiaj piłkarze maja doskonale warunki do treningu i gry, nowoczesny ośrodek treningowy, piękny stadion, cały sztab ludzi włącznie z dietetykami i co ? I dostają lanie od byle kogo.
Lata 90 wspominam bardzo miło i przyznam szczerze ze tęsknie za taką Legią.

odpowiedz
Satyricon - 03.02.2021 / 20:13, *.232.77

@WarszawskaOchota: Oj tak. 187 i przed Grójecką... CCCWKA.. to były czasy!

odpowiedz
Czwarty Pasek Na Dresie - 04.02.2021 / 14:30, *.chello.pl

@Satyricon: Legiobusy były niezłe. Teraz gburowato w transporcie...

odpowiedz
filand - 04.02.2021 / 19:03, *.inetia.pl

@WarszawskaOchota:
Linia 188 kierunek pętla na Korotyńskiego...Ekipa z Rakowca wychodziła że 187 przy pomniku Lotnika....
Pozdrawiam ⚽️⚽️⚽️⚽️⚽️

odpowiedz
ChłopoRobotnik - 04.02.2021 / 21:28, *.virginm.net

@filand: linia 162 byla hardkorowa, Brodno Praga i Targowek nia jezdzily, raz kanar wylecial przez okno a konkretnie tylna szybe ikarusa, a innym razem krotki ikarus (nieprzegubowy) przewrocil sie na bok w czasie tanczymy labada na Nowym Zjezdzie przy Mariensztacie

odpowiedz
filand - 04.02.2021 / 23:17, *.t-mobile.pl

@ChłopoRobotnik:
Lewobrzeżna Warszawa zawsze różniła się od Prawobrzeznej Warszawy...
Pozdrawiam ⚽️⚽️⚽️⚽️⚽️

odpowiedz
Cult⚽️Legia - 05.02.2021 / 00:37, *.252.69

@ChłopoRobotnik: 162!✨✌️✨

odpowiedz
Stara Ochota - 05.02.2021 / 10:46, *.t-mobile.pl

@filand: Stara Ochota wysiadała przy Kopińskiej, dalej chłopaki z Ursusa jechali ;) Rzeczywiście to były czasy, beztroskie a dziś praca, rodzina, dom... ciężko znalezć czas dla kochanej Legii, inna sprawa że ta dzisiejsza Legia jakaś taka zbyt nowoczesna, korporacyjna, bez tego dawnego ducha i niepokorności....

odpowiedz
Bizon lpu - 03.02.2021 / 14:37, *.centertel.pl

Chciałbym przeczytać tunel czasu z Ratajem. A swoją drogą, robak to jeden z moich ulubionych zawodników tamtych czasów ????

odpowiedz
ADAMOWICZ ALE NIE PAWEŁ - 03.02.2021 / 14:30, *.centertel.pl

Pisz Robak Mandzia Juziu
Pili i grali i była tylko jedna drużyna która mogła się przeciwstawić

odpowiedz
Normalny człowiek - 03.02.2021 / 13:45, *.net.pl

To była paka!

odpowiedz
kkk - 03.02.2021 / 12:52, *.vectranet.pl

Ale fotka sentymentalna w '95 miałem 15 lat i to były moje początki na Legii jak się na Żyletę za garść drobniaków wchodziło albo starsi mówili że jesteś z nimi i cię przeciskali gdzieś tam dziurą:)Szalone czasy:)

odpowiedz
Warszawa Śró - 03.02.2021 / 12:05, *.vectranet.pl

"W bramce Robaczek, jest genialny,
Strzelić mu gola to cud niepowtarzalny" :)

odpowiedz
artic - 03.02.2021 / 11:23, *.t-mobile.pl

Kazimiera wzor??? A czy przypadkiem to nie on z kolezkami" odpuscili" bodajze w roku 86 decydujacy mecz o tytule MPz Gornikiem w Zabrzu.

odpowiedz
SŁAWEK(L) - 04.02.2021 / 08:44, *.162.6

@artic: Zbyszkowi chodziło o umiejętności, a te Jacek Kazimierski miał w latach 80 najlepsze w kraju.

odpowiedz
artic - 04.02.2021 / 13:16, *.t-mobile.pl

@SŁAWEK(L): Zgadza sie ale przez nie przylozenie sie do tego meczu w 86( a rozne sluchy chodzily o tych zawodach w Zabrzu) nie mozna wobec tego JK stawiac jako wzor zreszta do tej pory widuje sie tego bramkarza czesto u buka na Goclawiu.

odpowiedz
Radom (L) - 03.02.2021 / 10:26, *.lycamobile.pl

Brakuje tylko aktualnego zdjęcia Pana Zbyszka :) najbardziej pamiętam jego mecz 3:2 z Widzewem w Łodzi.

odpowiedz
koneser polskiej piłki - 03.02.2021 / 09:56, *.52.138

zdecydowanie lepszym bramkarzem był Marijan Antolović

odpowiedz
Ździchu - 03.02.2021 / 11:46, *.centertel.pl

@koneser polskiej piłki: nie prawda bo Skaba :)

odpowiedz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2021 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.